Tajlandia - w kraju uśmiechniętych ludzi

Tajlandia jest tania, bezpieczna i łatwa w podróżowaniu, a jednocześnie niezwykła, kolorowa i egzotyczna. Tajlandia to chyba najlepszy kierunek na pierwszy samodzielny wyjazd w dalekie kraje.
Tajlandia - kiedy jechać, pogoda

Zderzenie debiutującego turysty z egzotyką następuje z zupełnie innej strony niż się tego spodziewa. Ilekolwiek rad nie przeczyta i internetowych forów nie przewertuje, dopóki nie wysiądzie z samolotu z Bangkoku nie zrozumie, co znaczy określenie: "inny klimat". Gorące powietrze jest wilgotne, ciężkie, gęste i oblepia człowieka od stóp do głów. Najgorzej jest w czasie pory deszczowej (czerwiec-wrzesień) i gorącej (marzec-maj), kiedy wilgoć staje się nie do wytrzymania - dla przyjezdnych oczywiście, bo na miejscowych nie robi żadnego wrażenia: od niechcenia ocierają czoła ściereczkami, posypują ramiona talkiem i od rana do późnej nocy wyglądają jakby przed chwilą wyszli spod prysznica. Poza tym pora deszczowa - w przeciwieństwie do części wybrzeża malezyjskiego i Bangladeszu, gdzie zwyczajnie leje, czy wschodnich Himalajów, w których nic nie widać - w Tajlandii nie jest specjalnie uciążliwa: od czasu do czasu zdarzają się co prawda podtopienia, ale zwykle kończy się na krótkiej, przynoszącej ulgę popołudniowej ulewie. A to oznacza, że w czasie wakacji - kiedy trwają deszcze - z powodzeniem można tam pojechać.

Tajlandia - Bangkok = chaos

Kiedy oszołomiony ciężkim powietrzem turysta weźmie głęboki oddech i ruszy z lotniska w kierunku Bangkoku, dość szybko zacznie mu się wydawać, że trafił w centrum chaosu. Miasto, nazywane często stolicą backpackerów i bramą do Azji Południowo-Wschodniej, jest niesamowitą mieszanką tradycji i nowoczesności, gdzie tuż po przejechaniu trzypoziomowego skrzyżowania, na którym mijają się klimatyzowane autobusy, nowoczesne samochody i mknąca w wiszących tunelach kolejka, trafia się w gigantyczny korek, w którym stoją setki motoriksz i półciężarówek. Te pierwsze, zostawiając za sobą kłęby dymu, potrafią wjechać z pasażerem w nawet najwęższy zaułek. Drugie zbierają pasażerów zatrzymując się na każde ich żądanie (jeśli chce się wysiąść, wystarczy uderzyć mocno kilka razy w dach), a kiedy wydaje się, że pomiędzy ściśniętych na drewnianych ławkach ludzi nie da się włożyć już nawet szpilki, kolejni podróżują stojąc na zderzakach i oblepiając pojazd jak rój pszczół. Pomiędzy posuwającymi się wolno autami manewrują sprawnie motocykliści, zaś pobocza przemierzają obnośni sprzedawcy przekąsek mozolnie pchając wózki wypełnione makaronem, omletami, duszonymi warzywami i dopiero co pokrojonym soczystym ananasem.

Gdy ulica, otoczona zarówno skleconymi naprędce sklepikami z asortymentem od mydła po powidła, jak i lśniącymi taflami szklanych ścian wieżowcami, zbliża się do rzeki, coraz bardziej zdziwiony turysta zauważa, że tłum pasażerów stoi także na nabrzeżu. Czekają na prom, którym - zamiast nowoczesnym, zawieszonym na pylonach mostem - przedostaną się na przeciwny brzeg. Kiedy jedna z sunących po falach łodzi dobija do przystani, wysypuje się z niej grupa mężczyzn w pomarańczowych szatach: ponieważ mnichów w Tajlandii można spotkać praktycznie na każdym kroku, trzeba sobie szybko przyswoić swoisty savoir vivre, żeby nie popełnić gafy w kontaktach z nimi.

Tajlandia - savoir vivre

Pod względem zachowania buddyjska kultura Tajlandii jest dość wymagająca: niegrzecznym jest na przykład wskazywanie na kogoś stopą czy pokazywanie podeszwy, dlatego w świątyni trzeba przyjąć pozę "syrenki" przysiadając na nogach ułożonych do tyłu (nigdy w kierunku Buddy). Nie powinno się też przechodzić nad nikim leżącym ani dotykać czyjejś głowy, w czym mieści się także pogłaskanie dziecka. W kontaktach z mnichami szczególna ostrożność powinny zachować kobiety - nie wolno im ich dotknąć, a gdyby chciały im coś dać, powinny to zrobić za pośrednictwem jakiegoś innego "cywilnego" mężczyzny. Przede wszystkim jednak niemile widziane są złość, krzyk, czy zdenerwowanie - kraj, w którym nawet najtrudniejsze sprawy załatwia się z uśmiechem na ustach i stoickim spokojem czeka na spóźnialskich, nie na darmo jest nazywany krainą uśmiechniętych ludzi. Oczywiście uśmiechnięci miejscowi nieznających ich obyczajów przyjezdnych przyjmą nie z krzykiem, ale z pobłażliwym uśmiechem, który będzie szeroki dopóty, dopóki sprawa nie zejdzie na poważniejszy temat, a tym jest niewątpliwie król. Sędziwy Bhumibol Adulyadej, czyli Rama IX, który na tron Syjamu wstąpił w 1946 r., jest najdłużej panującym władcą świata. Choć faktycznie jego rola sprowadza się do funkcji reprezentacyjnej, dla Tajów jest czczonym na granicy bóstwa ojcem narodu i stróżem tradycji. Jego portrety, na których zawsze jest przedstawiany w młodym albo średnim wieku, można spotkać praktycznie wszędzie: na ulicach, w sklepach, restauracjach, domach, a w wielu miejscach rano i wieczorem na jego cześć odgrywa się hymn, którego Tajowie wysłuchują z nadzwyczajną powagą. Tak samo poważnie powinien zachować się każdy turysta. Samych wizerunków króla nie wolno niszczyć, psikać sprayem, czy choćby lizać znaczków pocztowych, na odwrocie których widnieją. O tym, jak władze Tajlandii podchodzą do swego władcy, świadczą obiegające co jakiś czas świat informacje o skazanych za takie przewinienia. Jedne z ostatnich wyroków: 20 lat więzienia dla pewnego Taja za wysyłanie sms-ów uznanych za obrażające monarchię (ich treści nie ujawniono) i 2,5 roku dla obywatela USA za przetłumaczenie na tajski i wrzucenie na bloga fragmentów nieautoryzowanej biografii króla (Amerykanin po latach od tego "incydentu" miał pecha przyjechać do Tajlandii). Ostatnio do listy obrazy monarchii dołączyło nawet polubienie jakiekolwiek jej krytyki na Facebooku.

Bangkok - Khao San

Zaczynający się coraz bardziej uśmiechać na widok uśmiechniętych ludzi za oknem turysta prędzej czy później trafi na Khao San Road, by na własnej skórze odczuć, co znaczy określenie "backpackerskie getto". Ta uliczka z przyległościami jest pełna agencji turystycznych gotowych zorganizować wszystko, co przyjezdny sobie zażyczy, restauracji i knajpek złożonych z ledwie kilku stolików wystawionych na zewnątrz, a przede wszystkim - hoteli i hotelików różnej maści, także drewnianych piętrowych domów ze skromnymi, ale czystymi pokojami, w których za całe wyposażenie służy łóżko i kilka gwoździ wbitych w ścianę w charakterze wieszaka. To przedsmak tego, co na samodzielnie podróżującego debiutanta czeka na prowincji: minihoteli na pływających platformach na rzece, bambusowych chatek na plaży czy rodzinnych guesthousów złożonych z zaledwie kilku pokoi w położonym wśród zieleni domu. Wieczorem, wraz z nastaniem znośniejszych temperatur, chodniki Khao San zapełnia tłum siedzących - najczęściej wprost na krawężniku - turystów, a środek ulicy - nie mniej imponująca masa obnośnych sprzedawców jedzenia. Najpopularniejszy jest dopiero co wyciśnięty, mętny i kwaskowaty sok pomarańczowy oraz pad thai, czyli makaron duszony w woku: w wersji podstawowej - z jajkiem, czosnkiem, kiełkami i orzeszkami, rozbudowanej - owocami morza, serami i czym sobie człowiek zażyczy.

Tajlandia - naciągacze

Wraz z rankiem i wyjściem poza prawie europejskie Khao San następuje pierwsze zderzenie ze stroną, z którą turysta niekoniecznie chciałby się zderzyć: Azja PołudniowoWschodnia jest rajem nie tylko dla podróżujących, ale także dla próbujących na nich zarobić miejscowych. Ich popisowy numer w Bangkoku: zaczepianie podróżnych zmierzających w stronę największej atrakcji stolicy, czyli Pałacu Królewskiego, przekonanie ich, że dzisiaj główna brama jest zamknięta i zaprowadzenie do samozwańczego biura biletowego, gdzie wejściówki kosztują jakieś dziesięć razy więcej. Brama główna jest oczywiście otwarta, a tuż za nią wypożycza się zbyt frywolnie odzianym turystom chusty do okrycia nagich ramion i kolan. W przepysznie zdobionym złotem kompleksie znajduje się jedna z największych tajskich świętości - Wat Phra Kaew, czyli Świątynia Szmaragdowego Buddy. Niewielki posążek, przed którym zawsze kłębi się tłum wiernych, w rzeczywistości wykonany jest z jadeitu. Ponieważ wyznawcy buddyzmu uważają, że przynosi wielkie szczęście, dotknąć go ma prawo tylko król: trzy razy do roku przebiera go w szaty odpowiednie dla nadchodzącej właśnie pory pogodowej.

Tajlandia - to trzeba zobaczyć

W Tajlandii trzeba zobaczyć koniecznie:

* Bangkok z Pałacem Królewskim, buddyjskimi świątyniami i targiem amuletów;

* pływający rynek Damnoean Saduak, na którym miejscowe kobiety sprzedają plony rolne i pamiątki;

* opanowane przez małpy miasteczko Lopburi;

* dawną stolicę Syjamu - Ajuttję;

* Kanczanaburi ze słynnym mostem na rzece Kwai;

* położone na północy Cziang Mai oraz wioski zamieszkałe przez kolorowe górskie plemiona;

* plaże na południu kraju, np. te na Phuket albo archipelagu Ko Phi Phi.



Komentarze (2)
Tajlandia - w kraju uśmiechniętych ludzi
Zaloguj się
  • Thai Why

    Oceniono 3 razy 3

    A my polecamy wizytę na własną rękę. Dużo taniej, dużo ciekawiej :)
    Zwiedzanie Tajlandii na własną rękę jest tak proste,ze aż można być rozczarowanym :P
    Po szczegóły zapraszamy do nas :)
    thaiwhy.wordpress.com/

  • Gość: galinka

    Oceniono 1 raz -1

    w przyszłym roku już na pewno pojadę na wakacje do Tajlandii!!! Ile to można przekładać, odkładać, zmieniać itd.? Chyba wybiorę się z biurem, które już dobrze znam, czyli z alfa starem, zastanawiam się tylko, jakie miejsce będzie najlepsze: Bangkok, Koh Chang czy Pattaya? Nie ukrywam, że chciałabym też trochę się rozerwać :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX