"Tu niech pan palmę dorobi, a hydrant w zamian wymazać". Tak powstają zdjęcia hoteli do turystycznych katalogów [ROZMOWA]

Twórcy zdjęć do katalogów biur podróży to mistrzowie światła, obiektywu i grafiki komputerowej. Czy jest szansa, by przejrzeć ich sztuczki? Rozmawiamy o tym z Sebastianem, fotografem i grafikiem.
Czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym, jak wygląda dzień pracy fotografa przygotowującego zdjęcia do katalogu biura podróży? Może być tak, jak na tym filmiku (zobaczcie, bo dalej nie będzie tak przyjemnie):



Wiadomo, dobre rzeczy są dobre. Gdy obiekt hotelowy jest ładny i zadbany, a fotograf jest fachowcem, zdjęcia mogą wyjść tylko jeszcze korzystniej. Inaczej rzecz się ma, gdy obiecywany turystom luksus pochodzi wyłącznie z wyobraźni hotelarza i odpowiedniego programu graficznego. A tak bywa niestety częściej.

O tym, do czego (na życzenie lub żądanie hotelarzy) muszą uciekać się fotografowie, by hotele na zdjęciach wyglądały tak, jak z wakacyjnych marzeń, rozmawiamy z Sebastianem (nazwisko do wiadomości redakcji), fotografem i grafikiem komputerowym, który przez wiele lat zajmował się przygotowywaniem właśnie takich zdjęć.

Sebestian, fotograf i grafik: "Jak dziś oglądam katalogi biur podróży, to stwierdzam, że niewiele się tu zmienia. Ciekawe jest raczej to, że mimo iż reklamowe fotosztuczki są znane od lat, niewielu przybywa świadomych konsumentów. Zacznijmy od tego, że ofertami biur podróży rządzą te same prawa, które panują w reklamie: towar należy sprzedać jak najbardziej atrakcyjnie. Na zdjęcia oddające wiernie realia hoteli czy innych atrakcji nie ma co liczyć".

Olimpijski basen z brodzika

Sebastian: "Epopeję można napisać choćby o zdjęciach hotelowych basenów. Najprostsze techniki fotografowania - kąt zrobienia zdjęcia i odpowiednie kadrowanie - od lat robią z niewielkich basenów obiekty iście olimpijskie. Mogłoby się wydawać, że ludzie przyzwyczaili się już do takiego sposobu przedstawiania hoteli, tymczasem dla niektórych nadal chyba to jest niespodzianka.



Źródło: oyster.com

Oczywistym zabiegiem jest też fotografowanie basenów i hotelowych ogrodów wtedy, gdy są one puste, czasem dorzuca się dla niepoznaki dwie lub trzy opalone i uśmiechnięte osoby. Odpowiednie obiektywy dodają miejscu przestrzeni, bujna roślinność powstaje - przynajmniej w połowie - w programach graficznych, a wszystko jest dokładnie podbarwione, rozciągnięte i doskonale oświetlone.

Nawet najmniejszy basenik w przyhotelowym ogródku sfotografować i obrobić można tak, by przypominał najbardziej luksusowy kurort. Nie zliczę ile razy usłyszałem: tu niech pan palmę dorobi, a hydrant w zamian wymazać. To ogólnie przyjęta praktyka i odejście od niej jest raczej niemożliwe".



Internet prawdę ci powie? Niekoniecznie

Sebastian: "Wiadomo, że nabrani w butelkę turyści chcą się zemścić, przestrzec innych, dokopać biuru podróży - zamieszczają więc w internecie realistyczne zdjęcia i negatywne recenzje. Gdzie one potem są? No właśnie. Znalezienie oddających rzeczywistość zdjęć w internecie czasem bywa trudne, bo bardzo dużo serwisów turystycznych bazuje na współpracy z hotelarzami.

Nie jest problemem usuwanie zarówno słabych recenzji, jak i zdjęć naruszających starannie pielęgnowany wizerunek hotelu. Znam wiele przypadków osób, które zgodnie pracują nad dostarczaniem rzetelnych informacji podróżnikom - one często borykają się z problemami i groźbami ze strony sieci hotelowych, choć mówią prawdę.

Warto zajrzeć choćby do jednej z sekcji serwisu Oyster.com. Zajmuje się on głównie lokalizacjami egzotycznymi i popularnymi miastami w Stanach Zjednoczonych, ale doskonale pokazuje, jak można zmanipulować turystyczną ofertę. Ludzie stojący za tym serwisem przyjęli za swą maksymę hasło: "Złych wakacji nic ci nie wynagrodzi" i starają się porządnie informować o tym, kto i gdzie przekłamuje w swojej ofercie. Podejrzenie budzić może jedynie fakt, że sami także polecają hotele. Czy podstrona z zestawieniami prawdziwych i folderowych zdjęć z hoteli, to jedynie mydlenie oczu? Można spróbować wysnuć wnioski, przeglądając fotograficzne zestawienia.

Jak widać, nie jest problemem odpowiednie zafałszowanie rzeczywistości, z którego łatwo się później wytłumaczyć, mówiąc choćby, że leżaków zazwyczaj jest mniej, ale przy takim obłożeniu gośćmi hotel zmuszony był zapewnić różne udogodnienia. I na tym sprawa się zamyka".

"Piasek ma być biały, tłum komputerowo usunięty"

Według Sebastiana, fotograficznym manipulacjom podlega praktycznie wszystko: "Piasek ma być biały, tłumy komputerowo usunięte, palmy malowniczo mają pokładać się nad błękitną wodą. Dorabiamy drzewa, krzewy, chmury, powiększamy plaże. Wstawiamy na fotografie nieistniejące fontanny, altanki, latarnie morskie. Ma być jak z marzeń. Gdy pytałem, jak później wytłumaczyć komuś, kto spodziewał się takich cudów, że ich po prostu nie ma, dowiadywałem się, że przecież są przebudowy, remonty, plażę może zalać, a palma mogła zdechnąć. I podejrzewam, że turyści właśnie takie tłumaczenia słyszą. Bo pamiętajmy też, że nie każdy pyta."



Źródło: oyster.com

Remonty nie są fotogeniczne. Targ też nie

Pozostając przy wspomnianych remontach i przebudowach, to także spora bolączka w turystycznych okolicach, zwłaszcza tych zyskujących na popularności. Sporo się tam nie tylko buduje, ale także remontuje. Fasady hoteli i ich okolica muszą być zatem fotografowane ze szczególną uwagą. Potem komputerowo usuwa się tak niedogodne widoki, jak plac budowy, dźwig sterczący zza hotelu czy rudera do rozbiórki tuż za płotem.

Sebastian: "Pomijając nawet same budowy, często zmuszony jestem usuwać inne niedogodne fragmenty kompozycji - centrum handlowe czy targ. Często zdarza się także, że zdjęcie musi sugerować, iż budynek hotelu oddalony jest sporo od jakiegokolwiek sąsiedztwa, wymazuje się więc wchodzące w kadr ściany sąsiednich budynków czy logo nocnego klubu położonego po drugiej stronie ulicy. Samą ulicę, jeśli jest widoczna, także należy odpowiednio oporządzić, usuwamy zatem ewentualne śmieci, przejeżdżające samochody (bo przecież w katalogu napisano: "cicha okolica") i restauracje o nieapetycznym wyglądzie".

To jak daleko do Wieży Eiffla?

Sebastian: "Nie tylko zdjęcia hoteli, które mają kojarzyć się z morzem, plażą i naturą, są podejrzane. Miejskie hotele to także wyzwanie, zwłaszcza gdy oferta ma kłaść szczególny nacisk na atrakcyjność lokalizacji obiektu. Tu zaczynają się już zabawy z perspektywą i absolutnie bezczelne wklejanie atrakcyjnych turystycznie budynków w otaczający hotel pejzaż. Warto poważnie zastanowić się, w jakiej odległości faktycznie znajduje się dumnie stercząca zza pleców naszego hotelu w Paryżu słynna Wieża Eiffla. Z reguły niestety okazuje się, że nawet z dachu trudno ją dojrzeć. "Ostrożnie podchodźmy do hotelowego wystroju i wyposażenia. Przestronne restauracje ze śnieżnobiałymi obrusami to często udatnie sfotografowany stolik przy malowniczym - i jedynym - oknie w całym pomieszczeniu lub przemyślnie ustawiony rząd stołów sprytnie sfotografowany z odpowiedniego kąta. Na miejscu może się okazać, że znalezienie wolnego miejsca na śniadanie graniczy z cudem, choć spodziewaliśmy się przestronności i wygody".



