Tydzień nad Morzem Czarnym - Złote Piaski i nie tylko

Wspinałem się po skalach, tłukłem się gazikiem z szalonym kierowcą po dzikich wertepach, jeździłem rowerem i myszkowałem po niezwykłym kamiennym lesie. Ale - choć w Złotych Piaskach mieszkałem tydzień - kąpałem się tylko dwa razy. I nie dlatego, że zawiodła pogoda - zabrakło mi czasu
Złote Piaski

A zamierzałem się wykąpać za wszystkie czasy. Bo nie ma jak Morze Czarne. Bywam tam prawie co roku, jak nie w Bułgarii, to w Rumunii. Niech się schowa Morze Śródziemne czy Adriatyk! Woda ciepła (25-26 stopni), a najważniejsze, że sól nie żre w oczy i nie trzeba co chwila biegać pod prysznic. Ale największa frajda to fale - już 20-30 m od brzegu są nawet trzy-pięcio-metrowe. Nadchodzą regularnie, co jedną, dwie minuty, a gromady amatorów zanurzonych po pierś w wodzie czekają w gotowości. Lubię znaleźć się na wierzchołku fali dokładnie w chwili, gdy się zwala - emocje gwarantowane. Niestety, jak powiedział mi zaprzyjaźniony Bułgar Georgij, czas fal to sierpień.

Prawie wszystkie plaże w Złotych Piaskach są prywatne (leżak i parasol 6 lewów, materac 3). Tym, którzy nie chcą płacić, zostawiono kilkumetrowej szerokości pas piasku nad samą wodą. Na plaży możemy skorzystać z masażu (20 lewów), popływać rowerem wodnym lub kanu (10 lewów za godz.), pożeglować na desce (15 lewów za godz.) albo pofruwać na holowanym przez motorówkę spadochronie (jedna osoba 40 lewów, dwie 60).

Między plażowiczami krążą sprzedawcy owoców. Nudystów nie widziałem, toples w Złotych Piaskach przyjmuje się raczej opornie.

Molo woła o pomstę do nieba - nie dość, że krótkie, to przerdzewiałe, a w betonowej nawierzchni pełno dziur. Wygląda, jakby za chwilę miało się rozpaść. Ostatecznie nie musimy iść na plażę - prawie każdy hotel ma basen. W Złotych Piaskach jest też park wodny Aquapolis (całodzienny karnet 24 lewy, dzieci 8).

Na tle trochę zaniedbanej Bułgarii Złote Piaski to naprawdę elegancki świat. Jest dosyć czysto, bezpiecznie, pełno eleganckich hoteli. Na ulicach najczęściej słychać niemiecki, rosyjski i polski. Wieczorami gesty tłum na nadmorskim deptaku i sąsiednich ulicach, sklepy, knajpy i dyskoteki czynne do rana. Pełno straganów z pamiątkami, biżuterią i wszelkiego rodzaju dobrem. Uliczni malarze na poczekaniu zrobią nam portret (okropny zresztą). Wszędzie muzyka na żywo. Obok mojego hotelu śpiewał "Elvis Presley" w białym kostiumie, a w hotelu umilał mi czas "Elton John".

Złote Piaski - kilka rad i cen (w lewach)

<i>•  parkowanie w centrum - 4 na dobę

•  kantory i bankomaty co krok, 1 euro = 1,90-1,92 lewów

•  żywność trochę droższa niż w Polsce, np. hamburger 3,5, gotowana kukurydza 1, kawa 2,5 (na prowincji 1 lub nawet 0,5)

•  wypożyczenie samochodu - ok. 31, nowego ok. 40-45 na dobę

•  przy prawie każdym większym hotelu stoi ambulans, a w środku całą dobę dyżuruje lekarz

•  z wieloma Bułgarami można porozumieć się po polsku

•  kawiarenka internetowa - 4 za godz., pakiet 4-godz. - 10

•  benzyna - 95-oktanowa 1,83, ropa 1,63, gaz 83.</i>

• http://www.goldensands.bg/index-pl.htm - Złote Piaski

• http://zlatni-piasaci-hotels.internet-bg.net - hotele



Kaliakra i Bałczik

Wycieczki zacząłem od przylądka Kaliakra (ok. 70 km od Złotych Piasków). U jego nasady stoi dziwny (współczesny) pomnik trzech dziewcząt trzymających się za włosy. Wiąże się on ze smutną legendą. Gdy w XV w. Turcy zdobyli twierdzę Kaliakrę, zażądali 40 pięknych dziewcząt do haremu sułtana. One jednak wolały śmierć niż hańbę - splotły swoje długie włosy i z urwiska rzuciły się do morza.

70-m urwiska to największa atrakcja przylądka. Wapienne skały mają niezwykły, czerwony kolor. Warto zabrać lornetkę, by oglądać delfiny (aż trzech gatunków!), które lubią się tu pluskać, i kormorany, w Bułgarii rzadkość. Z twierdzy zostały tylko resztki fundamentów i mury obronne.

W jednej z pieczar zobaczymy kotwice sprzed 2 tys. lat, a przy punkcie widokowym na końcu przylądka maleńką prawosławną kapliczkę ukrytą w skalnej wnęce.

Wracając, wpadliśmy do Bałcziku obejrzeć letnią rezydencję rumuńskiej królowej Marii z 1924 r. (w latach 1913-40 ten rejon Bułgarii należał do Rumunii). To dziwna, wielostylowa budowla. Maria była zwolenniczką bahaizmu (idea zjednoczenia wszystkich religii) i dała temu wyraz w architekturze. Pałacyk wieńczy muzułmański minaret i kopuła na wzór prawosławnego monastyru. Na jednym z tarasów kamienny ni to tron, ni to fotel. Podobno romantyczna królowa siadywała na nim godzinami, wypatrując kochanka marynarza. Śmierć miała dramatyczną. Jej dwaj dorośli synowie pojedynkowali się o kobietę. Królowa, chcąc im przeszkodzić, rzuciła się między nich. Wtedy jeden wystrzelił, śmiertelnie raniąc własną matkę.

W pobliżu jest letnia łaźnia w stylu mauretańsko-gotyckim i przeniesiony z Krety kościółek Matki Bożej.

Ale najciekawsze są królewskie ogrody (zwłaszcza różany) na schodzących do morza kamiennych tarasach z sensacyjną kolekcją kaktusów. Jest ich 250 gatunków, niektóre wysokie jak drzewa! Na zimę trzeba je przenosić do ogrzanych pomieszczeń.

W ogrodach jest winiarnia - można kupić wino, które nie trafia do sklepów.

Wycieczka 20 lewów, wstęp na przylądek - 3, rezydencja i ogrody w Bałcziku - 10

http://www.balchik.info/indexen.html



Nesebyr

Być w Bułgarii i nie widzieć Nesebyru, to tak, jak być w Rzymie i nie zobaczyć papieża. Miasteczko leży pod Słonecznym Brzegiem, na wąskim półwyspie połączonym z lądem groblą. Podobnie jak w Kaliakrze mieszkali tu Tracy, Grecy, panowali Rzymianie, Bułgarzy i Turcy. Kiedyś półwysep był trochę szerszy, ale jego północny brzeg zapadł się w wodzie. Miasteczko mimo niewiarygodnej liczby turystów ma swój urok. Wąskie uliczki, piętrowe domy bogatych kupców z przełomu XVIII i XIX w. z kamiennym parterem i drewnianym piętrem w stylu tzw. bułgarskiego odrodzenia narodowego.

W Nesebyrze było kiedyś 41 kościołów - mieszkańcy nie potrzebowali aż tylu, ale że byli bardzo bogaci budowali je dla prestiżu. Zachowało się pięć, najstarszy z V w., najmłodszy z XIII. Zbudowane są z kamienia przeplatanego kolorową cegłą, co daje przepiękny efekt. Wnętrze kościoła św. Stefana (wstęp 2 lewy) zdobią malowidła ścienne z XVI w. - na sklepieniu dziesiątki bizantyjskich świętych, na ścianach m.in. rzeź niewiniątek.

