Miejsca na świecie, które trzeba odwiedzić, by uchodzić za człowieka na poziomie [OTWIERAMY DYSKUSJĘ]

100, 200, 300 lat temu istniał kanon miejsc na świecie, które musiał odwiedzić każdy młody europejski arystokrata i intelektualista. Czy w XXI wieku wciąż da się ułożyć listę miejsc, które trzeba w życiu odwiedzić, by móc uchodzić za człowieka na poziomie? Sprawdzamy i zapraszamy Was do dyskusji.
Kiedy kilka lat przed I wojną światową młody niemiecki inżynier Hans Castorp, główny bohater "Czarodziejskiej Góry" Tomasza Manna, jedzie w szwajcarskie góry podreperować ciało i duszę, jego wybór jest oczywisty - Davos. Za czasów Manna ten alpejski kurort stał się punktem niemalże obowiązkowym tak dla kuracjuszy, jak i zdrowej europejskiej młodzieży, ruszającej w Podróż. Podróż przez duże P. Bo w 1880 czy 1910 r. młody światły Europejczyk nie musiał wertować kilometrów turystycznych broszur czy ogłoszeń, by wiedzieć, dokąd za granicę powinien wyjechać. Doskonale za to wiedział, że jeśli chce brylować na salonach towarzyskich Europy i zyskać podziw, szacunek i posłuch, musi ruszyć w Wielką Podróż. Najlepiej trwającą co najmniej kilka miesięcy, w trakcie której odwiedzi kilka krajów spiętej nie tak dawno siecią kolei żelaznej Europy. A jeśli delikwent dysponował odpowiednim zasobem gotówki, to otwierały się przed nim również inne możliwości. Jakie? Ano właśnie, w XIX w. i przed I wojną światową ludzie naprawdę jeździli "tam, gdzie wszyscy", i nie był to wcale owczy pęd.

W 1900 roku moja podróż wyglądałaby tak

Cofam się zatem w czasie o ponad 100 lat i ruszam za granicę. Od kilkudziesięciu lat luksus podróży dostępny jest nie tylko bogaczom z klasy wyższej, ale i klasie średniej. Zatem i ja, jako będąca w kontakcie listownym ze światem porządna europejska młódź, marzę, by trafić tam, gdzie moi rówieśnicy. W planach mam oczywiście Paryż, najlepiej przez Kolonię, stamtąd Renem drogą wodną do Moguncji, skąd przez Frankfurt nad Menem koleją dojadę nad Sekwanę. Ale po drodze stracę trochę pieniędzy w kasynach w Baden-Baden i zahaczę o Strasburg w pięknej Alzacji. W przyszłym roku - jak pensja pozwoli - ruszę na francuską Riwierę, np. do Nicei, gdzie dołączę do Brytyjczyków, Francuzów i Hiszpanów, którzy już od lat zażywają tam kąpieli słonecznych i wodnych.

Ale w tym Roku Pańskim 1900 rzucam się na głęboką wodę. Mamy fin-de-siecle, czas ruszyć w Orient! Odkryte na nowo starożytne zabytki na terenie Grecji i Imperium Osmańskiego (nowoczesna Turcja powstanie dopiero w 1923 r.) kuszą i przyciągają żądnych wrażeń turystów. Poza tym, jakbym się miał pokazać na londyńskich salonach, nie zachwyciwszy się wcześniej wspaniałościami Aten, Pergamonu czy Efezu? Nie mówiąc już o tym, jak moje towarzyskie notowania podbije wypowiedziana z odpowiednią estymą i lekką nutką tajemnicy wzmianka o grzesznym życiu nocnym Stambułu/Konstantynopola.

Coś jak Erasmus, tylko 100 lat temu

A z Azji Mniejszej, jeśli czas i fundusze pozwolą, człowiek mojej epoki może, a wręcz powinien, ruszyć dalej. Czekają na mnie luksusowe namioty w Ziemi Świętej, zorganizowane przez przedsiębiorstwo podróżnicze niezastąpionego Thomasa Cooka. Obowiązkowe punkty do zwiedzenia to Jerozolima, Morze Martwe, Galilea czy Damaszek. Półmetkiem takiej Podróży Życia powinien być oczywiście Kair, skąd statkiem ruszę w górę Nilu do Doliny Królów - rozpoczyna się tu właśnie epoka najwspanialszych odkryć archeologicznych, a za kilka lat Howard Carter znajdzie grób Tutanchamona...

