Majorka ekskluzywne wakacje [RAPORT]

Majorka. Między Palma Bay a Sierra de Tramuntana. Są tu jeszcze miejsca niezadeptane! Przemysł wypoczynkowy obsługujący 95% turystów zajmuje przecież jedynie 5% powierzchni wyspy! Pozostałe przestrzenie zieleni, wiosek i miasteczek, uroczych zatok i górskich wąwozów pozostają do okrycia.
W dzień słońce, wszyscy letnio chodzą, i gorąco; w nocy gitary i śpiewy po całych godzinach. Balkony ogromne z winogronami nad głową; mauretańskie mury. Wszystko ku Afryce, tak jak i miasto, patrzy. Słowem, przecudne życie....

Tymi słowy Fryderyk Chopin opisał swoje pierwsze wrażenia w liście do Juliana Fontany tuż po dotarciu na Majorkę, w listopadzie 1838. Nieszczęśliwie dla Chopina i George Sand hiszpańska wyspa przywitała ich nieprzyjazną, deszczową aurą. Ich pobyt w małym górskim miasteczku Valldemossa nie należał do łatwych. Z drugiej strony genius loci miejscowego klasztoru kartuzów przyczynił się do powstania Deszczowego preludium kompozytora oraz zbioru wspomnień Zimą na Majorce pisarki

Majorka. Promieniująca uroczystym spokojem Orientu

W swojej wyprawie miałem więcej szczęścia. Po tegorocznej, wyjątkowo śnieżnej zimie nie było już śladu. Marcowa wiosna rozkwitała w śródziemnomorskim słońcu. Po przylocie ujrzałem pusty parking autokarowy przed Aeropuerto de Palma de Mallorca oraz cichy terminal. Nic nie przypominało tłocznej lipcowej atmosfery, gdy PMI staje się jednym z najruchliwszych lotnisk w Europie, a touroperatorzy wysyłają swoje grupy we wszystkich kierunkach, do tysięcy hoteli rozsianych po całej wyspie. W "Milesaway Travel" podjęliśmy się odważnego zadania odkrycia Majorki dla bardziej wymagających - wyruszyłem więc w poszukiwaniu najpiękniejszych miejsc i najwyższej jakości usług.

Lotnisko opuściłem w samo południe. Ominąłem pobliskie zagłębie wakacyjnych ośrodków wczasowych nad Palma Bay i skierowałem się bezpośrednio do centrum Palmy, której stare miasto pełne jest wąskich uliczek rozlewających się u stóp potężnej katedry La Seu. Pierwotnie w jej miejscu stał mauretański meczet - do czasu, gdy na polecenie Jakuba I Zdobywcy rozpoczęła się kilkusetletnia budowa kościoła, w efekcie której powstała jedna z najpiękniejszych, największych i najbardziej znanych gotyckich świątyń w Europie. Zachwyciła mnie także zlokalizowana naprzeciwko majorkańska siedziba króla Hiszpanii - Palau de l'Almudaina, łącząca w sobie styl arabski i aragoński.

Moim pierwszym przystankiem był Puro Hotel. Ta hiszpańska sieć postawiła sobie za cel pozyskanie klientów spośród ludzi młodych i dynamicznych. Butikowe rozwiązanie w samym centrum miasta uderza iście szwedzkim minimalizmem. To z pewnością opcja dla chcących zatrzymać się w mieście łowców klubowych i kulinarnych wrażeń. W recepcji (brak concierge) polecono mi udać się na obiad na pobliską promenadę. Ogródek przed Caballito Del Mar z widokiem na rozległą marinę był pełen gości. Menu oferowało szereg gatunków ryb, przyrządzonych wedle życzenia. Bez wahania wybrałem grillowane krewetki oraz okonia morskiego pieczonego w soli. Kryształki białego kruszcu nie tylko wydobyły smak, ale również pozwoliły zachować wyjątkową soczystość potrawy.

Posilony owocami morza oraz białym winem mogłem udać się w dalszą drogę przez wąskie arabskie uliczki Madina Mayurqa, aby dotrzeć do hotelu Can Cera. Wewnątrz udało się zachować styl arystokratycznej rezydencji. Moją uwagę zwróciła nieproporcjonalnie duża cześć przestrzeni poświęcona do użytku wspólnego. Biblioteka, czytelnia oraz lounge wypełniono starymi szafami, fotelami oraz obrazami, a przecież Can Cera posiada jedynie 12 pokoi, w tym 7 apartamentów. I choć otrzymujemy wszystko, czego moglibyśmy się spodziewać po pięciu gwiazdach, to ciasna zabudowa starego miasta ograniczająca widoki z pokojowych okien nie sprzyja z pewnością dłuższemu wakacyjnemu pobytowi w tym miejscu.

Majorka. Niebo jak turkus, morze jak lazur

Oddaliłem się nieznacznie od Palmy w kierunku Calvii, aby zatrzymać się w dobrze znanym mi już St. Regis Mardavall (pisaliśmy o nim w poprzednim numerze "Milesaway Travel"). Hotel usytuowany jest pomiędzy masowymi ośrodkami Magaluf i Palmanova a bardziej wyszukanym miasteczkiem Portals Nous (polecam tamtejszą restaurację Tristan tuż przy eleganckiej marinie). Bliskość Palmy oraz jakość usług hotelowych pozwala mi niezmiennie rekomendować to miejsce jako bezpieczną przystań podczas letniego (i nie tylko) pobytu na Majorce. Wieczorną atmosferę budują rozstawione po hotelu świece oraz półprzezroczyste zasłony. Codziennie o godzinie 18 otwarcie baru celebrowane jest rytualnym Sabrage, czyli ceremonialnym otwarciem butelki szampana za pomocą szabli. Wieczorem nie sposób nie zjeść kolacji w tutejszej restauracji Aqua lub serwującej haute cuisine Es Fum (gwiazdka Michelin). Moim szczęśliwym wyborem okazały się delikatna zupa pietruszkowa oraz soczyste i wyjątkowo kruche jagnięce żeberka - mistrzowskie dzieła szefa kuchni Thomasa Kahla.

Obudziło mnie światło słoneczne delikatnie przebijające się przez zasłony Junior Suite. Widok z tarasu zachwycał. Stoliki rozstawione w ogrodzie zaczęły gromadzić ludzi na obfitym śniadaniu (ogromny wybór wszystkiego - wykraczające ponad standardy 10 rodzajów muesli i jogurtów). W ciągu dnia spotkałem tu wiele par z dziećmi, co nie dziwi, gdyż dla osób podróżujących rodzinnie trudno o lepsze miejsce na Majorce. Foteliki i krzesełka dziecięce dostosowane do wieku karmionego gościa można uznać za wyszukany detal. Natomiast sprawnie działający kid's club z opieką animatorów oraz podgrzewanym basen dziecięcym to źródło prawdziwego sukcesu. W dodatku łączone pokoje zlokalizowane na parterze na wprost klubiku cieszą się niesłabnącą popularnością rodziców mogących bez przeszkód podglądać stąd swoje pociechy. Hotel przyciąga również rozległym spa z olbrzymią siłownią, egipską łaźnią oraz basenem solankowym. Dowodem gościnności niech będzie możliwość korzystania ze wszystkich tych udogodnień do końca dnia, również po wymeldowaniu.

Majorka. Między palmami, cedrami, kaktusami a oliwkami i pomarańczami

Daniel Jean był ponownie moim gospodarzem i tym razem także zabrał mnnie w podróż po okolicy. Opuściliśmy wybrzeże na rzecz zagłębia golfowego rozciągającego się na północny-zachód od Palmy. Na przestrzeni kilku kilometrów zlokalizowano tu trzy doskonałe pola golfowe. Graczy urzekają wspaniałe widoki, a szczególnie dołek nr 8 w Son Quint z widokiem na majestatyczną La Seu.

Główną bazą pobytową golfistów jest Sheraton Arabella. Wyróżnia go niezwykle wspólnotowa, wręcz biesiadna atmosfera. Goście hotelowi, którzy w ciągu dnia przemierzają zielone pola i zdobywają kolejne dołki, w ramach odpoczynku gromadzą się licznie przy barze, aby analizować grę podczas partii kart. Nawet osoba wybierająca się tu w pojedynkę, jeżeli tylko kocha srebrne kije i małą białą piłeczkę, nie pozostanie bez towarzystwa. Trudno jednak wypatrzyć tu nie-pasjonatów - cena pobytu zawsze zawiera pakiet golfowy.

Nieco odmienny charakter ma majestatyczny Castillo Son Vida. W murach tego XII-wiecznego zamku umieszczono stylowy obiekt Luxury Collection. Odrestaurowany i uzupełniony o nowe skrzydła budynek zachował swój autentyczny historyczny charakter. Lobby stanowi obszerny dziedziniec z wielkim witrażem w kopule. Mieniące się światło opada kolorami tęczy na liczne rzeźby, stare romantyczne pejzaże i klasyczne portrety zdobiące ściany. Zabytkowe meble imponują wyszukanymi inkrustacjami. Pokoje utrzymane są w tym samym duchu, z tego względu telewizory zostały ukryte w szafach. Zbrojownia pełna szabli i muszkietów służy za jedyną w swoim rodzaju palarnię. Nic jednak nie przyciąga uwagi tak, jak potężny taras z widokiem na zatokę oraz Palmę. Pomimo kilkunastokilometrowego dystansu widać stąd doskonale nawet La Seu oraz stadion RCD Mallorca. Królewski przepych przyciąga tu gości z całego świata. Jak się dowiedziałem, to podobno ulubione miejsce braci Kliczko, którzy upodobali sobie prywatną część z apartamentami i niezależną windą oraz podziemnym garażem. Co zaskakujące, stare mury i specyficznie ukształtowany teren zostały dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych - mogą one swobodnie przemieszczać się po obiekcie, a nawet skorzystać ze specjalnego podnośnika zainstalowanego w basenie.

Eksplorując wyspę, zajrzałem do hotelu Hospes Maricel w Cas Catala, umiejscowionego w imponującej posiadłości z lat 50. XX wieku. W środku znajduje się 50 nowocześnie wyposażonych pokoi. Wszystkie urządzone z myślą o parach (zdecydowanie jednak bez dzieci, w dodatku okolice basenu są niebezpieczne - dla maluchów wstęp wzbroniony). Maricel jest popularny również wśród gości innych hoteli z dwóch względów. Pierwszym jest Maricel Gourmet Tasting Breakfast - wyjątkowe śniadanie szefa kuchni w cenie 40 EUR (w tym owoce, jogurty, sery, wędliny, danie gorące, świeżo pieczone pieczywo, czekolady, shake'i mleczne i smoothies). Drugi powód to odbywające się co czwartek w barze koncerty jazzowe. Popularny gin z tonikiem leje się dziesiątkami litrów. Nazajutrz po imprezie najlepiej udać się na wyciszające zabiegi spa, które organizowane są na tuż nad wodą w zewnętrznych drewnianych kabinach. Naturalna muzyka relaksacyjna uderzających o skały morskie fal - w cenie. Hotel posiada też drugie, nowe skrzydło, zlokalizowane do przeciwnej stronie ulicy. Jego walory zachwalała dyrektor generalna Mar Soler. W tamtejszych pokojach z satysfakcją odkryłem wyeksponowaną na wysokim podeście wannę, z której można podziwiać okolicę, oraz taras zamieniony w mały plunge pool.

Bliskość Palmy zachęca do częstych odwiedzin stolicy Balearów. Skorzystałem z zaproszenia Giselli Lafuente, właścicielki Mallorca Luxury Experience, i odwiedziłem polecaną przez nią restaurację Forn de Sant Joan. Zlokalizowana w starej kamienicy w sercu miasta zajmuje kilka pięter, a środku jest gwarno i dość tłoczno. Ponownie zdecydowałem się na rybne menu, ale daniem głównym stał się obfity czekoladowo-lodowy deser. Godziny minęły szybko na dyskusjach z Gisellą, która okazała się być niezwykle towarzyską osobą z ciekawym życiorysem - zaczynała jako scenarzystka i producent zawieszona między Hollywood a Niemcami. Obecnie prowadzi firmę concierge w Punta del Este (z pochodzenia jest Argentynką) oraz właśnie na Majorce. Już po kilku minutach rozmowy przekonałem się, iż przede wszystkim kocha swój rodzinny kraj, natomiast Baleary darzy chłodnym uczuciem, który przywodzi na myśl krytyczne spojrzenie George Sand. Jej znajomość wyspy była jednak imponująca. Mnie pozostało odwdzięczyć się wyjaśnieniem skomplikowanej historii naszego kraju.

Majorka. Prosta i cicha

Na noc udałem się do Grand Hotel Son Net, należącego do Small Luxury Hotel of the World. Gisella ostrzegała mnie przed duchem grasującym rzekomo po korytarzach tej starej ziemiańskiej posiadłości górującej ponad zabytkową wioską Puigpunyent. Manager hotelu, Bjorn Wild, zapewniał, że żadnego ducha w ciągu swojej wieloletniej kariery nie spotkał - szczęśliwie ja również... Spotkałem się za to z niezwykłą uprzejmością personelu obdarzonego nieprzeciętnym poczuciem humoru.

Zakwaterowano mnie w przestronnym apartamencie, którego living room zachwycił mnie olbrzymimi oknami gwarantującymi doskonałe widoki na zielone górskie doliny. Wnętrze wypełnione było starymi meblami, a za element dekoracyjny służyła zabytkowa luneta ze statywem. Z przyjemnością stwierdziłem, że stare korytarze Son Net służą jako galeria sztuki. Są tu nawet oryginały Marca Chagalla i Andy'ego Warhola! Restauracja Oleum została urządzona w starym budynku gospodarczym, który dawniej służył za tłocznię oliwy. Zresztą cały kompleks wykorzystuje doskonałe położenie i ciekawe ukształtowanie terenu. Mogłem obserwować, jak w pobliżu zespół ludzi pracuje nad rozwojem hotelowego ogródka warzywnego, winnicy oraz gaju oliwnego. W budowie jest również hotelowe spa. Miejsce to wydało mi się idealne na dłuższy pobyt dla osób, które chciałyby oderwać się od codzienności i wyjechać w ustronne miejsce w poszukiwaniu wytchnienia lub inspiracji - doskonałe np. dla pisarzy. Nie myliłem się, gdyż hotel faktycznie cieszy się obecnością stałych gości, z których jeden zatrzymuje się na pół roku w 150-metrowym Presidential Suite. Jego błękitny jaguar wpisał się już na stałe w krajobraz parkingu hotelowego.

Podróż samochodem wokół wyspy to doskonały, wygodny pomysł na poznanie okolicy. Dla bardziej wymagających istnieje też nieźle rozwinięta baza helikopterowa. Odwiedziłem stare lotnisko Son Bonet na północ od Palmy, gdzie pilot, Johnny Greenall, wprowadził mnie w świat Sloane Helicopters. Ich flota składa się głównie z jednosilnikowych Robinson R44, które zajmują jeden pokaźny hangar (dwusilnikowe helikoptery na Majorce służą jedynie jako statki ratunkowe lub przeciwpożarowe). Osoby, które chciałyby zostać adeptami sztuki latania, mogą nawet na Majorce odbyć pełny kurs pilotażu. Przybywa tu na przykład bardzo wiele osób z Wielkiej Brytanii ze względu na nieporównywalnie lepsze warunki pogodowe. Dla posiadających znacznie mniej czasu istnieje możliwość wykonania pojedynczej próbnej lekcji, która w ciągu 30 minut pozwala posmakować prawdziwej powietrznej wolności. Sloane organizują również wycieczki powietrzne po wyspie, pikniki helikopterowe, helikarting (przelot na profesjonalny tor kartingowy i asysta statku powietrznego) czy też heliballooning (przeloty śmigłowcem a następnie balonem).

W odległości kilkunastu kilometrów od Son Bonet znajduje się Reads Hotel & Vespasian Spa należący do Relais & Châteaux. Posiadłość ta, położona wśród winnic, gajów oliwnych i sadów cytrusowych, mieści, co zaskakujące, jedynie 23 pokoje. We wnętrzu uderza ogromna ilość przedmiotów, mebli i dekoracji. Ten uporządkowany chaos został zaaranżowany przez Marcusa Reada, z którym miałem przyjemność się spotkać. Twórcą hotelu był jego ojciec, Vivian, niegdyś wzięty prawnik w londyńskim City. W 1988 roku postanowił porzucić swoje dotychczasowe życie, sprzedać dom i firmę, aby zakupić wystawioną na sprzedaż zrujnowaną XVII-wieczną posiadłość Ca´n Moragues. Wraz z żoną i dwójką dzieci podjął się heroicznego wysiłku, aby po 7 latach ciężkiej pracy i poświeceń cieszyć się swoim dziełem - hotelem Reads. Obiekt wyróżnia olbrzymie jak na butikowy hotel spa, składające się z dużego podgrzewanego basenu wewnętrznego, kabin zabiegowych, sauny, łaźni, jaskini lodowej oraz basenu zewnętrznego. Szczególnie często goszczą tu rowerzyści, a nawet reprezentacje olimpijskie, organizujące zgrupowania na Majorce. Niespodziewanie odkryłem, że Majorka stanowi jedną z czołowych destynacji dla miłośników dwóch kół - na okolicznych drogach spotkałem profesjonalne drużyny cyklistów w różnokolorowych kostiumach. Również wielu miłośników wędrówek górskich odwiedza wyspę. Góry Sierra de Tramuntana, wpisane w 2011 roku na listę dziedzictwa UNESCO, zapewniają ciekawe kilkunastokilometrowe trasy do pokonania w ciągu jednego dnia oraz szczyty do 1500 m n.p.m (najwyższym jest Puig Major o wysokości 1445 m).

