Azja pociągiem. Podróż Eastern & Oriental Express [EKSKLUZYWNE WYPRAWY]

Wielka azjatycka podróż z Eastern & Oriental Express przez Singapur, Malezję, Tajlandię.
Paul Theroux w Wielkim bazarze kolejowym opisał swoją heroiczną podróż koleją przez Azję z 1973 roku jako doznanie tyleż fascynujące, co uciążliwe. Uważał, że w pociągu można robić wszystko: można żyć własnym rytmem i pokonywać dalekie przestrzenie, z drugiej strony nie szczędził krytyki tutejszym przewoźnikom. Na jego nieszczęście ówcześnie po torach Indochin i Półwyspu Malajskiego nie jeździł Eastern & Oriental Express (E&O), choć zdawać by się mogło, iż ten powinien kursować w tym miejscu od co najmniej stulecia, wożąc brytyjskich oficerów z bazy w Singapurze do nowych pozycji w Kuala Lumpur czy też służąc malajskim książętom w ich drodze do domu. Może to indywidualne wrażenie, ale dla mnie każda podróż luksusowym pociągiem jest powrotem do przeszłości i przywodzi na myśl zamierzchłe kolonialne czasu pary i żelaza. Cytując Agatę Christie, niekwestionowaną miłośniczkę kolejnictwa, trzeba dodać, że pociągi są wspaniałe, podróżując nimi można poznać ludzi i naturę, miasteczka, rzeki i kościoły, przede wszystkim dostrzec życie . Ulegając temu przekonaniu, "Milesaway Travel" po raz kolejny wyrusza w podróż na żelaznych kołach - tym razem na trasie Singapur-Bangkok.

Eastern & Oriental Express. Dzień I - Singapur

Jesteśmy w prawdziwym tyglu kulturowym chińsko-hindusko-malezyjsko-europejskim. Singapore Airlines nie zawiodły oczekiwań i sprawnie przeniosły nas do Miasta Lwa. Migoczące światła wieżowców dzielnicy finansowej tworzą niezwykłe tło dla unoszących się w niebo dźwięków z buddyjskich świątyń. Kolonialne serce miasta tętni życiem dzień i noc. Zakupy w Suntec City Mall i Marina Square uzupełnione o Holland Village i Orchard Road nie mogą się nie udać. Jedna noc w Raffles Hotel Singapore, jaką otrzymaliśmy w ramach przejazdu E&O , pozwala odpocząć przed dalszą drogą, jak i stopniowo przyzwyczaić się do luksusu. Po południu spotykamy się w lobby z przedstawicielami azjatyckiego oddziału Orient-Express i jedziemy na przedmieścia w kierunku granicy malezyjsko-singapurskiej na stację Woodlands . Na peronie witają nas uśmiechnięci stewardzi w wykwintnych tajskich strojach. Ich dłonie składają się w uprzejme wai, zapowiadające szczęśliwą podróż. Na końcu peronu stoi zawiadowca z dwoma flagami, czerwoną i zieloną. Wchodzimy na pokład. Zielona flaga idzie w górę, maszynista uruchamia silnik.

Odprowadzają nas do przedziału. Kabiny, jak zawsze w sieci Orient-Expressu, są wykonane z najlepszych materiałów. Boazeria z bogato inkrustowanego drzewa wiśniowego, malezyjskie zasłony z chińskimi motywami, a na podłodze ręcznie tkane tajskie dywany. Nasza State Cabin mierzy niecałe 8 m2, wyposażona jest w szeroką rozkładaną sofę i fotel, który w razie potrzeby przeobraża się w drugie łóżko, jedno ruchome krzesło, dwa rozkładane stoliki i szafę. Szerokie, podwójne okna zapewniają nieskazitelny widok. W kompaktowej łazience odkrywamy marmurową umywalkę, WC oraz jednoosobową kabinę prysznicową. Częstujemy się zimnym drinkiem. Słychać świst. Pociąg powoli rusza ze stacji.

Po krótkim odświeżeniu zmierzamy do wagonu barowego. Kierownik pociągu zaprasza wszystkich na powitalny koktajl zapoznawczy. Zasiadamy do stołów. Steward pyta nas, czy podczas podróży chcemy jeść oddzielnie, czy też możemy zostać dokwaterowani do czyjegoś stolika w wagonie restauracyjnym. I tak, zgodnie z duchem Paula Theroux'a, szukaliśmy pociągów a znaleźliśmy pasażerów. Przede wszystkim niezwykle kuszące jest odkrywanie ludzkich motywacji dla tej unikalnej podróży. Większość podróżnych, jak nasz towarzysz Wayne z żoną, celebruje jakieś specjalne okazje, np. rocznicę, urodziny lub, jak w tym przypadku, miesiąc miodowy. Za oknem rozciągają się bezkresne pola palm olejowych. Zaskakuje nas ta monokultura, choć przecież wiemy dobrze, że Malezja jest największym eksporterem tego surowca, a przemysł ten zatrudnia ponad pół miliona ludzi. W czasach Wielkiego bazaru była tu zapewne dżungla Jak na jeden dzień wrażeń mamy aż nadto.

Eastern & Oriental Express. Dzień II - Kuala Lumpur

W Eastern&Oriental każdego ranka śniadanie serwowane jest do kabiny. My otrzymaliśmy świeżo upieczone croissanty, kawę, herbatę, soki owocowe i owoce. Dla miłośników wschodów słońca istnieje opcja bufetu w wagonie obserwacyjnym. Posiłek dostarczył nam nasz steward Pau, który również zajmuje się transformacją kabiny z sypialni w komfortowy salon. Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyboru State Cabin. Te mniejsze z kategorii Pullman mierzą nieco ponad 5,5 m2 i na dłuższy program mogą okazać się zbyt ciasne. Natomiast pasażerowie przyzwyczajeni do najwyższego komfortu powinni wybrać największe Presidential Cabins, gdzie na przestrzeni 12 m2 znalazło się miejsce dla minibaru (w cenie). Do pełni ekstrawagancji brakuje tylko wanny znanej z afrykańskiego Rovos Rail.

Po śniadaniu docieramy do imponującej stacji kolejowej Stesen Keretapi w Kuala Lumpur. Zachwycamy się zabytkowym obiektem z przełomu XIX i XX wieku inspirowanym architekturą mogolską. Mamy parę godzin na szybki city tour. Rezygnujemy z Petronas Twin Towers i wyruszamy do meczetu Jamek, na Plac Niepodległości, do Chinatown, a spacer kończymy w Pałacu Królewskim, w sam raz, by zobaczyć zmianę warty w samo południe. Po powrocie do pociągu czeka na nas wystawny lunch. Zupa dyniowa z papryczkami smakuje wybornie. Do tego aromatyczna kaczka z warzywami gotowanymi w woku oraz smażone owoce. Z oknem mijamy obszerne plantacje kauczukowca.

Tego dnia postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej pracy personelu luksusowego pociągu. Osobą, którą absolutnie warto poznać, jest pan Kandasamy Putaran, w tutejszej nomenklaturze "inżynier wagonu" - po naszemu konduktor. Ubrany w niebieski mundur z plakietką "Mr. Gopal" opowiada, że jego ojciec pochodził z Singapuru, a matka z Malezji. On osobiście poświecił się kolejnictwu. Bez specjalnej namowy przywołuje liczne przygody związane z podróżami Eastern&Oriental oraz pewne kuluarowe smaczki. Narzeka, że w Malezji zbyt dużą władzę nad ruchem przypisano zawiadowcom. Mogą oni dowolnie rozporządzać kolejnością przewozu, nie bacząc na priorytety. Pan Gopal tłumaczy, że w przeszłości nie było radia, a linie telegraficzne ulegały częstym uszkodzeniom przez obfite opady deszczu. Kiedyś E&O utknął na 10 godzin w wodzie i korzystał z dostaw z pobliskich farm. Z drugiej strony malezyjskie władze, jego zdaniem, i tak bardzo przełamały swój konserwatyzm, bo w ogóle dopuściły do ruchu Oriental-Express. Kiedyś nie było tu żadnych prywatnych przewoźników oraz nie istniało bezpośrednie połączenie pomiędzy Malezją a Tajlandią. Pasażerowie byli zmuszeni do przesiadek. Zmiana tej sytuacji wymagała jednak sporej determinacji od przewoźnika i decyzji politycznych na najwyższym szczeblu. Dowiadujemy się również, iż skład tego pociągu funkcjonował wcześniej jako pociąg Silver Star w Nowej Zelandii. Orient-Express musiał przeprowadzić jednak pełną modernizację wagonów pod czujnym okiem projektanta Gérarda Galleta. Zmiany dotyczyły nie tylko wyglądu, ale i funkcjonalności - musiał zostać nawet poprawiony rozstaw osi. Pan Gopal opowiada o pociągach z takim zapałem, że trudno nam przestać go słuchać. Równocześnie ilość przytoczonych faktów i historii przewyższa możliwości naszej pamięci.

Po południu zatrzymujemy się w Tapah, gdzie czeka nas transfer do luksusowego Cameron Highlands Resort. Przejazd przez dżunglę pozwala dostrzec malutkie osady autochtonicznych plemion Orang Asli. Mijając plantacje herbaty, docieramy do górskiego resortu. Jeszcze tylko powitalny drink i czas na odpoczynek w szerokim łóżku.

Eastern & Oriental Express. Azja pociągiem. Dzień III - Cameron Highlands

Po obfitym śniadaniu w hotelu wyruszamy do parku agrotechniki, aby zasmakować w wyjątkowych i często zapomnianych odmianach owoców. Kosztujemy dziś dziesięciu rodzajów truskawek! Pobyt w górskim resorcie kończy lunch. Wracamy na pokład E&O.

Spacerujemy po pociągu. Mijamy "salon", w którym mieści się mały bar, biblioteka i butik pełen pamiątek i pocztówek. Na końcu składu znajduje się słynny wagon obserwacyjny. Jak zawsze pełen ludzi, z których każdy przeżywa na swój sposób swoją podróż życia. Większość robi zdjęcia i rozmawia. Podróże są tematem nr 1! W wagonie obserwacyjnym również jest bar. Najważniejszy jest jednak balkon w stylu kolonialnym, na którym każdy chce spędzić choć kilka chwil. Nagle do wagonu wchodzi mężczyzna z akordeonem. Rozbrzmiewają dźwięki mało znanych melodii. Z wyglądu muzyk zdaje się być Włochem - nasza obserwacja jest "prawie" trafiona, gdy okazuje się, że pan Minjoot jest portugalo-chińczykiem z Macau. Nie zawsze był muzykiem - wspomina. Zdobył wykształcenie jako technik medycyny specjalizujący się w elektrokardiografii. Po latach wiedział już, wdzięk EKG nie zaspokaja jego muzycznej duszy i podjął się pracy w E&O.

Eastern & Oriental Express. Dzień IV - Kuala Kangsar i Penang

O poranku docieramy do Kuala Kangsar, stolicy prowincji Perak. Jest to małe, jeszcze nieprzepełnione turystami miasteczko, położone wśród wzgórz i słynące z pięknego meczetu Ubudiah. Pełni wrażeń wracamy na pokład E&O w porze lunchu. Pociąg wyrusza natychmiast w dalszą drogę, aby dotrzeć do stacji Butterworth, skąd mamy zostać przewiezieni na wyspę Penang. Przejeżdżamy przez niezwykle długi (trzynastokilometrowy) most i zatrzymujemy się w kolonialnym Georgetown. Zbudowane przez Brytyjczyków miasto - świadek kilkusetletniej historii handlu między wschodem i zachodem - szczyci się zabytkową wiktoriańską architekturą. Aktywny dzień kończymy kolacją na wyspie - w końcu miejsce to słynie z najlepszej kuchni w całej Malezji. Do pociągu wracamy późnym wieczorem.

Eastern & Oriental Express. Dzień V - Szkoła małpiej tresury

Wczesnym rankiem pociąg wjeżdża na terytorium Tajlandii. Zerkamy przez okno - przed naszym wzrokiem rozciągają się pola ryżowe, a gdzieniegdzie odbija się blask złotych świątyń. Tuż po lunchu docieramy do Surat Thani.

W tym rolniczym miasteczku mieści się wyjątkowa szkoła małpiej tresury. Uczniami są tam przedstawiciele gatunku makak lapunder. Zwierzęta te są często udomowiane i używane do zrywania orzechów kokosowych. Właśnie w tej szkole uczą się, jak rozpoznać dojrzałe owoce i jak dostarczyć je bez szkody. Wytresowany dorosły samiec potrafi zebrać ponad 1,5 tysiąca kokosów, a samica około sześciuset. Szkolenie jest wielomiesięczne i obejmuje szereg ćwiczeń. Kurs podstawowy kosztuje właściciela małpy 6000 bahtów oraz trwa około 3-6 miesięcy. Niektóre "zdolniejsze" małpy mogą przejść do szkoły II-stopnia i nauczyć się wrzucania kokosów do torby oraz dostarczania towaru we wskazane miejsce - taka nauka trwa już co najmniej sześć miesięcy i kosztuje ponad 25000 bahtów. Z zachwytem obserwujemy, jak sprytne makaki pod okiem trenera wdrapują się po długich bambusowych kijach, aby sięgać do zawieszonych na sznurku orzechów.

Wieczorem w Eastern&Oriental udaliśmy się na standardowo na kolację. Nastrój tworzą dekoracyjne chińskie motywy i czerwone lampiony. Na stołach rozstawione są świeże orchidee. Smakujemy puree z kalafiora, medalion z wołowiny, a na deser tartę skropioną sosem z mango. Po posiłku udaje nam się spotkać z szefem kuchni. Kevin Cape zwierza się nam, że tylko czyste szaleństwo może przekonać kucharza do porzucenia luksusowych restauracji Francji, Malty i USA dla kilkumetrowej powierzchni pociągowej kuchni! W rzeczywistości przyrządzane potraw na tak małej przestrzeni zdaje mu się mniej problematyczne niż organizacja samych dostaw. Kevin wspomina poranne wyprawy na lokalne bazary po jajka na suflet czy też niezwykłą pomoc przyjaciela z hotelu w Kuala Lumpur, który limuzyną dowiózł ponad dwadzieścia litrów soków do pociągu. Nie raz zdarzyło mu się myć naczynia wodą Perrier, gdy zabrakło tej w głównych zbiornikach. Jego dzień zaczyna się na lokalnym targu - tam zdobywa się najlepsze warzywa i owoce. Kevin kupuje wołowinę z USA i unika wieprzowiny ze względu na muzułmańskich pasażerów. Wspiera go komputerowo generowana na podstawie liczby pasażerów lista zakupów. Gdy o 6:00 zaczyna się śniadanie, kuchnia przygotowuje się już do lunchu. O 7:30 Kevina czeka spotkanie z zespołem w celu przejrzenia specjalnych wymagań dietetycznych oraz menu dla gości VIP. Rozpoczyna się gotowanie baz zup. Wszystko musi być świeże. Po lunchu praca wre na dwie kuchnie. Trwa przygotowywanie mięs, pieczenie chleba, doprawiane sosów. Kevin uważa, iż praca szefa kuchni przypomina pracę muzyka, który tylko dzięki wybitnemu słuchowi może zagrać koncert Mozarta zawsze z tym samym, najwyższym kunsztem.

Eastern & Oriental Express. Dzień VI - Rzeka Kwai - w kierunku Bangkoku

Dziś o poranku Eastern&Oriental dociera do rzeki Kwai. Tu czeka na nas leniwy rejs statkiem przez rzeczne przełomy. Pociąg przemierza rozsławiony przez Pierre'a Boulle'a i Davida Leana most. Po południu miłośnicy zwierząt mają kolejny powód do radości, gdyż odwiedzamy szkołę tresury słoni (o podobnej instytucji - Anantara Elephant Camp - pisaliśmy w 4. numerze "Milesaway Travel" - przyp. red.). Wieczorem czeka nas oficjalna kolacja pożegnalna z uczestnictwem szefa pociągu. Większość mężczyzn założyła na tę okazję smokingi lub ciemne garnitury. Kobiety wystąpiły w długich sukniach, a dwie starsze panie z Japonii przywdziały jedwabne kimona. William - pokładowy pianista - rozpoczyna swój koncert Nocne oglądanie gwiazd na balkonie wagonu obserwacyjnego wieńczy naszą podróż z E&O. Rano będziemy już w Bangkoku, ale nie opuszcza nas myśl, aby w przyszłości wrócić raz jeszcze na tę wielką azjatycką trasę.

Eastern & Oriental Express - Info Zone:

Eastern & Oriental Express to siostrzany pociąg europejskiego Venice Simplon-Orient-Express, prowadzony przez Orient-Express Hotels Ltd. Przewoźnik oferuje dwu- i trzydniowe klasyczne przejazdy między Bangkokiem a Singapurem oraz dłuższe, siedmiodniowe programy prowadzące po torach Tajlandii i Malezji. Cena przejazdu w kabinie Pullman na trasie Singapur-Bangkok zaczyna się od 1790 EUR od osoby. Natomiast siedmiodniowy przejazd wg programu Fables of the Hills w kabinach typu State to koszt 6400 EUR od osoby.

Komentarze (7)
Azja pociągiem. Podróż Eastern & Oriental Express [EKSKLUZYWNE WYPRAWY]
Zaloguj się
  • kretu23

    Oceniono 1 raz 1

    Jak bym nie mierzył to w google earth ten most na wyspę Penang, dzień IV, ma max 8 km.

  • jogar

    Oceniono 1 raz 1

    Taka podróż- dla mnie bomba.

  • Gość: BrumpCap

    0

    you love this? [URL=http://www.karenmillen--outlet.com/ - karen millen outlets[/URL - to take huge discount bMzAQAWB [URL=http://www.karenmillen--outlet.com/ - http://www.karenmillen--outlet.com/ [/URL -

  • Gość: łucjanka

    Oceniono 3 razy -3

    świetna podróż i świetny opis :). ja już niedługo zaczynam swoją podróż życia - do Bhutanu! razem z biurem Dharma Adventures http://www.bhutanadventure.pl/pl/ - startuję 12 kwietnia, nie mogę się już doczekać :)

  • Gość: le Ming

    Oceniono 14 razy -4

    "Zachwycamy się zabytkowym obiektem z przełomu XIX i XX wieku inspirowanym architekturą mongolską."

    Ja jednak obstawiałbym MOGOLSKĄ. Najpierw się naucz, potem pisz, nigdy odwrotnie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX