Budapeszt

Budapeszt ma tę oczywistą przewagę nad Warszawą, że jest nie tylko piękniejszy, i w swoim pięknie szlachetniejszy, elegantszy, ale też i tańszy. Tańsze jest zarówno jedzenie w sklepach, jak i alkohol w knajpach, tańsza również jest komunikacja miejska
Budapeszt Krzysztof VargaBudapeszt ma tę oczywistą przewagę nad Warszawą, że jest nie tylko piękniejszy, i w swoim pięknie szlachetniejszy, elegantszy, ale też i tańszy. Tańsze jest zarówno jedzenie w sklepach, jak i alkohol w knajpach, tańsza również jest komunikacja miejska Zielona Buda, wielki Peszt Prawdziwie europejską metropolią wydawał się Budapeszt także Polakom przyjeżdżającym tam tłumnie przede wszystkim w czarnych latach 80. Ich przyjazdy jednak nie miały stricte globtroterskiego wymiaru - zajmowali się w Budapeszcie głównie handlem, a ich aktywność turystyczna ograniczała się zazwyczaj jedynie do pełnego zachwytów spaceru po śródmiejskiej Vaci utca, najsłynniejszej budapeszteńskiej ulicy handlowej, pełnego drogich knajp i sklepów deptaka w V dzielnicy, kolorowej wyspy kapitalizmu w szarzyźnie krajów RWPG. Budapeszt różni się tym jeszcze od Warszawy, że właściwie się nie zmienia od lat, a jeśli już, to zmiany te trudno na pierwszy rzut oka zauważyć.

W niebo nie strzelają nowe wysokościowce, fasady XIX-wiecznych kamienic nie przeglądają się w oknach lśniących biurowców, w samym centrum bez żadnego turystycznego wysiłku spotkać można ulice z kostki pamiętającej jeszcze monarchię cesarsko-królewską, po tych ulicach suną, grzechocząc, stare tramwaje i zabytkowe radzieckie trolejbusy, a podwórka-studnie przechowują spleśniałą już mocno pamięć iście XIX-wiecznych namiętności.

Budapeszt nie jest oczywiście skansenem, ale przeszklone ściany eleganckiego Hiltona przy Szentharomsag ter koło Baszty Rybackiej oraz przybytków hotelowego luksusu wzdłuż rzeki po peszteńskiej stronie Dunaju powstały w czasach, kiedy plac Bankowy w Warszawie nosił jeszcze imię Feliksa Dzierżyńskiego.

Zmiana systemu politycznego nie odbiła się szokująco na wyglądzie miasta, bo Budapeszt zawsze wyglądał jak miasto kapitalistyczne.
Po dwóch stronach Dunaju Budapeszt dzieli się zasadniczo na dwie nierozłączne od 1873 roku połowy: płaski, wielkomiejski Peszt i górzystą, zieloną, prestiżową Budę. Koniec XIX wieku to dynamiczny rozwój miasta: powstały wtedy główne arterie komunikacyjne, drugi most na Dunaju, gmach opery, a także najsłynniejszy chyba pocztówkowy symbol Budapesztu - stojący tuż nad rzeką parlament, zbudowany dla uczczenia tysiąclecia państwa węgierskiego w 1896 roku. Zaczęły także w tamtych czasach kursować tramwaje elektryczne i pierwsza na kontynencie europejskim linia metra, mieszkańcy poznali dobrodziejstwo kanalizacji, a ta była absolutnie konieczna, bo w ciągu ostatnich 30 lat XIX wieku liczba budapeszteńczyków wzrosła z 280 tys. do 800 tys. Dziś w stolicy mieszka co czwarty obywatel liczącego 10,5 mln mieszkańców kraju. Jak zwiedzać? Przemieszczanie się po Budapeszcie to sama przyjemność, pod warunkiem że nie robi się tego samochodem - lepiej zostawić go w bezpiecznym miejscu i oddać się w opiekę komunikacji miejskiej, a ta występuje pod wszelkimi możliwymi postaciami. Można zdać się na żółte powolne tramwaje, granatowe autobusy, na trzykroć bardziej rozwiniętą niż warszawska sieć metra. Trzy linie metra: zabytkowa, XIX-wieczna ?żółta? oraz zbudowane już w czasach realnego socjalizmu ?niebieska? i ?czerwona? szybko, choć już nie komfortowo, dowiozą w pobliże każdego ważnego z punktu widzenia turysty miejsca. W samym sercu Owe trzy linie krzyżują się na Deak Ferenc ter, w samym centrum miasta, skąd tylko parę kroków do osławionej Vaci utca, placu Voeroesmartyego i naddunajskiego bulwaru z ekskluzywnymi hotelami i restauracjami. W tych okolicach jest tłoczno, ładnie i drogo, a zewsząd czyhają sprzedawcy pocztówek, pamiątek oraz karykaturzyści. Jednak nie sposób chyba, będąc w Budapeszcie, się tu nie pojawić. Strategiczny komunikacyjnie plac Ferenca Deaka leży na granicy dzielnicy V, najbardziej śródmiejskiej, i dzielnicy VII, bardzo XIX-wiecznej i pozbawionej blichtru ?piątki?. Nie zaszkodzi się przejść po dzielnicy VII, czyli Erzebetvaros, można tam bowiem poczuć stary Budapeszt.

Ponieważ pociągi z Polski przyjeżdżają na słynny Dworzec Keleti (to właśnie przed nim, na tzw. patelni, czyli znajdującym się trochę poniżej dworca placu, polscy handlarze w latach 80. sprzedawali ręczniki), warto pamiętać, że znajduje się przy nim stacja ?czerwonej? linii metra Baross ter. Można się stamtąd szybko przedostać do centrum oraz na drugą stronę rzeki, do Budy.
Wzgórze Zamkowe Do zestawu obowiązkowego świadomego turysty - prócz spaceru po V dzielnicy - należy odwiedzenie Wzgórza Zamkowego (Var), czyli budapeszteńskiej Starówki , pięknej i oczywiście w lecie pełnej turystów i sprzedawców różnych gadżetów w rodzaju strojów ludowych, bukłaków z Hortobagy, wyszywanych obrusów i wszelkich węgierskich odpowiedników ciupag i bursztynów.

Konieczna jest oczywiście przechadzka po blankach Baszty Rybackiej (Halasz bastya), obejrzenie pomnika świętego Stefana, założyciela państwa węgierskiego , chwila zadumy (jeśli pozwoli na to tłok) w chłodzie stojącego tuż obok gotyckiego kościoła św. Macieja i spacer wzdłuż okalających wzgórze murów obronnych, z których widać panoramę Budy.

Na Wzgórze Zamkowe najlepiej wdrapać się samemu przytulnymi uliczkami I dzielnicy, jeśli jednak ktoś jest słabowity bądź leniwy, zawsze może skorzystać z ładnej, stylizowanej na bardzo starą kolejki Sikló, która w ciągu kilku minut wwiezie go na górę do Budavari Palota, czyli pałacu królewskiego należącego do kompleksu budzieńskiego zamku. Dolny przystanek Sikló znajduje się na placu Adama Clarka, naprzeciwko najstarszej przeprawy łączącej Budę z Pesztem, słynnego Szechenyi lanchid, czyli mostu łańcuchowego.
Plac Moskwy Można także wybrać jadący z Deak ter autobus 16 lub mikrobus z napisem ?Var? odjeżdżający z komunikacyjnego centrum Budy - placu Moskwy (Moszkva ter ). Do Moskwy dojeżdża oczywiście ?czerwona? linia metra. Tam też mają pętlę niezawodne tramwaje 4 i 6, objeżdżające wzdłuż tzw. koer´ut całe śródmieście Pesztu i wracające do Budy z drugiej strony, przez Petofi hid.

Obie linie mają dokładnie tę samą trasę, rozdzielają się, nie wiedzieć czemu, dopiero tuż przed pętlą w XI dzielnicy.
Góra Gellerta Do obowiązków rzetelnego turysty należy także wjechanie na Górę Gellerta (Gellerthegy) i obejrzenie rozciągającej się spod stojącej na niej cytadeli panoramy miasta oraz podążanie wzrokiem za ciągnącym się ku granicy słowackiej Dunajem. Miejsce to jest drugim centrum ze straganami pełnymi ludowych pamiątek. Górę szturmują codziennie dziesiątki, jeśli nie setki autokarów i tysiące turystów. Na Gellerthegy proponuję zatem spokojne piesze wspinanie się wśród relaksującej zieleni i eleganckich domów. Plac Bohaterów Nie obejdzie się też bez wizyty na Hosok tere, czyli placu Bohaterów z imponującym monumentem przedstawiającym tychże. Można tam dojechać ?żółtą? linią metra, ale można też zrobić sobie interesujący spacer Ándrassy ut., reprezentacyjną aleją, która idzie prosto jak strzelił przez całą VI dzielnicę (D-5). Marsz zaczynamy niedaleko od Deak Ferenc ter, idąc podziwiamy operę, na wysokości Nagymezo utca mijamy z należnym szacunkiem Instytut Polski, dalej przez Oktogon i Kodaly korond wprost na Hosok tere. Inny wariant to przebijanie się przez równoległą, wspomnianą już VII dzielnicę, gdzie będziemy mogli zadumać się nad nieuchronnym przemijaniem. U wód Zaraz za Hosok tere rozciąga się Varosliget park z atrakcjami (po lewej stronie, patrząc od Hosok tere, jest m.in. Állatkert, czyli zoo, a dalej Vidampark, czyli wesołe miasteczko). Varosliget to miejsce przyjemnych spacerów i uciążliwych festynów, w weekendy intensywnie uczęszczane. W parku znajduje się sztuczne jezioro, po którym można popływać wynajętą łódką. Ponieważ Węgrzy uważają Balaton za morze, staw w Varosliget odgrywa rolę poważnego jeziora. W zimie jeziorko staje się lodowiskiem. Obok miejsca wynajmu łódek znajduje się czynna do późna knajpa. Tuż za jeziorkiem stoi stylizowany na średniowieczny ledwo stuletni zameczek Vajdahunyadvar. Wygląda bardzo sugestywnie, ale nie dajmy się nabrać.

Największą atrakcją dla turysty z Polski może być Szechenyi furdo, czyli kąpielisko im. Szechenyiego. Węgrzy bardzo lubią się taplać w leczniczych wodach, Szechenyi furdo daje ku temu ogromne możliwości. W części zamkniętej w pięknym budynku znajdują się baseny i baseniki z wodą o zróżnicowanej temperaturze, od lodowato zimnej po piekielnie gorącą. Kąpielisko owo nie jest koedukacyjne, panie i panowie taplają się osobno, a nawet nie tyle taplają, co godzinami moczą się, zmieniając tylko baseniki i oddając się masażom. Robią to wszystko właściwie nago, symbolicznie tylko chronieni dziwnymi fartuszkami. Jeśli ktoś chce wykąpać się ?normalnie?, to może to zrobić w części kąpieliska, która znajduje się nie w XIX-wiecznym budynku, ale pod gołym niebem. Inne słynne budapeszteńskie kąpieliska to Rudas przy Doebrentei ter i Gellert furdo.

Kąpielisk w Budapeszcie jest mnóstwo, można na lecznicze moczenie się przeznaczyć cały urlop.
Wyspa Małgorzaty Miejscem stworzonym do spacerów jest Margitsziget wyspa Małgorzaty.

Najlepiej dostać się na nią, wysiadając z tramwaju 4 lub 6 w połowie mostu Małgorzaty (Margit hid). Przez wyspę jedzie także autobus nr 26 (z pętli na dworcu kolejowym Nyugati). Na Margitsziget można spacerować, pławić się w tamtejszym kąpielisku lub słuchać muzyki, bo czasami są tam występy artystyczne, co nie zawsze jest ciekawe.

Jeśli pragnie się doznań muzycznych, należy wybrać się w sierp-niu na następną dunajską wyspę, położoną tuż za Margitsziget Óbudai-sziget, gdzie odbywa się coroczny potężny festiwal rockowy.

Ponieważ Węgry słyną także z muzyki cygańskiej, w niektórych śródmiejskich restauracjach można spotkać zespół instrumentalistów strunowych w strojach ludowych. To oczywista cepelia, a tej unikamy.