Sylwester w Dolinie Pałaców i Ogrodów

Nie trzeba być Kopciuszkiem, by marzyć o wielkim balu. Nie trzeba też daleko jechać, aby to marzenie zrealizować. Oto na naszych oczach odradza się jeleniogórska Dolina Pałaców i Ogrodów
Pobyt tutaj to taniec z duchami. Odkąd król pruski Fryderyk Wilhelm III kupuje w 1831 roku posiadłość w Mysłakowicach, miejsce staje się modne wśród arystokratycznych elit. W okolicy osiedlają się kolejni książęta. Wspaniałe rezydencje rosną jak grzyby po deszczu. Zapraszani są artyści i myśliciele. Kwitnie życie towarzyskie, intelektualne, artystyczne. Miejsce jest piękne. Kotlina otoczona górami, malowniczo ozdobiona pagórkami i stawami, poprzecinana potokami i rzeczkami, staje się inspiracją dla twórców ogrodów. Najwybitniejsi w tej dziedzinie tworzą wspaniałe, rozległe założenia parkowe w stylu angielskim otaczające ciągle piękniejące pałace.

Dolina Pałaców i Ogrodów - romantyczne początki

Krajobraz jest też inspiracją niemieckich romantyków. Już w 1790 roku przybywa tu Goethe i po wycieczce na Śnieżkę, zauroczony potęgą karkonoskiej natury, tworzy poemat uważany za początek romantyzmu. Dolina rozkwita. Fryderyk Wilhelm III buduje wspaniały pałac (dziś mieści się tu szkoła), a król Neapolu, nie mogąc niestety przybyć z wizytą, przysyła mu w prezencie dwie kolumny pompejańskie. Do dziś możemy je oglądać w Mysłakowicach wraz z olbrzymimi szczękami wieloryba służącymi niegdyś za ozdobną bramę. W 1839 roku Fryderyk Wilhelm III kupuje w prezencie ślubnym swojej córce Luizie rezydencję w pobliskim Wojanowie. Tylko wąska rzeczka dzieli Wojanów od Łomnicy, starodawnej siedziby rodu von Zedlitz. Pałac w obecnej postaci powstał po przebudowie w latach 1838-1844, gdy właścicielami stała się rodzina Küsterów. I to w zasadzie dobry moment, aby przejść od zamierzchłych czasów romantyzmu do lat dla Doliny zdecydowanie gorszych.

Pałac Paulinum

Pierwsze zwiastuny nadciągającej katastrofy możemy zauważyć choćby w 1931 roku, kiedy to Paulinum - imponujący pałac jeleniogórskiego fabrykanta Richarda von Kramsta otoczony ogromnym parkiem krajobrazowym projektu słynnego Siebenhaara - Niemiecki Front Pracy przerabia na centrum szkoleniowe NSDAP.

Później jest tylko gorzej. Na tereny od wieków ukochane i pielęgnowane przez pokolenia niemieckiej arystokracji wkracza Armia Czerwona. - Czerwonoarmiści wynosili z wnętrza meble i palili przed pałacem - opowiada Elisabeth von Küster z Łomnicy. Kiedy Armia Czerwona przeszła, nastały czasy bezkrólewia. Nie wszystkie obiekty miały tyle szczęścia co Paulinum, gdzie urządzono magazyn dzieł sztuki, dzięki czemu jest to dziś jedyny pałac w Dolinie, w którym zachowały się fragmenty dawnego wyposażenia. W innych rezydencjach rozszabrowano wszystko, co się dało, często zrywając przepiękne posadzki (jak w Staniszowie). W opustoszałych, zrujnowanych budynkach siedzibę znalazły pegeery, szkoły i zakłady poprawcze. Elisabeth von Küster z niejaką zgrozą opowiada o wyraźnych śladach hodolwi bydła, jakie odnalazała po latach w pałacowych wnętrzach.

Takie to były czasy. Ale przecież nie czas żałować róż, gdy płoną lasy - jak mówi poeta. Majątki trwały, popadając w ruinę. W dawnych misternie zaprojektowanych założeniach ogrodowych samosiejki zarastały osie widokowe. Pensjonariusze zakładów dla trudnej młodzieży demolowali wnętrza, okoliczna ludność paliła w piecach dębowymi parkietami, a krowy... no, jak to krowy.

Dolina Pałaców i Ogrodów - spełniony sen konserwatora zabytków

Gdy Elisabeth von Küster z mężem przyjechała do Łomnicy, by odwiedzić siedzibę przodków, zastała budynek bez okien, z zawalonym dachem. Odjechała bez żalu. Jednak w latach 90. Agencja Nieruchomości Rolnych wystawia pałac na sprzedaż, a Küsterowie kupują ruinę.

Potem w prywatne ręce trafiają kolejne rezydencje. Pod czułą opieką nowych właścicieli odżywają. Ktoś powiedział, że jeleniogórska Dolina Pałaców i Ogrodów to spełniony sen konserwatora zabytków. Sen, który spełnił się kosztem niewiarygodnego wysiłku organizacyjnego i finansowego grupki marzycieli. - Pierwszą zimę mąż spędził tu sam, walcząc o swoje ze szczurami - wspomina Agata Dzida, właścicielka cudownego pałacu w Staniszowie. - Przeprowadziliśmy się z Berlina do Görlitz, żeby być bliżej Łomnicy. Mąż tam pracował, a ja próbowałam przywrócić majątek do dawnej świetności - opowiada Elisabeth von Küster.

