Warszawex. Młodzi warszawiacy stworzyli nietypowy przewodnik po stolicy, w którym nie ma zabytków

Większość przyjeżdżających do Warszawy turystów zadowala się Starówką, Pałacem Kultury i spacerem po Nowym Świecie. Ale są i tacy, którzy chcą więcej. A nikt nie podpowie lepiej od "lokalsów".
Grupa młodych warszawiaków wzięła sprawy w swoje ręce i stworzyła niestandardowy przewodnik po Warszawie. "Warszawex"to 42 strony poświęcone stolicy, wydane od początku do końca po angielsku. I to w naprawdę przystępnej cenie, przewodnik kosztuje bowiem tylko 6 złotych.

Wszystkie strony "Warszawexu"

Otwieram żółtą książeczkę z ładną grafiką na okładce. "Warszawex. Warsaw for you by locals" brzmi pełny tytuł. Zaraz za spisem treści i krótkim opisem przewodnika - mapka z pierwszą trasą spacerową. "Warsaw Summer Day Route" to coś na dobry początek, żeby przejść się i nieco poznać miasto. Taka Warszawa "dla początkujących". Zaczyna się na placu Unii Lubelskiej, według przewodnika - niedocenianego przez miejscowych, i biegnie dalej przez Łazienki. Nie serwuje jednak czytelnikowi długiej historii tego miejsca: - Mamy co prawda Łazienki, ale nie piszemy o nich jak o zabytku. Dla nas po prostu liczy się klimat, piszemy o tym z perspektywy osób, które wybierają się na spacer po Łazienkach w weekendy i widzą Chopina po raz osiemset któryś i nie zastanawiają się, skąd się wziął, tylko po prostu spędzają tam cza - mówi Marta Ikanowicz, odpowiedzialna za koncepcję artystyczną "Warszawexu". Szlak biegnie dalej przy CSW, domkach fińskich przy ulicy Jazdów, a kończy się nad Wisłą, w "Pomoście 511".

Fot. Warszawex

Druga trasa to spacer szlakiem street artu. Ciągnie się przez małe uliczki Muranowa, zahaczając o fajne lokale i kino Muranów. Na każdej stronie kilka zdjęć i krótkie opisy w języku angielskim. Trasy oddziela artykuł o warszawskich neonach, z których jeszcze 20 lat temu Warszawa była znana.

"Warszawex" koncentruje się także na barach, kawiarniach i pubach, w których można usiąść i odpocząć. Lektura przewodnika to jak rozmowa z miejscowym, można się dowiedzieć, gdzie pójść na imprezę, a gdzie na piwo. - Trasy są pomyślane dla tych, którzy przyjechali zwiedzać miasto, ale nie zamierzają chodzić od zabytku do zabytku przez cały dzień. Pomieszaliśmy spacer z odpoczynkiem, z przerwą w knajpie. Oczywiście uwzględniając także opcje na wypadek brzydkiej pogody - opowiada Marta. I tak na końcu przewodnika, zaraz za pustą stroną na własne notatki, na okładce z tyłu widnieje urocza, mała grafika, co należy ze sobą wziąć na spacer po Warszawie. Oprócz portfela, energii, czasu nie można zapomnieć o parasolu.

Bez owijania w bawełnę

Pomysł narodził się jesienią zeszłego roku. Pierwotnie "Warszawex" miał być skierowany do osób żyjących w stolicy i miał być po polsku, ale w międzyczasie koncepcja się zmieniła. Twórcy projektu pomyśleli, że to raczej obcokrajowcy, a nie warszawiacy skorzystają najwięcej na przewodniku.

