Amerykański St. Petersburg

Nie znalazłem tu Ermitażu, ani pozostałości po splendorze carskiego dworu. Są za to piękne plaże, pelikany i delfiny
Lokalne władze szczycą się, że w amerykańskim St. Petersburgu jest 361 słonecznych dni w roku. Tu padł rekord Guinnessa w długości utrzymywania się słonecznej pogody - 768 dni (liczone od 1967 r.). St. Petersburg leży na półwyspie - od wschodu oblewają go wody Zatoki Tampa, od zachodu Zatoki Meksykańskiej. Na zachodnim brzegu leżą najbardziej cenione plaże - St. Pete Beach i De Soto Beach. Obie, szerokości 50-100 metrów i długości paru kilometrów, każdego popołudnia wypełniają się tłumami plażowiczów. Amatorzy słońca zjeżdżają do St. Petersburga przez cały rok, najchętniej od grudnia do kwietnia oraz od lipca do września. Zimą (temperatura 15-25 st. C) goszczą tu głównie emeryci i Kanadyjczycy - w lecie jest dla nich za gorąco - ponad 30-stopniowe upały i 100 proc. wilgotności powietrza.

***

Mnie najbardziej podobała się malutka (30 m szerokości i ok. 80 długości) Spa Beach nad Zatoką Tampa, u nasady mola. Zatoka jest tutaj spokojna, fale chłodzą rozgrzany piasek, nic nie mąci błękitu wody, który kontrastuje z bielą drobniutkiego piasku. Od lądu oddziela ją rząd palm, jest tu spokojnie i pusto. Na końcu mola jest nowoczesny budynek akwarium w kształcie latającego spodka. Z tarasu widokowego na najwyższym piętrze widać całe miasto, z górującymi nad nim hotelami, łódki w zatoce, w oddali zarysy dalekomorskich gigantów. Przy molo często stoi zacumowany statek - ostatnio replika żaglowca "Bounty" zbudowana w 1960 r. na potrzeby filmu "Bunt na »Bounty «". Można obejrzeć kapitańskie kajuty i poszwendać się pod pokładem (wstęp 5 dol.).

Niedaleko statku spaceruje stadko brązowych pelikanów, które turyści karmią kupionymi obok rybami (choć pelikany to przecież świetni myśliwi - z kilkunastu metrów z ogromną prędkością nurkują po upatrzoną rybę). Wszystko tutaj jest dla zabawy i wygody wczasowiczów: wycieczki w morze o zachodzie słońca, rejsy statkiem pirackim, podglądanie delfinów z łodzi. Z myślą o turystach miasto wspiera budowę sztucznych raf - na odpadach zatapianych u wybrzeża najpierw zakładają kolonie korale, później zjawiają się ryby i powstaje kipiąca życiem rafa.

Następnego dnia idę wzdłuż wybrzeża w downtown St. Petersburga. Plaża się skończyła. Murawa, betonowy murek umacniający wysoki brzeg, zatoka. Rzut oka na wodę. I. kamienieję. Z kipieli wystaje trójkątna płetwa grzbietowa. Rekin? Bestia płynie wzdłuż murku. Jej pysk jest spłaszczony jak kowadło. Ryba młot? Jednak zagadka wyjaśnia się, gdy stwór wypływa, by zaczerpnąć powietrza - to delfin z rybą w pysku.

***

St. Petersburg na Florydzie założyli w 1892 r. Amerykanin i Rosjanin. Opowieść głosi, że aby rozstrzygnąć, który z nich nada miastu nazwę, rzucili monetą. Zwycięzca Peter Demens (Piotr Dementiew) nazwał je na cześć miasta w Rosji, w którym się urodził. Dziś amerykański St. Petersburg ma ok. 240 tys. mieszkańców. Wzdłuż i na środku 2nd Avenue, głównej ulicy zaczynającej się przy molo, rosną palmy. Tu, na pasażu Bay Walk, w jednopiętrowym budynku zbudowanym na planie kwadratu koncentruje się życie miasta. Płaski dach, mury zwieńczone attykami, żółty tynk, ozdobne wieżyczki - stylistyką przypomina hiszpańskie budowle kolonialne. Na dziedzińcu fontanny, zieleń, ławki i przejście do kina. Na parterze są drogie sklepy, na piętrze - restauracje. Wieczorem otwiera się dyskoteka. Tych zresztą, podobnie jak klubów i restauracji, w mieście nie brakuje.

