Koła nad falami: ze Świnoujścia na Hel

Wystarczy rower, namiot, silne nogi i... 500 zł, żeby spędzić niezapomniany tydzień pedałując wzdłuż polskiego Wybrzeża
Wyprawę zaczynamy w Świnoujściu, bo wiatr wieje najczęściej z zachodu - jazda w odwrotnym kierunku jest dobra dla zawodników, a nam chodzi o to, żeby się zanadto nie zmęczyć. Na swoich góralach bez wysiłku pokonacie dziennie 80 czy nawet 100 km - ja dokonałem tego na składaku i chętnie powtórzyłbym to jeszcze raz, choćby zaraz. Zwiedzanie ciekawych miejsc, których na Wybrzeżu jest pod dostatkiem, degustacja potraw, często o zaskakujących nazwach, a na koniec dnia piękne zachody słońca sprawią, że zapomnicie o przebytych kilometrach.



Dzień 1. Cztery drogi i jedno wyjście - 66 km

Ruszamy ze stacji PKP, najpierw promem (za darmo) do centrum Świnoujścia. Oglądamy dzielnicę wczasową, zabytkowe centrum uzdrowiska i port, w którym cumują oceaniczne statki. Z portu jedziemy w prawo, do zachodniego falochronu zakończonego słynną stawą w kształcie wiatraka. By dotrzeć do widocznej stąd latarni, wracamy promem w rejon stacji i kierujemy się w lewo. Po ok. 2 km (pod koniec wzdłuż torów) mijamy przejazd kolejowy, skręcamy po betonowej drodze w lewo i jedziemy nią ok. 2 km. Najpierw zobaczymy ruiny Fortu Gerharda, do którego wstępu strzeże strażnik w pruskim mundurze. Stąd już tylko 150 metrów do 68-metrowej latarni z 1857 r. Zwiedzamy, zawracamy do przejazdu kolejowego i skręcamy w lewo, w stronę Międzyzdrojów. Jest to najmniej przyjemny odcinek trasy - pędzą tędy tiry. Pod Międzyzdrojami rozstajemy się z drogą Świnoujście - Szczecin i skręcamy w lewo.

Międzyzdroje to jedna z najmodniejszych miejscowości na Wybrzeżu, ze słynną Aleją Gwiazd, molem i deptakiem. Nuda. My, żądni przygód rowerzyści, cofamy się z centrum w kierunku zachodnim i na placu Neptuna skręcamy z głównej drogi w lewo, po 200 m jeszcze raz w lewo, i dalej ulicą Leśną do Wolińskiego Parku Narodowego. Po przekroczeniu bramy stylizowanej na wjazd do starodawnego grodu jedziemy pod górę, szeroką leśną aleją (ok. 1 km). Po lewej zobaczymy drewniane wysokie ogrodzenie, za którym na ogromnym terenie hoduje się żubry - warto się tu zatrzymać, by je popodglądać.

Kilka kilometrów dalej na skraju wsi Warnowo skręcamy w lewo na asfaltówkę. 2 km dalej po prawej stronie małe leśne jezioro Czajcze z pomostem widokowym i wygodnym zejściem do przezroczystej wody - świetne miejsce na kąpiel.

Potem Wisełka i latarnia morska Kikut. Można tu dotrzeć na trzy sposoby: albo jechać długo jednym z dwóch szlaków (jest tablica informacyjna), albo - krócej - 2 km do Kołczewa, skręcić w lewo i jechać pośród domków letniskowych. Po 1 km droga przebiega wąwozem i prowadzi pod strome leśne zbocze z szeroką, wydeptaną ścieżką. Tu radzę zostawić rower i pokonać wzniesienie. Jeśli jednak (tak jak ja) chcecie przejechać leśną drogą po zboczu wąwozu pośród powalonych drzew, musicie wspiąć się z rowerem do Kikuta. Stąd czerwonym szlakiem 2 km do rozdroża przy młodniku chronionym metalową siatką - z czterech dróg wybieramy trzecią (licząc od lewej), poziomo w las. Po kilometrze doprowadzi nas na dół, do prostopadle biegnącej szerokiej, wyjeżdżonej drogi. Teraz skręcamy w lewo, by dotrzeć do asfaltówki Świnoujście - Świętouść. W tym miejscu albo skręcamy do Świętouścia, albo jedziemy 300 m na wprost do gospodarstwa agroturystycznego (zobaczyłem to dopiero rano, bo wieczorem, nie wiedząc, co dalej, rozbiłem namiot pod płotem młodnika, wydając się na pastwę komarów). Po obejrzeniu Kikuta zawracamy drogą, którą przyjechaliśmy do asfaltówki, i skręcamy w lewo w kierunku Świętouścia, mijamy je i po 4 km jesteśmy w Międzywodziu. Po lewej mamy kemping, po przeciwnej stronie szosy - kawiarnię z... drewnianym żaglowcem (na przełomie maja i czerwca była zamknięta na głucho, podobnie jak większość barów, kawiarń i kempingów).

Teraz do Dziwnowa (po ciężkich walkach w 1945 r. odbyły się tu zaślubiny Polski z Bałtykiem), przejeżdżamy przez most zwodzony (podnoszony na jedną stronę) i za zakrętem kończymy etap na kempingu Korab nad jeziorem.



Dzień 2. Ryba, boja i Kaszana - 57 km

Wyruszamy z Dziwnowa. Jadąc wzdłuż jeziora, mijamy Dziwnówek (jest tu elegancki i drogi kemping Wiking), przejeżdżamy przez Łukęcin i Pobierowo, znane z pięknych, rozległych plaż. Docieramy do Trzęsacza, gdzie nad samym urwiskiem widać ruiny kościoła gotyckiego z XIV wieku (w 1750 r. odległość od brzegu wynosiła 58 m, w 1820 r. - 13 m, a w 1901 r. do morza spadła ściana północna). Do dziś pozostały resztki ściany południowej.

Po 2 km - Rewal. Polecam bar Przystań z widokiem na kutry, z których prosto do kuchni wędrują świeże ryby (dorsz, trzy surówki, frytki - 18 zł). Posileni jedziemy do Niechorza, oglądamy 45-metrową latarnię morską z 1866 r. Dalej asfaltówką między ośrodkami wczasowymi. W Pogorzelicy możemy zamienić rower na kolejkę wąskotorową (odjazd i ceny tel. 0-93 386 26 29).

Teraz Trzebiatów, ładne miasto z wieloma zabytkami: w rynku gotycko-barokowy ratusz, kamienice z XV-XVIII w., mury obronne z basztą z XIV w. zwaną Kaszana. Jak mówi legenda, nazwa pochodzi z czasów, kiedy Trzebiatów prowadził spory z Gryficami o prawo do żeglugi po rzece Reda. Misa gorącej kaszy spadła z baszty na rycerza z Gryfic, który z bólu głośno wrzasnął, co ocaliło dzielnych obrońców miasta.

Asfaltówka prowadzi nas do Mrzeżyna. Po drodze, w Trzebuszu, warto obejrzeć kościół ze strzelistą drewnianą wieżą. W Mrzeżynie koniec drugiego etapu. Nocleg znajdziemy na kempingu lub na sezonowych polach biwakowych, które latem wyrastają jak grzyby po deszczu.



Dzień 3. Ścieżka, Tajemnicze Potwory i Kasieńka - 112 km

W Mrzeżynie wjeżdżamy na czerwony szlak krajobrazowy, który prowadzi wzdłuż całego Wybrzeża. Pedałujemy do Rogowa (niezbyt tu pięknie, delikatnie mówiąc), przemykamy przez Dźwirzyno, typową miejscowość letniskową, i docieramy do Kołobrzegu. Zgiełk i tłum ludzi idących jak w pochodzie. Dojeżdżamy do latarni, skręcamy w lewo na promenadę, która zamienia się w ścieżkę rowerową prowadzącą na skarpę z widokiem na Bałtyk - 8 km poza miasto! Rewelacja! Na jej końcu zgodnie ze szlakiem udajemy się w lewo na wschód i dalej (znak objazdu), do krainy Tajemniczych Potworów - olbrzymich obiektów jakby wychodzących z ziemi, przypominających UFO, pokrytych zielonymi płaszczami, spod których spoglądają ogromne oczy. "Płaszcze" to trawniki i krzaki, którymi maskowano schrony dla sprzętu wojskowego, a "oczy" to wejścia do nich. Upiorne wrażenie! Obecnie jest to lotnisko Aeroklubu w Bagiczu. Jedziemy przez nie kilka kilometrów i wydostajemy się na asfaltówkę Kołobrzeg - Koszalin. Po 4 km skręcamy w lewo do Sianożęt, a na rozdrożu w prawo (uwaga na znak drogowy: jakiś dowcipniś przestawił go o 180 stopni, zmieniając pierwszeństwo przejazdu). Droga początkowo asfaltowa, później betonowa, polna, a dalej - do latarni Gąski k/Sarbinowa - leśna. Bardzo malowniczy szlak. Spotkałem tam siedzącego tuż przy drodze... orła! Z zaskoczenia mało nie spadłem z roweru. W Gąskach oglądamy latarnię, jest tu bar i pole namiotowe w ośrodku Roksana (dobre miejsce na nocleg).

My jedziemy dalej, cały czas blisko trzymając się brzegu, czarną, żwirową drogą. W jej połowie jest świetne zejście do morza i szeroka plaża. Przejeżdżamy przez Sarbinowo i Chłopy, tak wąskie, że samochody niemal ocierają się o domy, wśród których prowadzi droga. Czerwony szlak biegnie przez las, mijamy bunkier, by wyhynąć wprost pod sklepem spożywczym w Mielnie. Jedziemy wzdłuż jeziora Jamno, skręcamy na Osieki, a we wsi Kleszcze z asfaltówki w lewo na betonową drogę przez pola do Rzepkowa i dalej, na Darłówko. Zanim ruszymy w lewo, skręćmy w prawo do dworku (300 m) zamienionego na restaurację.

Potem przez Rzepkowo, Iwięcino do Bukowa Morskiego. Przy drodze mijamy kościół pocysterski (XIII/XIV w.) ufundowany przez księcia gdańskiego Świętopełka II. Docieramy do Darłowa, gdzie zwiedzamy Zamek Książąt Pomorskich, rynek z ratuszem z 1725 r. i fontanną rybaka, kościół Mariacki z XIV w. Teraz do Darłówka. Gdy już znajdziemy kwaterę, przejdźmy się po rozsuwanym moście - są tylko dwa takie w Polsce - i popłyńmy Kasieńką (turystyczny stateczek pasażerski) w półgodzinny rejs po morzu. Wieczorem wróćmy do portu, by podziwiać światła rozbłyskujące w kanale portowym - niezapomniany widok!



Dzień 4. Walka z wiatrakami, wzgórze i Rowy - 90 km

Z Darłówka na wschód, w stronę jeziora Kopań (niedługo do Jarosławca będzie można jechać między Bałtykiem a jeziorem, droga jest w remoncie). Obok słynnego Parku Wodnego (zjeżdżalnie i podgrzewana morska woda w basenach!) podjeżdżamy na Cisowe Wzgórze. Stoi tu kilkanaście nowoczesnych wiatraków na 120-metrowych wieżach. Nawet Don Kichot nie dałby rady machającym groźnie trójskrzydłowym śmigłom.

Z Cisowego Wzgórza skręcamy w prawo i asfaltówką pędzimy w dół, do drogi Darłowo - Ustka, gdzie skręcamy pod górę, do Drozdowa. Nie widziałem nikogo, kto by zdobył tę górę na rowerze. Cierpliwie prowadzimy nasze rumaki na szczyt. W nagrodę - piękny widok na Kopań, Bałtyk i Darłówko. W Barzowicach zwiedzamy kościół z XV w. Do Jarosławca możemy udać się przez Rusinowo albo przez Wicie. Polecam drugą trasę - z Wicia droga prowadzi blisko morza, jest dużo miejsc do kąpieli. W pewnym momencie wyjedziemy na dziwnie szeroką, prostą asfaltową drogę o długości ok. 3 km - to byłe tajne lotnisko wojskowe. W Jarosławcu podjeżdżamy pod górę, na szczycie skręcamy w lewo. Na stromym urwisku stoi stylowy pensjonat Zacisze, prawdziwy dom szachulcowy, w którym możemy spędzić noc (kolacja Pod Zdechłym Dorszem lub w ośrodku wczasowym).

Ale jedziemy dalej, do Łącka, gdzie w domu pod nr 20 Jan Długosz wychowywał Księcia Bogusława X. Warto zwrócić uwagę na dach kościoła z XVI w. krytego gontem w kształcie rybich łusek.

Dalej do Królewa, na chwilę skręcając na południe do Marszewa - stoi tu kościół z XIV w. oraz kolejny (i to piętrowy) dom szachulcowy. Trasa, którą jedziemy, to tzw. Kraina w Kratkę, tak bogata w zabytki, że wymaga osobnego urlopu.

Wracamy do drogi prowadzącej do Ustki. W okolicy Duninowa zobaczymy drewnianą figurę wskazującą pobliskie gospodarstwo agroturystyczne (też dobre miejsce na nocleg). Z Ustki, obejrzawszy latarnię i port, zmierzamy w kierunku Przewłoki. Za stadionem, przy nowoczesnym kościele skręcamy albo w lewo w polną drogę i jedziemy do Machowinka tzw. Szlakiem Zwiniętych Torów, albo asfaltem przez Przewłokę i Wytowno. W Machowinku skręcamy na Poddąbie - wąski asfalt prowadzi nas przez wysoki, bukowo-sosnowy las. W Poddąbiu nie warto się zatrzymywać (prymitywne pola namiotowe, zaniedbane chałupy), lepiej udać się do Rowów - tylko 5 km. Tam mamy drogi kemping, a za mostkiem po lewej - tanie pole namiotowe z prysznicem, skąd tylko 300 m do morza. Mapa pokazuje też pole namiotowe tuż za mostkiem po prawej. Chwilowo jest nieczynne, za to u jego gościnnych gospodarzy można wynająć kwaterę. Warto - dom (pokoje o europejskim standardzie) stoi bliziutko morza i na skraju Słowińskiego Parku Krajobrazowego.



Dzień 5. Naguski, zające i statek-widmo - 58 km

Z Rowów najlepiej wyruszyć rano - do zobaczenia mnóstwo miejsc, a teren trudny. Wjeżdżamy do Słowińskiego Parku Narodowego (rower górski 50 gr, tandem 1 zł, bilet 4 zł, ulgowy 2 zł), na jeden z najładniejszych, najciekawszych odcinków naszej wyprawy, w dodatku doskonale oznakowany. Jedziemy wzdłuż jeziora Gardno. Po 3 km skrzyżowanie - w prawo do punktu widokowego, w lewo do morza (ze słynną plażą dla naturystów). Uwaga! bardzo grząski piach - lepiej zejść z roweru. Wróciwszy do szlaku, skręcamy w lewo i jedziemy jeszcze ok. 3,5 km do rozwidlenia: w lewo prowadzi szlak do Czołpina, prosto - w stronę Smołdzina (tu mapa trochę "kłamie": szlak na drzewach prowadzi właśnie w tym kierunku, a na mapie go nie ma). Jedziemy po płytach betonowych, najpierw przez pola, potem wysokim lasem. Nie wystraszcie się, gdy wypadną na was pędzące na oślep zające (mnie się to zdarzyło). Po opuszczeniu lasu porzucamy szlak (prowadzi w lewo) i jedziemy prosto do Rowokołu, stąd asfaltówką do Kluk. Odwiedzamy skansen i punkt widokowy, a zarazem przystań dla spacerowych stateczków na trasie Kluki - Rąbka k/Łeby (pływają, kiedy są chętni). Cofamy się do skraju wsi i dalej szlakiem wokół południowego brzegu jeziora Łebsko. Trasa prowadzi mokradłami, najpierw pełną dołów drogą, potem płytami betonowymi. Przez Izbicę (gospodarstwo agroturystyczne), Gać i Żarnowską dojeżdżamy do Łeby. Jest tu kilka dobrych kempingów (spodobał mi się Rafael - estetyczna zabudowa i umiarkowane ceny), w porcie polecam bar z ogródkiem, ostatni po prawej, idąc od głównej drogi (zupa rybna 6 zł, talarki ziemniaczane 3 zł).



