Rio de Janeiro

Rio de Janeiro swą nazwę wywodzi z omyłki nawigatora.
Kiedy 1 stycznia 1502 roku dotarły tu portugalskie okręty, zatokę z szybkim prądem wzięto za rzekę, którą ochrzczono "Styczniową Rzeką".

Mieszkańcy Rio z dumą mówią o sobie: Cariocas. W prawie 7-mln mieście (z przedmieściami - 11 mln) nie wszystkim żyje się dobrze, ale Cariocas i tak je kochają, a gdy trzeba - umieją walczyć o jego honor. Kiedy w 1817 roku po raz pierwszy zdobyta została wyrastająca z morza góra zwana Głową Cukru - symbol Rio, i Brytyjka, która tego dokonała, zatknęła na szczycie swoją narodową flagę, we krwi Cariocas aż się zagotowało. Zaraz znalazł się śmiałek - żołnierz, który szybko zrzucił mundur i wkrótce brytyjski Union Jack zastąpiony został barwami Brazylii.

Dziś na sięgający 396 metrów n.p.m., wydawałoby się niedostępny szczyt, wwiezie nas 75-osobowa kabinka. Podziwianie panoramy zatoki z tego miejsca to niemal obowiązkowy punkt programu każdej wycieczki, podobnie jak zaliczenie wyższego o ponad 300 metrów Corcovado.



Uwaga! To napad!

Stojąc u stóp znanego choćby z pocztówek posągu Chrystusa, ustawionego na górze Corcovado, trudno się nie zgodzić, że wciśnięte między zbocza i ocean miasto zaliczane jest do najpiękniej położonych. Ogromny posąg Odkupiciela widać z daleka, w dzień i w nocy. Jego rozwarte szeroko ramiona to gest opieki - zarówno nad mieszkańcami, jak i przyjezdnymi. Tak przynajmniej głosi oficjalna wersja, bo nieoficjalna zarzuca: błogosławi bogatym, a do biednych odwraca się tyłem (faktycznie - najbiedniejsze dzielnice ulokowane są za chrystusowymi plecami).

Pomysł postawienia pomnika narodził się w 1921 roku, w ramach uczczenia 100. rocznicy niepodległości Brazylii. Dzięki ofiarom zbieranym w kościołach całego kraju (Brazylia to kraj głównie katolicki) dziesięć lat później zamiar sfinalizowano. Autorami dzieła byli brazylijski inżynier Heitor da Silva Costa i francuski rzeźbiarz o jakże swojsko dla nas brzmiącym nazwisku - Pierre Landowski. Efekt jest imponujący - Chrystus ma 30 metrów wysokości, waży 1145 ton (sama głowa - 30 ton), a rozpiętość jego ramion (prowadzi między nimi korytarz) wynosi 28 metrów.

Na Corcovado można wejść, choć z własnego doświadczenia muszę przyznać, że w upale to propozycja raczej masochistyczna. Inna sprawa, że część drogi prowadzi przez teren Parque Nacional da Tijuca, szczycącego się sławą największego na świecie naturalnego parku miejskiego. Do XIX wieku rozciągały się tu plantacje kawy, ale po zaatakowaniu krzewów przez wyniszczającą je chorobę, zdecydowano się erodującą glebę zalesić.

Na ogół na wzgórze się po prostu wjeżdża - samochodem, taksówką lub kolejką. Na pewno najbardziej atrakcyjna jest ostatnia z wymienionych możliwości. Dreszczyku emocji przy podróżowaniu wolno sunącym po torach wagonikiem dostarcza wspomnienie napadu, jaki miał miejsce w 1986 roku. Początkowo widok sześciu uzbrojonych w karabiny maszynowe bandytów wcale pasażerów nie przeraził - wzięli to za rodzaj lokalnej atrakcji. Okazało się jednak, że żartów nie ma - 124 turystów straciło dokumenty, pieniądze, biżuterię. W ramach zadośćuczynienia burmistrz Rio zaprosił poszkodowanych na elegancki obiad i ponoć zaproponował rekompensaty finansowe.



Świątynia futbolu

Ze szczytu Corcovado widać m.in. Maracanę. Ten ogromny stadion, wybudowany na Mistrzostwa Świata w 1950 roku nazywany bywa "brazylijską światynią piłki nożnej". Wszyscy Cariocas kochają futbol. Kiedy we wspomnianych mistrzostwach w finałowym meczu Brazylia grała z Urugwajem, na trybunach Maracany było 200 tys. widzów! Kiedy Brazylia przegrała - cały kraj pogrążył się w żałobie.

W przystadionowym muzeum można zobaczyć piłkarskie fetysze - puchary, plakaty, stroje piłkarzy, w tym słynną koszulkę nr 10, jaką nosił Pele. Teraz idolem jest Ronaldo - ten 25-letni obecnie piłkarz urodził się w biednej dzielnicy na obrzeżach Rio. Naśladowców ma wielu - grających w piłkę Cariocas można spotkać wszędzie (zwłaszcza na plaży), a koszulka z jego imieniem to jeden z częstszych upominków z Rio.

A wracając do Maracany... To historia nie tylko futbolu; na słynnym stadionie odbywają się również koncerty. Występowali tu np. Madonna, Frank Sinatra i Paul Mc'Cartney, którego koncert wpisano do Księgi Guinnessa jako rekordowy pod względem liczby fanów ściągniętych przez jednego piosenkarza.



Życie w favelach

Carioca to lokalna rzeka, obecnie już kompletnie skanalizowana, ale niegdyś przez Indian Tamoio uważana za świętą. Wierzono, że jej woda dawała kobietom urodę, a śpiewakom - piękne głosy. Tak samo jak rzekę nazwano też i mieszkańców.

Większość Cariocas to potomkowie Indian, Europejczyków i Afrykańczyków. W zależności od koloru skóry dzielą się na moreno, caboclo, murano, cabo-verde... Jedna piąta z nich to mieszkańcy faveli. Określenie "dzielnice nędzy" jest wprawdzie trochę na wyrost, ale niewątpliwie poziom życia jest tu zupełnie inny niż w tzw. zona sul, strefie wypełnionej willami bogaczy.

Favele zajmują wzgórza wokół miasta. Są przeludnione - brakuje w nich szkół, lekarzy, mieszkańcy nie mają zatrudnienia, problemem są narkotyki, alkohol, ale równocześnie skorumpowana i brutalna policja. Po faveli najlepiej chodzić z zaprzyjaźnionym Cariocą, mieszkańcem danej dzielnicy. Moim przewodnikiem jest jednak nie Carioca, ale... Polak, misjonarz mający w favelach swoją parafię. Może dlatego tak wszyscy się nam kłaniają, uśmiechają, pozwalają zajrzeć do domów. - Tudo bem? (-Wszystko w porządku?) pyta mnie slangiem mijany na ulicy Carioca. - Tudo bom! (czyli: OK) - odpowiadam, zaskoczona, że tu tak sympatycznie. Wbrew temu, czego się spodziewałam, nie ma wcale umierających z głodu dzieci, nie jest nawet zbytnio brudno. W wielu innych krajach widziałam dużo gorsze dzielnice biedoty. Tutaj życie toczy się w sumie normalnie. - Wojny gangów? Ksiądz jest trochę zaskoczony pytaniem. Twierdzi, że tak naprawdę to rzadkość, ale jak się zaczną, strzelanina nie ma końca.

W favelach byłam jeszcze kilkakrotnie - ani razu nie spotkało mnie nic złego. Nie są to jednak dzielnice polecane turystom do spacerowania. Zresztą całe Rio nie ma dobrej opinii. Napady, także w biały dzień, w centrum czy na plaży, wcale nie należą do rzadkości. Sama oniemiałam kiedy koledze znienacka zerwano z szyi złoty łańcuszek. Jeśli nie chcemy narobić sobie kłopotów, po prostu nie prowokujmy. Zrezygnujmy z noszenia biżuterii, zawartość portfela zredukujmy do niezbędnej sumy, unikajmy chodzenia tam, gdzie jest ciemno i odludnie. Jeśli będziemy ostrożni i czujni, nie powinniśmy mieć żadnych przykrych doświadczeń.



Szał samby

Cariocas lubią się bawić. Szczytem szaleństwa jest oczywiście karnawał. Przyjeżdżają wówczas turyści z całego świata, ceny hoteli, taksówek, dosłownie wszystkiego skaczą raptownie w górę, złodzieje się cieszą, bo mają wówczas szczególnie obfite żniwo... Ale Cariocas bawią się wcale nie dla turystów. To ich święto, do którego przygotowują się przez cały rok. Zaszczytu pokazania się na sambodromo, ulicy parad, dostępuje zaledwie 16 najlepszych szkół samby. W ocenie, która z nich jest najlepsza, bierze się pod uwagę wszystko: rytmy nadawane przez tzw. bandas, śpiew, taniec, choreografię, kostiumy, dekoracje. Zwycięzców czeka go gloria chwały nie tylko w Rio, ale w całej Brazylii.

Samba to najbardziej typowy i popularny brazylijski rytm powiązany z afrykańską muzyką rozpropagowaną przez pracujących na plantacjach niewolników. Pierwszy raz sambę przedstawiono podczas karnawału w 1917 rok. Dzisiaj, jak stwierdza jedna z książek, "samba może egzystować bez karnawału, ale karnawał bez samby - nie".

Jeśli nie mamy możliwości przyjechać do Rio w czasie karnawału, jego namiastkę możemy zobaczyć przez okrągły rok podczas specjalnych pokazów dla turystów, np. w klubie Plataformo. Skąpo odziane, ale, trzeba przyznać, zgrabne, ciemnoskóre tancerki, z piórami strusimi na głowie robią wrażenie. Rytmy samby wciągają, przy czym tym lepiej będzie nam szło ruszanie biodrami, im więcej caipirinii wypijemy.

Caipirinia to narodowy drink brazylijski, choć dobrze ją przyrządzić to sztuka. Składniki stanowią cahaca, limonki, cukier i skruszony lód, ale można robić też różne mutacje. Na przykład jeśli cachacę zastąpimy wódką - powstanie caipirosca, a jeśli rumem bacardi - otrzymamy caipirissimę.



Tramwaj na akwedukcie

Swego czasu, po zajęciu Półwyspu Iberyjskiego przez Napoleona, Rio stało się stolicą królestwa Portugalii - schronił się tutaj portugalski dwór. Po uzyskaniu niepodległości Brazylii aż do roku 1960, miasto nad Zatoką Guanabara pełniło funkcję stolicy państwa. Mimo że teraz oficjalnie jest nią położona w głębi kraju Brasilia, tak naprawdę w dziedzinie kultury czy turystyki Rio nadal wiedzie prym.

Centrum Rio tętni życiem tylko w normalne dni robocze. W nocy nie ma w nim czego szukać (chyba że guza), w weekendy - są tu tylko turyści. Oprócz typowych wieżowców-biurowców jest tu kilka miejsc wartych zobaczenia. Neoklasycystyczny budynek Biblioteki Narodowej mieści ponad 8 mln woluminów - to największa biblioteka w Ameryce Łacińskiej. Otwarty w 1909 roku Teatr Miejski stanowi... kopię Opery Paryskiej. W Centro Cultural do Banco do Brasil zawsze trafimy na jakieś ciekawe wystawy, choć możemy wybrać też któreś z licznych muzeów, np. Historii Narodowej (w kolonialnym arsenale), Sztuk Pięknych, Sztuki Nowoczesnej, Floty i Oceanografii czy II Wojny Światowej.

Jednym z najlepszych przykładów architektury kolonialnej na terenie całej Brazylii jest pochodzący z XVII wieku klasztor Mosteiro de Sao Bento. Warto przyjść do niego w niedzielę, kiedy podczas mszy św. o godz. 10 chór benedyktynów wykonuje śpiewy gregoriańskie. Do klasztoru wpuszczani są tylko panowie, za to paniom, zwłaszcza szukającym męża, poleca się klasztor św. Antoniego, jeden z najstarszych kościołów miasta słynący z posągu świętego, który pomaga odnaleźć właściwego kandydata na towarzysza życia.

Nie wypada też ominąć katedry - typowego przykładu sztuki nowoczesnej. Budowę świątyni rozpoczęto w roku 1964, w 1976 ją otwarto, ale tak naprawdę jest ona do dzisiaj nieskończona. Wewnątrz ogromnego stożka mieści się 20 tys. osób. Przed wejściem stoi pomnik "naszego" Papieża. Najbardziej jednak zaskakującą budowlą jest... akwedukt. Wybudowano go ponad 250 lat temu w celu doprowadzenia wody. Teraz to atrakcja turystyczna - sunące po nim wagoniki, zwane bondinhos, przewożą pasażerów z nowoczesnego Rio do XVIII-wiecznej dzielnicy na wzgórzu Santa Teresa.



Plażowe życie

Mimo wszystko Rio nie kojarzy się wcale z zabytkami, lecz z plażami. Czteroipółkilometrowa Copacabana to niewątpliwie jedna z najsłynniejszych plaż świata. Czy jedna z najładniejszych - rzecz gustu. To przy niej znajdują się najdroższe hotele i liczne restauracje, to wzdłuż niej biegnie Avenida Atlantica, na której spotkać można największych snobów, a wieczorem - opierające się o lśniące samochody prostytutki. W plażowym barze sączę przez słomkę sok z kokosa i obserwuję ludzi. Zapada wieczór, bezdomni rozkładają swoje kartonowe namioty, leciea marona prowadzi na smyczy cztery pudle, grupka młodzieży piknikuje, zapraszając na piwo, jakiś podejrzany typ oferuje mi kokainę, a gdy go przeganiam, zaraz zjawia się natręt usiłujący namówić mnie na zakup tablicy rejestracyjnej z moim imieniem i napisem "Copacabana".

Opinię ładniejszej, bezpieczniejszej i dużo bardziej eleganckiej ma obecnie plaża Ipanema - nieco dalej od centrum. W indiańskim dialekcie "ipanema" oznacza "zła, niebezpieczna woda". To prawda, tutejsze fale i prądy (na Copacabanie także) są bardzo zdradzieckie, lepiej więc nie ryzykować kąpieli w miejscach, w których nikt tego nie robi.

Plaże Rio to doskonałe miejsce do castingu potencjalnych modelek. Toples i majteczki składające się głównie ze sznureczków to norma. Niczego sobie są też panowie - wysportowani, dobrze zbudowani, bo o co jak o co, ale o wygląd to Cariocas dbają. Sport to ich ulubione zajęcie - albo biegają, albo kopią piłkę, albo też grają w tzw. futvolei, czyli siatkówkę bez użycia rąk.

Sława Ipanemy to jednak nie tylko plaża, ale także reklamowane w Rio na każdym kroku muzeum Amsterdam Sauer - największa w świecie prywatna kolekcja kamieni szlachetnych. Zobaczymy tu piękne diamenty, ametysty, szmaragdy, topazy - z wydobycia tych minerałów Brazylia przecież słynie. Przy okazji zademonstrują nam, jak się je tnie i szlifuje. Jeśli mamy ze sobą pieniądze, duża szansa, że je tu wydamy...