Na świecie jest zaledwie 25 takich konstrukcji. Wśród nich Świątynia Wang z polskiego Karpacza

Do połowy XIX w. góry środkowej Norwegii i Karkonosze łączył chyba tylko surowy górski krajobraz. W 1844 r. wśród elementów wspólnych pojawiła się pewna oryginalna budowla - jedyny romański kościół słupowy poza Skandynawią. Odwołując się do tradycji wikingów, idealnie wpisał się w pejzaż granitowych sudeckich skał.
Tekst pochodzi z najnowszego numeru magazynu



Świątynia Wang. Mieszanina symboliki

Na początek krótkie wyjaśnienie: wikingów w Sudetach nikt nie widział, a kościół WangKarpaczu, w czasach gdy stał jeszcze nad jeziorem Vangsmjose, też nigdy nie gościł brodatych wojów w rogatych hełmach. Mało tego - to nie oni go zbudowali, choć prawie każdy element zdobniczy o nich przypomina. Dziwne? Pozornie.

Choć świątynia powstała prawdopodobnie na przełomie XII i XIII w. w chrześcijańskiej już Norwegii, co najmniej 150 lat po zakończeniu ery wikingów, widać w niej ciągle żywe skandynawskie mity o herosach i potężnych bogach władających światem żywych i umarłych oraz siłami natury. Artyści norwescy ożywiali w drewnianych kapitelach kolumn i na portalach pogańskie symbole antropo- i zoomorficzne, natomiast ściany i stropy pokrywali realistycznymi malowidłami przedstawiającymi świeżo poznanych świętych chrześcijańskich. Stara tradycja zdobnicza, sięgająca jeszcze Celtów, nie chciała tak łatwo ustąpić pola nowej, ale za to harmonijnie z nią współegzystowała, tworząc nowy oryginalny styl.

Z tej mieszaniny symboliki powstało w Norwegii kilkaset kościołów typu stavkirke, z których ponad 20 możemy podziwiać do dziś. Jakimś cudownym zrządzeniem losu jeden z nich trafił na zbocze Czarnej Góry w Karpaczu. Historia jego podróży znad norweskich fiordów w Karkonosze jest równie fascynująca jak on sam, choć nie pachnie żywicą, tylko pożółkłym papierem kronik.

Świątynia Wang/ Fot. CC BY 2.0/ kogiaro/ Flickr.com

Świątynia Wang. Długa droga

"Karkonoska" historia kościoła zaczęła się od norweskiego malarza Johana Christiana Dahla, przepojonego duchem epoki i tworzącego romantyczne pejzaże z dramatycznie udrapowanymi wstęgami chmur wiszących nad ruinami zamków. W poszukiwaniu nastrojowych widoków, ludowości i narodowych tradycji, a także z zamiłowania do norweskiej sztuki i architektury, przemierzał niedostępne góry, inwentaryzując drewniane kościoły. Traf chciał, że podczas odkrywania uroków pasma Jotunheimen na południu Norwegii trafił na stary i od dawna nieużytkowany kościół nad jeziorem Vangsmjose. Choć nie wyglądał on jak typowy romański stavkirke - nie miał zadaszonych krużganków, spiętrzonych dachów, smoczych głów na szczytach kalenic ani wieżyczki - wydał się malarzowi na tyle interesujący, że postanowił go ocalić.

Dahl nie miał dostatecznych środków, aby to zrobić, ale znał możnych sponsorów. Za jego namową kościół kupił za 427 marek król pruski Fryderyk Wilhelm IV, znany kolekcjoner staroci, z zamiarem postawienia go w Berlinie, w prywatnej kolekcji drewnianych zabytków na wyspie Pawiej. Po sporządzeniu dokładnych planów przez Franza Wilhelma Schiertza, rozebrany deska po desce, kościół trafił w 1841 r. do muzeum królewskiego w Berlinie. Wyglądało na to, że nad Sprewą znajdzie kres podróży.

Ale miało być inaczej. Wieści o interesującym nabytku leżącym w magazynie dotarły do hrabiny Friederike Karoline von Reden, pani na położonym na przedgórzu karkonoskim Bukowcu, wdowie po Friedrichu Wilhelmie von Reden, ministrze górnictwa Prus. Hrabina, kobieta aktywna i ciekawa świata - mecenas sztuki, przyjaciółka królów i cesarzy - była zaangażowana w pomoc potrzebującym, w tym miejscowym protestantom. Wielu z nich, głównie uchodźców z Tyrolu, osiedliło się wówczas w okolicach Karpacza. Nie mieli własnej świątyni, więc hrabina, wykorzystując swoje koneksje w kręgach władzy, namówiła króla, by podarował im norweski kościół. Fryderyk chętnie przychylił się do prośby, bo nie za bardzo miał pomysł, co zrobić ze stosem desek złożonych w magazynie, które na rysunkach Schiertza nie układały się w jakąś szczególnej urody budowlę. Nie wiedział wówczas, co traci.

Wnętrze świątyni/ Fot. CC BY-SA 2.0/ Robert Preus/ Flickr.com

Świątynia Wang. Zapach norweskiej sosny

Rozbieranie, przenoszenie, podróże morskie, rzeczne i lądowe nadszarpnęły kondycję elementów świątyni, ale jeszcze gorsze było to, że część z nich gdzieś przepadła. Zabrakło m.in. desek sklepienia chóru, które prawdopodobnie pokryte były malowidłami przedstawiającymi sceny biblijne, niemile widziane w świątyniach protestanckich. Plany także okazały się niezbyt dokładne. Dlatego też kościół na docelowym miejscu nie powstał jako wierna rekonstrukcja romańskiej świątyni, ale stał się raczej wizją budowniczych, którzy tak wyobrażali sobie idealny norweski stavkirke.

Wizja ta nie była zbyt odległa od pierwowzoru, choć dobudowana półokrągła apsyda na wzór tej z Borgund oraz ganek na froncie podobny do tego z Reinli zakłócają proporcje (w oryginale apsydy nie było, podobnie jak podcieni, a główne wejście znajdowało się z boku). Jest też w świątyni kilka XIX-wiecznych wtrętów. Krucyfiks w ołtarzu oraz kapitele dwóch kolumn przedstawiające walkę Dawida z Goliatemproroka Daniela wykonał prawdopodobnie Jakub z Janowic, zgodnie z wizją hrabiny i majstra Hamanna. Nowe są wieżyczka, a także kamienna wieża ze stylizowanym dachem i łączący się z nią ganek. Przydają całości trochę bajkowego charakteru, jakby z filmu fantasy.

Mimo tych zmian oryginalność świątyni jest niepodważalna. Ma ona XIII-wieczne elementy konstrukcyjne oraz typową budowę, a na kapitelach kolumn, na portalu głównym oraz na stallach odnajdziemy charakterystyczne wikińskie motywy obecne m.in. na drakkarach: głowy smoków, wijące się węże, plecionki z roślin, lwy i maszkarony z otwartymi ustami, z których wypełzają węże. Ważnym i cennym świadectwem historycznym są także runy na portalu informujące, że autorem tego dzieła był Eindridi, syn Olafa złego.

Zdobienia świątyni/ Fot. Kolaż Gazeta.pl

Świątynia Wang. Na cześć Odyna i Thora

Atmosfery wnętrza świątyni Wang nie da się porównać z żadną inną. Najstarsze polskie kościoły drewniane pochodzą z XV w., a tu wdychamy zapach żywicy sosny norweskiej ściętej ponad 800 lat temu w górach Jotunheimen. Nad nami unoszą się duchy Leifa Ericssona, odkrywającego na chwałę wikingów Amerykę, oraz Olafa I Tryggvasona, pierwszego króla zjednoczonej Norwegii i niestrudzonego budowniczego kościołów słupowych. Bliżsi stają nam się bogowie mitologii nordyckiej: bóg wojny Odyn, przemierzający Asgard na ośmionogim rumaku Sleipnirze, władca piorunów Thor oraz bogini płodności Freja. Gdy uświadomimy sobie, że mamy do czynienia z czymś unikatowym, bezcennym dziełem sztuki nordyckiej, które tylko dzięki zbiegom okoliczności znalazło się w Polsce (i przetrwało wojenne zawieruchy), czujemy radość i wzruszenie. Jakbyśmy wrócili z dalekiej podróży w czasy wikingów. Podróży, którą można odbyć tylko tu, w Karpaczu.

***

Konsekracja kościoła Wang odbyła się 28 lipca 1844 r. Kroniki wspominają o rodzinie królewskiej przybyłej z Berlina, jednym holenderskim księciu oraz hrabinie Friederike von Reden symbolicznie przekręcającej klucz w drzwiach nowej świątyni. Nie ma w nich nic o samopoczuciu króla Fryderyka. Pewnie musiał być wściekły, gdy zobaczył, co pochopnie oddał góralom. Jego strata.

Stavkirke, czyli kościoły słupowe

Były szczytowym osiągnięciem norweskiej architektury drewnianej. Łączyły symbolikę chrześcijańską z tradycją wikińską, ale czerpały też ze spuścizny europejskiej. Do dziś pozostało ich ok. 25. Najstarszy jest kościół w Urnes, datowany na ok. 1050 r., z bogato zdobionym portalem północnym (taki styl zdobienia przyjęło się nazywać właśnie Urnes). Starą metrykę mają również kościoły w miejscowościach: Uvdal, Eidsborg, Heddal (największy), Torpo, Hedalen, Hopperstad, Reinli oraz Burgund (najbardziej znany, najlepiej zachowany i najbardziej typowy).

Istnieje kilka typów stavkirke, ale podstawowy to drewniany szkielet z belek ustawionych na podwalinach. Jednowarstwowe ściany wykonane były z desek połączonych ze słupami na pióro i wpust. Stromy, kilkuczęściowy dach wieńczyły na brzegach kalenic rzeźbione głowy smoków. Wnętrze ewoluowało od czworokątnej przestrzeni do trójnawowej bazyliki podzielonej rzędami drewnianych kolumn.

Informacjie praktyczne

Zwiedzanie kościoła

Od 15 kwietnia do 31 października: codziennie od godz. 9 do 18.

Od 1 listopada do 14 kwietnia: codziennie od godz. 9 do 17.

W niedziele i święta o godz. 10 odprawia się nabożeństwa. Zwiedzanie kościoła jest wtedy możliwe po godz. 11.30.

Bilety

Dorośli: 8 zł

Dzieci (od 6 lat), uczniowie i studenci (do 26 lat) oraz renciści i emeryci: 5 zł

Fotografowanie i kręcenie filmów: 5 zł

Wstęp tylko na plac: 1 zł

W internecine:

www.wang.com.pl