Pereł cały sznur

Góry zwą się Karkonosze, co nie bardzo mi pasuje, bo rymuje się feministycznie (biustonosze), może jednak ma swój sens anatomiczno-artystyczny
Mianowicie sznur pereł wisi na karku, a wokół Karkonoszy nie tylko jedna Perła Zachodu - cały naszyjnik.

Aby tylko dojechać. Niestety, karkonoska metropolia Jelenia Góra za górami, za lasami, za fatalnymi drogami. Cóż, że za Wrocławiem jest kawałek autostrady, kiedy wciąż remontowany. Pociąg z Wrocławia z kolei upadek polskiego kolejnictwa pokazuje najlepiej - nie śpieszy mu się nigdy, choćby zwał się pośpiesznym. Najlepiej służy mikrobus, który z wrocławskiego dworca PKP w półtorej godziny do Jeleniej Góry dowozi.

Gdy się tam w końcu dotrze, własnego samochodu jeszcze nie mając, radzę wsiąść w autobus nr 9 i do Cieplic udać się jak w dym. Owa dziewiątka uzdrowisko okrąża i aż do Sobieszowa pod górę Chojnik zmierza, my jednak wysiądźmy na przystanku Sanatorium MSW. Ono po prawej, a po lewej, trochę w głębi, Prawosławny Dom Opieki Świętego Stefana (ul. Cieplicka 70a, tel. 0 75 755 11 38, http://www.cieplice.cerkiew.pl). Prawosławny, ale pluralistyczny w swej opiekuńczości, służy także katolikom, agnostykom... Noclegi po 25 zł, wyżywienie co łaska (można też pichcić samemu w kuchence dla turystów), pokoje dwuosobowe z łazienką i balkonem, kuchnia przednia. Ale brzuch nie ważniejszy od ucha, a już na pewno nie od ducha, więc polecam przede wszystkim śpiewy cudowne w kaplicy domowej.

By owe Karkonosze zobaczyć, trzeba tylko wyjść z domu do ogrodu i na południe popatrzyć. Gdy chmury się nie kłębią, całe pasmo widać jak na dłoni: od prawej Szrenica, Śnieżne Kotły, Śnieżka, za nią Pasmo Kowarskie.

Gdy sił starcza nie tylko na patrzenie, można w gór kierunku spacer pieszy dowolnej długości zrobić. Między ogródkami działkowymi do wału przeciwpowodziowego (w 1997 roku okazał się zbawienny) idziemy, dalej nim w lewo, potem zejściem w prawo Doliną Cieplicką szczególnego uroku. Zaraz po lewej jeziorko wśród drzew, więc ciemne tajemniczo, a dalej droga wśród bujnych zarośli, z czasem nad stawami cieplickimi. Ładne one, choć nie umywają się do sąsiednich, na granicy Cieplic i Podgórzyna (miejscowość od wschodu, dojazd z Jeleniej Góry przez Cieplice autobusem miejskim). Tam też hodowla ryb ze smażalnią na miejscu, ale również z łabędziami oraz widokiem na góry przeglądające się w wodzie, klasy niemal zerowej.

Zamek Chojnik zdobiący ową górę widać też spod domu. Można go zobaczyć, podjechawszy dziewiątką albo "per pedes Apostolorum" spod domu w stronę gór na prawo. Tam najpierw staw, też wśród drzew, potem dalej wędrówka równiną, Sobieszów wielce zielony - i dość ostro pod górę, nawet szlakiem łagodniejszym. Polecam jeszcze bardziej dojazdy autobusami miejskimi do Przesieki lub Michałowic, skąd trasy górskie wielkiej piękności po poniemieckich drogach wygodnych.

Kto nad świeże powietrze sztukę przedkłada albo oboje poważa, niech w centrum Cieplic zamek Schaffgotschów obejrzy, zwiedzi też perełkę baroku - kościół św. Jana Chrzciciela oraz potężną świątynię ewangelicko-augsburską. Kto ptaki i motyle kocha, niech w pięknym parku norweskim stosowne muzeum znajdzie. Zdrój też, rzecz jasna, wart posmakowania.

Co prawda jest sporo budynków koszmarnych: ząb komunizmu zdarł z nich wszelkie piękno, a dzisiejsze władze miejskie odnawiają w tempie ślimaka. Buduje się dużo miłych willi prywatnych, ale stare domy samorządowe odstraszają...

Cieplice są dziś częścią Jeleniej Góry, ale tylko formalnie - faktycznie każde ma swoje śródmieście. Jeleniogórską starówkę zwiedzić warto. Wojna jej nie ruszyła, dopiero czas walki o pokój, ale ostatecznie zwyciężyła pasja remontowa. Jako zwariowany ekumenista polecam cerkiewkę na deptaku - wnętrze dużej urody.

Z Cieplic dogodne dojazdy do Szklarskiej Poręby (Szrenica, Śnieżne Kotły) i Karpacza (Śnieżka). Te miasta i szczyty sławne zimą i latem, więc im chwały nie dodam, skupiając się na ozdobach mniej ogłaszanych.

Zatem Perła Zachodu. W latach szalejącego marksizmu-kretynizmu zwana Perłą Smrodu, bo budowniczy raju na ziemi między Cieplicami a Jelenią Górą fabrykę pt. Celwiskoza skonstruowali, która z uzdrowiska chorowisko czyniła. Na szczęście ten czarny sen mamy za sobą, a przed sobą wypad do owej Perły cienistą doliną rzeki Bober na północ od centrum Jeleniej Góry, ze wspaniałą zaporą wodną i jeziorem.

Na koniec o czymś dotąd prawie nieznanym - wspaniałych kamieniołomach ukrytych skromnie w pobliżu Michałowic. Trzeba jechać przez Sobieszów, Piechowice albo Jagniątków i przy ślicznym michałowickim kościółku skierować się na zachód, by po 20 min zobaczyć olbrzymie schody skalne - ściana kamienna, wysoka i długa, pod stopniem przepaść, w niej trochę wody i dużo zieleni. Widoki jedyne w swoim rodzaju, ale niejedyne piękne w karkonoskiej stronie.