Brzmi dobrze, prawda? Jeśli dodać do powyższej listy jeszcze popularne uzdrowiska, jak Karlowe Wary i Spa czy górskie kurorty Davos, Bad Gastein i Chamonix, a także - to już była podróż na bardzo zasobny portfel - chiński Szanghaj, to otrzymamy pełną mapę podróżniczego bon tonu przełomu wieków i wczesnych dekad XX w., którą nakreślił brytyjski "Guardian ". W edukacji kulturalno-towarzyskiej młodego Europejczyka nie mogło też oczywiście zabraknąć pięknych włoskich miast - Rzymu, Florencji i Wenecji, gdzie prócz rozrywek kulturalno-muzealnych także inne przyjemności, natury bardziej towarzyskiej, na młodzież czekały. 100 lat później wymyślą raz jeszcze to samo i nazwą to "Erasmus".

A dzisiejszy kanon - istnieje?

Ano właśnie - a czy dziś istnieje jakiś kanon "miejsc, gdzie ludzie nie wyobrażają sobie, żebyś nie pojechał"? Miejsc, które odwiedzić wypada/trzeba/wszyscy chcą/czuje się wręcz towarzyski przymus, żeby je zobaczyć? Na początku XX w. w Polsce było jedno takie miejsce, ukochane przez inteligencką bohemę - Zakopane i Tatry. Chodził po nich i pisał o nich Tetmajer, popularyzował Tytus Chałubiński, mieszkali bądź pomieszkiwali i tworzyli tu Witikiewiczowie (ojciec i syn), Sienkiewicz, Kasprowicz. W Zakopanem nie wypadało nie bywać.

Dziś "kanon" nieco się rozrósł. A właściwie chyba zupełnie znikł. Wszyscy jeżdżą gdzie chcą, przez te wszystkie tanie loty, własne samochody i szybkie pociągi. Oczywiście nadal istnieją miejsca, w które jeździ więcej osób, i takie, gdzie jeździ ich mniej. Rok w rok horda rodaków nawiedza egipskie, greckie czy tureckie kurorty, modne są też Chorwacja, Hiszpania, Włochy. Od paru lat mamy w Polsce boom na Azję - Chiny czy okrzyczane już mekki backpackerów - Indie i państwa Azji Południowo-Wschodniej. Ale kanonu podróżnika-turysty ustalić chyba nie sposób. Szybka sonda w redakcji Podróże.Gazeta.pl, a także wśród znajomych i nieznajomych: "dokąd TRZEBA w życiu pojechać"?

NASZA SONDA: Dokąd TRZEBA w życiu pojechać?

Chór odpowiedzi: "kiedyś Londyn i Praga". Teraz do Londynu jedzie się pracować, zamiast zwiedzać. Praga? Czesi podobno ostatnio bardziej nas lubią - a to dlatego, że mniej Polaków do nich przyjeżdża, a ci, co jeżdżą, lubią Czechów, więc zachowują się "na poziomie". Dziś najbardziej nielubiani są tam Anglicy na wyjazdach kawalerskich.

Ok, ale wiemy, że miasta Europy są cool. Jakie jeszcze? Padają odpowiedzi: Amsterdam, Barcelona, nieśmiertelny Paryż ("Luwru nie widziałeś??!! Musisz zobaczyć, byłem w zeszłym roku, dużo Japończyków, ale do Mony Lisy się przebiłem. Łokciami." I oczywiście najbardziej trendy stolica ostatnich lat, "arm, aber (biedny, ale) sexy" Berlin, gdzie obcuje się z kulturą, imprezuje, zawiera internacjonalne znajomości etc. Wśród głosów w mojej zaimprowizowanej sondzie przebija się jeden ciekawy: "z perspektywy Wrocławia wygląda to tak, jakby szanujący się warszawiak musiał przynajmniej raz do roku przyjechać do Wrocławia. Punkt obowiązkowy to oczywiście festiwal filmowy Nowe Horyzonty, także Brave Fest. W lecie na wrocławskich ulicach słychać Warszawę".

To jak to jest, warsziawiaki? Faktycznie każden jeden cwaniak swój cyferblat na wrocławskim rynku pokazać musi? Migusiem zaiwaniać mi tu z repliką na forum odpowiednią, co by ten wrocławski asumpt pozytywnie bądź negatywnie zweryfikować!

Ale nawet jeśli warszawskie dzwońce rok w rok przy kanikułach na Śląsk ruszają, to to tylko jedna z wielu grup turystów. Wszystko zależy od tego, z kim się lubisz i w jakich sferach obracasz. Dla jednych towarzyską śmiercią będzie przyznanie się, że "no, niestety jeszcze nie odwiedziłem tej galerii Tate, choć w Londynie byłem", inni z kolei będą cię namawiać na wyjazd na Daleki Wschód, do Tajlandii, Singapuru czy Chin. I nic nie pomogą tłumaczenia, że np. makaron sojowy nie daje się zjeść, a wilgotność powietrza połączona z upałem w Indochinach w nieodpowiedniej porze roku jest dla niektórych nie do zniesienia. Jeszcze inni będą namawiać: Chorwacja, kochany, Chorwacja, nieważne, że tylu Polaków tam jeździ. Jeżdżą, bo tam jest pięknie, woda ciepła, żarcie dobre, a w obcym kraju fajnie czasem usłyszeć swój język.

Chorwacja, Turcja, Grecja, a Zakazane Miasto to już obowiązkowo

I tak zachęcają - do Chorwacji, Turcji, Grecji i ogólnie basenów mórz Śródziemnego i Adriatyckiego, do Maroko, na safari do Kenii, do Tajlandii, do Zakazanego Miasta w Pekinie, oglądać starożytne ruiny do Jemenu, Libanu, nad piękne morze i na tanie jedzenie do Bośni i Czarnogóry, po wspaniałe widoki, najpyszniejsze ryby na świecie i setki kilometrów ścieżek rowerowych do Szwecji czy Norwegii, pod żagle na piękne Pojezierze Fińskie, na rafting w bystrych rzekach górskich w USA, na rum i cygara na Kubę, na skąpane w słońcu stoki Livigno na narty (na dodatek jest tam strefa wolnocłowa) itd.

- Bo dziś już nie ma takiego kanonu, jak 100 lat temu. Gdzie tam, jest zupełnie inaczej niż nawet dwadzieścia lat temu, kiedy jak pojechałeś na urlop do Egiptu, to byłeś gość. Dziś każdy jeździ, gdzie mu się podoba, oferta turystyczna rozrosła się tak, że nic, tylko wydawać pieniądze na kolejne wyjazdy i kombinować kolejny urlop, ledwo wróciło się z poprzedniego - mówi mi Marek, prywatnie miłośnik nurkowania i jazdy konnej. Branża turystyczna już dziś kusi ofertą na wyjątkowo długi w 2013 roku weekend majowy. A ludzie jadą wszędzie. - To jest tak, że i my już mamy ofertę, i klienci już o nią pytają, bo właśnie teraz jest największy wybór -mówił niedawno portalowi Gazeta.pl Artur Rezner, kierownik sieci sprzedaży w biurze podróży TUI. W grudniu preferencje turystów rozciągają się od Austrii i Włoch po ciepłe i bardziej egzotyczne kraje jak Tajlandia czy Kenia. - Dla wszystkich coś się znajdzie - mówi Rezner.

Kanon? Jaki kanon, dla wszystkich coś się znajdzie

I tak właśnie najwyraźniej wygląda ten dzisiejszy "kanon". Dziś "kanonem" jest wszystko, bo dostępne są wyjazdy niemal wszędzie i na każdą kieszeń. "Subiektywny przegląd miejsc na świecie, które musisz odwiedzić, jeśli chcesz uchodzić za człowieka na poziomie" jest praktycznie niemożliwy do stworzenia. Bo dla różnych osób są różne '"na poziomie'", wyznaczane przez: a) snobizm, b) zasobność portfela, c) grupę społeczną, do której się przynależy, d) modny w danym roku kierunek, e) kombinację tego wszystkiego, f) niepotrzebne skreślić.

W XIX wieku elity podróżowały po Europie robiąc sobie "tour de najlepsze muzea", jako poszerzanie wykształcenia, pewne sfery jeździły do Afryki polować. Podróże były elementem wykształcenia, obycia, szeroko pojętej ogłady, którą nabyć winien każdy, kto obracał się w środowiskach, w których każdemu coś "wypadało". Więc wszyscy jeździli tam, gdzie wypadało. A dziś? Czy nie jechać do miejsc z corocznych list TOP, tylko dlatego, że branżowe magazyny je zachwalają, co grozi najazdem hord żądnych wrażeń bogaczy/backpackerów/japońskich turystów/Polaków w skarpetach i sandałach? Przecież niektóre turystyczne hiciory właśnie dlatego stają się hiciorami, że są rzeczywiście wspaniałe!

