Delfy dawniej i dziś. Wyrocznia prawdę ci powie...

Kiedy wybierałem się do Grecji na dwutygodniowe wakacje, wyrocznia w Delfach była na szczycie mojej listy najważniejszych miejsc do odwiedzenia
Towarzyszył mi Andrzej - po kilku latach spędzonych w Atenach nazywany Andreasem. Pojechaliśmy (jego samochodem) wzdłuż północnego wybrzeża Zatoki Korynckiej w stronę wyroczni. Monotonna na początku droga zrobiła się ciekawsza za Liwadią, gdzie wjechaliśmy w góry. Podziwiałem gaje oliwne pokrywające zbocza i niecierpliwie czekałem na Delfy. Po przeszło dwóch godzinach jazdy (z czego połowę zajęło nam wyjechanie z zakorkowanej stolicy) byliśmy na miejscu.

***

Mimo że (w odróżnieniu od Andreasa) nie jestem wielkim miłośnikiem starożytnych ruin, widok, jaki zobaczyłem, zaparł mi dech w piersiach. Delfy mieszczą się na spadzistym górskim tarasie, nad którym górują skalne szczyty Parnasu. Ruiny świątyń i pozostałych zabudowań położone są w rożnych miejscach tarasu. Prowadzą do nich kręte i miejscami strome ścieżki. Niestety, przez środek wyroczni biegnie droga z pobliskiej Arachovy do Delf współczesnych, niewielkiej wioski oddalonej od starożytnych ruin o blisko 2 km.- Nic dziwnego, że właśnie tutaj było miejsce kultu - powiedziałem do mojego przyjaciela, zachwycony widokiem. - To prawda, ale był też inny powód. Przed setkami lat z jednej ze skalnych szczelin wydobywały się gazy, które miały właściwości halucynogenne, i dlatego powstała tu wyrocznia - tłumaczył Andreas. Później przez cały dzień wąchałem wszelkie rozpadliny: - To już dawno nie działa - śmiał się ze mnie. Badania geologiczne z końca XX w. udowodniły, że główna świątynia stała na przecięciu dwóch uskoków geologicznych, zaś w okolicznych skałach odkryto martwicę wapienną, czyli trawertyn, wydzielającą w określonych warunkach etylen, który wdychany może powodować halucynacje. A więc to jednak prawda...

***

Pierwsza wyrocznia powstała w czasach mykeńskich i poświęcona była Matce Ziemi Gai oraz Posejdonowi, władcy mórz. Starożytne podania głoszą, że pobliską jaskinię zamieszkiwał smok Pyton, którego uśmiercił Apollin, bóg, który przybył do Grecji kontynentalnej z odległej Krety pod postacią delfina. Stąd wywodzi się używana do dzisiaj nazwa wyroczni - Delfy. Od tego momentu zaczął się tutaj kult Apollina, któremu poświęcono główną świątynię wyroczni wybudowaną ok. 510 r. p.n.e. Przez kolejnych tysiąc lat sława wyroczni przyciągała pielgrzymów niemal z całego starożytnego świata, mimo że prawie każde szanujące się miasto miało swoją wyrocznię i świątynię Apollina. Upadek wyroczni zaczął się wraz z pojawieniem się Rzymian, którzy nie przykładali tak wielkiej wagi do przepowiedni jak starożytni Grecy. W Delfach najbardziej interesowały ich zgromadzone tam skarby. Świątynię złupił m.in. Neron, który wywiózł większość kosztowności, w tym kilkaset posągów z brązu. Kres funkcjonowania wyroczni przyniosło chrześcijaństwo - w IV w. n.e. cesarz Teodozjusz podniósł je do rangi religii państwowej i zakazał uprawiania kultów pogańskich. W tym okresie ze świątyni Apollina wywieziono do Bizancjum Kolumnę Wężową (wyglądała jak trzy splecione węże, których głowy znajdowały się u jej zwieńczenia). Dzisiaj - bez głów węży odciętych w czasie podboju Konstantynopola przez Turków osmańskich - można ją oglądać na hipodromie w Stambule. Przez kolejne stulecia sanktuarium przykryły warstwy ziemi, a pamięć o nim przetrwała dzięki licznym zapiskom starożytnym. Wyrocznię delfijską odkryto dopiero w XVII w., a od lat 40. XVIII w. zaczęły się wykopaliska archeologiczne. Najciekawsze eksponaty można oglądać w muzeum we współczesnych Delfach.

***

Cały teren składa się z trzech odrębnych części: Świętego Okręgu, Marmarii i Źródeł Kastalskich. W Świętym Okręgu znajdują się pozostałości głównych świątyń (w tym Apollina) i ruiny licznych skarbców, które stawiali tu władcy greckich miast-państw. Odrestaurowany jest tylko skarbiec Ateńczyków i starożytny teatr na 5 tys. widzów. Przez jego środek biegnie brukowana i bardzo kręta tzw. święta droga, która prowadziła wprost do wyroczni. W środku kręgu znajduje się też budynek bulerterionu - starożytnej rady miejskiej. Każdy, kto przybywał do Świętego Okręgu, musiał się wcześniej obmyć w Źródłach Kastalskich, gdzie do dziś można podziwiać szczątki archaicznej fontanny, z której wypływało źródło świętego strumyka Kastalii. Po przeciwległej stronie drogi przecinającej całość zabytków mieści się Marmaria, gdzie przed laty usytuowane było sanktuarium bogini Ateny, którą w Delfach czczono pod postacią strażniczki świątyni. Nad wszystkim górują pozostałości starożytnego stadionu. Poszliśmy do Świętego Okręgu, gdzie odbywały się główne obrzędy związane z przepowiadaniem przyszłości. Każdy przybywający do świątyni musiał złożyć dary w postaci zwierzęcej ofiary i sowitych datków na rzecz kapłanów. Potem z pytaniem wypisanym na ołowianej tabliczce długo czekał w kolejce. Kiedy stanął przed kapłanką Pytią, która (jak piszą przewodniki) "siedziała na trójnogu nad skalną rozpadliną i odurzona wyziewami głosiła przepowiednie", swoje pytania zadawał kapłanom mężczyznom, którzy też interpretowali wypowiadane przez kapłankę słowa. Bardzo często jej odpowiedzi były mroczne i niejednoznaczne, np. na pytanie brzemiennej kobiety o płeć dziecka odpowiadała jednym tchem: "Syn, nie córka". Do naszych czasów przetrwała anegdota o legendarnym królu Krezusie, który spytał o wynik wojny, jaką planował przeciwko Persji. Dostał odpowiedź: "Krezusie zniszczysz wielkie królestwo". Król poniósł sromotną klęskę, ale wyrocznia miała rację - zniszczył wielkie królestwo, tyle tylko, że swoje!- Jakie pytanie zadałbyś wyroczni? - spytałem Andrzeja.- Jak długo będę jeszcze w Grecji? - odparł po chwili namysłu.- Ciekawe, co by ci odpowiedziała - ciągnąłem dalej wątek.- Tak długo, jak będzie ci tu dobrze, czy coś w tym stylu - żartował Andrzej. Wyroczni pewnie nie przyszłoby do głowy, że Andreas wkrótce pozna piękną Greczynkę z Australii, z którą teraz przebywa w Krainie Kangurów.