Rosja. Cerkiewka w osadzie Kiem

Natura stworzyła lodowatą scenografię dla dramatu rozgrywającego się w niedalekim porcie - to stąd transportowano więźniów do obozu pracy na Sołowkach
Cerkiewka stoi na cyplu, smukłą, drewnianą bryłą wcinając się w Morze Białe. Wygląda na opuszczoną. Obok krzywa dzwonnica i kilka drewnianych zabudowań. Wokół cisza, dawno już minęliśmy ostatnie szczekające psy nadbrzeżnej osady - Kiemu. Choć jest początek maja, wiosna jest wyjątkowo nieśmiała; śnieg stopniał, ale poranek jest bardzo mroźny.

- A wy odkuda rebiata?

Misza pojawia się niespodziewanie w drzwiach cerkiewki. Drobny, niski, nieco nabrzmiała twarz z siwą przystrzyżoną brodą i rudawymi wąsami. Ubrany we flanelową kraciastą koszulę i tandetną podróbkę bluzy adidasa. Jest Ukraińcem, był marynarzem w tutejszym porcie wojskowym. Po jego likwidacji został na wybrzeżu Morza Białego. Jego marzeniem jest odbudowa cerkiewki.

Z dumą pokazuje odnowione ściany i sufit pokryty nowymi deskami. Na zapleczu wygospodarował dwie ubogie izby. Przyjmuje nas serdecznie. Częstujemy go papierosem białomorie z tekturką zamiast filtra i wódką. Zanim pociągnie długi łyk z butelki, prowadzi nas za jeden z budynków. - Tu pić nie mogę. Babuszka smatrit - mówi. Nie precyzuje, kim jest babuszka, a my nie pytamy.

Misza nie wie, jak stara jest cerkiewka. Gdy przyjeżdżał służyć w porcie, dawno temu, już stała. Zbudowana z grubych bali, wygląda trochę jak chałupa, tylko drewniany dach jest zbyt wysoki i spiczasty, a zamiast kominów ma dwie wieżyczki z krzyżami.

Rosja. Cerkiewka w osadzie Kiem

Wszystko jest tu w zimnych kolorach. Szarostalowe morze i ciężkie, płaskie chmury. Od czasu do czasu przebija się przez nie mroźny błękit nieba. Nawet słońce błyska lodowatym światłem. Zimno przenika do szpiku kości. Natura stworzyła scenografię dla dramatu rozgrywającego się zaledwie kilkaset metrów od cerkiewki.

- Tu był port, transportowano stąd więźniów do obozu pracy na Sołowkach - mówi Misza, który przeobraził się w przewodnika i oprowadza nas po okolicy.

Więźniów wysyłano w te okolice już w XVI w. Najtragiczniejsze były jednak lata stalinowskie. W 1923 r. w klasztorze na wyspie utworzono Obóz Robót Przymusowych Specjalnego Przeznaczenia. Na początku lat 30. w znajdowało się w nim ponad 70 tys. więźniów, zginął co czwarty. Obóz posłużył jako prototyp dla systemu Gułag. Władze zamknęły go w 1939 r. i ulokowały tu radziecką Flotę Północną (stacjonowała do 1983 r.).

Misza wskazuje na ruiny jednego z budynków na granicy wody: - To dawny karcer. Podczas odpływu więźniowie stali po kostki w wodzie, a jak był przypływ - to nawet i po szyje.

Od wielu lat port w Kiemie to jedno wielkie pogorzelisko.

- Molo paliło się przez rok i nikt nie próbował go gasić - mówi Misza. Ogień jednak przegrał długotrwały bój z wodą. Niestrawione przez płomienie resztki kilkudziesięciometrowej drewnianej konstrukcji wcinają się półkolem w morze.

Do mola swego czasu prowadziły tory kolejowe, teraz nie ma po nich śladu. Część rozebrano, resztę rozkradziono. Na uboczu stoją zrujnowane koszary. Przy brzegu niczym olbrzymia ropucha leży na wpół zatopiona barka. Nad wodę wystaje tylko dziób i górne części burt.

- Przewożono nią więźniów - wyjaśnia Misza. - Pakowano ich w luki pod pokładem. Miała płynąć na Sołowki, ale podobno często pusta wracała już po godzinie.

Dziś na wyspy płynie się promem około trzech godzin, prywatną łódką około godziny dłużej.

Rosja. Cerkiewka w osadzie Kiem

Misza rozpala w piecu i w małej izbie niemal natychmiast robi się ciepło, a woda w czajniku zaczyna radośnie bulgotać. - Tylko cerkiewka jest stara. Inne chałupy, a nawet wieża, powstały kilka lat temu - mówi.

To odpowiedź na pytanie, które zadajemy sobie niemal od pierwszej chwili. Bo trudno zrozumieć, jak to możliwe, że w zrujnowanym otoczeniu akurat ten opuszczony kompleks pozostał niemal nietknięty. Wygląda, jakby specjalnie przygotowano go dla turystów marzących o zrobieniu kilku malowniczych zdjęć z mroźnej Rosji.

Z tymi zdjęciami to dobry trop. Kilka lat temu krajobraz z cerkiewką upodobał sobie reżyser Paweł Łungin. Postanowił właśnie tu umieścić akcję filmu "Ostrow", czyli "Wyspa".

- Przyjechali, odnowili trochę cerkiew, dobudowali dzwonnice i trzy domy, nakręcili film - kwituje Misza, zapalając kolejnego biełomora. - No i jeszcze nie wszystko ludzie rozkradli - dodaje, zaciągając się głęboko.

Częstuje nas herbatą, wyciąga harmoszkę. Izbę wypełniają nuty starych rosyjskich piosenek o miłości. Misza wydaje się celebrować każdą chwilę. Widać, że rzadko ma gości.

Jednak nie wszystkich przyjmuje z otwartymi ramionami. Krzywi się, widząc Wanię, którego zwabiły bagaże porzucone przez nas przed cerkwią. Niski, lekko zgarbiony, ma długie, potargane włosy, taką samą brodę i wąsy; nawet pasuje do cerkiewki, bo wygląda jak pop.

Misza nie ukrywa niechęci do sąsiada: - Na pewno przyszedł tu sprawdzić, czy nie da się wyciągnąć jakiś pieniędzy - szepcze. - Pochodzi z Syberii i za zabójstwo 14 lat siedział w więzieniu. A teraz mu się odmieniło i taki się zrobił pobożny...

Gdy opuszczamy cypel z cerkiewką, Misza upiera się, że nas odprowadzi. Na tę okazję wydobywa z kufra galowy mundur marynarki. Od razu wydaje się wyższy. Idzie dumnie wyprostowany, błyszczą wypolerowane guziki. Żegna się z nami w połowie drogi na przystanek autobusowy, skąd ruszamy w dalszą drogę...

Rosja. Cerkiewka w osadzie Kiem

Kilka miesięcy później oglądamy "Wyspę". Głównym bohater, zakonnik, odbywa na cyplu pokutę za zabójstwo człowieka; kiedyś służył w marynarce. Obok, w cerkiewce, mieszkają dwaj zakonnicy. Jednego z nich pokutnik wyraźnie nie lubi i wykorzystuje każdą sposobność, by zrobić mu na złość...

Rok później SMS od kolegi: "Byłem na cyplu. Nie ma ani Wani, ani Miszy. Misza podobno wyjechał na Ukrainę. Cerkiewka niszczeje".



Artykuł pochodzi z "Gazeta Turystyka", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej.