Piotr Iwicki o swojej przygodzie z nurkowaniem

Wcale nie trzeba być wyjątkowym okazem zdrowia ani krezusem, aby stanąć oko w oko z rybą
Zacząłem dopiero rok temu, ale już teraz mogę stwierdzić, że nurkowanie nie jest ani droższe od innych sportów (uprawianych w miarę serio), ani bardziej niebezpieczne. Dostarcza za to niezwykłych przeżyć i wyrabia samodyscyplinę

Wciąga jak narkotyk

Na początek odpowiedzmy sobie na pytanie: jak daleko chcemy zajść w nurkowej edukacji i co chcemy osiągnąć? Jednym wystarczy bezpośredni kontakt z nastroszonym okoniem w mazurskim jeziorze. Inni zapragną poczuć się jak w akwarium na egipskiej rafie koralowej. Jeszcze inni będą pokonywać kolejne głębokości, balansując na granicy życia i śmierci. Ten sport wciąga, a bezkresna morska otchłań działa jak narkotyk.

Od lat chciałem zgłębić tajniki nurkowania, jednak zawsze coś stawało na przeszkodzie, zwykle brak czasu i pieniędzy. Teraz nurkowanie samo przychodzi do nas. Wystarczy przejrzeć oferty biur podróży, ogłoszenia w pismach, na słupach czy na basenach. Sprzęt, dzięki swej niezawodności i przystępnej cenie, przestał być dostępny tylko dla zamożnych. Ba! Nie trzeba mieć nawet własnego sprzętu!

Z dzieckiem, ale...

Jednak to nie koszty czy brak czasu przeszkadzały mi najbardziej - chciałem dzielić tę radość z synem. Musiałem poczekać, aby osiągnął wiek, w którym bezpiecznie zaczniemy wspólną podwodną przygodę. Dzisiaj można zaczynać, mając ukończone dziesięć lat. Do 14. roku życia niewskazane jest nurkowanie głębiej niż na 10-12 metrów. Nie chodzi tylko o rozwój płuc czy układu krążenia, ale o azot, który (w pływaniu z butlą na plecach) rozpuszcza się we krwi, a tym samym trafia do szpiku kostnego. W krańcowych przypadkach może nastąpić zahamowanie wzrostu lub zaburzenia w rozwoju organów wewnętrznych. Problem ten pojawia się jednak dopiero przy długich cyklach nurkowań. Ponadto w toni łatwo wpaść w panikę. Nagłe wynurzenie z głębokości 10 m z pełnymi powietrza płucami to stuprocentowy uraz, niemal pewna śmierć - płuca rozerwie nadmiar powietrza. Na głębokości 10 m ciśnienie (ok. dwóch atmosfer) jest dwukrotnie wyższe od powierzchniowego. Jeśli do płuc wpuścimy powietrze o zdwojonym ciśnieniu, to przy wynurzaniu w wyniku rozprężenia się to samo powietrze na powierzchni podwoi swoją objętość. Dlatego nic tak dobrze nie robi pierwszym stawianym pod wodą krokom jak opieka doświadczonego instruktora.

CMAS* czy PADI**?

To chyba najbardziej drażliwe pytanie w nurkowym światku, a jednoznaczna odpowiedź jest w zasadzie niemożliwa. Dwa odrębne systemy szkolenia, konkurenci w dobrym tego słowa znaczeniu. Jedno jest pewne, w którymkolwiek systemie będziecie się szkolić i tak wszystko zależy od instruktorów i waszej odpowiedzialności. O wyborze zwykle decyduje przypadek. Na basenie w waszej dzielnicy kurs prowadzi instruktor CMAS albo w hotelu, w którym spędzacie wakacje, mieści się baza PADI. Idziecie tam, gdzie najbliżej. W Polsce, podobnie jak na całym świecie, szkolenie nurkowe zdominowane zostało przez te dwie organizacje. CMAS wynika wprost ze szkolenia wojskowego, a jego ojcem jest słynny badacz głębin Jacques Cousteau. Duży nacisk kładzie się na teorię. W pierwszej fazie zajęcia w wodzie stanowią mniejszą część kursu. W tej formule istnieją też, podobne do systemów szkoleń paramilitarnych, limity zaliczeń.

Z kolei PADI - odpowiedź na zainteresowanie szkoleniami w zakresie nurkowania rekreacyjnego - to system bardziej nastawiony na praktyczną stronę zagadnienia (teorię zgłębia się często wprost nad wodą). Nic więc dziwnego, że wakacyjne kursy, nurkowanie rekreacyjne, zostały w znacznej mierze zdominowane przez PADI (wystarczy prześledzić ofertę baz nurkowych w Egipcie).

