Kleszcz - pod lupą Wajraka

Kleszczowe zapalenie mózgu i borelioza to choroby, których nie powinno się lekceważyć. Milczenie o nich, podobnie jak o samych kleszczach, nie spowoduje, że znikną. Nie chodzi o panikowanie, tylko o precyzyjne informacje
Nie ma co przesadzać z kleszczową paniką, ale też nie wolno kleszczy lekceważyć. Puszcza Białowieska, gdzie mieszkam, to ich królestwo. Są duże, małe i średnie, we wszystkich kolorach i fazach rozwoju: od larwy, przez nimfę do postaci dorosłej. Ale gdybyście zapytali jakiegoś przewodnika o kleszcze albo spróbowali znaleźć informację o nich w białowieskich przewodnikach, to zapewniam was solennie, że odniesiecie wrażenie, jakby kleszczy nigdy tu nie było. Doskonale rozumiem, dlaczego tak się dzieje, nie tylko w Białowieży, ale pewnie i w innych miejscowościach turystycznych, w których jest las, a więc i kleszcze. Otóż wszyscy są święcie przekonani, że jak się nie będzie pisało i mówiło o tych pajęczakach, to one znikną albo turysta ich nie zauważy i z kurortu nie ucieknie. Jest to strategia błędna. Pewien mój znajomy właśnie walczy z ostrym pokleszczowym zapaleniem opon mózgowych, które go dopadło po zaledwie kilkudniowej wycieczce do Puszczy. Na szczęście takie wypadki zdarzają się rzadko (znam tylko dwa), ale kleszczowe zapalenie mózgu i borelioza to choroby, których nie powinno się lekceważyć. Milczenie o nich, podobnie jak o kleszczach, nie spowoduje, że znikną.

Myślę więc, że turysta przyjeżdżający do takich miejsc jak Puszcza, powinien dostać krótką informację o kleszczach: jak żyją, gdzie jest największe prawdopodobieństwo ich spotkania, jak się przed nimi zabezpieczyć i co zrobić, gdy kleszcz się w nas wpije. A także o tym, jakie są pierwsze objawy odkleszczowych chorób i gdzie można szukać pomocy. Nie chodzi o wywoływanie paniki, ale o informację. Jestem przekonany, że zaopatrzony w nią turysta, będzie mniej skłonny do paniki niż ten, który jej nie ma. Są przecież miejsca na świecie, gdzie informuje się przyjezdnych o różnych zagrożeniach i ruch turystyczny wcale się nie zmniejsza. Jadąc w tropiki, dowiadujemy się o chorobach i o koniecznych szczepieniach. Na Spitsbergenie w każdym biurze turystycznym dostaniemy broszurkę o niedźwiedziach polarnych i o tym, jak się zachować, gdy się je spotka. Efekt jest taki, że coraz mniej niedźwiedzi ginie z rąk ludzi, a ludzi zabitych w ciągu ostatnich 30 lat przez niedźwiedzie można policzyć na placach jednej ręki. Gdyby mój znajomy dostał informację o kleszczach, może dziś nie leżałby w szpitalu.