Źródło: oyster.com

Wybielanie kafelków i płaski telewizor zamiast szafy

Sebastian: "To samo dotyczy hotelowych pokoi. Zasada jest podobna jak przy basenach. Pamiętajmy, że zazwyczaj fotografuje się najbardziej przestronny z dostępnych apartamentów, a niektóre sprzęty umieszczane są w pokojach tylko z okazji sesji zdjęciowej.



Źródło: oyster.com

Nagminną praktyką jest ustawianie do zdjęć płaskiego telewizora, wynoszenie szafy, zagracającej połowę pomieszczenia, a fotografowanie hotelowych łazienek to już w ogóle osobny rozdział. Praca grafika nad takimi zdjęciami to zazwyczaj wybielanie kafelków, usuwanie widocznych plam z pleśni i dodanie nastrojowego światła. Rozczarowanie może nas czekać także po zapoznaniu się z rzeczywistym rozmiarem siłowni, sauny i jacuzzi, a nawet recepcji, która powinna w ogóle nie mieć znaczenia. Stawia się na jasność, przestronność i brak ludzi. Na zdjęciach nikt nie chce widzieć tłumów.



Źródło: oyster.com

Podobne manipulacje zdarzają się nie tylko w ofertach hotelowych, ale królują też w różnego rodzaju folderach turystycznych. Poprawia się nie tylko naturę, ale także wygląd i rozmiary restauracji, muzeów czy parków rozrywki. Wszystko jest większe, piękniejsze i bardziej kolorowe, za to z pewnością mniej zatłoczone.

Tłumaczenia z języka folderów na ludzki

Sebastian: "Grafik jest trochę jak dziecko - dużo koloruje. Ubarwia się (dosłownie) naturę i budynki, a potem wszystko koloruje też słowem. Na forach turystycznych często można znaleźć sarkastyczne tłumaczenia z języka reklamowego na ludzki. Jeżeli w katalogu napisane jest, że nasz hotel znajduje się w spokojnej i cichej okolicy, zastanówmy się, czy chcemy być jego więźniami, bo na ogół oznacza to zerową dostępność jakichkolwiek rozrywek i usług. To, że hotel przedstawiany jest jako obiekt w interesującej nas miejscowości, nie oznacza jeszcze, że stoi w jej dekoracyjnym i bogatym w atrakcje centrum, w którym z przyjemnością spędzalibyśmy wieczory. Cicha i spokojna okolica prawie zawsze gwarantuje solidny spacer lub konieczność korzystania z (często niełatwo dostępnej) komunikacji. Ale nie zobaczymy tego na zdjęciu, nad którym pracowało tak wielu specjalistów. Co więcej, okazać się może, że na zdjęciu, zamiast wybranego hotelu, ujrzymy zupełnie inny obiekt".

Tak postępuje się czasem przy konstruowaniu ofert hoteli, które są częścią większych sieci: sieć dysponuje bazą zdjęć pokoi, a zadaniem grafika jest wyłącznie zmiana krajobrazu widocznego za oknem hotelu.

Sebastian: "Zdarzało mi się wielokrotnie, że dostawałem do obróbki jedno zdjęcie, a moim zadaniem było wkomponowanie w okno czy taras krajobrazu charakterystycznego dla danej lokalizacji. Niejednokrotnie sytuacja wyglądała tak, że sam krajobraz nie był także oryginalnym widokiem z hotelu - dostaję zazwyczaj dostęp do wykupionej bazy".

Rzeczywistość inna niż oferta, ale reklamacji brak

Choć nie chce się wierzyć, reklamacji z tytułu "nierzetelnej oferty zawartej na zdjęciach" jest podobno stosunkowo mało. Być może w szale odkrywania i podróżowania turyści zapominają o tym, co przyciągnęło ich do konkretnego hotelu i miejsca. Oczywiście nie wszyscy oszukują i manipulują, jednak oszustwo pozostaje oszustwem i warto jak najdokładniej sprawdzić wybraną lokalizację przed zakupem wycieczki, aby uniknąć przykrych niespodzianek. W biurze pytajcie o wszystko i nie sugerujcie się wyłącznie zdjęciem, chyba, że z góry założycie, że hotelowe zdjęcia w katalogach to tylko "obrazki poglądowe".

Ewentualne niedociągnięcia warto z kolei dokumentować na miejscu, aby ustrzec przed wakacyjnym błędem innych podróżników.

Czy zdarzyło Wam się, że wakacyjny hotel był zupełnie inny w rzeczywistości niż w katalogu? Piszcie w komentarzach