Czy istnieją miejsca na świecie, które choć raz w życiu trzeba zobaczyć, by uchodzić za człowieka na poziomie? A może taki kanon nie ma dziś już racji bytu? Otwieramy dyskusję, komentujcie!

Komentarze (37)
Miejsca na świecie, które trzeba odwiedzić, by uchodzić za człowieka na poziomie [OTWIERAMY DYSKUSJĘ]
Zaloguj się
  • Gość: WKS

    Oceniono 100 razy 98

    Bytom, dworzec PKP (bar na dworcu) oraz Bar Podrobowy w Bytomiu. Kategoria : turystyka ekstremalna.

  • naprawdetrzezwy

    Oceniono 76 razy 76

    Otwieracie dyskusję? To proszę uprzejmie - po letnich peregrynacjach po Warszawie (tramwajami i autobusami) oraz po kontaktach z pracownikami paru korporacji śmiem twierdzić, że by być człowiekiem na poziomie trzeba odwiedzić łazienkę z mydłem, antyperspirantami i pastą do zębów...

  • Gość: jam

    Oceniono 78 razy 48

    jeden z bardziej bezsensownych artykulow jakie mialem (nie)przyjemnosc czytac/widziec od dawna :)

  • Gość: POwer

    Oceniono 38 razy 38

    dołóżcie do tego choć jedną szkołę może być nawet podstawowa

  • mrmouse

    Oceniono 35 razy 31

    Strasznie to pretensjonalne, artykuł i proponowana dyskusja. Człowiek na poziomie to przede wszystkim zawartość. Określony zasób wiedzy, inteligencji i wrażliwości. Redaktorom Gazety powyższe pomyliło się z lansem. Ludzie jeżdzą teraz za granice, żeby pracować, wypoczywać lub zwiedzać i każdy z tych powodów może być dobry, to zależy od człowieka. Dla autora "Barbarzyńcy w ogrodzie" odwiedzane miejsca stawały się punktem wyjścia do intelektualnych rozważań, ale ktoś inny mógł zapamiętać, że jedzenie w barze przy autostradzie był zimne. Wielu Polaków jeździ bo chce poprostu wypocząć. Do Turcji czy Maroka lata się, bo ciepło i tanio, a nie z powodu jakiś kulturalnych przesłanek. Człowiek zabiera swój świat ze sobą, np. erotyczno-miłosne wyjazdy niektórych Polek do Egiptu chyba nie świadczą o ich poziomie, a jeśli już to na minus. Turyści przegonieni w ekspresowym tempie przez Luwr raczej nie wyrobią sobie poglądu na temat malarstwa, a młode panienki na zakupach w Londynie, co najwyżej przetestują poziom debetu na karcie kredytowej rodziców. Osobną kwestią jest ogromny wybór, ileż to miejsc jest do zwiedzenia nawet w Polsce, a zagranicą zatrzęsienie i ile czasu (że o kosztach nie wspomnę) trzeba by jakieś miejsce choć trochę poznać. Trzy dni to minimum na Barcelonę, choć lepszy byłby tydzień. Toskania tam można spędzić cały urlop nie narzekając na nudę. Taki Rzym to przecież ponad dwa tysiące lat europejskiej kultury i ogromna ilość zabytków, kościołów i muzeów itd. Tworzenie jakiejś listy miejsc do zaliczenia wydaje mi się nieporozumieniem, zresztą nieodpowiedni człowiek i tak z takiego wyjazdu kulturalnych korzyści może nie wynieść.

  • volflarsen

    Oceniono 32 razy 26

    UCHODZIĆ za człowieka na poziomie? :)

    humorystyczne

  • Gość: Ali

    Oceniono 28 razy 22

    Popieram przedmówców - jeden z bezsensowniejszych artykułów. Jeśli kasa (a do tego się to sprowadza), a nie charakter ma świadczyć o tym, czy ktoś jest na poziomie, to ja się wypisuję z waszego pojmowania świata.

  • Gość: DSD

    Oceniono 19 razy 17

    Tako taki kanon istnieje i dziś ale jest bardzo płynny. Pytanie o 'miejsca na świecie, które trzeba odwiedzić, by uchodzić za człowieka na poziomie' należy skierować raczej do speców od marketingu i reklamy. Skąd mam wiedzieć jakie miejsce uznają za 'magiczne' i będą lansować w przyszłym roku?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX