Maltańskie ciekawostki

Zakon Kawalerów, głęboko wierzący chrześcijanie i pogańskie przesądy w tle
Kawalerowie maltańscy

Suwerenny Zakon Kawalerów Maltańskich (zwany też Suwerennym Rycerskim Zakonem Świętego Jana Jerozolimskiego Szpitalników, rodyjskim lub maltańskim) powołano około 1130 r. w Jerozolimie. Jest najdłużej istniejącym zakonem rycerskim. Wywodzi się z charytatywnego bractwa założonego w połowie XI w. przez włoskich kupców z Amalfi. W pobliżu grobu Chrystusa zabudowali oni opactwo św. Marii Łacińskiej, a przy nim szpital św. Jana (stąd nazwa joannici) dla pielgrzymów z Europy. Zgodnie z regułą zatwierdzoną przez papieża Paschalisa II zakon św. Jana miał do spełnienia dwa zadania: nieść pomoc chorym, rannym i pielgrzymom przybywającym do Ziemi Świętej oraz bronić Królestwa Jerozolimskiego i chrześcijan przed muzułmanami (liczne zamki obronne, m.in. Krak des Chevaliers, Belvoir, Gibelin, Margat). Po upadku Jerozolimy w 1291 r. jaoannici osiedlili się na Cyprze, a 18 lat później zdobyli Rodos, gdzie założyli własne państewko. W 1530 r. otrzymali od cesarza Karola V Maltę. Jej zajęcie przez Anglików w 1800 r. pozbawiło joannitów większości dóbr i spowodowało gospodarczy i militarny upadek ich państwa. Od 1834 siedzibą zakonu jest Rzym.

Do Polski sprowadził joannitów w XII w. książę sandomierski Henryk. Mieli kościoły m.in. w Poznaniu, Bardzie i Strzegomiu, gdzie powstały komandorie, później także na Pomorzu i ziemi lubuskiej. Prowadzili szpitale i hospicja dla ubogich, pod wodzą Jana III Sobieskiego walczyli z Turkami. W 1927 r. powstał Związek Polskich Kawalerów Maltańskich. Po wojnie odrodził się na emigracji i w 1992 r. ponownie w Polsce. Dziś liczy ok. 100 kawalerów i dam. Głównym jego celem jest działalność charytatywna i pomoc medyczna, a warunkiem przynależności - udowodnione szlacheckie pochodzenie i wierność religii katolickiej.

Święci przychodzą z pomocą

Maltańczycy, jako zagorzali katolicy, mają w zanadrzu wiele sposobów, żeby zapewnić sobie przychylność świętych. Uczniowie zdający pisemne egzaminy umieszczają w lewym górnym rogu kartki litery JMJ (Jezus-Maria-Józef). Studenci modlą się do św. Judy, a po pomyślnej sesji drukują w gazetach anonimowe podziękowania dla swojego patrona. W najważniejszym maltańskim sanktuarium Ta'Pinu na wyspie Gozo, słynącym z cudownych ozdrowień, umieszczono w podzięce wizerunki rozbitków uratowanych przez Matkę Boską oraz rozmaite wota - np. kamienie nerkowe w słoikach, kule, a nawet przepukliny. W autobusach często widzi się figurki świętych. Starsi ludzie przed podróżą żegnają się znakiem krzyża; robią to również wtedy, gdy mijają kościół lub przydrożną figurę. Na kościelnych wieżach są dwa zegary - prawdziwy i namalowany. Dzięki temu diabłu mylą się godziny i nie zdąża porywać odchodzących dusz.

Rogi odstraszą złego

Na wyspie wciąż żywe są także wierzenia z czasów pogańskich. Aby odwrócić złe spojrzenie lub sprowadzić na kogoś pecha, Maltańczycy układają ze wskazującego i małego palca qrun - symbol rogów. Na wsiach natkniemy się na bycze rogi umieszczone na dachu lub nad drzwiami - mają odstraszać złego. Podobnie jak oczy Ozyrysa, które rzeźbi się na łodziach po obu stronach dziobu. Wierzy się, że najlepsze miesiące do zamążpójścia to styczeń, kwiecień i sierpień, z uwagi na największą płodność. Zajście w ciążę ułatwi też czarna bielizna (biała - przeciwnie). Miesiączkujące kobiety nie powinny pracować w polu ani zbierać warzyw - nie wpłynie to dobrze na zbiory. Kiedy urodzi się dziecko, rodzina urządza quecija: na tacy kładzie różne przedmioty, inne dla chłopców i inne dla dziewczynek - np. naparstek, pióro, różaniec - i podsuwa je nowo narodzonemu. Przedmiot, który wybierze, wróży jego przyszły zawód (krawiec, urzędnik, ksiądz). Przy drzwiach domu, w którym ktoś umarł, Maltańczycy stawiają szklankę z wodą i spodeczek z solą. Wierzą, że dusza, która jest spragniona albo nie ma soli do przyprawienia jedzenia, nie opuści domu.