7 dni na Adriatyku: Prowadził nas wiatr

Zaciszne zatoki, malownicze porty i wspaniałe zabytki. Oto chorwackie wybrzeże
Dzień 1...

...spędziliśmy głównie w samochodzie. Podróż z Polski do Sukošanu na chorwackim wybrzeżu zajęła nam 17 godzin. Kilka następnych poświęciliśmy na sprawdzenie stanu wyczarterowanego jachtu i rozpakowanie rzeczy. Na zwiedzanie miasta zabrakło czasu i sił. Po obiedzie w ogromnej marinie (niestety, żadnych regionalnych potraw) wyruszyliśmy na morze. Wiatr był słaby i do kotwicowiska (wyznaczona zatoczka, w której można rzucić kotwicę), gdzie zamierzaliśmy nocować, dopłynęliśmy na silniku.

Nie zaplanowaliśmy trasy na cały siedmiodniowy rejs, co wieczór ustalaliśmy, dokąd płyniemy nazajutrz; nasze plany korygował wiatr. Chcieliśmy tylko "wypływać" jak najwięcej godzin - patent sternika, na którym zależało trzem osobom z naszej piątki, wymaga m.in. 200 godzin na morzu.

Dzień 2.

Wyruszamy o świcie, halsując pod mocny wiatr. Nieźle buja i jeden z członków załogi od razu zapada na chorobę morską - nie będzie z niego pożytku na pokładzie. Po drodze zatrzymujemy się w osłoniętej od wiatru zatoczce na kąpiel.

Wieczorem dopływamy do Trogiru założonego przez Greków w III w. p.n.e. U wejścia do portu kilkadziesiąt światełek na wodzie - to rybacy zwabiają kalmary. Marina znajduje się naprzeciwko pięknej promenady wysadzanej palmami. Jest duża (może tu cumować 200 jachtów) i czynna przez cały rok.

W Trogirze stoi twierdza Kamerlengo z XV w. Świetnie ją widać od morza (i jeszcze to odbicie w wodzie!), ale z niewiadomych przyczyn jest niedostępna dla turystów. Starówka to urocze wąskie uliczki pełne knajpek, domy z niewielkimi podwórkami i wąskimi schodkami prowadzącymi na parter. W zaułkach mnóstwo restauracji, większość o regionalnym klimacie. Jest też katedra św. Laurencjusza z romańskim portalem i renesansową kaplicą św. Jana oraz królującą nad miastem 47-metrową dzwonnicą w stylu wczesnogotyckim (dół), weneckim gotyku (środek) i renesansowym (góra).

Dzień 3.

Płyniemy do Hvaru, dużego miasta turystycznego na wyspie o tej samej nazwie. Trzeba zjawić się tu wcześnie, by znaleźć wolne miejsce w porcie (nawet poza sezonem). Dlatego na dziś zaplanowaliśmy krótką trasę - 25 mil. Po południu docieramy na miejsce. Przystań nie ma, niestety, prądu i bieżącej wody.

Na ulicach Hvaru słyszymy wiele europejskich języków. Z górującego nad nim szczytu mamy wspaniały widok na zatokę i miasto. Jest tu forteca Španjol (wstęp 10 kun), a w niej małe muzeum z wyłowionymi z morza amforami i kotwicami. Warto też zobaczyć katedrę św. Stefana z przełomu XVI i XVII w. Wielką atrakcją jest targ ze świeżymi rybami, owocami i warzywami. Kupujemy pyszne zielone figi (ok. 10 kun za kilogram) i wino domowej roboty w plastikowej butelce po wodzie mineralnej (też 10 kun).

Dzień 4.

Z Hvaru płyniemy do Komižy na wyspie Vis. Po drodze kąpiel w dużej zatoce naprzeciwko Komižy.

W Komižy jest mały port (niestety, nie ma łazienek) oraz centrum nurkowe. To bardziej rybacka niż turystyczna miejscowość. Biedna, ale malownicza. Na górze nad miasteczkiem wznosi się klasztor, wokół rozciągają się winnice - dostajemy kilka słodkich kiści od przycinającego krzewy ogrodnika. Dużo tu wąskich uliczek z domami pełnymi śladów po kulach ("pamiątki" niedawnej wojny) i bezdomnymi psami. Starsi mieszkańcy sprzedają wino, olej, kanapki. Przy nabrzeżu jest kilkanaście knajpek. My wybieramy Alkę wciśniętą między plażę a boczną uliczkę.

Dzień 5.

Morze dziś spokojne. Naszym celem jest Skradin. Żeby tam dotrzeć, z morza przez kanał Sv. Ante kierujemy się na rzekę Krk. Płyniemy nią dwie godziny. Po obydwu brzegach szerokiej rzeki wznoszą się potężne skały - wrażenie niesamowite. I co za przyjemna odmiana - obserwować brzeg w czasie rejsu!

W Skradinie jest porządna marina. Warto ją zapamiętać, bo nawet późnym wieczorem z prysznica leci ciepła woda. Tuż przy porcie znajdujemy "wyszynk" pełen beczek z domowym winem. Ubrana zgodnie z dalmackim zwyczajem na czarno staruszka sprzedaje tradycyjny chorwacki prošek, wiśniowy i figowy, własnej roboty. Gdy zapuścimy się w głąb miasteczka, znajdziemy sporo domów ze śladami kul.

Dzień 6.

Ze Skradinu wyruszamy - tym razem statkiem wycieczkowym - do znanego z ogromnych wodospadów Parku Narodowego Krka. Statki odpływają z portu od 8 rano, zawsze o pełnych godzinach.

Znów płyniemy Krką. Na skalnych półkach można czasem dostrzec stadka kóz. Po 30 min jesteśmy nas miejscu. Wstęp do rezerwatu - 40 kun (to zarazem opłata za podróż tam i z powrotem). Wodospady są imponujące i jest ich mnóstwo. Poniżej pierwszego wydzielono kąpielisko. Większość turystów ma ze sobą ręczniki i kostiumy, ale nam spieszno znów żeglować. Po powrocie do Skradinu płyniemy jachtem w kierunku Kornat - dzikich, zielonych wysp. Nocujemy na kotwicowisku przy jednej z nich.

Dzień 7.

Opływamy dookoła pobliską wyspę Dugi Otok, zgodnie z nazwą wyjątkowo długą - 44 km. Dziś cały dzień spędzamy na morzu, bo to już koniec naszej wyprawy. Wieczorem wracamy do Sukošanu, gdzie nazajutrz rano oddajemy jacht.

Przez tydzień przepłynęliśmy 290 mil morskich. Skomplikowana trasa to wynik zmiennych wiatrów i celu, jaki sobie wyznaczyliśmy - wypływać jak najwięcej godzin. Do wymarzonego patentu sternika dorzuciliśmy 80 mil!