Rzuć pracę, sprzedaj dom i zamieszkaj w tropikach. Czy takie marzenie jest realne? [Z FORUM]

Rzucić pracę, sprzedać dom i samochód, kupić bilet w jedną stronę. Wyruszyć na tropikalną wyspę i zamieszkać w raju. Czy to nie jest marzenie każdego z nas? Ale czy takie życie będzie naprawdę tak błogie, jak sobie wyobrażamy? I jak w ogóle odważyć się na coś takiego? Na naszym forum trwa dyskusja, czy to w ogóle możliwe. Dokładamy więc nasze trzy grosze.
Marzenia się spełniają

Skąd w wielu z nas takie marzenie? Powodów jest wiele. Najczęściej zmęczenie nieustannym biegiem. Za pracą, karierą, domem; wpisz dowolne. I to raczej na długie dystanse. Jak pisze użytkownik expol1 na naszym forum: Żyjemy w ciągłym pośpiechu, stresie i pogoni za czymś co tak naprawdę się szybko znudzi. I co wtedy? Coraz więcej rzeczy, coraz więcej potrzeb, coraz więcej zobowiązań i coraz więcej kredytów.

Nasz świat pozwala nam na posiadanie wielu rzeczy i jednocześnie pozwala nam także z nich rezygnować. Zmęczeni codzienną mysią krzątaniną i wyścigiem szczurów, zaczynamy marzyć, żeby któregoś dnia urwać się z łańcucha. Pozbyć się wszystkiego i żyć na minimalnym poziomie, tysiące kilometrów od domu.

W sieci pełno jest blogów śmiałków, którzy podjęli takie ryzyko. Mnóstwo jest także o nich artykułów. Niektórym udało się trafić do raju od razu, inni musieli trochę poszukać. Jednak większość z nich w końcu go znalazło. Czy nie byłoby miło do nich dołączyć?

Druga strona medalu

Na naszym forum WYSPY TROPIKALNE INDYWIDUALNIE nie zabrakło jednak głosów wątpiących. Ktoś mógłby je nawet nazwać głosami rozsądku. Oczywiście, myślałem o tym, pisze użytkownik tropikey, zwłaszcza, gdy zobaczyłem, jak fajnie potrafią ułożyć sobie życie, np. Holendrzy na Curacao, czy Bonaire. Żyć nie umierać! Prawda jest jednak taka, że nie wszystkim udaje się to równie dobrze, wielu na pewno z pokorą wraca do kraju. No cóż, zawsze musimy się liczyć z ewentualną porażką. Może się zdarzyć, że będziemy wracać do domu z podkulonym ogonem i zaczynać wszystko od nowa. Ale czy to naprawdę największe zagrożenie?

Najczęściej, kiedy jesteśmy już o krok od realizacji naszego planu i kiedy dzielimy się z nimi światem, natykamy się na osoby, które chciałyby to dziwaczne marzenie wybić nam z głowy. Kiedy indziej, to my sami mnożymy potencjalne zagrożenia. Przypatrzmy się im i zastanówmy się, które z nich są realne, czego powinniśmy się bać, a co po prostu powinniśmy wziąć pod uwagę.

Z powrotem do punktu zero

Paradoksalnie, lęk przed porażką jest gorszy niż tropikalne choroby, tajfuny i porywacze. Co jeśli sprzedamy wszystko, co posiadamy, rzucimy pracę, zostawimy przyjaciół i nagle będziemy musieli wracać. Aż strach pomyśleć, co powiedzą ci wszyscy, którzy odradzali nam podróż. No cóż, bywa. Trzeba będzie zaczynać wszystko od zera. Trzeba będzie przyznać się do porażki i ruszyć dalej, czy to na następną wyspę, czy to w ojczyźnie, przed siebie.

Przykładem może być również historia Annabel Candy, opisana na blogu http://www.fearfuladventurer.com. Razem z mężem postanowili spełnić swoje marzenia. Zamknęli firmę, sprzedali dom i ruszyli w świat. Z trójką dzieci. Fakt, że Annabel zaczynała na Nowej Zelandii, więc było jej nieco łatwiej. Tam, razem z mężem założyli swój własny biznes, mieli dom na plaży. A jednak, szukali czegoś więcej. Ich celem stała się Ameryka Środkowa. W końcu zamieszkali w Kostaryce, gdzie ich dzieci nauczyły się hiszpańskiego i gdzie przez 18 miesięcy żyli blisko natury.

Niestety, okazało się, że to nie jest miejsce idealne. Szkoła w tym regionie nie spełniła oczekiwań rodziców. I największa przeszkoda: problemy z dostępem do Internetu. Annabel i jej mąż wiedzieli, że nie będą mogli żyć wiecznie z pieniędzy ze sprzedaży swojego domu, a żeby pracować i zarabiać, potrzebowali Internetu. Musieli więc poszukać innego raju i droga zaprowadziła ich do Australii.

W Australii zaczęli wszystko od nowa i to tutaj postanowili się osiedlić. Plaże są przepiękne, a poziom edukacji bardzo dobry. Oczywiście, było im dużo łatwiej ze względu na obywatelstwo, sprzedany dom w Nowej Zelandii na pewno zapewnił im oszczędności na długo. Mimo to zdecydowali się zrezygnować z wygody na rzecz mieszkania w 5 osób w jednym pokoju na skraju dziczy. I owszem, musieli jechać dalej, ale 18 miesięcy spędzonych w Ameryce Środkowej było nie lada przygodą. Nawet jeśli nasz rajska wyspa nie okaże się rajem, to czy takie doświadczenie nie jest tego warte?

Praca

W pewnym momencie nasze oszczędności się skończą i będziemy musieli zacząć zarabiać. Tropikey zadaje słuszne pytania: Musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to jest aby na pewno sposób na życie, który jest dopasowany do Twoich możliwości? Czy masz wykształcenie/zawód, który pozwoli Ci znaleźć na miejscu pracę za rozsądne pieniądze? Czy znasz języki?

A może otworzyć bar?/ Fot. Shutterstock

Przygotuj się na to. Znasz język angielski? Może będziesz mógł uczyć. Pracujesz w międzynarodowej korporacji? Może znajdziesz jej oddział w jakimś ciekawym miejscu. Lubisz pomagać ludziom? Pomyśl o wolontariacie, który zapewni Ci dach nad głową i wyżywienie. A może jesteś instruktorem jogi albo nurkowania? Jeśli nie, to może mógłbyś się nim stać? A może by tak otworzyć hotel albo bar? Dużo możliwości zatrudnienia znajdzie się także w branży turystycznej. Można także pracować zdalnie, od czego w końcu jest Internet!

Zastanów się, jak mógłbyś wykorzystać to, co już potrafisz i co już masz. Jeżeli w ogóle rozważasz przeprowadzkę w rajskie tropiki, to na pewno masz już jakieś pomysły.

Przyznaję, że nasze pochodzenie może być pewnym utrudnieniem. Polacy nie wszędzie dostaną się bez wizy. Nie wszędzie można uczyć języka angielskiego, jeśli nie jest to Twój język ojczysty. Trzeba mieć to na uwadze. Na naszą korzyść działa natomiast obywatelstwo Unii Europejskiej, trzeba tylko poszukać możliwości.

Od czego jest Internet? / Fot. Shutterstock

Choroby tropikalne

Istnieją, to fakt. W naszej strefie klimatycznej nie mamy takiego problemu i choroby tropikalne zdają się diabłem wcielonym. Nieprzewidywalne i śmiertelne. A mimo to, chcielibyśmy z tej strefy klimatycznej uciec. Mieszkańcy tropików są na te choroby narażeni od dawna i wiedzą, jak się przed nimi chronić. Ty też możesz się tego nauczyć. Zanim wyruszysz i zdecydujesz, w którym miejscu chciałbyś wylądować, sprawdź jakie choroby są obecne w regionie. Istnieją szczepionki i leki zapobiegające. Jeśli nadal się boisz, wybierz miejsce o możliwie najmniejszym ryzyku zachorowań.

Zjawiska pogodowe

Tajfuny, cyklony i tsunami. No cóż, życie w tropikach ma swoją cenę. Jak pisze tropikey: To nie jest tak, że przez 12 miesięcy jest tam, jak w bajce. Niezależnie od tego, czy będą to wyspy Pacyfiku, Morza Karaibskiego, Oceanu Indyjskiego, czy jakiegokolwiek innego akwenu, przez dużą część roku możesz być tam narażony na warunki niekoniecznie miłe, np. tajfuny, cyklony, huragany, pory deszczowe, itp. Trudno odmówić mu racji. Podobnie, jak z chorobami, po prostu się przygotuj. Poczytaj, sprawdź, oceń ryzyko. Wybierz miejsce optymalne. I pamiętaj, że często klęsk żywiołowych nie sposób przewidzieć. Podobnie jak wypadku samochodowego czy innego zrządzenia losu. Może się zdarzyć, ale wcale nie musi.

Niebezpieczeństwa krajów trzeciego świata

Annabel na wspomnianym wcześniej blogu pisze, jak ktoś "życzliwy" próbował ją ostrzec przed wyjazdem do Gwatemali. Powiedział jej, że to kraj, w którym najczęściej na świecie porywa się dzieci. Annabel i jej trójka pociech zjeździli Gwatemalę wzdłuż i wszerz. Oczywiście, nic się nie stało. Porwania, handlarze narkotyków, przestępcy i złodzieje. To wszystko dzieje się naprawdę, ale nie koniecznie przytrafi się Tobie. Bądź ostrożny, nie szarżuj. Zaprzyjaźnij się z miejscowymi. Bądź przygotowany na ewentualną kradzież, to może zdarzyć się wszędzie. Oprócz tego, nie musisz jechać do miejsca znanego z przestępczości. Nie wszystkie tropikalne wyspy to kraje trzeciego świata. Część Wysp Dziewiczych na Karaibach należy do Wielkiej Brytanii, druga część do Stanów Zjednoczonych. Gwadelupa, Reunion, Martynika należą do Unii Europejskiej.

Brak opieki państwa

W takim miejscu jesteś zdany na siebie. Często chcemy uciec przed tym, co w naszym świecie najgorsze: chciwością, pośpiechem, długimi godzinami spędzonymi w pracy, pogodą. Ale jednocześnie uciekamy także przed tym, co dobre i wygodne. Nie wszędzie będziesz miał zapewnioną opiekę zdrowotną, nie wszędzie państwo Ci pomoże. Spróbuj, więc jakoś się zabezpieczyć. Można pomyśleć o stosownym ubezpieczeniu, o żelaznej sumie oszczędności, przeznaczonej na nagły wypadek. I tak jak w punkcie poprzednim, zawsze można zdecydować się na wyspy wchodzące w skład Unii Europejskiej czy USA.

Za młodu czy na emeryturze/ Fot. Shutterstock

Czy to odpowiedni czas?

Gdybym był bezdzietnym singlem i miał nie więcej, niż 30 lat, może bym zaryzykował, napisał tropikey. No właśnie, kiedy właściwie wyruszyć? Za młodu czy na emeryturze? Powiem Wam, co zawsze mówił mi mój tata: wiek to nie jest kryterium. Jeśli trzymają Cię tu jakieś zobowiązania wobec rodziny, to może powinieneś się wstrzymać z wyjazdem. Jeśli masz dzieci, weź je ze sobą. Jeśli naprawdę rozważasz taki pomysł, to zapomnij ile masz lat.

Czy wyjazd na tropikalną wyspę to także Wasze marzenie? Może znacie historie osób, którym się udało? Albo wręcz przeciwnie, znacie takich, którzy ponieśli porażkę? Czekamy na Wasze komentarze!