Tarzan na tyrolce

Serce najmocniej bije na moście tybetańskim. Po cienkiej linie, która chwieje się we wszystkie strony, przechodzę 12 m nad ziemią




Myślałem że - gdy tylko moje stopy znów dotkną ziemi - pierwszym uczuciem będzie ulga. Tymczasem byłem dumny, że udało mi się pokonać wszystkie przeprawy i ani razu nie zawisnąć na linie asekuracyjnej! I miałem wielką ochotę jeszcze raz wejść na powietrzną trasę...

Od połowy lipca w Beskidach - w Ustroniu i Wiśle - działają dwa parki linowe, pierwsze w Polsce. Ich właściciele podpatrzyli pomysł na Zachodzie Europy, m.in. we Francji i w Niemczech, gdzie podobne parki są niezwykle popularne: w atrakcyjnym terenie na wysokich drzewach wiszą drewniane platformy połączone ze sobą linami i mostkami biegnącymi co najmniej kilka metrów nad ziemią.



Przygoda Park Wisła zajmuje półtora hektara w samym centrum miasta, tuż obok kompleksu skoczni narciarskich. To dość strome zbocze gęsto porośnięte wysokimi drzewami. Są tu trzy trasy powietrzne: dla dzieci i młodzieży od 130 cm wzrostu oraz dwie dla młodzieży i dorosłych, którzy mierzą co najmniej 150 cm. - Na każdej mamy 16 przepraw linowych, które gwarantują świetną zabawę - zachęca Janusz Tyszkowski, właściciel parku.

Zakładam specjalną uprząż (jak do wspinaczek), kask i rękawice. Instruktorka Agata Cieślar urządza mi krótki kurs: pokazuje, jak przypinać się do lin asekuracyjnych, jak zakładać bloczek zjazdowy; mam być zawsze zapięty co najmniej jednym karabinkiem i nie chwytać liny przy zjazdach.

Ruszam na trasę. Po zawieszonej pionowo siatce z grubych sznurów (przypomina rybacką sieć z wielkimi okami), która służy jako drabinka, wchodzę na pierwszą platformę, a stąd na następną po trawersie, czyli grubych, dwumetrowych belkach (trochę się kołyszą). Potem czeka mnie skok Tarzana - trzymając się grubej liny, lecę w stronę wiszącej siatki, podobnej do tej z początku trasy, ale znacznie większej. Chwytam ją i wdrapuję się po niej na platformę. Teraz zjazd tyrolski, zwany też tyrolką, jeden z najprzyjemniejszych momentów na trasie: do liny przypinam bloczek, asekuracyjne karabinki i ruszam; kilkunastometrową odległość pokonuję w mgnieniu oka, hamując nogami na materacu, który owija docelowe drzewo. Tu zaczyna się most tybetański: pod nogami mam chybotliwą, cienką linę, a nad głową dwie poręczowe. To najwyższy punkt parku - idę ponad 12 m nad ziemią, choć gdy spoglądam w dół wydaje mi się, że to co najmniej dwa razy tyle. Kawałek dalej czekają mnie drgające liny. Ta przeprawa jest podobna do mostu tybetańskiego, ale liny są tylko dwie - po jednej idę bokiem, a druga, nad głową, służy do trzymania. Potem jeszcze kładka z drewnianych deseczek przymocowanych do dwóch równoległych lin (nie ma poręczy, równowagę utrzymuję za pomocą wyciągniętych rąk), tyrolka i znowu drgające liny.

Są także huśtające się beczki z grubych listewek (przechodzę przez nie na czworakach) oraz wiewiórowe belki, jeden z trudniejszych elementów na trasie - wiszące równolegle kawałki drewna, które rozjeżdżają się w każdą stronę.

W wersji dziecięcej przeprawy są podobne, ale krótsze i niżej zawieszone, a na końcu znajduje się plastikowa zjeżdżalnia, jak na placu zabaw.



Park linowy na szczycie ustrońskiej Równicy, nieopodal schroniska PTTK, zajmuje duży teren porośnięty starymi, dorodnymi bukami. Dostarcza podobnych wrażeń, choć przeprawy są trochę inne. Mogą zeń korzystać osoby o wzroście co najmniej 140 cm. Na wysokich drzewach wisi 31 drewnianych platform. Tu także dostajemy niezbędną uprząż i kask oraz przechodzimy krótkie przeszkolenie.

Trasa zaczyna się od mostu birmańskiego z grubych sznurów w kształcie litery U. Dalej są latające strzemiona, czyli małe belki na linach (wyglądają jak strzemiona przy siodle). Po nich kładki - zawieszone pod różnym kątem kwadratowe i okrągłe belki, które ruszają się we wszystkie strony. Jest też przejście po latających oponach, dużej, pionowej siatce (takiej jak w Wiśle), zjazdy tyrolskie. W sumie można spędzić co najmniej trzy kwadranse nad ziemią.

- Ludzie nie tylko się tu bawią, ale i przełamują własne słabości, np. lęk wysokości. Zaczynają wierzyć, że potrafią sprostać nawet najtrudniejszym zadaniom - przekonuje Artur Ciszewski, właściciel parku w Ustroniu.

Przygoda Park Wisła jest czynny od wczesnej wiosny do późnej jesieni, park w Ustroniu - przez cały rok. Z obydwu można korzystać od 9 do zmroku. W Wiśle za dwie godziny zabawy dzieci zapłacą 15 zł, dorośli 20. W Ustroniu przejście krótszą trasą kosztuje 15 zł, dłuższą 25



W sieci

http://www.funtour.ox.pl/park