Nieco dalej w głębi półwyspu ładne kupieckie domki, pusto. Przy wjeździe do miasta jest niewielkie muzeum ze starożytną ceramiką i zbiorem ikon od XVI do XIX w. Zobaczymy m.in. starożytne kotwice: kamienne płyty z trzema otworami. Przez jeden przeciągano linę, w dwa pozostałe wbijano belki, które zahaczały o dno (otwarte 9-16, wstęp 2,5 lewa).

Kupić tu można wszystko, głównie tandetę. Ale jak dobrze poszukać, znajdziemy np. piękną ceramikę w charakterystycznym brązowym kolorze: kubki, dzbanki, cukiernice czy haftowane obrusy i narzuty (wszystko od 6 lewów).

Wycieczka od 10 do 18-25 lewów

http://www.nessebar.net

Kamen Briag

Trzymam się oburącz rączki uprzęży i zjeżdżam po linie przeciągniętej między nadmorskimi skałami. Pode mną przepaść - chciałem emocji, to je mam. Na wycieczkę ekstremalną wyruszyliśmy o 7.30 (6.30 naszego czasu). Już po godzinie byliśmy w wiosce Kamen Briag. Ruszamy na skalisty klifowy brzeg, zakładamy kaski i uprzęże. Zjazd po kilkudziesięciometrowej linie trwa kilkanaście sekund (każdy zjechał dwa razy). Potem wspinaczka na pionową skałę, oczywiście z asekuracją. Okazuje się, że to nic strasznego - zawsze się znajdzie jakieś zaczepienie dla nogi czy ręki. Po obiedzie w wiosce wsiadamy na rowery (prawie nowe "górale") i ruszamy na północ nadmorskimi polami. Po 7 km jesteśmy u celu - klifowy brzeg jest tak zniszczony przez wodę, że tworzy ona w skale małe zatoczki. W jednym miejscu tak podmyła skałę, że powstał naturalny most. To trzeba zobaczyć! Podczas wyprawy kręci się film, który można kupić.

Wycieczka ekstremalna godz. 7.30-17, 75 lewów, kaseta VHS lub płyta DVD - 40 lewów. Tel. 0-0359 888 529 578 (po angielsku i niemiecku), e-mail:

vertical_adventure@abv.bg

http://get.info.bg/visit/Dir.asp?d=0-1-Kamen_Bryag

Kamienny Las

Wyglądają jak ruiny potężnej antycznej świątyni - jak okiem sięgnąć las szarych kolumn. Niektóre szerokie i przysadziste, inne wysmukłe, wszystkie kamienne. Ciągną się na przestrzeni 800 m. A mają ponad 50 mln lat. Stoją w rezerwacie Pobity Kamini (Wbite Kamienie, w przewodnikach Kamienny Las), kilkanaście kilometrów na zachód od Warny. Nie wiadomo, jak powstały te kilkumetrowej nieraz wysokości słupy. Jedna z hipotez głosi, że kiedyś było tu morze, którego dno składało się z trzech warstw: dolna z margla, środkowa z piasku, górna z węglanu wapnia. Gdy morze się cofnęło, warstwa wapienna zaczęła się kruszyć. Nasycona wapieniem deszczówka spoiła piasek. W ziemi powstały potężne słupy, a po latach wiatr wywiał pozostały piasek. Według innych hipotez kolumny to ostańce twardych skał, skutek połączenia się piasku z martwymi morskimi organizmami i wreszcie - pozostałość starych drzew.

Rezerwat czynny 9-19, bilet 3 lewy, z Warny najwygodniej dojechać taksówką - 20 lewów

http://www.varna-bg.com/museums/pobitikamani/st_f_uk.html