Cesarski Split

Błąkam się po podwórkach, zaglądam w zaułki. Nad głową wisi pranie, w cesarskim oknie stoi garnek. Jak tu pięknie!
Samolot kołuje nad Splitem, a ja nie mogę uwierzyć w to, co widzę. Lazurowe morze, szmaragdowe wyspy, spalone słońcem dachówki, strome brzegi i palmy. Pięć w jednym. Słyszałam, że Chorwacja jest piękna, ale tego się nie spodziewałam.

Chorwacja Split

Marija Balta, moja przewodniczka, kocha Split nad życie. Cały czas uśmiechnięta. Co chwilę przerywa opowieść i pozdrawia znajomych. Na pewno kocha się skrycie w założycielu miasta Gajuszu Aureliuszu Waleriuszu Dioklecjanie (243-316 r.), młodzieńcu niskiego stanu, synu wyzwoleńca z Salony, stolicy rzymskiej prowincji - Dalmacji. Rodzice nazwali go Dioklesem. Zanim uznał się za cesarza, potomka Jowisza, i zapisał się w historii jako ostatni cesarz, który skazywał chrześcijan na śmierć, był prostym żołnierzem. Według legendy, kiedy obozował z legionem gdzieś w Galii, druidka mu przepowiedziała, że zostanie władcą Imperium Romanum, jeśli zabije dzika. Upolował stada dzików i... awansował jedynie na dowódcę straży przybocznej cesarza Numeriana. Nie zapobiegł jednak zamachowi. Cesarza zgładził niejaki Aper. Diokles zabił Apera, a żołnierze obwołali go cesarzem. Aper to po łacinie dzik...

Przez 22 lata panowania Dioklecjana nosiło po świecie. W Rzymie pojawił się raz i tylko po to, żeby ogłosić przejście na emeryturę (1 maja 305 r.).Władzę w państwie podzielił pomiędzy cztery osoby: Maksymiana (Italia i Afryka), Galeriusza (dolina Dunaju i Bałkany) i Konstancjusza Chlorusa (Brytania, Galia, Hiszpania); sobie zostawił wschodnie wybrzeże Morza Śródziemnego i wprowadził się do pałacu w pięknej zatoce w Dalmacji, niedaleko rodzinnego miasta. Jego budowę zaczął jeszcze w 293 r. Miejsce nazwał Spalatum, czyli Mały Pałac, i zaczął uprawiać warzywa w ogródku (był zamiłowanym ogrodnikiem).

Chorwacja Split - zwiedzanie pałacu

Czas na zwiedzanie pałacu. Stoimy przodem do zatoki, nad głowami szumią palmy reprezentacyjnej promenady Splitu - Obala Hrvatskogo Narodnogo Preporoda. A Marija każe odwrócić się w stronę ciągu domów ze sklepami i restauracjami. Niespodzianka dla uważnych - przed nami resztki pałacu Dioklecjana. W antyczne fragmenty ludzie wbudowali swoje domy. W oknach firanki, na parapetach śpią koty.

Marija zaprasza do środka pałacu przez podziemne przejście, do podziemnego muzeum. Kilka niemal pustych sal (wstęp: dorośli 10 kun, dzieci 5). Zastanawiam się czy nie był to przypadkiem skarbiec cesarza, ale Marija sprowadza mnie na ziemię: najlepiej zachowany fragment pałacu to cesarskie ścieki. Nad wielką (dziś czystą) piwnicą były kiedyś komnaty. W ich kamiennych podłogach wykuto dziury. Kiedy służba chciała wylać zawartość nocników albo wyrzucić resztki z obiadu, odsłaniała dziurę i chlup!

Jedyną ozdobą są ocalałe fragmenty pałacowych kolumn, drewniana wydrążona rura do przesyłania wody i ciężki marmurowy blat - część cesarskiego stołu. Ma zagięte do środka brzegi. Marija mówi, że dzięki zagięciom jedzenie nie spadało na podłogę.

Podziemne przejście wiedzie z muzeum do perystylu. To mały, prostokątny dziedziniec (24 x 13 m) otoczony 12 granitowymi i marmurowymi kolumnami korynckimi (po grecku peri znaczy "dookoła", a stylos to "kolumna"). Zwykle stoją tu stoliki kawiarniane, panuje gwar, pełno turystów. W niedzielny poranek trafiam na dzień chrzcin. Placyk wypełniają elegancko ubrane rodziny z niemowlętami na rękach. Czekają na wejście do katedry św. Dujama (chrześcijańskiego biskupa i męczennika straconego za czasów Dioklecjana w pobliskim Trogirze). Niegdyś było to mauzoleum cesarza. Świątynia jest tak mała (najmniejsza w Europie), że mieści się w niej najwyżej kilkadziesiąt osób. Przypomina magazyn ciekawostek z wszystkich epok. Barokowy relikwiarz ze szczątkami św. Dujama trzymają anioły, na prostej kazalnicy siedzi kamienny orzeł, pod sklepieniem ostał się fryz ze scenami myśliwskimi - po prawej stronie można dopatrzyć się twarzy samego cesarza, po lewej jego boskiej małżonki Priski. Drzwi katedry (z 1214 r.) to rzeźbiona w orzechowym drewnie opowieść o życiu Jezusa. Można się wspiąć na 60-metrową romańsko-gotycką wieżę z białego kamienia, skąd widać całe miasto. Ja nie mam czasu na wspinaczkę, bo Marija pędzi dalej.

Do pałacu cesarza wiodły trzy bramy - Złota, Srebrna i Żelazna, zachowały się do dziś. Idziemy wąskimi uliczkami do Bramy Złotej. Wejścia strzeże olbrzym z brązu z rozczapierzonymi palcami uniesionej prawej ręki. W lewej trzyma Biblię. To święty Dujam. Pomnik jest przedwojenny, wyrzeźbił go słynny dalmatyński artysta Ivan Mestrovic.

Na starych fotografiach widać, że Dujam stał kiedyś w perystylu przed katedrą. Duży palec u lewej stopy ma wytarty - kto pomyśli życzenie i go dotknie, temu prośba się spełni. Ja dotykam...

W czasie II wojny światowej mieszkańcy Splitu postanowili ocalić pomnik przed przetopieniem na armaty. Przecięli świętego w trzech miejscach i schowali. Po wojnie zespawali i wystawili przed bramę.

Marija Balta już się żegna, czekają na nią niemieccy emeryci. Jest tu popularną przewodniczką. Zna włoski, angielski i niemiecki.

Chorwacja Split - historia Splitu

Historia Splitu jest pomieszana jak fasada cesarskiego pałacu. W średniowieczu utrzymywał względną niezależność, choć "opiekę" nad nim sprawowali chorwaccy książęta, a potem Bizancjum. Od 1420 do 1797 r. należał do Wenecji, potem, do 1918 r. był w rękach Austro-Węgier. Po wojnie należał do Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców, od 1929 r. do Jugosławii, a od 1991 - do Chorwacji. Miał szczęście, nie ucierpiał w czasie wojen serbsko-chorwackich na początku lat 90. minionego wieku.

Split mógłby dziś być romantyczną kupą gruzów nad brzegiem morza, gdyby nie atak Słowian i Awarów na Salonę w pierwszej połowie VII w. Jej mieszkańcy uciekli do pałacu Dioklecjana. I już tu zostali. W budowli długiej na 180 i szerokiej na 125 m, zbudowanej na wzór obozu wojskowego (żeby cesarz czuł się "jak w domu"), powoli zaczęli się urządzać (dziś w całym Splicie mieszka 200 tys. ludzi).

