Podróże życia: Polska Wschodnia

Serce zostało we wschodniej Polsce. To nie tylko moje rodzinne strony, ale przede wszystkim miejsce, gdzie przetrwały jedne z największych cudów natury. O swoich ukochanych miejscach i najbardziej niezapomnianych podróżach opowiada Paweł Średziński, happener, działacz ekologiczny i społeczny, twórca portalu Afryka.org
Rozległa Puszcza Knyszyńska, Bagna Biebrzańskie, dolina Narwi, Polesie, Roztocze, Bieszczady. I oczywiście Puszcza Białowieska, ale ona wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Jest po prostu bezcenna i powinna być parkiem narodowym na całym obszarze. Do dziś wracam tam za głosem serca. Ze wschodnią Polską jest jak z pierwszą miłością - nigdy się o niej nie zapomina.

Niezapomniany dzień miał miejsce...

11 lat temu w Syrii, podczas paromiesięcznej wędrówki po Bliskim Wschodzie. Gdy w mieście Squelbyeh ciężko zachorowałem, zaopiekowali się mną przypadkowi ludzie. Zaprzyjaźniliśmy się, staliśmy się sobie bliscy jak rodzina. Nigdy więcej nie doświadczyłem tak szczerej gościnności. Moi dobroczyńcy - Elias Abou Kircheh z żoną - odwiedzili mnie w ubiegłym roku w Polsce.

Dojechałem tam...

minibusem z Maharde. Półprzytomny usiadłem na krawężniku. Miałem ponad 40 stopni gorączki, której nie był w stanie zbić żaden lek. Wtedy pojawił się Elias. Jego dom stał się również moim przez dwa tygodnie choroby.

Najlepsze wakacje spędziłem...

w Syrii w 2000 r. Były nietypowe - jeździłem autostopem, bez mapy. Często wracałem do miejsca, z którego właśnie przyjechałem, bo napotkani ludzie udawali się właśnie akurat tam. Owa podróż miała swój dalszy ciąg w następnych latach.

Ciekawe jest to, że...

wciąż mieszkają tam chrześcijanie, wierni najstarszych chrześcijańskich Kościołów: asyryjskiego, chaldejskiego, greckiego, ormiańskiego, syriackiego Przez wieki zachowali swoją tradycję. O przeszłości Syrii świadczą też starożytne i średniowieczne zabytki, jak amfiteatr w Bosrze, twierdza Krak des Chevaliers czy klasztor Deir Mar Musa.

W Polsce lubię...

jej wschodnią część. To nie tylko przyroda, ale też fascynujące, często trudne dzieje małych ojczyzn, opowieści o dawnej wielokulturowości Kresów, gdzie mieszkały obok siebie różne społeczności i nacje. Ze wschodem związane są też dzieje moich przodków i rodziny.

Podróżuję z...

pozytywnym nastawieniem. Otwieram się na rzeczywistość, której świadkiem staję się przez kolejne dni, tygodnie, miesiące

Mój ulubiony hotel...

jest wielogwiazdkowy. Jego gwiazdki są niepoliczalne, bo znajduje się pod otwartym niebem, w dolinie rzeki Słoi na Podlasiu. Wystarczyła karimata, pałatka i śpiwór. Zasypiając przy ognisku, przysłuchiwałem się rykowisku.

Niebo w gębie poczułem...

w Gruzji. Europejska żywność straciła swój naturalny smak. Gruzja wciąż oferuje dania, których składniki nie pochodzą ze spożywczych dyskontów i wielkopowierzchniowych sklepów. Moja ulubiona potrawa to khinkali - rodzaj dużych pierogów z mięsem, oraz adżarskie chaczapuri - placki z serem i jajkiem. A do tego domowe wino. Miło wspominam też Liban i Syrię, gdzie objadałem się tabouleh, czyli sałatką z kuskusu, warzyw i ziół. Z kolei w Ghanie uzależniłem się do fufu, ciągnącej masy przyrządzonej z manioku i bananów bądź bulw żółtosocza.

Na wyprawę zawsze zabieram...

jak najmniejszy plecak. Zwalniam. Staram się dostroić do rytmu życia w miejscu, do którego wyjeżdżam.

Nigdy więcej nie powrócę do...

Nie ma takich miejsc, nawet jeśli były nieprzyjemne zdarzenia. Nie wyjeżdżam z biurami podróży i to jest mój klucz do powrotu.

Wkrótce będę w drodze do...

W przyszłym roku znowu na Zakaukazie i gdzieś do Afryki, inszallah.

Wymarzony cel podróży:

Znowu Gruzja, Armenia i Górski Karabach, Surinam, stolica Angoli Luanda, gdzie mieszkają moi przyjaciele Pedro i Samuel, absolwenci polskich uczelni. I oczywiście Sahara Zachodnia, ale dopiero wtedy, gdy Maroko zakończy okupację tej ostatniej kolonii w Afryce.

***

Tekst pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej