Gnu, trzymamy za was kciuki! Jak się robi niesamowite filmy dokumentalne? [WYWIAD]

Trzy lata temu zespół realizatorów filmu "Wielkie migracje" (National Geographic Channel) postawił przed sobą niezwykle ambitne zadanie: fundamentalnie zmienić sposób, w jaki widzowie postrzegają migrujące zwierzęta. "Chcieliśmy, by zamiast pomyśleć "Rety, czyż to nie piękne?", ludzie zatrzymali się i powiedzieli: "Rany, trzymam za was kciuki!". Jak im się to udało?
Wywiad z producentem serialu "Wielkie Migracje" (National Geographic Channel), Davidem Hamlinem

Zespołowi realizatorów filmu "Wielkie migracje" udało się nakręcić zdumiewające zdjęcia filmowe ukazujące zjawisko, które uważa się za największą migrację wielkich ssaków na naszej planecie: migrację gnu. Co najbardziej uderzyło Was w tej szczególnej wędrówce?

Migracje gnu to jedna z największych i najbardziej znanych migracji na naszej planecie. Ponad milion zwierząt wędruje każdego roku, podążając za deszczem - w poszukiwaniu pożywienia, żeby przeżyć. Zwierzęta muszą na swej drodze przebyć kilka rzek. Były w tych miejscach już wcześniej, lecz za każdym razem ryzyko jest ogromne. Nas w tej historii najbardziej zainteresowało, kto podejmuje decyzję, by wyruszyć w drogę. A to wcale nie samce, które przewodzą w stadzie, lecz matki towarzyszące swoim młodym. Krokodyle - i to olbrzymie - tylko na to czekają.

WIELKIE MIGRACJE - ZOBACZ NIESAMOWITE WIDEO Z PLANU FILMOWEGO >>

Wiedzieliśmy, że nie wszystkim zwierzętom udaje się przeżyć przeprawę przez rzekę. Sfilmowaliśmy wiele dramatycznych scen, chyba najsmutniejszym zdarzeniem był widok matki i dziecka gnu, które - jak mogło się wydawać - przebyły już rzekę bezpiecznie. Jednak w ostatniej chwili zjawił się krokodyl, chwycił młode i wciągnął je pod wodę. Ekipie trudno było ze spokojem obserwować ten rozdzierający spektakl. Lecz dzięki temu wyraźnie pokazaliśmy niebezpieczeństwa, na jakie narażają się zwierzęta na szlakach swych wędrówek, chcąc przeżyć.

Mimo pewnych utrudnień czasowych wynikających m.in. z niespodziewanych opadów deszczu w innych rejonach, które spowodowały, iż gnu cofnęły się na swej trasie o 160 kilometrów, udało nam się sfilmować cały cykl migracji - coś, co dawniej rzadko udawało się w jednym sezonie. Historia gnu jest powszechnie znana, nie da się opowiadać o wielkich migracjach bez ich uwzględnienia. Nasze wyzwanie polegało na tym, by spróbować ukazać to zjawisko inaczej. Użyliśmy zaawansowanych kamer, najnowocześniejszych systemów ich mocowania na śmigłowcu oraz niezwykłych nowych kamer pozwalających uzyskać w zwolnionym tempie obrazy o wysokiej rozdzielczości.

WIELKIE MIGRACJE - ZOBACZ ZWIASTUN SERIALU >>

Jedną z migracji, której sfilmowanie było najbardziej niebezpieczne, była wędrówka koba żółtego w Sudanie. Czy możesz nam powiedzieć co znalazło się w tym odcinku?

Sudan to naprawdę niebezpieczne miejsce, gdyż kraj przeszedł niedawno trwającą dziesięciolecia, wyniszczającą wojnę domową. Ponieważ dostęp do Sudanu był od ponad dwudziestu lat ograniczony, naukowcy i badacze mieli wątpliwości, czy koby żółte w ogóle jeszcze istnieją. Ostatni raz zwierzę to sfilmowano w 1982 r. National Geographic Channel, dzięki współpracy z kolegami w Wildlife Conservation Society, udało się dostać zgodę na wjazd do południowego Sudanu, dzięki czemu mogliśmy nakręcić nasz film. Podróż była imponującym przedsięwzięciem: ekipa kilka dni podróżowała bezdrożami, na koniec przez całkowite odludzie, w 40-letnich ciężarówkach, przez teren naszpikowany minami i zamieszkały przez byłych żołnierzy wymachujących karabinami AK-47. Jestem szczególnie dumny z tego dokonania naszej ekipy, gdyż zadanie wymagało wzajemnej współpracy i zaufania.

