Bańska Szczawnica, słowacka perła ze srebra i złota

Naprawdę warto spędzić kilka dni w jednym z naj-starszych, naj-cenniejszych, naj-bardziej malowniczych, naj-piękniej położonych miasteczek Słowacji
Wszystkiemu winne salamandry, bo to one - jak głosi legenda - wskazały ludziom, gdzie mają szukać drogocennych kruszców. Przyprószone złotym i srebrnym pyłem pokazały się pastuszkowi, który na łąkach dzisiejszych Gór Szczawnickich pasał krowy i zaprowadziły go w TO miejsce. Bez nich tysiąc lat temu nie powstałyby tu pierwsze kopalnie srebra i złota. To dzięki nim między stromymi zboczami gór zaczęło rosnąć miasteczko, które tysiąc lat później - w 1993 r. - znalazło się na Liście Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Więc czapki z głów przed salamandrami!

***

Bańska Szczawnica (11 tys. mieszkańców) przycupnęła w dolinie otoczonej przez szczyty Gór Szczawnickich. Legenda legendą, ale jej powstanie jest ściśle związane z kopalniami i górnictwem. Żeby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć na miejski herb z fragmentem srebrnych murów i bramy oraz złotymi przyrządami górniczymi.

Doniesienia o kopalniach pochodzą z przełomu XI i XII w. W kolejnych stuleciach miasto stało się jednym z najważniejszych w Europie ośrodków wydobywczych cennych kruszców. Tylko w 1690 r. w okolicznych hutach wytopiono 29 ton srebra i 605 kg złota! Rozwijało się specjalistyczne szkolnictwo - w 1762 r. powstała pierwsza na świecie Akademia Górnicza. Było to wówczas jedno z największych miast Korony Węgierskiej. Spacerując po sennych uliczkach, trudno to sobie wyobrazić. Ale przecież wystarczy się rozejrzeć....

***

Główny ciąg miasteczka to ul. Kammerhofska przechodząca dalej w ul. Kmeta. Podwyższonym chodnikiem idziemy dość stromo pod górę. To charakterystyczne dla Bańskiej Szczawnicy - konia z rzędem temu, kto znajdzie tutaj dłuższy kawałek prostej ulicy.

Mijamy Kammerhoff, imponujący kompleks z kilkoma dziedzińcami, który powstał z połączenia budynków różnych epok - od romańskiej po renesansową. Niegdyś urzędowała tu Komora Królewska skupująca od górników kruszce, dzisiaj jest muzeum górnicze (czynne cały tydzień, 9-17, w lipcu i sierpniu - w niedziele do godz.19, bilet 30 koron, dzieci 10 ).

Dochodzimy do ratusza stojącego ramię w ramię z kościołem św. Katarzyny z przełomu XV i XVI w. Siedziba miejskich władz obecnego wyglądu nabrała w XVIII w. Wzrok przyciąga urocza wieżyczka z zegarem, na którym niby wszystko w porządku, ale... Patrzę na swój zegarek - jest 9.10, potem na wieżę - 13.45. Okazuje się, że mała wskazówka wskazuje minuty, a duża godziny. Przechodzący obok złośliwcy żartują, że to sprawka urzędników dla zmylenia petentów.

Za ratuszem otwiera się serce miasta - duży plac Świętej Trójcy z ogromnym pomnikiem Świętej Trójcy z czerwonego piaskowca. To najwyższy pomnik na Słowacji, postawiony w XVIII w. na pamiątkę zakończenia epidemii dżumy. Na dole patroni górników, wyżej Matka Boska, na szczycie, w złotych promieniach, Ojciec, Syn i Duch Święty.

Na placu obejrzymy też bogato zdobione domy mieszczańskie. Trzy z nich tworzą Galerię Józefa Kollara, gdzie pod rzeźbionymi stropami jest wystawa rzeźb i obrazów (czynna cały tydzień, 9-17, bilet 40 koron, dzieci 10). Tuż obok pomnika centrum informacyjne Geoparku Bańska Szczawnica.

Z podwórka wchodzimy do XVI-wiecznej sztolni górniczej. Ponadstumetrowy odcinek pokonujemy w kilka minut (czynne cały tydzień, 9-17, wstęp 30 koron, dzieci 10, przejście samą sztolnią 10 koron).Ale to dopiero przedsmak podziemnych atrakcji...

***

Prawdziwe atrakcje czekają nas w czasie zwiedzania skansenu górniczego (Banske muzeum v prirode) przy ul. Hella (czynne wtorek-niedziela, 9-17, bilet 70 koron, dzieci 30, zniżki dla rodzin), dwa kilometry spaceru od centrum. Na powierzchni zgromadzono m.in. różne urządzenia górnicze. W jednej z hal zakładamy nieprzemakalne płaszcze, kaski, dostajemy górnicze latarki i wchodzimy do Sztolni Bartolomej. Przez 1,2 km idziemy wąziutkimi, przecinającymi się korytarzami, często mocno pochyleni. Najstarsze pochodzą z XVII w. Łatwo sobie wyobrazić, w jak ciężkich warunkach górnicy wydobywali kruszce budujące świetność miasta. Docieramy do podziemnej hali, gdzie znajduje się wykorzystywany do transportu drewniany kierat, kiedyś poruszany przez konie. Przewodnik mówi, że kilkadziesiąt metrów nad naszymi głowami jest jezioro...

To kolejna, niezwykła atrakcja Bańskiej Szczawnicy. Od XVI do XIX w. wokół miasteczka powstało kilkadziesiąt sztucznych jezior, zwanych tajchami, do których przy pomocy specjalnych rowów odprowadzano wodę z kopalń. Absolutny unikat w skali światowej! Do dzisiaj zachowało się ponad 20 tajchów, najwyższe - 800 m n.p.m. Dziś nad jeziorkami działają ośrodki wypoczynkowe. Gdy opuszczam sztolnię po półtoragodzinnym, podziemnym marszu, marzę o kąpieli w ich chłodnych wodach.

***

Spacer po miasteczku zaprowadzi nas do Starego Zamku, który dominuje nad centrum. Powstawał stopniowo z przebudowywanej XIII-wiecznej bazyliki. Mury stawiano w obawie przed najazdem tureckim, którego widmo nadciągnęło w połowie XVI w. Jest tu m.in. rotunda romańska św. Michała (najstarsza część warowni), dzwonnica, pięć baszt, piękny dziedziniec. W zamku działa muzeum ze zbiorami m.in. fajkarstwa, kowalstwa i broni (cały tydzień, 9-17, bilet 60 koron dzieci 30).

Symbolem miasta jest jednak Nowy Zamek, wzniesiony w 1571 r. w obawie przed Turkami. Białe mury jego głównej części i narożnych baszt widać z każdego miejsca. Dochodzimy tu krętą ulicą Novozamocką. W środku działa muzeum (cały tydzień, 9-17, bilety 50 i 20 koron), ale prawdziwą nagrodą za wspinaczkę w wyższe partie zamku jest widok na okolicę.

Z miejskich obwarowań zachowała się piękna Brama Pijarska z 1554 r, którą mijamy po drodze do Nowego Zamku - tak jak dziś wygląda od XVIII stulecia.

Podczas zwiedzania Bańskiej Szczawnicy z pewnością rozbolą nas nogi. Wtedy najlepiej zajrzeć na jedno z podwórek, gdzie kryją się sympatyczne knajpki, żeby pokrzepić się kawą albo słowackim piwem. Warto (trzeba!) odwiedzić Klopaokę, nietypową budowlę z końca XVII w., którą mijamy po drodze do Nowego Zamku i skansenu. Niegdyś wczesnym rankiem w jej wieży uderzano drewnianym młotem w deskę, nawołując górników do kopalń. Dzisiaj Klopaoka kryje uroczą herbaciarnię, w której trzeba wypić fenomenalny grog (35 koron).

Warto spojrzeć na górującą nad miastem barokową Kalwarię wzniesioną ponoć na ostatnim wulkanie w Górach Szczawnickich. Jej kapliczki i kościoły idealnie wpisują się we wzniesienie, a widok ze szczytu jest wspaniały. Warto odwiedzić ogród botaniczny z gigantycznymi sekwojami. Nie można sobie darować spaceru po zmroku wąskimi uliczkami, które pną się coraz wyżej i wyżej. Wtedy oświetlone miasto nabiera dodatkowego uroku.

Warto też... zerkać pod nogi. A nuż przemknie salamandra przyprószona srebrnym i złotym pyłem?

Bańska Szczawnica w sieci

•  http://www.banskastiavnica.sk

•  http://www.bstiavnica.pagestory.sk