Za projektem stoi Fundacja Magazyn Kulturalny, kolektyw młodych dziennikarzy, osób, które piszą o szeroko pojętej kulturze. Choć Magazyn Kulturalny nie jest skupiony na Warszawie, to ten projekt zawęził się tylko do niej. - Pomyśleliśmy sobie, że fajnie byłoby stworzyć publikację, która przedstawiałaby Warszawę od innej strony - opowiada Marta. Sylwek Królak, naczelny Magazynu Kulturalnego, to autor wszystkich tekstów oraz główny pomysłodawca. Oprócz niego nad "Warszawexem" czuwał zespół osób, które działają w Magazynie Kulturalnym: dziennikarze, fotografowie i ilustratorzy. - To jest to, co warszawiacy chcieliby pokazać: co lubią i co myślą o Warszawie. Można się z tym zgadzać, można się z tym nie zgadzać, ale na pewno jest to szczere - mówi Marta. Istotna była też forma: - To miało być wydanie kieszonkowe, bez otoczki ekskluzywności. Są to 42 strony, które łatwo gdzieś schować, zabrać ze sobą.

Tytuł przewodnika nawiązuje do nazw firm z lat 80. i 90., które często kończyły się na "ex". - Nazwy w tym okresie zdarzały się naprawdę cudne i czasem ich szyldy są nadal widoczne w różnych częściach miasta. Nazwa wpadła nam do głowy przez przypadek, najpierw miała być grzeczna i zwykła, ale myślę, że "Warszawex" dobrze oddaje jego zawartość - mówi Marta.

Fot. Warszawex

Jak ciepłe bułeczki

"Warszawex" to oddolna, niekomercyjna inicjatywa. W założeniu miała działać bez wsparcia z zewnątrz, bez żadnych reklam czy finansowania. - Tak to zaplanowaliśmy, żeby inwestycja się zwróciła. Nie musimy dokładać do projektu. Cena miała pozytywnie zaskakiwać i myślę, że to robi. Od początku zakładaliśmy, że to nie będzie książka, której wydanie wymagałoby ogromnej sumy pieniędzy. To miała być broszurka, którą można gdzieś tam chwycić i którą można też łatwo i szybko zrobić - tłumaczy Marta. Wszystkie miejsca w "Warszawexie" wybrali jego twórcy, całe wnętrze jest ich pomysłu.

Premiera przewodnika odbyła się kilkanaście dni temu i wszystko jest bardzo świeże. Pierwszy nakład wynosił 2000 egzemplarzy. Na początku przewodnik sprzedawany był w kilku wybranych miejscach Warszawy, w księgarniach, galeriach i hostelach. Większość z nich prosi o kolejne dostawy, nawet te miejsca, które były nastawione sceptycznie. -"Warszawex" nabiera rozpędu i mamy nadzieję, że ta lista zaraz będzie dwa, jeśli nie trzy razy dłuższa - komentuje Marta.

W związku z dużym zainteresowaniem Warszawex można kupić także na stronie projektu.

Fot. Warszawex

Chcemy więcej

Mamy więc przed sobą przewodnik, którzy stworzyli entuzjaści, miłośnicy Warszawy i miejskiego życia. Zrealizowali projekt własnym sumptem i naprawdę widać, że poświęcili mu dużo czasu, mimo iż każdy z nich pracuje i ma swoje zajęcia. Jestem pewna, że osoby odwiedzające Warszawę docenią ich zaangażowanie.

Jednak nie sposób nie zauważyć, że po przeczytaniu przewodnika pozostaje niedosyt. Przydałoby się jeszcze więcej fajnych miejsc, jeszcze więcej tras, bo książeczka kończy się niezwykle szybko. Poza tym miasto żyje i się zmienia. Marta dostrzega tutaj jeszcze jedną zaletę kieszonkowej formy przewodnika. - Pewnie większość rzeczy się zdezaktualizuje, ale dzięki temu łatwiej będzie nam wyprodukować następne edycje. Nowe trasy, nowe miejsca. A potem zebrać wszystkie edycje i wydać jako porządne, zaktualizowane trasy, jako większą publikację. Czekamy na ciąg dalszy.

