Herbaty i kawy z ekskrementów - czego można napić się w Azji

Trudno w to uwierzyć, ale najdroższe herbaty i kawy świata otrzymuje się z ekskrementów zwierząt. Cena za jedną filiżankę takiego napoju wynosi nawet około dwustu euro. Austin Yoder - miłośnik herbat i podróżnik niedawno opisał herbatę otrzymywaną z odchodów gąsienic.
Podróżnik Austin Yoder twierdzi, że odkrył herbatę na wagę złota. Tak wysoko cenią ją sami Tajwańczycy, którzy przygotowują ją z odchodów robaków. To nie pierwszy zaskakujący pomysł Chińczyków na herbatę. Na początku 2012 roku w Internecie pojawiła się informacja, że w Syczuanie uprawia się tę roślinę na plantacjach pokrytych odchodami pand. An Yanshi - pomysłodawca tzw. "herbaty pandy" twierdzi, że ma ona niezwykle pozytywny wpływ na ludzkie zdrowie. Pandy żywią się bambusem, lecz przyswajają zaledwie 1/3 tej rośliny. Wydalone z organizmu resztki zawierają ponoć wiele wartościowych substancji. Cena jednej filiżanki ekologicznej herbaty wynosi około siedmiuset złotych.

Jeszcze więcej sensacji wzbudza kopi luwak, najdroższa kawa świata. Przygotowuje się ją z ziaren, które trzeba wpierw wydobyć z odchodów łaskuna. Żywiące się owocami kawowca łaskuny trawią tylko miąższ, nasiona wydalają. Po usunięciu z organizmu kawa traci gorzki smak, lecz zanim trafi na stół, trzeba ją jeszcze oczyścić. Później przetwarza się ją w typowy sposób. Mimo że ojczyzną kopi luwak są wyspy Indonezji, można ją wypić w Japonii, USA, a nawet w Polsce. Jeden kilogram kosztuje aż tysiąc euro.

Bug shit tea, czyli herbatę parzoną z odchodów gąsienic serwuje się np. na Tajwanie. Podobnie jak inne napoje otrzymywane dzięki zwierzęcym odchodom, kosztuje horrendalne sumy pieniędzy. Jednakże wysoka cena nie jest podyktowana ani smakiem, ani zapachem herbaty. Płaci się przede wszystkim za to, w jaki sposób jest przyrządzana. Cały proces trwa Najpierw wytwórca bug shit tea usypuje stos mokrych liści herbaty i umieszcza w nim robaki, które spędzają tu całe swoje życie. Po dwóch tygodniach farmer wraca na plantację, gdzie zastaje stertę przetworzonych herbacianych liści. Za pomocą pęsety oddziela robaki od ich odchodów - jednego po jednym. "Oczyszczone" ekskrementy zalewa się wrzącą wodą i pije. Zapach herbaty ponoć kręci w nosie i tak, jak jej smak, jest bardzo specyficzny, ale nie zniechęcający. Ciężko jednak do czegoś je przyrównać. Za to kolor bug shit tea przechodzi od jasnego do ciemnoczerwonego, aż napój staje się czarny jak smoła. "To najlepsze gówno, jakiego próbowałem w życiu" - twierdzi Austin Yoder. I chyba nie da się lepiej tego określić. Smacznego!