Na miejscu zamiast pustych równin napotkaliśmy dużą populację kobów, liczącą - jak sądzimy - blisko milion osobników. Migrację kobów, jeśli chodzi o jej wielkość i obszar, można porównać tylko z wędrówką gnu. Filmowanie kobów było zajęciem wyjątkowo emocjonującym, zarówno ze względu na charakter naukowego odkrycia, jak i cechy samej migracji. W czasie wędrówek w porze suchej wszystkie samce kobów gromadzą się na wielkim obszarze, gdzie walczą o względy samic - często na śmierć i życie. Przez pozostałą część roku raczej się rozpraszają.

Koby to zwierzęta niewiarygodnie czujne i bardzo trudno było je filmować. Tym bardziej zdumiewające jest to, że mogliśmy je zobaczyć, udokumentować na filmie i przyczynić się do rozwoju wiedzy o tym gatunku, jego zachowaniach migracyjnych i ogólnie o regionie.

Niezwykle dramatyczny przebieg ma migracja w Mali. Jakie wyzwania stanęły przed ekipą i jakie środki ostrożności musiała zastosować podczas filmowania malijskich słoni?

Słonie z Mali rzadko się filmuje. Są bardzo czujne, bo od dawna poluje się na nie dla ich kłów i kości słoniowej. Filmowanie ich z małej odległości było więc dla naszego zespołu nie lada wyzwaniem.

Musieliśmy zastosować dodatkowe środki ostrożności, by słonie nas nie wyczuły. Mimo niezwykle gorącego klimatu Mali, gdzie temperatura regularnie sięga 48 stopni Celsjusza, podczas całego pobytu zespół realizatorów nie mógł używać szamponu, płynu do mycia, mydła ani ubrań pranych w detergentach. Musieliśmy również zawsze zajmować pozycje z wiatrem w stosunku do słoni, by nie wyczuły naszej obecności.

Operator kamery, Bob Poole, posiada jednak bardzo wysokie kwalifikacje, jeśli chodzi o filmowanie słoni i odczytywanie ich zachowań. Bob podchodził codziennie do stada, wiedząc, że musi zawsze ustawiać się z wiatrem. W przeciwnym razie - a nie było tam żadnych drzew, na które mógłby się wspiąć, zaś jego pojazd znajdował się zbyt daleko - gdyby słonie wyczuły jego zapach, znalazłby się w prawdziwym niebezpieczeństwie i mógłby zostać przez nie zaatakowany. Bob radził sobie z tym rewelacyjnie, dostarczając nam - jak sądzę - najlepsze zdjęcia filmowe pustynnych słoni, jakie kiedykolwiek powstały.

Jakie odległości pokonywaliście, by sfilmować sokoła wędrownego i inne ptaki migrujące wzdłuż Missisipi?

Rzeka Missisipi to szlak największych ptasich migracji w Północnej Ameryce, a my śledziliśmy je przez dwa lata. Migracje zaczynają się z końcem zimy i początkiem wiosny, gdy tysiące jaskrawo ubarwionych kaczek, gęsi, pelikanów, łabędzi i ptaków drapieżnych ściągają do tego korytarza w poszukiwaniu pożywienia i schronienia w drodze na północ i południe.

Uzyskaliśmy zachwycające materiały filmowe sokołów wędrownych. Przysiadając wysoko na nadrzecznych urwiskach, sokoły czekają na ptaki śpiewające, które przelatują w tym rejonie. Udało nam się nakręcić materiał wprost z gniazda dzikich sokołów wędrownych - widać, jak samica przynosi swym młodym jednego z takich migrujących ptaków śpiewających.

