Boże Narodzenie. Początek na końcu świata

Nowy Rok jako pierwsza na świecie wita Wyspa Bożego Narodzenia, a wraz z nią - Polska
Wyspa Bożego Narodzenia - gdzie jej szukać?

Położony między Australią i Ameryką Południową archipelag Kiribati jest jednym z najbardziej rozległych i najmniej zaludnionych państw świata. Składa się z 33 rozrzuconych wokół równika wysp, a jedna z nich z powierzchnią 642 km kwadratowych - na co składa się pół na pół ląd i laguna - jest największą wyspą koralową świata. To Kiritimati (czyt. kirismas), czyli Wyspa Bożego Narodzenia; dotrzeć na nią jest tylko nieco łatwiej niż objechać w wigilijną noc kulę ziemską reniferowym zaprzęgiem - na miejscowym lotnisku raz w tygodniu ląduje samolot z Honolulu, a do portu raz na kilka miesięcy zawija drogi statek wycieczkowy (mniej więcej z taką samą częstotliwością pojawiają się cysterny z paliwem).

Do San Fransisco z wyspy Bożego Narodzenia jest ponad 5 tys. km, do Sydney - prawie 6,5 tys. km, do Polski - jakieś 20 tys. kilometrów, a żeby się dostać do stolicy kraju Bairiki mieszkańcy Kiritimati muszą pokonać ponad 3 tys. km (to tak jakby Warszawa była w miejscu Casablanki albo Omska). Jeśli dokądkolwiek jest stąd blisko, to tylko do równika - 230 km na południe. Dawniej rozciągnięty na długości kilku tysięcy kilometrów archipelag znajdował się po dwóch stronach międzynarodowej linii zmiany daty, co oznaczało, że kiedy na jednych wyspach zaczynała się środa, na innych wciąż w najlepsze trwał wtorek. W 1995 r. władze Kiribati zdecydowały przesunąć linię na wschód tak, żeby objąć tym samym dniem cały kraj. Od tego czasu mieszkańcy wyspy Bożego Narodzenia jako pierwsi na świecie witają Nowy Rok, co dodało im sławy zwłaszcza na przełomie lat 1999/2000, kiedy jako pierwsi weszli w nowe tysiąclecie - na wschód od wyspy znajduje się co prawda kilka atoli, ale są one niezamieszkałe.

Wyspa Bożego Narodzenia - zapomniany skrawek lądu

Kiedy 24 grudnia 1777 r. u brzegów Kiritimati cumował statek pod dowództwem Jamesa Cooka, ona także była bezludna. Żeglarze zostali na niej aż do 2 stycznia, żeby odpocząć, zrobić zapasy orzechów kokosowych, ryb i żółwi oraz obserwować zaćmienie słońca. "Ponieważ spędziliśmy na tej ziemi święta, postanowiłem nazwać ją Wyspą Bożego Narodzenia" - powiedział potem James Cook, choć uznał ją za posępną i na dłuższą metę nie wartą zainteresowania. Podobnie rzecz się miała przez kolejne stulecie, gdy na wyspę w poszukiwaniu zapasów i chwili odpoczynku zawijały i odpływały kolejne statki. Przez chwilę wydawało się, że jej los odmienią odchody, które w czasach nie znających nawozów sztucznych były bardzo cenną rzeczą: na Kiritimati zainstalowali się przedstawiciele firmy pozyskującej guano, ale po kilku latach okazało się, że ich pokłady są zbyt małe, by interes był opłacalny. Wyspa zaczęła być zamieszkała na stałe dopiero w 1882 r., gdy posadzono na niej pierwsze palmy kokosowe. Choć początkowo próby ich hodowli kończyły się fiaskiem z powodu zasolenia gleby, po trzech dekadach na Kiritimati zaszumiał wreszcie gaj dostarczający kopry, czyli suszonego miąższu orzechów do produkcji oleju.

Przez kolejne dekady wyspa Bożego Narodzenia pozostawała jednak mało znanym skrawkiem lądu pośrodku niczego należącym do korony brytyjskiej. Na świecie zrobiło się o niej głośno dopiero w latach 1957-58, gdy w ramach operacji Grapple Anglicy zdetonowali tu dziewięć bomb wodorowych, a w następnej dekadzie kolejne 24 próby nuklearne przeprowadzili Amerykanie. "28 kwietnia 1958 r. nad wyspą Bożego Narodzenia wstał piękny świt. Wysunąłem głowę z namiotu Na niebie było pełno kormoranów. Patrzyłem jak latają nie przypuszczając, że tego samego dnia będę zgarniać szuflą setki ich ciał z wypalonymi oczami, które widziały eksplozję nuklearną" - wspomina w książce "No risk involved" Ken Mc Ginley, żołnierz, który mając 19 lat był świadkiem tego samego wybuchu. Próby nad atolem uśmierciły miliony ptaków i spowodowały choroby u kilkuset mieszkańców i wojskowych; przed pierwszymi większość ludzi ewakuowano na sąsiednie wyspy, ale część robotników wysłano jedynie statkiem na morze umieszczając ich na czas eksplozji pod pokładem przed telewizorem z kreskówkami.

W 1975 r. amerykańscy eksperci stwierdzili, że poziom radioaktywności na wyspie Bożego Narodzenia jest mniejszy niż w amerykańskich miastach. Na Kiritimati zaczęło wracać coraz więcej ludzi, przyleciały też ptaki, z czasem magia nazwy zaczęła przyciągać turystów. Dzisiaj największym zagrożeniem archipelagu są spowodowane zmianami klimatu podnoszące się wody oceanu.

Wyspa Bożego Narodzenia. Z Polski do Paryża? Można na piechotę

Sama Kiritimati z góry wygląda jak wąż z szeroko otwartą paszczą, którą tworzą dwie długie mierzeje zamykające w środku częściowo wyschłą lagunę. Z morza przez długi czas nie wygląda w ogóle: ponieważ końcówki mierzei ledwie wystają znad wody, widać je dopiero zaledwie z odległości kilku kilometrów (znacznie wcześniej można dostrzec porastające obie mierzeje gaje kokosowe). Średnia wysokość wyspy wynosi 2-3 metry, ale w "kręgosłupie" węża znajduje się kilka piaskowych wzgórz o wysokości 6-12 metrów otaczających małe jeziorka, a nad "cielskiem" fale obmywają statki rozbite i osiadłe na mieliźnie w Zatoce Wraków. Na wyspie Bożego Narodzenia są cztery wsie zamieszkałe i piąta opuszczona: na krańcu jednej mierzei znajduje się London, a na drugiej, niedaleko ruin osady Paris - Poland (dwie pozostałe miejscowości nazywają się już mniej kosmopolitycznie - Banana i Tabwakea). "Polska" wraz z położoną nieopodal zatoką św. Stanisława mają upamiętniać pewnego Polaka pracującego na statku transportującym koprę, który pomógł miejscowym uporać z problemem nawadniania palmowych gajów. Musieli mu być bardzo wdzięczni, bo "Polska" długo była największą osadą na wyspie. Niestety, mocno doświadczona i zniszczona przez wybuchy nuklearne straciła swój status na rzecz Londynu - dzisiaj to on wraz z Tabwakea są największymi miejscowościami wyspy.

Na świecie są dwie wyspy Bożego Narodzenia. Druga leży na Oceanie Indyjskim i należy do Australii.