Grodno w oczach mieszkańców

"Tu w Grodnie nic i nikt nie staje mi na zawadzie układać sobie życia według własnego upodobania" - tak Eliza Orzeszkowa tłumaczyła, co skłoniło ją do zamieszkania w Grodnie. Przedstawiamy co pisali o mieście jego mieszkańcy i przyjezdni.
F. Schultz, Podróż Inflantczyka z Rygi do Warszawy i po Polsce w latach 1791-1793, Czytelnik, Warszawa 1956.

"Grodno położone wspaniale w dolinie Niemnowej. Wiele kościołów z wieżami, znaczna liczba w nowym smaku zbudowanych, ale bardzo rozsypanych pałaców i domów występują na tle czarnym drewnianych chałup, które właściwie miasto stanowią (.). Panuje tu zwykła polska rozmaitość: obok dobrego domu trzy albo cztery drewniane walące się chałupy, dalej pałac, dalej znów kościół na szkaradnym bruku".

Czesław Jankowski, U Elizy Orzeszkowej. Wrażenie z wycieczki do Grodna, "Kraj" nr 49, Petersburg 1898.

"- Co mogło skłonić panią do zamieszkania w Grodnie? (.) - Wszak to moje strony (.). Wielkie miasto ma właściwy sobie tryb życia, do którego, chcąc, nie chcąc, zastosować się trzeba. Tu w Grodnie nic i nikt nie staje mi na zawadzie układać sobie życia według własnego upodobania".

Juliusz Osterwa do Elżbiety Osterwianki, Grodno, 14 IX 1926, [w:] Listy Juliusza Osterwy, PIW, Warszawa 1987.

"Chciałbym, żebyś poznała Grodno. Mieścina to niewielka, trochę podobna do Wilna. Prześlicznie położona nad cudnymi brzegami Niemna. Ja się tu czuję dobrze, może lepiej niż w Wilnie. Mieszkam w hotelu, ale tam tylko śpię - najczęściej przebywam w hotelu, w swoim bardzo maleńkim pokoiku, ale mile urządzonym, z widokiem na piękne drzewa w parku".

Zdzisław Cypel, Rynek drzewny, "Test" 1995, nr 2.

"Patrząc na plan Grodna z 137 roku znajdziemy bez trudu jego północną dzielnice, położoną między ulicami: Bazyliańską, Narutowicza, Reymonta i Śniadeckich. Była to wtedy dzielnica nowa, z zabudową przeważnie drewnianą i niską. Położona wśród ogrodów i sadów tworzyła dość duży, rozległy teren zieleni. Tylko gdzieniegdzie wyrastała budowa murowana, ale i ona ginęła wśród wysokich drzew. Najdłuższą ulicą w tej dzielnicy była ulica Grandzicka. Ciągnęła się od Placu Tyzenhauza, zwanego również Wolności, na północ w kierunku wsi Grandzicze odległej o 5 km (.). Z lewej strony Grandzickiej, za Bazyliańską znajdował się Drzewny Rynek. W dni targowe z pobliskich wsi zajeżdżały tu fury z pociętymi klocami drzewa (.). Na rynku często widziało się żydowskich przekupniów odkupujących w końcu dnia fury drzewa, aby następnego odsprzedać je z zyskiem. Na furach siedziały często wiejskie babiny sprzedające jajka, masło czy śmietanę o smaku, którego dziś się nie uświadczy".

Zofia Nałkowska, Grodno, "Tygodnik Ilustrowany" 1926, nr 45.

"Najpiękniejszym miejscem Grodna jest niewątpliwie zawieszony wysoko nad Niemnem Zamek Stary (.). Przebudowany przez Batorego, zamek w dawnej formie utrzymał jedynie starożytną bramę, z której blankowanie i rzeźby zdjęli Rosjanie. Przez tę bramę wjeżdża się dziś do zamku na bale wojskowe, przebywając głęboką fosę po moście, którego teraz już nie można i nie trzeba zresztą zwodzić (.). Głęboki, ciemny Niemen w dole płynie na zachód, okryty łodziami i tratwami, i robi się biało-srebrny na zakręcie. Widać na prawo daleko w głąb jego płyniecie między stromemi osypiskami brzegów, czerniawe lasy, schodzące ku zboczom, smugi wysadzanych drzewami szos, łagodne wzgórza polne aż po horyzont. Bliżej leży przedmieście drugiego brzegu z kościołem Franciszkanów i niezwykłą, czarną bożnicą. Na lewo dwa mosty na Niemnie i trzeci zburzony, brzegi strome w ciemnej zieleni ogrodów i cmentarzy, a jeszcze dalej niezamierzona głębina pól, przeciętych w jakiemś miejscu rzędem ślicznych, starych, dziwnie rozgałęzionych topoli".