Aby uzyskać takie zdjęcia, Neil Rettig (operator kamery), przez dwa tygodnie spędzał po 12 godzin dziennie zawieszony w zamaskowanej kryjówce zwisającej ze 120-metrowego urwiska. Musiał wspinać się na nie rano, siedzieć w kryjówce bardzo spokojnie przez 12 godzin, by mieć dobry widok i filmować sokoły, nie płosząc ich, a następnie spuszczał się nocą na linie. Żadna ze znanych mi osób nie posunęła się jeszcze tak daleko, by sfilmować gniazdo dzikiego sokoła wędrownego.

Pomówmy o innej migracji latających stworzeń - jętkach majowych - i o tym jak groźba tak zwykłego zjawiska, jakim jest burza z piorunami, może zaburzyć równowagę ekologiczną.

Jętka majowa odbywa swoistą migrację pionową: unosi się z dna rzeki Missisipi, wznosi ku powierzchni wody, wspina na rośliny i drzewa, a następnie - po wylince - wzlatuje, gromadząc się w milionowe skupiska. Chcieliśmy sfilmować jedno z takich masowych skupisk jętki - to wspaniała uczta dla ptaków. Jednak, gdy szukaliśmy gromadzących się owadów, wydarzyła się zabawna rzecz. Nasza ekipa filmowa odebrała telefon od służb meteorologicznych z ostrzeżeniem o zbliżającej się burzy z piorunami. W rzeczywistości nie była to jednak burza, lecz wielka chmura gromadzących się jętek majowych! Płynęliśmy w ciemnościach i filowaliśmy to zdumiewające zjawisko. Zdaniem zespołu obsługującego kamerę w czasie, gdy filmowaliśmy chmarę od środka, łódź wypełniło ponad 270 kilogramów martwych lub umierających jętek.

Jakiej technologii, poza zaawansowanymi technicznie kamerami o wysokiej rozdzielczości, używaliście?

Zbawieniem był dla nas GPS. W wielu miejscach, w których filmowaliśmy, nie było żadnych dróg, ścieżek, ani żadnego innego prostego sposobu ustalenia przebiegu trasy. Znajdowaliśmy się na obszarach, w których nie było dotąd żadnej innej ekipy operatorów. Nieocenioną pomocą była dla nas możliwość korzystania z systemu globalnego pozycjonowania, aby ustalić nasze położenie i móc powrócić dokładnie w to samo miejsce. Pozwoliło nam to odnajdywać drogę wśród afrykańskich traw znacznie wyższych niż nasz samochód, a także znajdować i śledzić kolonie mrówek legionistek - co przypominało poszukiwanie igły w stogu siana wielkości całego lasu.

Lecz dla wykonania naszego zadania równie ważna jak technika była fachowa wiedza i instynkt członków naszej ekipy. Intuicyjnie wiedzieć, jak zachowa się słoń lub wypatrzyć wieloryby z wielkiej odległości, dostrzegając w jednej chwili ślady wydychanego powietrza wśród grzywaczy fal, zwłaszcza w szary i wietrzny dzień na otwartym morzu - to wymaga wielu lat doświadczenia i wiedzy.

Czasem wymagane rezultaty osiągaliśmy bez korzystania z zaawansowanej technologii. Gdy wypłynęliśmy na wodę, dowiedzieliśmy się, na przykład, że wieloryby są niezwykle wrażliwe na odgłosy pracy nawet bardzo cichego silnika, który mieliśmy w naszej szalupie. Musieliśmy zatem nadmuchać pneumatyczny kajak i skorzystać z siły ludzkich mięśni.

Czy przy tak wielu dramatycznych scenach życia i śmierci, które widzieliście obserwując migracje, zdarzały się momenty, które były dla ekipy szczególnie przejmujące ?

Filmowaliśmy bardzo trudną i dramatyczną wędrówkę zebr. Słone równiny Botswany przypominają piec pełen żaru, pyłu i soli. To bardzo trudne miejsce do filmowania, lecz Dereck i Beverly Joubert to dwójka najlepszych operatorów na naszej planecie, która z entuzjazmem zanurzyła się w to piekło.

Jedna szczególna scena, którą sfilmowaliśmy, była dla nas naprawdę rozdzierająca. Samica zebry padła z gorąca, pozostawiając opuszczone źrebię. Młoda zebra była zagubiona i w zasadzie bezradna. Zaobserwowaliśmy jednak niezwykłe zachowanie ogiera, przewodnika rodzinnego stada, który normalnie porzuciłby źrebię. Samiec jednak pozostał, podczas gdy reszta haremu ruszyła w drogę. Nie możemy być tego pewni, lecz odnieśliśmy wrażenie, iż ogier zdecydował się pozostać i próbował ratować źrebię, usiłując nakłonić je, by uznało go za swego rodzica, za którym powinien podążać. Samiec mógł także próbować po prostu zagonić źrebię do stada, jak to zwykle czynią ogiery ze swoim haremem. Dziecko w końcu zrobiło dokładnie to, czego oczekiwał - poszło za nim, pozostawiając martwą matkę na żer szakali. To głęboka i poruszająca scena - i najważniejszy fragment odcinka zatytułowanego "Wyścig o życie".

Producentka odcinka poświęconego motylom monarchom napisała na swoim blogu o emocjonalnym doświadczeniu, jakiego doznała podczas filmowania migracji tego gatunku. Bardzo bała się latać, wiedziała jednak, iż musi polecieć z pilotem małą motolotnią, by sfilmować motyle. Napisała, że gdy znalazła się w powietrzu z monarchami i filmowała je kamerą do zdjęć ultraszybkich, by móc później w zwolnionym tempie ukazać każde uderzenie motylich skrzydeł, ogarnęło ją przemożne uczucie radości i łzy szczęścia spłynęły jej po twarzy.

POGOŃ ZA MOTYLEM - ZOBACZ MAKING OFF >>

"Wielkie migracje" to nie tylko wspaniałe zdjęcia filmowe. To także niezwykłe źródło wiedzy o migracjach zwierząt, a nawet pewnych nieobserwowanych wcześniej zachowaniach. Jakiej wiedzy o migracjach wasz materiał filmowy dostarczył naukowcom?

W Mali sfilmowaliśmy największe stado słoni malijskich podczas najdłuższej słoniowej migracji. To dało nam czas i wiele danych, by je badać, obserwować i zdobywać wiedzę.

Jesteśmy również przekonani, iż udało nam się uzyskać najpełniejszą filmową dokumentację migracji czerwonego kraba na Wyspie Bożego Narodzenia. Jesteśmy także pierwszą od niemal 30 lat ekipą, która sfilmowała koby w Sudanie.

Nasz godzinny film "Nauka o wielkich migracjach" dokumentuje ponadto prace naukowców, którzy umieszczają nadajniki radiowe na motylach, czego nigdy wcześniej nie robiono.

Uważamy ponadto, że udało nam się uzyskać najbardziej wnikliwe materiały filmowe dotyczące licznych migracji, w tym wędrówek zebr w Botswanie, słoni w Mali, czerwonych krabów na Wyspie Bożego Narodzenia, rudawek w Australii, mrówek legionistek w Kostaryce i żarłaczy białych na Oceanie Spokojnym.

Wreszcie, udało nam się sfilmować atak żarłacza białego na słonia morskiego w takich szczegółach, jakich nikomu nie udało się dotąd uzyskać. Oglądanie tego jest naprawdę niesamowite.

Wykonane z powietrza zdjęcia niektórych migracji są naprawdę spektakularne, lecz równie zachwycające są podwodne zdjęcia składających jaja czerwonych krabów i wylęgania się z jaj młodych. Jak wykonaliście te zdjęcia?