Wędruję po pałacu-mieście. Pod nogami wyślizgany biały marmur - dawniej podłoga, teraz chodnik. Pałacowe korytarze zamieniły się w wąskie uliczki - ściany domów na wyciągnięcie rozłożonych rąk. Domy wybudowano w komnatach, do istniejących murów dostawiono brakujące, dobudowano drzwi, doczepiono balkony. Błąkam się po podwórkach, zaglądam w okna. Nad głowami przechodniów wisi pranie, w cesarskim oknie stoi garnek. Z podłogi oszklonego, nowoczesnego banku sterczy piękna kolumna, w ścianie kawiarni tkwi kamienny łuk...

Oczywiście Split to nie tylko pałac. Wspinam się na wzgórze Marjan (178 m n.p.m.). Tu domki są skromniejsze, szare, z ceglastymi dachówkami. Czasem tylko w głębi ogrodu widać starą, piękną willę.

Mam już dość wdrapywania się na strome wzgórze, gdy trafiam na taras widokowy. Siadam przed małą kawiarenką (nie ma szyldu, nad drzwiami spod starej farby wyłazi jedynie napis po hebrajsku), zamawiam kawę i podziwiam. Widok jak z samolotu. Na prawo wyspa Brae z jej słynnym białym kamieniem (z tego samego zbudowano Biały Dom w Waszyngtonie), na lewo pałac. Z portu odbijają promy, w oddali błyszczą pokryte śniegiem Góry Dynarskie. Tylko otaczające miasto blokowiska w najlepszym stylu gierkowskim psują widok.

Na szczycie Marjana jest zoo i plac zabaw dla dzieci. Rezygnuję z tej przyjemności. Posiedzę, popatrzę.

Chorwacja Split - sklepy i targowiska

W Splicie zwiedzam sklepy i targowiska (jestem turystką zakupoholiczką). Bazar na prawo od pałacu ciągnie się nieregularnie przez kilka ulic. Nie jest podzielony na działy - jedzenie sąsiaduje z kolczykami, lawenda na kilogramy z tysiącami par podróbek pumy, owoce i warzywa z "okularami Gucciego". Warto pokręcić się, żeby znaleźć kobiety z pysznymi serami i wędlinami (sery są drogie - za 40 dag tutejszego parmezanu w kawałku płacę 100 kun, świeży ser jest nieco tańszy). W budce obok - prsut, czyli chorwackie prosciutto (niecałe pół kilo - 100 kun). Suszoną na kamień szynkę kroi się na cieniutkie plasterki i podjada np. do piwa zamiast chipsów. Trafiam też na handlarzy starzyzną (towar wyłożyli na kocach). Pytam z ciekawości o cenę brzydkiego, starego wazonika z napisem Split - 200 kun! (nie jest wart nawet 10).

Na prawo od pałacu, za Żelazną Bramą, mamy targ rybny. Warto tam zajrzeć rano, tuż po połowach. Różowe krewetki, zwiędnięte ośmiornice, ryby o dziwnych pyskach...

W Splicie nie brakuje sklepów znanych światowych firm. Kto nastawia się na kupowanie ubrań, to miejsce dla niego. Przy okazji warto przyjrzeć się architekturze Starego Miasta, które wyrosło poza pałacem (tu właśnie jest najwięcej sklepów). Na Narodnim Trgu jest gotycki ratusz z loggią na parterze, w którym mieści się Muzeum Etnograficzne.

Chorwacja Split - plaże

Idę jeszcze zobaczyć plażę. Trzeba kierować się do portu, skręcić w lewo i minąć tory kolejowe, które kończą się niespodziewanie w piasku, kilka metrów od wody. Niestety - plaża mała, z brudnawym piaskiem pełnym ostrych kamieni. Reszta brzegu zabetonowana, basenowe drabinki wiodą do wody. Morze za to jest przejrzyste i bezpieczne dla dzieci. Widzę kąpiących się ludzi - odchodzą od brzegu kilkadziesiąt metrów, a woda cały czas sięga im do ud. Nie radzę jednak kąpać się boso - dno pokrywają ostre kamienie i muszle.

Na końcu plaży betonowa budowla z restauracjami i dyskoteką. Przypomina Łazienki Północne w Sopocie z lat 70. Uciekam do miasta.