Wakacyjna TOP-lista: Hiszpania - od portu do kurortu

Białe skały w sąsiedztwie błękitnego morza, wiejskie klimaty, cisza i spokój. Latem Hiszpanie ze spalonych słońcem regionów uciekają na północne wybrzeże, do deszczowej, zielonej Asturii
Nie ma tu przesłonecznionych kurortów ani wielkich betonowych hoteli. To zresztą zupełnie by nie pasowało do wiejskiego charakteru Księstwa Asturii (region autonomiczny w północno-zachodniej Hiszpanii nad Morzem Kantabryjskim, 10 tys. km kw., milion mieszkańców - trzy razy mniejszy od sąsiadującej z nim na zachodzie Galicii). Na hiszpańskiej mapie pogody to właśnie Asturii najczęściej dotyczą chmurne i deszczowe prognozy. Ale to tu przyjeżdża się wypocząć aktywnie, w zgodzie z naturą - połazić po górach pośród stad krów i kóz, pomóc przy wyrobie sera w gospodarstwie agroturystycznym czy posłuchać muzyki kobziarzy...

Asturia ma również pas wybrzeża z miasteczkami rybackimi pięknie ulokowanymi na nadmorskich wzgórzach. Do dziś zachowały swój niepowtarzalny górsko-morski charakter - w portach dziesiątki kutrów (a na stołach smaczne efekty połowów), dalej piaszczyste plaże, przy drogach stare, piękne kościoły, a święta obchodzi się hucznie na ulicach. Zmęczeni upałami mieszkańcy południowej części Półwyspu Iberyjskiego latem przyjeżdżają do takich właśnie miejsc. Zajrzeliśmy do dwóch z nich...

Cudillero pełne sztokfiszy

Stare centrum jest nieduże. Uliczki biegną we wszystkie strony, w górę i w dół, samochody cudem mijają się w wąskich przesmykach. Jesteśmy na wysokości kilkuset metrów, ale - dosłownie po chwili - naszym oczom ukazuje się leżąca w dole zatoka. Zjeżdżamy w jej kierunku. Stąd widać najlepiej, jak piękne jest usytuowane miasteczko. Kolorowe domy przykleiły się do okalających zatokę skał, jeden nad drugim, wokół leżącego w dole rynku. Nie bez powodu porównuje się to miejsce do amfiteatru (domy niczym loże otaczają pierścieniem "scenę", czyli kwadratowy Plaza de la Marina) lub jaskółczego gniazda. Rozglądamy się po lokalach w pobliżu - większość akurat zamknięta, sjesta. Ale w La Pescaderia można kupić na wagę pąkle - nieduże morskie skorupiaki (28-45 euro/kg!).

Zejście do rybackiej przystani znajduje się tuż przy rynku (za to najbliższa porządna plaża, Aguilar, leży 3 km za miastem). Nad ranem i pod wieczór można tu oglądać skarby morza wyładowywane z dziesiątków kutrów, a w piątki pokręcić się po jarmarku (głównie produkty spożywcze; część pod gołym niebem, część w zabudowanej Lonja de Pescado).

Od rynku wspinamy się do góry krętą, wąziutką uliczką przeplataną schodkami. Choć siąpi deszczyk i nie jest za ciepło, błyszczą w słońcu okna i okapy dachów. Teraz widać, że wszystkie domy mają trzy kondygnacje. Nasza przewodniczka zdradza, jak wyglądają ich (tradycyjne) wnętrza: - Na parterze przechowuje się rybacki sprzęt, pierwsze piętro to kuchnia i łazienka, a drugie zajmują sypialnie.

Po lewej stronie wisi pranie, po prawej suszą się nasas, czyli klatki-pułapki na ośmiornice (zwabiony pokarmem głowonóg wejdzie do środka przez okrągły otwór, o ucieczce nie ma mowy). Już z daleka wyczuwamy schnące na słońcu płaty curadillo (inaczej sztokfisz, czyli wysuszony dorsz), ulubionego dania Asturyjczyków. Będziemy je widzieć co krok w zaułkach Cudillero rozwieszone na gwoździach na ścianach wielu budynków.

