Emilia-Romania: Bolonia

Wielkość średnia, położenie geograficzne godne pozazdroszczenia, kuchnia najlepsza we Włoszech
No i kolor. Czerwień dachów nadaje Bolonii niezwykłego ciepła, zwłaszcza o zachodzie słońca. Większość budynków zbudowano z cegły, w odróżnieniu od innych włoskich miast, których podstawowych budulcem jest kamień. Niemniej charakterystyczne są pamiętające średniowiecze stylowe portyki. Razem jakieś 40 km długości, rekord światowy. Romantyczne i praktyczne (przez dwa lata spędzone w Bolonii zapomniałam o istnieniu parasoli). Najdłuższy - 3,5 km, 666 arkad - łączy centrum z górującym nad miastem sanktuarium San Luca. Zgodnie z tradycją drogę pod górę należy pokonać pieszo. Budowę portyku San Luca rozpoczęto w połowie XVII w. Podczas ostatniej wojny oznaczone kolejnymi numerami arkady służyły za mieszkania.



Tajemnica Piazza Maggiore

Życie koncentruje się na Piazza Maggiore. Jest sercem miasta, codziennym punktem odniesienia dla tych, którzy - z obowiązku, przyzwyczajenia, czy z wewnętrznej potrzeby - muszą go przemierzyć. Można tu trafić na wędrownych kuglarzy, połykaczy ognia, politycznych oszołomów, obcojęzyczne chóry, które ustawiają się na stopniach bazyliki San Petronio (drugi co do wielkości kościół w Italii i najstarsza budowla gotycka w Europie) i bez większych przygotowań intonują pieśń. No i oczywiście na turystów wrzucających monety do fontanny Neptuna.

Dwa razy spędzałam na Piazza Maggiore sylwestra (również ostatniego). Plac wypełnia się po brzegi przybyszami z całych Włoch. Koncerty pod gołym niebem, sztuczne ognie, prawdziwe emocje... Nad ranem posadzka "największego salonu miasta" pokryta jest chrzęszczącym dywanem ze szkła.

Piazza Maggiore ma też swoją tajemnicę. Skrywają ją opdcienia Palazzo del Podesta (dawna siedziba władz miejskich), po lewej ręce Neptuna. Jedna osoba staje pod sklepieniem twarzą do ściany, druga w przeciwnym rogu, oddalonym o pare metrów. Mówią szeptem do ściany i się słyszą. Na pewno jest na to racjonalne wytłuymaczenie, ale cz zawsze musimy być racjonalni?



Krzywe jest piękne

Mówi się, że Bolonię najłatwiej opisać za pomocą trzech "t": torri (wieże), tortellini (wiadomo) i tette (piersi). No więc wieże. Dwie, w samym sercu miasta, tuż przy Piazza Maggiore, jedna obok drugiej. Wyższa (97 m) i słynniejsza, zbudowana przez ród Asinellich, przez lata była więzieniem. Dziś po pięciuset stopniach można wejść na szczyt, by podziwiać panoramę Bolonii. Druga, Garisenda, wspomniana przez Dantego w "Boskiej komedii", jest o połowę niższa. W średniowieczu miasto miało ok. 200 wież, a każda z nich symbolizowała potęgę rodu, do którego należała. Według legendy wieżę Asinellich zbudował nowobogacki młodzieniec, chcąc zdobyć rękę zamożnej panny. Obie wieże są krzywe. Odchylenie od pionu tej wyższej wynosi ponad 2 m, niższej - 3,22 m. Nie trzeba więc jechać do Pizy, by nacieszyć oczy pięknem krzywizn.

W Bolonii znajdziemy też namiastkę Wenecji. W jednej z przecznic via Righi, w ścianie budynku tkwią małe tajemne drzwiczki, kryjące niezwykły widok: wąski, zabudowany ciasno kanał i susząca się na sznurach bielizna. Jednym słowem: Piccola Venezia (Mała Wenecja). Robi wrażenie, szczególnie w świetle księżyca.



Misa Piłata

W Bolonii jest ponad 200 kościołów, oratoriów, sanktuariów i klasztorów. Przed bazyliką San Domenico zwracają uwagę grobowce glosatorów (komentatorów dawnych tekstów). Według mnie najbardziej niezwykły jest kościół Santo Stefano - wspaniały kompleks siedmiu świątyń, który powstawał od V w. Na dziedzińcu stoi misa, w której miał umyć ręce Piłat po skazaniu Chrystusa. Najbardziej lubię docierać do piazza Santo Stefano od Strada Maggiore, jednej z głównych ulic prowadzących od Dwóch Wież. Po prawej stronie jest lodziarnia, gdzie można zjeść lody o smaku limonki, a tuż obok (przy numerze 19) "magiczne przejście", czyli Corte Isolani - pełen stylowych sklepów i restauracji dziedziniec XIII-wiecznego palazzo, który wiedzie do trójkątnego placu z kocimi łbami. W drugą niedzielę miesiąca (oprócz stycznia, lipca i sierpnia) rozkłada się na nim barwny rynek antyków.

Kiedy odwiedzam bazylikę św. Stefana, zawsze zaglądam na jej tyły, by sprawdzić, czy na przylegającej uliczce stoi wóz policyjny, który wpisał się już w koloryt lokalny, niczym część dekoracji. Mieszka tu (w zwykłej kamienicy) przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi. Czasem można go wypatrzyć w towarzystwie dwóch ochroniarzy - pogodny pan, o okrągłej, rumianej twarzy, zwany we Włoszech "Mortadelą". Byłam w Bolonii podczas ostatnich świąt Bożego Narodzenia, kiedy wybuchła przesłana do Prodiego paczka. Następnego dnia przewodniczący z żoną Flavią udał się pieszo na mszę do pobliskiego kościoła S. Giovanni in Monte (XIII w.).



La dotta - uczona jak Eco

Bolonia to centrum biznesu i kongresów, ale przede wszystkim ośrodek uniwersytecki. Szczyci się przydomkiem "la dotta" (uczona). Na tutejszym uniwersytecie (założony w 1088 r.) studiowali Dante, Petrarka, Kopernik, Kadłubek i Kochanowski. 12 jego rektorów było Polakami. Już w średniowieczu w gronie profesorów znalazły się kobiety. Jedna z nich, słynna z urody Novella d'Andrea, wykładała za kotarą, by nie dawać żakom okazji do nieprzystojnych myśli.

Trudno w to uwierzyć, ale wśród studentów ze świecą by szukać bolończyków. Większość Włochów przyjeżdża z południa - z Kalabrii, Apulii, Sycylii, Sardynii. Nie brakuje też cudzoziemców, głównie Greków, którzy ściągają tu na studia medyczne. Jednym z najbardziej wziętych profesorów jest Umberto Eco. Jego wykłady z semiotyki cieszą się niesłabnącą popularnością (sprawdzałam!).

By uzyskać tytuł dottore (odpowiednik naszego magistra), Włosi gotowi są zaklinać tajemne moce. Na wszelki wypadek strategiczne place miasta, np. Piazza Maggiore, wolą obchodzić po kwadracie - przecięcie po przekątnej może oznaczać zaprzepaszczenie szans na zdobycie dyplomu. Na głównej ulicy uniwersyteckiej via Zamboni spotkamy odświętne korowody podążające za osobnikami w laurowych wieńcach. To świeżo upieczeni absolwenci, tuż po obronie pracy dyplomowej. Wieczorem portyki okupują handlarze marihuany z Maroka, w dzień etnicznych ozdób z Meksyku i złodzieje rowerów (De Sica przewraca się w grobie!).



La grassa - tłusta jak lasagne

Włoskie przysłowie "nie żyje się po to, żeby jeść, lecz je się, aby żyć" w konfrontacji z kuchnią bolońską brzmi mało przekonująco. Dość wspomnieć słynny sos alla bolognese czy tortellini, uformowane podobno na kształt pępka Wenus. Tajemnica ich farszu chroniona jest niczym największy skarb. Pyszne wędliny, tagliatelle (zainspirowane fryzurą Lukrecji Borgii podczas jej ślubu z księciem Ferrary), czy najbardziej wyszukane lasagne - z truflami, grzybami, serem i kiełbasą, nie mówiąc o tajnych kombinacjach mięs z ziołami. Zakupy spożywcze - owoce, warzywa, ryby, wędliny, sery - trzeba przynajmniej raz zrobić w średniowiecznych zaułkach przy via Drapperie, degli Orefici, Clavature, Pescherie Vecchie, vicolo Ranocchi.

Bolonia kocha się bawić, organizuje festyny (przoduje w tym lewicowy dziennik "l'Unitá"), zaprasza do dyskotek pod gołym niebem (np. "Made in Bo"), kusi otwartymi do późna knajpkami przy via del Pratello, na której przed wiekami grasowali złodzieje i oszuści, a teraz przychodzi się nawet po północy, by zrobić obchód wylegających na ulice knajpek. Wskazana jest wizyta w Scuderie Caffe przy piazza Verdi. Lokal zajmuje 1000 m kw., przypomina nieco wrocławski dworzec kolejowy i oferuje wszystkie możliwe posiłki (kolacja serwowana jest do północy), wieczorem można posłuchać koncertów, po południu spotkać się z pisarzami. Uwaga: w niektórych knajpach tańczy się na stołach.



Największy bazar regionu

"Pięciogwiazdkowe" zakupy odzieżowe najlepiej robić na via D'Azeglio. W pobliżu puszy się elegancka Galleria Cavour. Na tanie kupowanie warto zarezerwować czas w piątek i sobotę. W te dni słynny park w centrum, Giardini della Montagnola (26 ha), wypełnia się stoiskami i zamienia w największy bazar regionu, a prowadząca doń via Indipendenza (pełna młodzieżowych sklepów) jest jeszcze bardziej tłoczna niż w tygodniu. Największe tłumy na via Indipendenza zbierają się jednak wtedy, gdy do ekskluzywnego Hotelu Baglioni, znanego m.in. z sali jadalnej ozdobionej freskami Carraccich, przyjeżdżają gwiazdy biorące udział w dorocznych koncertach "Pavarotti & Friends", albo piłkarze znanej drużyny.

Jakiś czas temu przy piazza Re Enzo, w otoczeniu zabytkowych budowli stanął futurystyczny szklany pawilon prezentujący projekt rozwoju miasta. Bolonia będzie miała metro - z małymi zautomatyzowanymi pociągami kursującymi w godzinach szczytu co minutę, tramwaje "na gumie" (coś pomiędzy trolejbusem a tramwajem na szynach) - ciche i nie wywołujące wibracji oraz szybkie linie kolejowe do Mediolanu i Florencji. Znów we właściwych proporcjach wymiesza się historia z nowoczesnością. Bo Bolonia jest eklektyczna - gwarna i spokojna, czerwona i zielona. Ciepła. Na ludzką miarę.