St. Petersburg to nie tylko rozrywka. Znajduje się tu jedno z większych na terenie Stanów Zjednoczonych Muzeum Holocaustu (bilet 8, ulgowy 3 dol.). Na zdjęciach i tablicach przedstawiono eksterminację Żydów, można wysłuchać świadectw tych, którzy przeżyli. Jeden z nielicznych eksponatów z tamtych czasów to bydlęcy wagon do przewozu więźniów. Część ekspozycji poświęcona ludziom, którzy ocalili przeznaczonych do zagłady, zawiera zdjęcia i krótkie życiorysy sześciu Polaków, m.in. Janusza Korczaka i Jana Karskiego.

Parę ulic dalej natrafiam na muzeum Salvadora Dali (bilet 15 dol.). Prócz grafik, rysunków i rzeźb zgromadzono tutaj 96 olejnych obrazów hiszpańskiego mistrza.

W centrum kolejny polski ślad - pomnik Tadeusza Kościuszki. Bohater spod Savannah i Racławic stoi w Wiliams Park, obok pomnika Amerykanów poległych w czasie wojen światowych.

Od 1987 r. St. Petersburg ma kolejną atrakcję turystyczną - most Sunshine Skyway nad Zatoką Tampa, na południe od miasta, który łączy St. Petersburg z okręgiem Manatee. Jest ogromny: 8851,4 m długości, 50 m nad lustrem wody, najdłuższe przęsło ma 365,7 m. Dwa pasy 10-metrowej jezdni podtrzymuje kilkanaście stalowych kabli - Sunshine Skyway jest jednym z największych betonowych mostów kablowych na świecie. Wybudowano go na miejscu poprzednika, zniszczonego w 1980 r. Wtedy podczas burzy frachtowiec uderzył w jeden z filarów - most się zawalił, zginęło 35 osób. Obecny most przed podobnym wypadkiem zabezpieczają specjalne osłony wokół filarów.

***

Weedon Island to - wbrew nazwie - półwysep, który przylega do południowo-wschodniej części miasta. Najlepiej dojechać tam samochodem, można dojść pieszo (ok. 5 km od ostatnich domów miasta (autobusy nie dojeżdżają). Pojechałem tam do Centrum Kultury i Historii Naturalnej (wstęp wolny). Budynek Centrum otacza rezerwat lasów mangrowcowych, które jeszcze wiek temu porastały całe wybrzeże. Mangrowce są halofitami (rośliny słonolubne) i rosną na podmokłych terenach. Z trudnymi warunkami naturalnymi radzą sobie dzięki korzeniom oddechowym (wyrastają pionowo z ziemi do 1,5 m wysokości) i podporowym (wyrastają z łodygi nawet na wysokość 1 m). Pierwszymi pobierają tlen, drugie utrzymują je w grząskim podłożu. Korzenie, pnie i gałęzie tworzą gąszcz. Wypatruję w nim prześlizgującego się grzechotnika i choć wiem, że nie żyją tu aligatory, mam nadzieję, że ujrzę jakiegoś. Ścieżka przez rezerwat - drewniany podest zawieszony 60 cm nad ziemią - prowadzi nad morze. Przede mną wąska, poszarpana zatoka z zarośniętą mangrowcowym lasem wysepką - z oddali przypomina gigantyczny spodek z rosnącą rzeżuchą. Takie zatoki, gdzie morska woda miesza się ze słodką (na Florydzie zwane estuariami), są siedliskiem wielu oryginalnych gatunków roślin i zwierząt.

Nie ominąłem Sunken Graden (bilet 8, ulgowy 6 dol.) oraz Palm Arboretum (wstęp wolny). Pierwszy jest 100-letnim ogrodem botanicznym, gdzie prócz 50 tys. gatunków tropikalnych roślin można podziwiać barwne motyle i wysłuchać ptasich koncertów. W drugim mam okazję zapoznać się z ponad 70 gatunkami palm z całego świata i około 15 gatunkami cykasów (sagowców - roślin o wysokości do 2 m z liśćmi i pniami podobnymi do palm).