Docieramy do najwyżej położonej uliczki i za chwilę schodzimy w dół, z drugiej strony wzgórza, ścieżką z niebieską poręczą. To Ruta de los Miradores, która łączy dogodne punkty widokowe. Jedna z trzech takich tras prowadzi do wzniesionej nad 40-metrowym klifem latarni morskiej. Z każdego miejsca okolica wygląda pięknie, choć za każdym razem inaczej. Docenił to zmarły przed czterema laty Jesus Casaus, kataloński malarz tak rozkochany w Cudillero, że w ciągu 40 lat wiele razy czynił je tematem swoich prac (jedną z nich można obejrzeć m.in. na murze przy Plaza de la Ribera, obok rynku).

W dwutysięcznym Cudillero (większość mieszkańców po siedemdziesiątce, młodzież rozjechała się po hiszpańskich metropoliach) można obejrzeć m.in. XVI-w. gotycki kościół św. Piotra zwany małą katedrą oraz najstarszy budynek w mieście, XIII-wieczną kapliczkę capilla del humilladero.

Turystów zwabia 29 czerwca Fiesta de l'Amuravela - obchodzone od ponad 400 lat najważniejsze lokalne święto na cześć św. Piotra, patrona miasta (nie wszystkim proboszczom ten obyczaj przypadł do gustu i kilka razy w historii fiesta nie odbyła się). Widowisko jest odgrywane w pixueto - dialekcie języka asturyjskiego, który przetrwał właściwie tylko w okolicach Cudillero. Od rana spod kościoła na sygnał bębnów i gaitas (kobzy) wyrusza procesja w kierunku nabrzeża z figurkami św. św. Piotra i Franciszka. Orszak prowadzą najbardziej doświadczeni marynarze i el capitán - podrygujący osobnik w kuriozalnym przebraniu ("antyczny" hełm, kilka zielono-czerwonych spódnic, białe pantalony). Dotarłszy do specjalnie ozdobionej łodzi na nabrzeżu, umieszczają na jej rufie św. Piotra. El capitán wskakuje na pokład, dobywa szpady i deklamuje w pixueto poemat przed św. Piotrem, po czym komicznym tonem wydaje załodze rozkazy. Widzowie odpalają setki petard tuż przy burcie, a mistrz ceremonii wdrapuje się na maszt i rozwija żagle. Na koniec figurki świętych wracają do kościoła.

Okolice Cudillero najczęściej są odwiedzane w środku lata - tutejsze plaże należą do najpiękniejszych w Asturii. Nam, niestety, pogoda nie dopisała, nie omieszkaliśmy za to zajrzeć do niedalekiej miejscowości Ovinana, gdzie znajduje się Cabo Vidio - przylądek zakończony stumetrowymi klifami wrzynającymi się w morze.

Cudillero Turismo, tel. (0034) 98 559 14 52 i 98 559 13 77,

info@cudillero.org

http://www.cudillero.org

http://www.amuravela.com - fiesta 29 czerwca

Luarca - białe miasto zielonego wybrzeża

Na zachód od Cudillero znajduje się kolejny interesujący port nad Morzem Kantabryjskim - Luarca. Leży w zatoce w kształcie zawijasa, wpadająca do niej rzeka Rio Negro dzieli miasteczko na dwie części. Latem, dzięki malowniczej zabudowie z białego kamienia, który w blasku słońca wydaje się jeszcze bielszy, nie wypada o nim mówić inaczej niż La Villa Blanca de la Costa Verde (białe miasto zielonego wybrzeża). Początki Luarki sięgają X w., niektóre dzielnice zachowały do dziś średniowieczny charakter. Najstarszą budowlą jest romański kościółek św. Eulalii z X w. (zrekonstruowany w XIX w.) na calle Párroco Camino.

W dawnych czasach miasteczko słynęło z połowów wielorybów, dziś - morszczuków i wątłuszy. Po świeże warto udać się na lonja de pescados - targ rybny. Znajduje się tu wiele asturyjskich tawern - chigres, w których miło popija się jabłecznik, czyli cydr (la sidra). My trafiamy do niesamowitej Parque Marisol. W środku czterech bywalców przy jabłeczniku i... 140 tykających zegarów na ścianach dwóch sal! (ponoć sporą kolekcję czasomierzy ma również restauracja El Cuadrante).

Ze średniowiecznej osady rybackiej trafiamy do XIX-wiecznej części miasta. Z tej właśnie epoki pochodzi m.in. plac Alfonsa X Mądrego (kastylijski król z XIII w., mecenas sztuki, literatury i nauki). Idziemy naszpikowaną knajpkami promenadą wzdłuż wybrzeża i odbijamy w stronę dzielnicy La Mesa, by wspiąć się na przylądek La Atalaya. W jego najwyższym punkcie stoi latarnia morska, a także piękna kaplica del Buen Jesus del Nazareno z XVI-wieczną gotycką statuą Dziewicy z La Blanca - ponoć jej postać objawia się czasami rybakom i udziela dobrych rad. Nieopodal znajduje się wykuty w białej skale cmentarz z nagrobkami z białego marmuru. Przyciąga wzrok z daleka, bo leży tuż nad morzem i można go zobaczyć z przeciwległego brzegu zatoczki. Spoczywa tu m.in. najsłynniejszy luarkańczyk Severo Ochoa, laureat medycznej Nagrody Nobla '59 (zmarł 12 lat temu).

W restauracjach wielki wybór frutti di mare, a na deser - asturyjski twarożek na słodko bądź ciastko z marcepanem. Po posiłku warto wpaść do muzeum oceanograficznego Aula del Mar (wstęp 3 euro, dzieci 1,5, codziennie w godz. 11-13 i 16-21). Ponoć nigdzie indziej w Europie nie obejrzymy tak olbrzymich kalmarów, żółwi, ślimaków, rozgwiazd... Zachowane w formalinie stwory mają po 3 metry długości i więcej (mówi się, że w Morzu Kantabryjskim mogą żyć nawet kilka razy większe!). Na samym końcu jednej z sal znajdują się najbardziej ponure eksponaty - pokryte ropą naftową ptaki i ryby, ofiary katastrofy promu Prestige. Awaria przestarzałego tankowca w listopadzie 2002 r. spowodowała klęskę ekologiczną u wybrzeży Galicii, ale ucierpiała także Asturia.

Jeśli przejedziemy przez leżące nieopodal Luarki miasteczko Villar, zobaczymy najpiękniejszy przykład arquitectura indiana - kamienic na wzór latynoamerykańskich hacjend. Blisko Luarki mamy też wspaniałe plaże w zatoczkach o skalistych brzegach (należą do najpiękniejszych w Księstwie).

W okolicy można pospacerować po zielonych ekoszlakach, ale prawdziwą gratką są rutas de las branas - szlaki pasterzy owiec i wędrownych hodowców bydła (vaqueiros de alzada), którzy pół tysiąca lat temu przemierzali ze swoimi stadami wzgórza Asturii wzdłuż i wszerz. Ich znaczenie dla ówczesnego systemu gospodarczego było tak duże, że doczekali się specjalnych praw i przywilejów, tworząc odrębną grupę społeczną. W ostatnią niedzielę lipca w pobliskich miejscowościach odbywa się nawet święto na ich cześć - vaqueirada. Najważniejszym świętem w samej Luarce jest zaś dzień jej patrona, św. Tymoteusza (22 sierpnia), kiedy to mieszkańcy bawią się, ubrani w charakterystyczne niebieskie bluzy chambrones (dzięki nim można odróżnić grupy uczestników fiesty).

Równie wielkie poruszenie ma miejsce podczas Semana Santa - Wielkiego Tygodnia. Tuż przed nim trzymane zwykle w kaplicy na Atalaya obrazki św. św. Weroniki i Jana, Matki Boskiej Boleściwej i Chrystusa Nazareńskiego przenosi się do kościoła parafialnego. Od Niedzieli Palmowej po Wielką Sobotę trwają procesje, największe tłumy ściąga czwartkowa, w której bierze udział nawet 35 tys. osób.

Luarca ma też swoich piewców - poetę Fernana Coronasa i malarza Alvara Delgado.

Oficina de Turismo, tel. (0034) 98 564 00 83,

io@luarcaweb.com

http://www.luarcaweb.com - m.in. najważniejsze święta

http://www.luarcaturismo.com

http://www.cepesma.com - Aula del Mar



Inne kurorty Asturii

Lastres

Jeśli nurkować w Morzu Kantabryjskim, to najlepiej w Lastres koło Colungi. Ten mały port u podnóża białej skały od lat słynie ze sportów wodnych. Spora część mieszkańców od wieków utrzymuje się z połowów (dorsze, węgorze), więc dużo tu kutrów rybackich.

W miasteczku znajduje się preromański kościół Santiago de Goviendes z X w. W ostatni weekend przed 16 lipca z okazji fiesty Nuestra Senora de Carmen odbywa się uroczystość podobna do tej w Cudillero - rybacy w procesji przenoszą z kościoła figurkę Maryi Dziewicy do łodzi rybackiej.

Komu znudzi się morze i góry, może obejrzeć ślady po prehistorycznych gadach. Jest ich na tyle dużo, że okolica zyskała nieoficjalną nazwę Costa de los Dinosaurios.

http://www.desdeasturias.com/turismo_asturias/colunga/sea_village_of_lastres_asturias

Llanes

Kolejny port rybacki, który latem zamienia się w kurort. Jest tu całkiem spora starówka, na której ostało się kilka średniowiecznych budynków, XIII-wieczna baszta, mury miejskie w doskonałym stanie, a także gotycka bazylika Santa Mar~a. Miasteczko posiada również "oceanarium" - Aula del Mar, ale w ostatnich latach zasłynęło przede wszystkim z... tworzących falochron kolorowych bloków z betonu o różnych kształtach. Projekt "Los cubos de la memoria" baskijskiego artysty Agustina Ibarroli przyciąga amatorów sztuki ulicznej.

Oficina Municipal de Turismo, tel. 985 40 01 64

http://www.venallanes.com

Ribadesella

Pięknie położona nad rzeką Sella miejscowość znana była już w starożytności, wspominał o niej m.in. Klaudiusz Ptolemeusz, grecki pionier geografii i astronomii z II w. n.e., w ośmiotomowym dziele "Geographike Hyphegesis". Przez kilka wieków była głównym portem Asturii. Dziś turyści ściągają do licznych kawiarenek, knajpek z cydrem i na środowy targ rybny La Rula. Popularne są też sery i ciasta pantrucos oraz... księżniczka Letizia (żona następcy hiszpańskiego tronu), która stąd pochodzi. Warto zajrzeć do romańskiego kościoła Santa Maria Magdalena. Zanim został zniszczony podczas wojny domowej, słynął z bogatego wyposażenia, po odbudowie turystów przyciągają przede wszystkim neobarokowe malowidła ścienne.

Miasto ma kilka popularnych deptaków, na których szczególnie tłoczno robi się pod wieczór. Ze starówki i dzielnicy wyszukanych pałacyków blisko do nadmorskich klifów, kamiennych zatoczek i piaszczystych plaż (najsłynniejsza to Santa Marina, przy której znajdują się najdroższe hotele należące niegdyś do kreolskiej arystokracji). Zapalonym piechurom poleca się spacer w stronę naturalnego punktu widokowego - na górę El Corberu (ok. 900 m n.p.m.). Na samym szczycie znajdują się pozostałości po niewielkiej fortecy, która w XVI w. miała strzec port przed zakusami korsarzy.

Oficina Municipal de Turismo Ribadesella, tel. 985 860 038,

oficina@ribadesella.com

http://www.desdeasturias.com/turismo_asturias/ribadesella/la_villa_de_ribadesella