Dziś każda rezydencja ma swój niepowtarzalny charakter. Elisabeth postawiła na rozwój całego gospodarstwa (bo "czym jest pałac bez folwarku?"). Dlatego też organizuje mnóstwo imprez dla lokalnej społeczności, jarmarków, spotkań, pikników, a w sklepie przy stylowej restauracji serwującej dobre jedzenie w przystępnej cenie można nabyć lokalne produkty - sery czy konfitury. Wszystko własnej roboty. Prowadzenie takiego gospodarstwa nie jest łatwe. Kiedyś, aby zapłacić robotnikom, musiała sprzedać krowy, bo urzędnicza złośliwość zablokowała pieniądze na koncie bankowym.

Elisabeth ciężko pracuje, ubrana zupełnie zwyczajnie dogląda gospodarstwa. Kiedyś, gdy do palacu przyjechała szkolna wycieczka, nauczycielka spojrzała na nią krytycznie i poprosiła: "Niech pani nie mówi dziewczynkom, że jest księżniczką, bo będą rozczarowane". - A przecież te wszystkie tytuły nie mają dziś żadnego znaczenia - śmieje się pani na Łomnicy.

Zupełnie inaczej widzi swój pałac Agata Dzida, konserwator zabytków. Od lat jest mecenasem sztuki, promuje lokalnych artystów, organizując w Staniszowie wystawy, koncerty, doroczne imprezy, które na stałe weszły do kalendarza wydarzeń artystycznych regionu. Inną drogą poszedł pałac w Wojanowie, przekształcając się w ekskluzywny hotel i ośrodek konferencyjny wyposażony w spa, basen i sale spotkań. Jeszcze inny charakter ma Pałac Dębowy, w którym wypoczywają ludzie znani z pierwszych stron gazet. Tu obowiązują cisza, spokój i kameralna atmosfera. Żadnych turystów, żadnych gości z zewnątrz. Sławni, odpoczywając tu, odzyskują prawo do prywatności. Inaczej jest w Paulinum. Każdy może przyjść i obejrzeć zachwycające wnętrza zdobne w ogromne, bogato zdobione gdańskie meble. Robią wrażenie.

Ta różnorodność podejścia nie przeszkadza właścielom obiektów działać wspólnie. W 2005 roku powstała Fundacja Doliny Pałaców i Ogrodów. Dba o wspólną promocję, pomaga uzyskać środki na inwestycje. Dzięki staraniom fundacji powstał szlak turystyczny wiodący przez kotlinę.

Kotlina Jeleniogórska - bal u księcia

Kotlina Jeleniogórska jest piękna o każdej porze roku, ale zimą wydaje się po prostu bajkowa. Wśród pokrytych śniegiem pagórków cicho suną narty biegowe. Co chwila zza kolejnego zakrętu wyłania się pałac, zamek czy rezydencja zakopana w śniegu, rzęsiście oświetlona. Dolina szykuje się do balu. We wszystkich obiektach odbędą się - różne w charakterze - imprezy sylwestrowe. W cudownej sali balowej Staniszowa po niezwykłej posadzce suną w tańcu stali goście, w Wojanowie bal na kilkaset osób odbędzie się w dawnej stajni, wyszukane menu powita gości w Paulinum. Menu obowiazkowo dwujęzyczne: po polsku i po niemiecku. Panie w toaletach, panowie pod muchą, kawior na półmiskach. Gwar międzynarodowych rozmów przerywają strzelające w górę korki szampanów, fajerwerki oświetlają bajkowe frontony pałaców. W tych niezwykłych wnętrzach, w tym niezwykłym miejscu na Ziemi można poczuć się jak w starej bajce o księżniczkach i książętach. I nie jest to od rzeczy. W końcu nad Doliną unosi się duch Fryderyka Wilhema III, jego pięknej córki Luizy i wielu innych, którzy tańczyli tu przed nami na swoich balach.

Nasz bal tym się może różni od imprez sprzed wieków, że na podjazdach przed pałacami zamiast parskajacych przy karetach koni stoją rzędem zupełnie zwyczajne samochody i że - inaczej niż kiedyś - każdy może kupić bilet wejściowy. Imprezy różnią się oczywiście charakterem, menu oraz ceną (nocleg w rezydencjach Doliny to wydatek od 300 do 800 złotych za dobę). Rezerwować należy z dużym wyprzedzeniem. Wszędzie pełno gości. Widać spełnienie marzenia Kopciuszka jest w nas wciąż żywą potrzebą.

Podróżując przez dolinę, miałam dziwne wrażenie harmonii człowieka i natury. Potem dopiero dowiedziałam się, że nie ja jedna. Kiedy księżna Izabela Czartoryska bawiła z wizytą w pałacu w Staniszowie, pozostającym wówczas własnością rodziny von Reuss, pisała z entuzjazmem: "Przyroda tu piękna, położenie zachwycające. Nic nie zostało zepsute i wszystko, co jest dziełem ręki ludzkiej, zdaje się być dziełem natury". Dziś znów tak jest.