Majorka. Góry jak szmaragd, powietrze jak w niebie

Po południu udałem się górskim szlakiem przez chopinowską Valldemossę do położonej na wysokim i stromym górskim zboczu, urokliwej miejscowości Deia. Swój dom miał tu angielski pisarz Robert Graves, który rozsławił ją pomiędzy artystami oraz celebrytami. Kolejny szczyt popularności przyniosło jej otworzenie przez ekscentrycznego Richarda Bransona hotelu La Residencia. Od tej pory Deia stała się ulubionym kierunkiem dla gwiazd rocka (m.in. Micka Jaggera i Mike'a Oldfielda), aktorów z Hollywood oraz światowej arystokracji. Michael Douglas tak pokochał tę okolicę, że nabył tu kilka pobliskich posiadłości. Nie bez powodu więc mieści się tu kilka restauracji polecanych przez przewodnik Michelin, w tym El Olivo, Jaume, Sebastian czy Es Raco d'es Teix.

Od chwili, gdy Branson po kilkunastu latach zrezygnował z hotelu i odsprzedał go sieci Orient-Express, La Residencia to, obok luksusowych linii kolejowych, o których pisaliśmy już wielokrotnie, prawdziwa perła tej sieci. Posiadłość składa się z kilku budynków, ułożonych kaskadowo na naturalnych skalnych tarasach. Trzon stanowią cztery stare fincas, połączone licznymi tunelami i pasażami. Kompleks doskonale wpisuje się w krajobraz oraz harmonizuje z lokalną architekturą. W końcu inwestowanie w Deia obostrzone jest licznymi prawnymi obwarowaniami - nawet okiennice muszą być wykonane z odpowiedniego materiału i posiadać określony kolor. Trudno dostrzec tu nowoczesne elementy, gdyż zostały skrzętnie ukryte w kamiennych murach (np. liczne windy ułatwiające przemieszczanie). Hotel musi przestrzegać również restrykcji dotyczących oświetlenia i hałasu, a goście proszeni są o nieużywanie telefonów komórkowych poza swoimi pokojami.

Szczególną renomą cieszą się w La Residencia restauracje, w tym śniadaniowa Son Fony, taras The Son Morague oraz ekskluzywna El Olivo kierowana przez Guillermo Méndeza. Kreatywne umysły powinny odwiedzić niewielki domek przeznaczony na pracownie rezydujących tu artystów - malarza Alana Hydesa oraz rzeźbiarza Juana Waelde. Goście hotelowi mogą też uczestniczyć w codziennych warsztatach malarsko-rzeźbiarskich. W głównym budynku znajduje się również niezależne pomieszczenie służące za galerię sztuki współczesnej - to kolekcja stworzona przez ponad 85 artystów!

Wśród innych atrakcji oferowanych przez hotel wymienię piesze wycieczki, jazdę konną, wynajem rowerów i skuterów, kursy jogi, tai chi lub pilatesu. Hotel posiada też przestronne spa (jacuzzi, sauna, łaźnia parowa, 6 pokoi zabiegowych) oraz jeden basen wewnętrzny i dwa zewnętrzne. Trzy luxury suites oferują gościom również odrębne baseny z tarasem i ogrodem. Oczywiście jest tu również duża siłownia otwarta przez całą dobę oraz salon piękności. Pokoje urządzone są z zachowaniem charakteru hiszpańskiej rezydencji, wyposażone z stare majorkańskie meble. Choć każdy ma swój własny charakter i design, wszystkie zapewniają wysoki komfort i wyposażone są w eleganckie łazienki, duże łóżka, część wypoczynkową oraz TV, DVD i dostęp do Wi-Fi. Delikatnym akcentem, który pozostał po czasach Richarda Bransona, są urocze pluszowe misie rozłożone na łóżkach - gadżet uwielbiany przez stałych bywalców.

Przed przylotem na Majorkę wiele osób pytało mnie, czy warto tam się w ogóle udać w dobie masowej turystyki, czy są tam jeszcze miejsca niezadeptane i oferujące wysoki poziom usług. I choć początkowo sam miałem co do tego sporo wątpliwości, mogę z radością skonstatować - TAK! Przemysł wypoczynkowy obsługujący 95% turystów zajmuje przecież jedynie 5% powierzchni wyspy! Pozostałe przestrzenie zieleni, wiosek i miasteczek, uroczych zatok i górskich wąwozów pozostają do okrycia. Co ważne, miejscowe władze podjęły zdecydowane działania w celu promowania turystyki alternatywnej oraz luksusowej. Jeszcze w tym roku otwiera się w Port de Sóller arabska sieć Jumeirah (choć oficjalnie otwarcie przesuwane było już wielokrotnie ze względu na przeciągające się prace wykończeniowe), a w 2014 na wyspę zawita nowy Grand Hyatt. Z pewnością będzie gdzie się zatrzymać, a turkusowe niebo, lazurowe morze i zielone doliny ponownie nas zachwycą.