Skończyły się czasy, kiedy zwiedzanie oznaczało chodzenie od zabytku do zabytku. Wszyscy podróżujący chcą wiedzieć, co lubią "lokalsi". Stąd też ludzie coraz częściej zatrzymują się w hostelach, a popularność takich serwisów jak couchsurfing.orgczy airbnb.comrośnie. Ponieważ oprócz noclegów dostaje się także cenne rady miejscowych: gdzie pójść na piwo, gdzie na imprezę, co niestandardowego kryje w sobie miasto. I marzenie ostateczne: żeby trafić do miejsca, gdzie nie spotka się innych turystów (o to oczywiście coraz trudniej). Jakie lokalizacje podpowiadają twórcy "Warszawexu"?

"Lokalsi" polecają

Na spacer - domki fińskie przy ulicy Jazdów - jedno z bardziej klimatycznych i egzotycznych miejsc w stolicy. Osiedle drewnianych domków, które wygląda jak sceneria bajki w środku miasta. Domki i ich mieszkańcy bronią się przed chciwymi deweloperami, którzy na ich miejscu najchętniej postawiliby wysokie bloki. Ta okolica jest idealnym miejscem na romantyczny spacer.

Na imprezę (i nie tylko) "Pomost 511" - klub nad Wisłą, otwarty tylko w sezonie letnim, odpowiedni o każdej porze dnia i nocy. To połączenie baru na świeżym powietrzu, sceny do tańczenia i koncertów oraz wypożyczalni sprzętu wodnego. Czyli warto się przejść nie tylko na imprezę, koncert czy kino pod chmurką, ale także żeby wypożyczyć łódkę, wakeboard czy skimboard i spojrzeć na Wisłę z innej perspektywy.

Mało kto wie (często nawet rodowici warszawiacy), że w bramie na ulicy Jana Pawła II, po drugiej stronie od kina Femina, kryje się kolorowy mural. Stworzony został przez Alka Morawskiego, grafika, streetartowca, a czasami nawet rapera, działającego pod ksywką Lis Kula, oraz Igora Rudzińskiego, malującego pod pseudonimem Niebieski Robi Kreski, którego prace można zobaczyć także na ubraniach, ścianach i murach, tatuażach, a nawet w "Warszawexie". O muralu można by dużo opowiadać, jednak najlepiej go po prostu zobaczyć. W całej Warszawie znajdziemy zresztą bardzo dużo dzieł ulicznej sztuki.

Zwykłym i jednocześnie niezwykłym miejscem jest Ulica Profesorska - za skromną bramą ukryta jest jedna z bardziej zaskakujących ulic Warszawy. Jak nazwa wskazuje, znajdują się na niej dawne domy profesorów. To fragment przedwojennej Warszawy, która zachowała się tutaj i na równoległej ulicy Górnośląskiej.

Zanim ruszycie trasą murali na Muranowie, zajrzyjcie do "Państwamiasta"Przestronny lokal w socrealistycznym wnętrzu oferuje śniadania, obiady, lunche i napoje z procentami lub bez. W "Państwiemieście" często odbywają się wystawy, koncerty, imprezy, dyskusje, spotkania poświęcone książkom i otwarte konferencje.



Marta Ikanowicz - urodzona i mieszkająca w Warszawie, działa obecnie jako projektant graficzny. Odpowiedzialna za koncepcję graficzną oraz projekt łamania Warszawexu. Zaangażowana w szereg inicjatyw, min projekt roślinnej instalacji do wnętrz dzialajacej pod nazwą Kule Kule (2013), współtwórca i członek zespołu młodych projektantów Mugo Studio, od 2011 roku współpracuje z Magazynem Kulturalnym. Skończyła architekturę krajobrazu i obecnie studiuje grafikę na warszawskiej ASP. Od 2012 roku prowadzi własne studio graficzne.



Sylwek Królak - Warszawiak, dziennikarz kulturalny, student prawa, inicjator i współautor licznych projektów. Do jego ulubionych należą założony przez niego z przyjaciółmi internetowy Magazyn Kulturalny (www.mgzn.pl), którego jest redaktorem naczelnym, oraz najnowszy - alternatywny przewodnik po stolicy "Warszawex". Z racji licznych zainteresowań niewyklucza, a wręcz jest pewien kolejnych przedsięwzięć.