Polska. Sandomierz. W podziemnym labiryncie

Sandomierz, często nazywany Małym Rzymem, podobnie jak włoska stolica leży na siedmiu wzgórzach. Rzym ma katakumby, Sandomierz - lochy.
Sandomierz, często nazywany Małym Rzymem, podobnie jak włoska stolica leży na siedmiu wzgórzach. Ale nie tylko to łączy oba miasta. Rzym ma katakumby, Sandomierz - lochy. Podobno podziemne korytarze ciągnęły się pod dnem Wisły aż do zamku w Baranowie.

Polska. Sandomierz

Najkrótsza droga do ul. Oleśnickich, gdzie zaczyna się podziemna trasa turystyczna, prowadzi przez XIV-wieczną Bramę Opatowską, jedyną ocalałą z czterech (były jeszcze: Zawichojska, Lubelska, Krakowska). Do miasta prowadziły też furty w murach obronnych, np. Dominikańska zwana Uchem Igielnym. Bramę Opatowską można zwiedzać - z wysokości 33 metrów przy dobrej widoczności zobaczymy miejscowości oddalone nawet o 80-90 kilometrów.

Ul. Opatowską dochodzimy do rynku. Na rogu po lewej stronie stoi kamienica Oleśnickich, najlepiej zachowana mieszczańska kamienica w Sandomierzu, nieco wysunięta przed inne, z charakterystycznymi podcieniami i szyldem "Apteka". To tutaj w kwietniu 1570 r. miał miejsce zjazd różnowierców, czyli luteranów, kalwinów i braci czeskich, którzy podpisali słynną Zgodę (Ugodę) sandomierską. Porozumienie kładło kres waśniom między wyznaniami protestanckimi, odtąd miały one wspólnie bronić się przed kontrreformacją.

Skręcamy w lewo i na tyłach kamienicy wchodzimy w bramę PTTK. W podziemia schodzi się 20-osobowymi grupami z przewodnikiem. W sezonie chętnych jest sporo, więc mniej więcej co 15 minut rusza kolejna wycieczka (bilet 8 zł). Trasę udostępniono zwiedzającym w 1977 r. A wszystko zaczęło się... w roku 1963. W mieście nasiliły się awarie i zapadliska - Sandomierz leży na wzgórzach lessowych, a less po zetknięciu z wodą staje się mniej wytrzymały. Wtedy to zespół pracowników naukowych Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie opracował projekt, który miał uratować stare miasto - połączenie i zabezpieczenie podziemnego labiryntu piwnic i korytarzy. Prace ruszyły z kopyta, ale entuzjazm nie trwał długo. Gdy górnicy z Bytomia zabrali się za likwidowanie wyrobisk i pustek pod jezdniami i placami, okazało się, że większość piwnic trzeba będzie zasypać. Udało się odzyskać zaledwie 470 m podziemnego miasta. Zapadła decyzja, że ocalone piwnice zostaną przystosowane do zwiedzania. Cztery lata temu Podziemną Trasę Turystyczną wydłużono o dodatkowe wyremontowane pomieszczenia pod kamienicą Oleśnickich. W ten sposób powstało kilkukondygnacyjne miasto pod ziemią, które bez przesady może konkurować z rzymskimi katakumbami i neapolitańskimi podziemiami.

Polska. Sandomierz

W średniowieczu przez miasto przebiegały ważne szlaki handlowe: lądowe na Ruś i Węgry oraz wodne - Wisłą z Krakowa przez Sandomierz i Toruń do Gdańska. Sandomierz cieszył się względami króla Kazimierza Wielkiego, który w 1366 r. nadał miastu przywilej bezwzględnego prawa składu, to znaczy, że przejeżdżający przez nie kupcy mieli obowiązek zatrzymania się na pewien czas i wystawienia na sprzedaż wszystkich swoich towarów. Słowem, sandomierzanie zaczęli pośredniczyć w handlu. A skoro tak, potrzebowali odpowiednich magazynów do przechowywania towarów. Tak powstały słynne piwnice, w których kupcy składowali głównie sól z Wieliczki i śledzie.

Piwnice budowano jedną obok drugiej, na różnych poziomach, dlatego podziemna trasa wiedzie raz w górę, raz w dół, jest kręta i najeżona setkami schodków. Najniżej położona komora znajduje się 12 m pod ziemią, tuż pod sandomierskim rynkiem.

Z dziedzińca na tyłach kamienicy Oleśnickich schodzimy stromymi drewnianymi schodami do pierwszej piwnicy. Opowieść o sandomierskich lochach przewodnik zaczyna od legendy. Drążone przez wieki korytarze ciągnęły się podobno aż do wiosek Kobierniki i Krakówka, a nawet pod dnem Wisły na jej prawy brzeg i dalej do zamku w Baranowie Sandomierskim. Według ludowego podania raz uratowały nawet miasto przed zniszczeniem. Kiedy w XIII w. Mongołowie napadli na Sandomierz, obrońcy długo odpierali atak, ale wkrótce zaczęło brakować im wody i powoli tracili nadzieję na zwycięstwo. Wtedy młoda szlachcianka Halina Krępianka postanowiła przechytrzyć Mongołów. Udała się do ich obozu i zaproponowała pomoc w zdobyciu miasta, mówiąc, że sandomierzanie wyrządzili jej kiedyś krzywdę i teraz chce się na nich zemścić. Zdradziła, że zna sekretną drogę, która przez lochy poprowadzi ich pod sam rynek. Gdy Mongołowie zostali wprowadzeni do podziemnych piwnic, sandomierzanie, uprzedzeni o całej akcji, zasypali wejście. Halina zginęła, ale miasto zostało uratowane.

Historia podaje inną wersję tych wydarzeń. Sandomierska załoga tak dzielnie stawiała opór, że Mongołowie podjęli próbę negocjacji. Po wielogodzinnych naradach, mając w perspektywie głód i epidemię, sandomierzanie zdecydowali się poddać. W zamian uzyskali od przeciwnika obietnicę, że będą mogli bezpiecznie opuścić miasto. 2 lutego 1260 r. Sandomierz skapitulował, jednak wrogowie nie dotrzymali słowa - młodych wzięli w jasyr, pozostałych mieszkańców wymordowali, a miasto spalili. W sandomierskiej katedrze (XIV w.) pod chórem wisi obraz opowiadający o tym wydarzeniu.

Polska. Sandomierz

Schodzimy coraz głębiej pod ziemię. Kręte korytarze przechodzą w szersze komory. Z niektórych, płycej położonych, widać przez okienka pod sufitem buty przechodniów. Przewodnik niestrudzenie zasypuje nas opowieściami o Sandomierzu. Lubiła tu przyjeżdżać królowa Jadwiga. Pewnego razu sanie, którymi podróżowała, wpadły w zaspę. Mieszkańcy pobliskiej wioski pomogli je wydostać, a królowej zaproponowali nocleg. W dowód wdzięczności zostawiła im białą rękawiczkę - można ją zobaczyć w Muzeum Diecezjalnym w Domu Długosza.

Wycieczka nie męczy. Jest przyjemnie, bo gdy na zewnątrz temperatura sięga 26 st. C, w podziemiach utrzymuje się zawsze na wysokości 14. Kto by pomyślał, że spacerujemy już 45 minut! Właśnie zbliżamy się do jednej z ostatnich piwnic. Jesteśmy tuż pod XIV-wiecznym ratuszem (wieńczącą go attykę zaprojektował włoski rzeźbiarz Jan Maria Padovano, który pracował przy budowie kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu. Piwnica służyła kiedyś za więzienie i urzędował w niej kat. Kiedy z lochów wychodzimy na rynek, z wieży ratusza rozbrzmiewa właśnie sandomierski hejnał.

Komu nie wystarczą podziemne atrakcje, może zwiedzić piwnicę w barokowej dzwonnicy, która stoi tuż przy katedrze. W czasach zaborów służyła jako więzienie dla księży nieposłusznych wobec władz carskich. Niestety, nie jest tak spektakularna jak korytarze pod rynkiem. Od niedawna na szczycie dzwonnicy działa punkt widokowy. Budowla zwieńczona hełmem z ośmioboczną latarnią ma trzy dzwony: wielki z 1667 r. oraz dwa mniejsze z 1750 i 1770 r. Według kronik i podań sandomierskich ich głos upamiętnia bitwę pod Warną z 1444 r. Zaglądamy jeszcze do zamku, a raczej tego, co po nim zostało. Nie wiadomo, jak wyglądała warownia wzniesiona przez Henryka Sandomierskiego w XII w. W czasie potopu szwedzkiego została wysadzona w powietrze - teraz oglądamy tylko jej lewe skrzydło. W znajdującym się tu muzeum jedna ze stałych wystaw poświęcona jest Jarosławowi Iwaszkiewiczowi, który z Sandomierzem był bardzo związany. Często wynajmował mieszkanie na ul. Katedralnej 5, za prezbiterium kolegiaty. To tam napisał "Lato w Nohant", "Młyn nad Utratą", "Różę". W 1949 r. przyjechał do Sandomierza tuż po wakacjach na Sycylii. Wspomina: "Jeśli chodzi o urodę, to niczym widoki sandomierskie nie ustępują widokom z Palermo, z okna mojego rozciąga się przestrzeń zupełnie podobna do Conca d'Oro i widok przypomina widok w Santa Maria di Gesu. Morza tylko nie ma".

Ale jest Wisła. Stoimy na zamkowym dziedzińcu. W dole po prawej wije się wstęga rzeki. Przypominamy sobie legendę, jakoby pod jej dnem miał przebiegać tajemny korytarz prowadzący na drugi brzeg. Jedziemy więc do zamku w Baranowie przekonać się, czy tamtejsze podania też wspominają o podziemnym przejściu...

Podziemna Trasa Turystyczna, ul. Oleśnickich (kamienica Oleśnickich), tel. 15 832 30 88, poczta@pttk-sandomierz.pl, w sezonie w godz. 10-18, po sezonie 10-17

Tekst pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej