Jak zobaczyć Londyn w 16 godzin i nie zginąć?

Dobre buty na nogach, w ręce dzienny bilet na metro za 2 funty. Przed nami 11 km Londynu. Wyruszamy przed śniadaniem.
Godz. 9.10

Londyn ma tysiące kafejek. Słynne to Aroma, Cock Tvern i wreszcie "Greasy spoons", czyli "Tłuste łyżki". My jednak polecilibyśmy uroczą kafejkę Simpson's on the Strand (Strand Street 100, okolice stacji metra Embankment lub Charing Cross). Co tu niezwykłego? Śniadania podane na przepięknej porcelanie. Typowo angielskie: wodnista owsianka, jajecznica na bekonie, grzanki z kremem czekoladowym. Dla wielu Europejczyków nie do zjedzenia. Ale na szczęście serwują tu również śniadania kontynentalne.

20 funtów, 40 min

Godz. 9.50

700 metrów od Simpson's on the Strand jest Trafalgar Square. Trzeba tu być, bo to najsłynniejszy plac w mieście. Tu londyńczycy od wieków witają Nowy Rok, tu zbierają się na wiece. Na placu zawsze jest męczący gwar, i uwaga, sporo kieszonkowców. Tuż obok jest National Gallery. Nie można jej pominąć. Są tu słynne "Słoneczniki" van Gogha, są dzieła Rafaela, Rembrandta. Dnia by zabrakło, żeby spokojnie zwiedzić galerię, ale my szybkim krokiem zrobimy to w dwie godziny. Ważna informacja. Wstęp jest bezpłatny, ale za to drogie są pamiątki. Za koszulkę z motywem z van Gogha damy 30 funtów.

50 funtów, odległość 700 m, 2 godz. 50 min

Godz. 12

Tuż przy Trafalgar Square jest stacja metra Charing Cross. Wsiadamy w czarną linę metra Northern i jedziemy przystanek do stacji Leicester Square. Gdy wyjdziemy z metra, znajdziemy się na Cecil Court. To ulica zapełniona antykwariatami. Książki w skórzanych oprawach. Mapy 200-letnie. Przepiękne jedwabne zakładki, warto kupić, choć kosztują 5,99 funta.

W oddalonej o kilka metrów ulicy Charing Cross Road są wielkie księgarnie Foyle's, Waterstone's, Collect, które oferują światową klasykę w wielu językach. Możliwe więc, że znajdziemy tu "Quo vadis" po chińsku.

55,99 funta, 3 godz. 50 min, 1300 m

Godz. 13

Idąc ulicą Charing Cross Road w kierunku stacji metra Tottenham Court Road, dojdziemy do słynnej dzielnicy Soho. Któż tu nie bywał? Maurice Chevalier i generał de Gaulle. Do dziś to Mekka bohemy. Będąc w Soho, koniecznie wpadnijmy do Patisserie Valerie, węgierskiej kawiarni znajdującej się przy Old Compton Street, głównej ulicy dzielnicy. Kafejka ta słynie z niezwykłych słodyczy. Piętnaście funtów za nieduży torcik? Szaleństwo? Wcale nie.

70,99 funta, 4 godz. 50 min, 2300 m

Godz. 13.45

Przejście z Soho ulicą Soho Street do Oxford Street zajmie nam nie więcej niż 15 minut. Oxford Street to słynna londyńska ulica handlowa. Słynna, bo elegancka. Są tu prawie wszyscy - Dior, GAP. My polecamy Dickens'a znajdującego się na Regent Street, bocznej uliczce odbiegającej od Oxford Street. To mocno awangardowy sklep. Ubrania słodkie jak miód. Koronki, tiule, złoto, róż. Kupuje tu Christina Aguilera, jedna z najgorzej ubranych kobiet świata. Po tej dawce kolorów warto się wybrać do kafejki Pret a Manger (Oxford Street 54). Niektórzy mówią, że parzą tu najlepszą kawę w mieście. Zapłacimy za nią 20 funtów.

90,99 funta, 7 godz. 8 min, 2800 m

Godz. 16

Jeśli na obiad, to na pewno wybierzmy się do Lamb and Flag przy Rose Street 33. Z Oxford Street to około 2 kilometrów. Najlepiej tę odległość pokonać metrem. Trzeba wysiąść na stacji Covent Garden.

Lamb and Flag to bardzo stary pub. Stoi tu już od 1623 roku. Serwują tu angielską kuchnię. Specjalnością, jak czytamy w menu, są: pieczona wołowina, pieczone ziemniaki, sos chrzanowy, brokuły. Na deser pudding i kufel piwa. Za posiłek zapłacimy około 40 funtów.

130,99 funta, 8 godz. 7 min, 4800 m

Godz. 17

Do chińskiej dzielnicy Chinatown mamy z pubu 800 metrów. Możemy dojechać tu metrem. Pokonujemy dwa przystanki, wysiadamy na stacji Piccadilly Circus. W chińskiej dzielnicy na pewno najsłynniejsza jest Gerrard Street, najdłuższa ulica. Czego tu nie dostaniemy? Porcelanowe lalki, jedwabne sukienki, jedwabna pościel. Za kilkadziesiąt funtów. Jak na Londyn, to naprawdę niedrogo. Są tu też regionalne specyfiki, zioła na kaszel albo maść na lumbago. Woreczek ziół kosztuje ok. 4 funtów.

134,99 funta, 8 godz. 40 min, 5600 m

Godz. 18

Z Chinatown wybierzmy się do Galerii Saatchi położonej w dzielnicy South Bank po drugiej stronie Tamizy. Dojedziemy tu czarną, szarą lub brązową linią metra (wysiadamy na stacji Waterloo).

W Galerii Saatchi popołudniami nie ma tłumów. Nie musimy też się spieszyć, bo zamykają o godz. 22. Saatchi to galeria sztuki współczesnej. Od 80 lat pomaga wybić się młodym artystom. Mogą tu oni wystawiać prace obok dzieł Andy'ego Warhola, Carla Andre czy Franka Stelli. Dzieł tych ostatnich mistrzów jest tu 600. Bilet wstępu do galerii kosztuje 9 funtów.

143,99 funta, 9 godz. 40 min, 8600 m

Godz. 19

Od Galerii Saatchi już tylko rzut kamieniem od London Eye, czyli ogromnego koła widokowego. Warto tu wpaść wieczorem, bo kolejka do koła nie jest długa. Do południa wszyscy turyści chcą z Oka na Londyn robić sobie zdjęcia. Wstęp kosztuje 11 funtów.

154,99 funta, 10 godz.10 min, 8750 m

Godz. 19.30

Chwila odpoczynku w hotelu. Czas na wrzucenie na siebie imprezowych ciuchów. Mamy na to jakieś dwie godziny, bo większość imprez w klubach Londynu zaczyna się o godz. 22. Niestety, mnóstwo tu miejsc, do których nie wejdziemy, jeżeli nie mamy karty klubowej. Wieczór, naszym zdaniem, najlepiej zacząć od Ministry of Sound przy Gaunt Street 103 (południowy Londyn, okolice stacji Elephant & Castle). To klub w stylu nowojorskim. Trzy platformy taneczne. Grają tu house, garage, funky beat. Nie podają alkoholu. Za to cola kosztuje od 5 funtów. Wejście do klubów w Londynie to wydatek 6-15 funtów (zależy od dnia tygodnia, najdrożej jest w weekendy).

165,99 funta, 13 godz. 10 min, 9750 m

Godz. 23

Z Ministry przenosimy się do The End (przy West Central Street, pięć przystanków brązową linią metra, wysiadamy na Oxford Circuus). Niestety to ok. 4 km, ale naprawdę warto. Mają tu świetnych didżejów. Grają na środku sali, wokół jest mnóstwo miejsca. Warto to wykorzystać, bo kiedy przeniesiemy się do klubu Fabric, o szaleństwach raczej nie będzie mowy.

179,99 funta, 14 godz. 40 min, 13 750 m

Godz. 00.30

Fabric (Charterhouse Street 77, okolice stacji metra Barbican). Nie ma mowy, by tu nie przyjść. Fabric to chyba najsłynniejszy za granicą klub Londynu, dlatego ściągają tu turyści z Niemiec, Francji, Polski. Naprawdę tłok tu jak na warszawskiej ulicy o godz. 16. Właściwie dziś już nikt nie wie, skąd wzięła się sława tego klubu. Może dlatego, że w weekendy występują tu same gwiazdy muzyki elektronicznej.

Podsumujmy. Jest około godz. 2. Na drinki, wejściówki wydaliśmy ok. 45 funtów, a przez 16 godzin 199,99 funta. Pokonaliśmy 11 250 m.