Dzień 6. Wielbłąd pod latarnią, morskie opowieści, nie-Latające Talerze - 63 km

Z Łeby zielonym szlakiem (obok stacji PKP) do Nowęcina, a stąd polną drogą wzdłuż jeziora Sarbsko. W miejscowości o tej samej nazwie kierujemy się na Choczewo, do którego nie dojeżdżamy, a po zdobyciu wysokiej góry (za Ulinią), na którą wiedzie asfaltowa droga, po kilometrze natrafiamy na jezdnię w lewo, i choć nie ma tu żadnego znaku, skręcamy w nią. Wkrótce zobaczymy latarnię Stilo z 1904 r. zbudowaną przez Niemców na fundamencie z betonu i... białego marmuru (!) z gotowych elementów ze staliwa skręcanego śrubami (jedna z trzech takich konstrukcji na świecie). Obsługuje ją od 1948 r. słynna na Wybrzeżu rodzina Łozickich (obecnie Weronika i Romuald Łoziccy). Gdy wepchnąłem na szczyt swój rower przypominający wielbłąda, wysłuchałem morskich opowieści (m.in. o udziale załogi latarni w ratowaniu duńskiego statku, który wszedł na mieliznę w 1972 r. przy sztormie 12 stopni w skali Beauforta) i marynarskich dowcipów. W Stilo warto wpaść do małego baru udekorowanego papierowymi nie-Latającymi Talerzami, na których podpisują się znakomici goście ze świata teatru i filmu.

Teraz wzdłuż pól szlakiem czerwonym do Lubiatowa i dalej do Białogóry. Za Białogórą ciężki odcinek płyt betonowych i sypkiego piachu. Wjeżdżamy leśną drogą do Dębków, potem mostek i po 600 m docieramy do przytulnego kempingu Kaszub. Warto się tu zatrzymać - rozsądne ceny, rodzinna atmosfera.



Dzień 7. Półmisek Wędkarza, czyli uczta na Helu - 67 km

Żegnamy się z maleńkimi Dębkami i leśną drogą jedziemy do Karwi (nie polecam tu noclegu - pola namiotowe to "patelnie"). Wspinamy się do Jastrzębiej Góry, mijamy słynny kemping 60 w Lisim Jarze (w tym roku znowu nowy ajent) i zatrzymujemy się 50 m dalej. Jak głosi tablica: "Tu w Lisim Jarze w roku 1594 wylądował Król Polski Zygmunt III Waza, wracając ze Szwecji". Zostawmy rowery i zejdźmy do morza niezwykłą drogą dnem stromego wąwozu.

Teraz mkniemy obok latarni na przylądku Rozewie i dalej, do Władysławowa. Wpadamy do portu ze smażalnią na wodzie i jedziemy na Hel. Tuż za Władysławowem wspaniała niespodzianka - ścieżka rowerowa aż do ślicznej Juraty (z krótkimi przerwami) nad Zatoką Pucką! Potem Hel. Odwiedzamy muzeum, port i latarnię, obok jest kemping.

I na koniec uczta w pubie Stella Maris (w budynku szachulcowym). Zamawiamy Półmisek Wędkarza: trzy rodzaje ryb, bukiet soczystych surówek, pieczone ziemniaki ozdobione pomarańczą, ogórkiem, porem i pomidorem ułożonymi na sałacie - wielka porcja 25 zł.