List z Chorwacji. Na niebiańskiej plaży

Na koniec dwugodzinnej wędrówki czekała nas kąpiel w szmaragdowej wodzie, skoki do morza z wysokiej skały i opalanie
W Rijece na stoisku z pocztówkami zobaczyliśmy zdjęcie przepięknej plaży w zatoce, z bielutkim piaskiem i lazurową wodą. Na odwrocie kartki był podpis: "Lubenice". Rozczarowani kamienistymi plażami wyspy Krk postanowiliśmy ją odszukać

Zaczęliśmy od mapy. Lubenice leżą na wyspie Cres, między Istrią a wyspami Krk, Rab i Pag. Cres razem z wyspą Losinj tworzyły kiedyś jedną wyspę, ale w czasach rzymskich zostały rozdzielone Kanałem Osorskim. Na wyspach mieszka 11 tys. ludzi, z czego 5 tys. w Mali Losinj, głównej miejscowości turystycznej wyspy Losinj (75 km kw.), znanej z łagodnego klimatu, czystego środowiska naturalnego i silnego nasłonecznienia.

Górzysty i skalisty Cres - 400 km kw. powierzchni, 3 tys. mieszkańców - nie jest wymarzonym miejscem do wypoczynku (największym miastem wyspy jest Cres; jego historia, jak większości miast w tym rejonie, sięga czasów rzymskich). Dotrzeć tu można promem z miejscowości Brestova na półwyspie Istria lub z Valbiski na wyspie Krk (skąd my przypłynęliśmy). Pokonanie promem cieśniny oddzielającej ląd od wyspy trwało pół godziny. Płynąc, uważnie obserwowaliśmy morze, bo w tutejszych wodach mieszka największe w Chorwacji stado delfinów.

Jeszcze tego samego dnia objechaliśmy północne rejony wyspy, zjedliśmy kolację w napotkanej po drodze domowej restauracji i znaleźliśmy nocleg na kempingu obok miejscowości Valun. Rano ruszyliśmy na poszukiwanie plaży. Na Cresie jest tylko jedna droga północ - południe, więc trudno zabłądzić. Znaleźliśmy skręt w boczną drogę prowadzącą do Lubenice, odgrodzoną od wyschniętych pastwisk kamiennymi murkami, tak wąską, że z przerażeniem myślałam o spotkaniu z samochodem jadącym z naprzeciwka. Ale ruch jest tu niewielki, częściej spotyka się osiołki niż samochody.

W końcu dojechaliśmy do maleńkiego miasteczka położonego na 378-metrowej skale - wyglądało jak scenografia do bajki o Śpiącej Królewnie. Samochód trzeba zostawić na małym parkingu przy wjeździe do miasteczka. Z góry zobaczyliśmy naszą plażę - taką sama jak na pocztówce. Ale najpierw postanowiliśmy zwiedzić miasteczko. Twierdza zbudowana tutaj w czasach rzymskich zwana była Hibernicia. W średniowieczu Lubenice były ważną osadą służącą za punkt obserwacyjny. Ze szczytu wzgórza roztacza się czarujący widok na zatokę i mieniący się różnymi odcieniami błękitu Adriatyk. Częściowo zachowały się mury obronne otaczające osadę, gotycki kościół św. Antoniego z XV w. przy ryneczku i - poza murami - kościół św. Mikołaja z XIV-XV w. Przez wioskę prowadzą dwie brukowane, wąziutkie uliczki, wzdłuż nich stoją niskie kamienne domki obsadzone figowcami, przy nich cysterny na wodę. Domostwa są w większości opuszczone, w nielicznych mieszkają staruszkowie - w sumie 24 osoby. Co jakiś czas rozlega się ryk osłów, które są jedynym środkiem transportu. Przy domkach znajdują się maleńkie ogródki na niegościnnej, skalistej ziemi. Mieszkańcy trudnią się wyrobem oliwy, wina i serów owczych, sprzedają też owcze skóry i futra turystom. Kupiliśmy słodkie wino w plastikowej butelce oraz owczy ser i wyruszyliśmy na plażę wąską ścieżką przez porośnięte lasem wzgórza.

Po dwóch godzinach wędrówki dotarliśmy na miejsce. Okazało się, że to, co na pocztówce wyglądało jak piasek, to w rzeczywistości drobne kamienie. Ale woda była szmaragdowa i krystalicznie czysta. Nasze pojawienie się zaskoczyło opalających się ludzi, którzy przypłynęli żaglówkami i motorówkami. Wyglądało na to, że nikt nie próbuje dotrzeć na plażę od strony lądu. Kąpiel w orzeźwiającej wodzie, skoki do morza z wysokiej skały i opalanie było nagrodą za trudy wędrówki. Dzień na plaży dodał nam sił. Musieliśmy przecież wrócić do miasteczka, tym razem pod górę. O dziwo! Łatwiej było się wspinać niż schodzić. Dotarliśmy do parkingu w ciągu 1,5 godz., akurat kiedy niebo zaciągnęło się chmurami i zaczęło mżyć. Obejrzeliśmy jeszcze ciekawostkę geograficzną Cresu - słodkowodne jezioro Vransko, którego dno mieści się 60 m poniżej poziomu morza. Wyglądało groźnie i tajemniczo.

Później przedostaliśmy się zwodzonym mostem na wyspę Losinj i oddaliśmy się słodkiemu lenistwu na prawdziwej piaszczystej plaży.

Trochę cen

•  Waluta - kuna (100 lip); 1 zł = ok. 2 kuny, 1 euro = ok. 7,40 kun (wszędzie można płacić euro)

•  Prom Brestova - Porozina, w sezonie 19 promów dziennie: godz. 2-24, 1,47 euro/os., samochód 10 euro; Valbiska - Merag - w sezonie 13 promów dziennie: godz. 6.30-22.30, 1,47 euro/os., samochód 10 euro

•  Konoba Hibernicia, Lubenice 17, czynna 10.30-23, restauracyjka słynąca z dań z jagnięciny, koniecznie trzeba spróbować janjetine ispod peke (pieczona jagnięcina z polentą), owczego sera oraz długo dojrzewającej szynki prsut. Na deser strudel z jabłkiem i cynamonem polany sosem czekoladowym, domowe wino i kieliszek wódki figowej

•  Kemping Zdovica, Valun - niewielki, blisko ładnej plaży, 4,2-9,8 euro zależnie od sezonu, tel. 0 1 571 161