Obie federacje postanowiły respektować wzajemnie stopnie oraz wynikające z nich umiejętności i uprawnienia. Tym samym najważniejsze jest, co potrafimy i z kim nurkujemy, a nie to, jaką książeczkę trzymamy w torbie. Nurkowe towarzystwo to swoista subkultura, w której hierarchia stopni idzie w parze z wiedzą, szacunek dla mistrzów to rzecz pryncypialna, a poczucie humoru jest tak samo ważne jak umiejętności i odpowiedzialność. W myśl zasady, że sam sprzęt nie nurkuje, przedmiotem żartów stają się ci, którzy obwieszeni wysokiej klasy sprzętem do głębokich, specjalistycznych nurkowań wpadają na kilka chwil do letnich baz, aby zejść na kilka minut na 10 m. Do tego często dochodzi jeszcze zbytnia ufność w niezawodność sprzętu (wszak kosztował krocie), a tym samym obniżenie wymagań w stosunku do samego siebie.

Reasumując, w pierwszym sezonie opierajmy się na sprzęcie bazowym, bowiem nie wiemy, co nam będzie pasować, a co nie, zaś nasze wymagania z roku na rok, wraz z osiąganiem kolejnych stopni i uprawnień, będą coraz większe. To, co dzisiaj spełni wszystkie nasze oczekiwania, jutro nie zapewni technicznego minimum. W Morzu Czerwonym wystarczy cienka pianka, latem na Mazurach poczujemy komfort w pięciomilimetrowym neoprenie, ale jesienią czy zimą, w nurkowaniu podlodowym, zatęsknimy za skafandrem suchym. Pierwsze kroki stawiać będziemy z jedną butlą dziesięciolitrową i najprostszym automatem, a gdy zdobędziemy kolejne stopnie wtajemniczenia, życie zmusi nas do sięgnięcia po sprzęt spełniający wymogi nitroksowe czy wręcz pełną czystość tlenową.

Zanim sypniemy kasą

Polecam drogę, którą sam wybrałem. Edukację rozpocząłem u schyłku zimy od zajęć teoretycznych i praktyki na basenie. Długi majowy weekend zaplanowałem na zajęcia w jeziorze i zdobycie pierwszego stopnia nurkowego, w moim wypadku P1 (CMAS). Kolejny weekend letni poświęciłem na nurkowania strażowe (wymagane do zdobycia kolejnego stopnia), a przez tydzień wakacji wraz z synem (srebrny nurek młodzieżowy) spełniałem młodzieńcze marzenia, nurkując na rafie koralowej w Egipcie. Późne lato wykorzystałem na kolejne dwa kursy (nurkowanie na nitroksie - mieszance o wzbogaconej zawartości tlenu oraz kurs ratownictwa tlenowego DAN***). To wszystko, a w szczególności liczba nurkowań, umożliwia zdobywanie kolejnych stopni, a tym samym zwiększenie uprawnień.

Ceny kursów są mniej więcej jednakowe, bez względu na system szkolenia. Podstawowe kosztują ok. 600 zł, kolejne (specjalistyczne) ok. 300 zł. Za tydzień nurkowania w sierpniu (w Egipcie pora poza sezonem!) zapłaciłem 166 dol.: dziesięć nurkowań z łodzi, balast i butle ze sprężonym powietrzem, wypożyczenie pianki, jacketu (specjalna kamizelka wypornościowa) i automatu. Oczywiście ABC (maska, rurka, płetwy) miałem swoje.

Wszystkie profesjonalne bazy oferują tzw. nurkowania zapoznawcze, czyli zejścia pod wodę "za rękę", co w wielu wypadkach rozwiewa wątpliwości, "czy ja podołam, czy się odważę", a często jest ostatecznym powodem przemawiającym za, zwłaszcza jeśli znajdziemy się w krystalicznie czystej wodzie gdzieś na egipskiej rafie. Inną formą sprawdzianu (czy może zaostrzenia apetytu) jest nurkowanie tylko z rurką, maską i płetwami, popularna oferta w czasie pobytu w Egipcie, Turcji czy Chorwacji. Spory procent zarażonych bakcylem pływania z rybami wraca następnego dnia już na nurkowy kurs.

* CMAS - Chicagoland Marine Aquarium Society

** PADI - Professional Association of Diving Instructors

*** DAN - Divers Alert Network