Delhi - Meczet Widzialnego Świata

Nie ma dachu ani ścian, jedynie krużganki dające błogosławiony cień w delhijskiej spiekocie


Ale gdzie jest główne wejście? - pyta zdezorientowana Angielka. -Tu. Tu jest meczet - odpowiada jej w bramie funkcjonariusz świątynny, który pilnuje, aby wszyscy zdjęli buty, a turyści z kamerami zapłacili 100 rupii. - Wiem, że tu jest meczet, ale gdzie jest główne wejście? Wszystko obeszłam, wejścia nie ma. - No, tu - odpowiada funkcjonariusz, równie już zdezorientowany jak ona. - A meczet jest tu - i wskazał dłonią na ogromny, zalany słońcem dziedziniec.

Nie dziwię się Angielce. Przywykliśmy, że świątynie to budynki przestrzenie zamknięte, przykryte dachem - chroniące od niepogody, ale i oddzielające od świata. Tu nie ma dachu ani ścian, jedynie krużganki, dające błogosławiony cień w delhijskiej spiekocie. Na dziedzińcu Jami Masjid - Piątkowego Meczetu - mieści się w piątki 25 tys. wiernych. Ale ja wolę nazwę, jaką mu nadał jego budowniczy, szach Jahan, największy spośród moghulskich cesarzy Indii, który wystawił go w 1656 r. Nazwał go Masjid-i-Jahanuma - Meczet Widzialnego Świata.



Jami Masjid wznosi się na skale górującej nad starym Delhi, które w znacznym stopniu także jest dziełem Jahana. Po zachodniej stronie, zwróconej ku Mekce, wznosi się jego część zamknięta, zwieńczona trzema kopułami i czterema minaretami. Tam przechowywane są relikwie meczetu: włos z głowy Proroka, strona Koranu przezeń napisana, jego sandały i odcisk stopy w kamieniu. Z minaretów zapiera dech widok handlowego centrum stolicy. Ale wspinaczka po 122 stopniach jest męcząca, zwłaszcza w upał, trwa dwadzieścia minut, i nie polecam jej osobom o słabszej kondycji. Zresztą wiszący często nad Delhi smog może odebrać całą przyjemność z oglądania. A już sam meczet wystarczająco wyniesiony jest ponad gwar.

Czerwony piaskowiec dziedzińca i minaretów pozwala odpocząć oczom zmęczonym palącym słońcem. Biały marmur fasad i kopuł prowadzi wzrok wzwyż, ku niebu. Naprawdę nie trzeba być muzułmaninem, jak ponad milion z ośmiu milionów mieszkańców indyjskiej stolicy, by znaleźć tu ukojenie. Choć rozgrzane płyty dziedzińca boleśnie parzą bose stopy, nawet przez rozrzucone tu i ówdzie chodniki, to w krużgankach jest cień. Można położyć się na posadzce, oprzeć o kolumnę, nogi podwinąć, by nikogo nie urazić nieprzystojnym widokiem bosych stóp, i wsłuchać w szmer modlitwy odmawianej przez siedzącego obok starego człowieka. Albo choćby w regularny rytm miotły, którą posługacz świątynny zmiata z dziedzińca nieistniejący kurz.



Wszedłem wschodnią bramą, największą, tą, którą w dawnych czasach mógł wchodzić jedynie cesarz ze świtą. Niegdyś produkowali się w niej kuglarze i trefnisie, dziś czasem tylko żebrak wyciągnie rękę. Wiedzie do niej od bulwaru Gandhiego aleja pełna sklepów, ale nikt z nich nie wybiega, by zagonić klienta. Bliskość meczetu zobowiązuje. Inne jednak obowiązują zasady, gdy się wyjdzie północną bramą i pogrąży w uliczkach bazaru. Tu kupiec ciągnie za rękę do sklepu. Ale też nie potrzeba specjalnej namowy, by patrzeć na cuda złotników w Daria Kalan czy na szaleństwa szat na pobliskim Kinari Bazar. A potem ostry skręt w prawo na Chandni Chowk i, mijając hinduską i sikhijską świątynię, wychodzimy na potężny Czerwony Fort w przepychu ustępujący jedynie swemu imiennikowi z Agry.



Indie mają zgłosić Czerwony Fort do listy Światowego Dziedzictwa UNESCO. Padł pomysł, by zgłoszeniem objąć też Jami Masjid. I tu pojawił się kłopot - okazało się, że meczet nie jest nawet na indyjskiej liście zabytków. Urząd konserwatorski bowiem, w trosce o ochronę zabytków, zabrania, by się w nich modlono. Gmina muzułmańska uznała, ze skoro tak, to woli, żeby zostało po staremu. Bez modlitw Meczet Widzialnego Świata stałby się tylko miejscem. Dziedziniec, owszem, wielki - ale boiska, na przykład, są jeszcze większe. Meczet byłby wówczas jak rzadki motyl przechowany na szpilce w gablocie. Owszem, zabezpieczony, ale nigdy nie zobaczymy go już w locie.



Do Delhi dogodne i niedrogie połączenie lotnicze z Warszawy przez Kijów liniami Aerosvit. Na miejscu hotele na każdą kieszeń i restauracje na każdy smak. Należy zawsze pić wodę butelkowaną, kupowaną tylko w dużych sklepach, bo nagminnie do opróżnionych butelek wlewają wodę z kranu i podrabiają foliowanie kapsla. Najlepiej i najtaniej jest jeździć rikszą motorową. Po zmroku bezpieczniej jest łapać je na postojach, gdzie rejestruje się nazwisko pasażera i kurs. Do meczetu kobiety nie wchodzą bez towarzyszącego im mężczyzny. Osoby w mini lub szortach mogą na miejscu wypożyczyć chustę do owinięcia nóg. Buty oczywiście należy zdjąć, ale wygodniej zabrać je ze sobą, jeśli zamierza się wyjść innym wejściem. Trzeba tylko nosić je podeszwami do siebie