Filmowaliśmy czerwone kraby na Wyspie Bożego Narodzenia (wyspa leży między Australią a Indonezją). Raz do roku, w porze monsunów, prawie 50 milionów krabów wędruje przez las w stronę oceanu. To niewiarygodna migracja - jedna z moich ulubionych. Szczerze mówiąc, to migracja, której nie mogłem przegapić - musiałem ujrzeć to na własne oczy. W roku, w którym filmowaliśmy kraby, deszcze powodujące coroczną ich migrację nie były tak obfite jak w latach poprzednich, więc kraby ucierpiały podczas swojej wędrówki. Otwarty teren to dla nich śmierć, gdyż słońce i upał wysuszają narządy oddechowe i krab umiera. Dla czerwonych krabów każda kropla deszczu jest dosłownie jak haust świeżego powietrza. Innym problemem, jaki napotykają w drodze do wody, są wściekłe żółte mrówki (Anoplolepis gracilipes). Te agresywne owady tryskają kwasem w oczy krabów, oślepiając je, wskutek czego krab, nie mogąc iść dalej, ginie w słońcu.

Samce jako pierwsze przybywają na plażę i kopią jamy dla samic. Samice docierają tydzień później i chowają się w jamach, chroniąc się na czas potrzebny dla inkubacji jaj, których liczba sięga 100 tysięcy. Następnie dzieje się coś niezwykłego. Samice krabów - mimo, że są zakopane w ziemi - jakimś cudem wiedzą, której nocy księżyc jest w nowiu, a tym samym odpływ jest największy. Wynurzają się wówczas spod ziemi głową w stronę linii brzegowej i udają się do wody, by złożyć w niej jaja. Woda, która jest zwykle niebieska, przy tak wielkiej ilości jaj zabarwia się na czarno.

W normalnych warunkach podczas migracji większość jaj zostaje pożarta przez ryby i rozproszona przez sztormy. Tylko raz na kilka lat okoliczności są na tyle sprzyjające, że jajom udaje się dotrzeć z powrotem do brzegu.

Mieliśmy niezwykłe szczęście - i byliśmy na to przygotowani. Udało nam się zobaczyć, jak przebiega wylęg i zaobserwować, jak z jaja wynurza się drobne, podobne do krewetek stworzenie znane jako megalops. Prawdziwym cudem jest jednak zjawisko, gdy miliony takich drobnych krabików wynurzają się z morza i opanowują plaże, a następnie rozpoczynają własną wędrówkę z powrotem - z morza do lasu. To widok, który zapiera dech w piersiach.

Czy jakieś nietypowe zjawiska pogodowe zaskoczyły Was podczas pracy?

Gdy w Stanach Zjednoczonych dotarliśmy do Wisconsin, spodziewaliśmy się zobaczyć tam setki motyli monarchów. Niestety nie było ich tam prawie wcale. Jeden z naszych specjalistów, który bada te motyle od 30 lat, był w szoku. Zwykle w tym regionie i o tej porze roku widuje się setki motyli. Tym razem naliczyliśmy ich... siedem. Uważa, że sprawiła to niespodziewanie zimna pogoda. W roku, w którym kręciliśmy tam zdjęcia, wydarzyło się bardzo wiele. Monarchy żywią się i rozmnażają na tojeści, jednak tego roku tojeść przemarzła i nie urosła. Zwykle rośliny osiągają półtora metra, tym razem miały 12 cm wysokości. Bardzo utrudniło to naszą pracę, lecz ekipa stawiła czoła przeciwnościom losu i powróciła ze zdjęciami, wśród których są moje ulubione w całym serialu.

Gdy myślisz o całym przedsięwzięciu, jakim jest film "Wielkie migracje", jakie najważniejsze czynniki spowodowały, że produkcja odniosła tak wielki sukces?

Dwiema ważnymi cechami, jakimi musieliśmy się wykazać podczas realizacji tego projektu, były wytrwałość i cierpliwość. W przeciwnym razie przeoczylibyśmy drobne momenty i prawdziwe cuda. Myślę jednak, że dobrze się przygotowaliśmy i byliśmy gotowi prawie na wszystko.

Zachowania migracyjne, które zwykle przebiegały według ścisłego terminarza, ulegają zmianie. Na przykład, podczas naszych pierwszych zdjęć na Falklandach chcieliśmy pracować w dwutygodniowym okresie, w którym na wyspy przybywają pingwiny skalne. Jednak gdy tam dotarliśmy, pingwiny już były na miejscu. Wiele prawidłowości w zachowaniach zwierząt ulega zmianie i niektórzy naukowcy z naszego zespołu są przekonani, iż istotną rolę odgrywają w tym względzie zmiany klimatu. Zmieniające się prawidłowości stwarzały poważne problemy, ponieważ jednak mieliśmy w swym zespole najlepszych z najlepszych, mogliśmy kontynuować pracę i przywieźć do domu spektakularne zdjęcia. Mamy nadzieję, iż uda nam się pokazać światu wpływ, jaki nasze zmieniające się otoczenie i działalność człowieka wywiera na migracje zwierząt.

MIGRACJE ZWIERZĄT - CO NA TO NAUKA? [WIDEO]

Skoro mowa o zmianie klimatu, czy możesz rzucić nieco światła na rolę, jaką w migracji zwierząt odgrywa lód, zwłaszcza w przypadku morsów na Pacyfiku?

Wędrówka pacyficznego podgatunku morsa nie została nigdy wcześniej sfilmowana, a w północno-wschodniej Rosji występują ciekawe zjawiska klimatyczne. Morsy pacyficzne to duże zwierzęta - większe od swych kuzynów z Atlantyku - które każdego roku migrują z Alaski do Rosji, gdy lody cyrkulują wokół regionu polarnego. Morsy potrzebują lodu, by przeżyć, a w tym roku (i w kilku ubiegłych latach), gdy samice i ich młode wędrowały do Rosji, ilość lodu w tradycyjnych miejscach, w których wychodzą na ląd, była niewystarczająca.

Samce migrują najpierw na plaże północno-wschodniej Rosji - odległego regionu zwanego Czukotką. Kiedy wychodzą z wody, są blade lub szare, gdyż cała krew odpływa w głąb ciała z powodu wyczerpującej podróży. Kiedy ogrzeją się w słońcu, nabierają różowej barwy.

Tradycyjnymi miejscami wypoczynku przybywających samic i młodych jest lód - lecz obecnie lodu jest zbyt mało. Muszą zatem wdrapywać się na brzeg wraz z samcami, tłocząc się dramatycznie w zbitej masie ciał. Gdy przybywają do Rosji, by znaleźć bezpieczne miejsce do odpoczynku, wspinają się na zbocza wzgórz linii brzegowej. Ich przytłaczająca waga (samce mogą osiągać wagę do 2 ton i mierzyć do 3,5 metra) oraz obezwładniający stres, jaki towarzyszy tej sytuacji, pociąga za sobą wiele ofiar - co roku setki morsów giną na skutek trudów migracji i zmian pokrywy lodowej. To problem, który będzie prawdopodobnie narastał, a już teraz rozgrywa się w odległym zakątku świata.

Czym dla Ciebie i całego zespołu był film "Wielkie migracje"?

Film "Wielkie migracje" National Geographic Channel był dla wszystkich uczestników naszego przedsięwzięcia trzyletnią odyseją. Był wielką podróżą dla całego zespołu i poszczególnych osób - przygodą, która stanowiła dla nas wyzwanie. Była ona wyczerpująca, lecz dzięki niej staliśmy się bogatsi. Nasza trzyletnia produkcja wymagała zaangażowania najlepszych twórców filmów przyrodniczych na świecie, którzy mogli dzielić się posiadaną wiedzą i mobilizować do nowych skrajnych wyzwań.

Od pierwszego dnia nasze przedsięwzięcie miało wyjątkowy charakter. Wynikało to zapewne z bezprecedensowej skali naszej produkcji i ogromnych środków, jakie przeznaczono na to, by mogła odnieść sukces. Od Sudanu po Syberię, od Australii po Amazonię, od Peru po Palau - twórcy filmu "Wielkie migracje" przezwyciężyli wszelkie problemy wynikające z trudnych warunków i nieprzewidzianych sytuacji, jakie można sobie tylko wyobrazić przy produkcji filmu. Zdjęcia kręcone w ponad 50 miejscach pozwoliły nam opowiedzieć na całym świecie imponującą historię o trudach filmowców National Geographic i ich ostatecznym sukcesie.

Trzy lata temu zespół realizatorów filmu "Wielkie migracje" postawił przed sobą niezwykle ambitne zadanie: chcieliśmy fundamentalnie zmienić sposób, w jaki widzowie postrzegają migrujące zwierzęta. Powtarzaliśmy to jak mantrę, od samego początku wyobrażaliśmy sobie, że gdy zakończymy naszą pracę i ludzie obejrzą serial, to może, gdy obudzą się następnego ranka, rozejrzą po polu, spojrzą na morze lub skierują wzrok w niebo i ujrzą stado migrujących zwierząt, to nie pomyślą po prostu: "Rety, czyż to nie piękne?", lecz zatrzymają się i powiedzą sobie: "Rany, trzymam za was kciuki!"

Mamy nadzieję, iż obrazy przedstawione w naszych filmach i wszystkie dodatkowe działania, jakie podejmujemy w ramach naszego przedsięwzięcia, posłużą widzom jako swego rodzaju kamień probierczy. Będą przypominać, że życie może istnieć tylko wówczas, gdy możemy wędrować razem - i że tylko razem możemy przetrwać.

WIELKIE MIGRACJE - ZOBACZ NIESAMOWITE WIDEO Z PLANU FILMOWEGO >>

Komentarze (14)
Gnu, trzymamy za was kciuki! Jak się robi niesamowite filmy dokumentalne? [WYWIAD]
Zaloguj się
  • agna83

    Oceniono 5 razy 3

    Od dłuższego czasu z coraz mniejszą ochotą oglądam filmy przyrodnicze. Duża w tym zasługa filmowców, którzy nie tylko nie oszczędzają widzom bolesnych i okrutnych widoków, ale rozciągają owe sceny do niemożliwości. Mam z zainteresowaniem oglądać jak lwy rozszarpują antylopę, czy inne "wesołe" obrazki? Mam świadomość, że takie jest życie, ale nie muszę się temu przyglądać. Czy widzowie filmów przyrodniczych to psychopaci, którzy zacierają ręce widząc, że zaraz zostaną pożarte małe słodkie niedźwiadki?

  • Gość: zoo

    Oceniono 5 razy 5

    żarłacz biały 6 metrów i 2 tony, a nie 12 i 20

  • calidris

    Oceniono 2 razy 2

    Cie choroba! Te koby białouche naprawdę można spotkaćź wyłącznie na łące?

  • voytt1

    Oceniono 2 razy 2

    "Zapierające dech lasy tropikalne zdobią Borneo" - jakie lasy, niedawno National ogłosił, że wycinka resztki drzew na Borneo została uznana za totalna katastrofę naturalna dokonaną ręką człowieka. PAZERNOŚĆ zwycięża.

  • 3alfa.alfa

    Oceniono 5 razy 1

    Ja też sfotografowałem ciekawostkę:
    fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3248396,6,21,0,0,Grzyb.html

  • misiu-1

    Oceniono 10 razy 0

    "Chcieliśmy, by zamiast pomyśleć "Rety, czyż to nie piękne?", ludzie zatrzymali się i powiedzieli: "Rany, trzymam za was kciuki!". Jak im się to udało?

    To ładnie, ze producenci przyznają się do chęci manipulowania emocjami widzów, ale nieładnie, że nie widzą w tym nic niestosownego.

  • nariz

    Oceniono 23 razy -1

    Na świecie żyje kilkadziesiąt milionów gatunków, a producenci filmów przyrodniczych pokazują na okrągło kilkadziesiąt tych samych: lew, słoń, żyrafa, foka. krokodyl, bizon, zebra, rekin i tak w kółko. Duże i żeby było łatwo podejść z kamerą. Całe życie można oglądać programy przyrodnicze i nie dowiedzieć się, jakie gatunki żyją w lesie za miastem Tacy ludzie jak ten facet wszystko potrafią przerobić na towar i sprzedać. Niech się wypchają swoimi "zdjęciami", bo to jest żałosna, kolorowa papka dla półgłówków, a nie prawdziwa przyroda.

  • kasiaz121

    Oceniono 8 razy -4

    Dokładnie wkółko filmują te same zwierzęta.

  • kasiaz121

    Oceniono 8 razy -4

    Dokładnie - w kółko filmują te same zwierzęta.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX