Polska. Pocztówka z Tczewa. Stalowa układanka

Imponujące XIX-wieczne mosty są nie tylko w Porto, Bristolu czy Londynie. Równie cenny, choć niedoceniany zabytek inżynierski zobaczymy w drodze nad polskie morze
Mosty w Tczewie mają kilometr. Dwie linie - mostu kolejowego i drogowego - biegną równolegle do siebie ponad korytem Wisły. Ponad 1000-metrowa (most Rędziński we Wrocławiu czy Siekierowski w Warszawie mają jedną czwartą tej długości) stalowa konstrukcja, choć mocno zniszczona, miejscami zardzewiała i połatana, robi ogromne wrażenie.

Niełatwo do niej trafić. Tczew, 60-tysięczne miasto na Pomorzu Gdańskim, nie zarzuca przyjezdnych kierunkowskazami i turystycznymi ułatwieniami. Wszystko jest tu trochę niepozorne, choć jedna z najstarszych miejscowości na Pomorzu kryje wiele pięknych miejsc. Średniowieczny układ Starego Miasta pozostał niemal bez zmian. Ciekawy jest XIII-wieczny kościół Podwyższenia Krzyża Świętego. Unikatowym obiektem jest drewniany wiatrak typu holenderskiego z początku XIX w. z pięcioramiennym skrzydłem.

Pocztówka z Tczewa

Klucząc sennymi ulicami, docieramy do przystani z nowo wyremontowanym bulwarem. Skwer z placem zabaw, parkingiem i ścieżkami spacerowymi powstał tu kilka lat temu w ramach rewitalizacji Starego Miasta. Stąd stalową konstrukcję widać w całości.

Podróżujący pociągiem mają ułatwione zadanie. Trasa z południa Polski do Trójmiasta prowadzi przez Malbork i most kolejowy w Tczewie - wystarczy wyjrzeć przez okno.

Most drogowy jest układanką fragmentów pochodzących z różnych okresów XIX i XX w. Najstarsza jest część środkowa, trzy przęsła to połowa historycznego mostu belkowego, od 1857 r. przeprawy na drugi brzeg Wisły. Zbudowany według projektu Carla Lentzego był wówczas najdłuższym mostem belkowym w Europie (837 m). Charakterystyczna stalowa kratownica okazała się w tamtych czasach prawdziwym cudem techniki.

Konstrukcję zdobią murowane wieżyczki. W 1858 r. było ich 14, zostały 4. Zaprojektowane przez Friedricha A. Stülera w stylu neogotyckim miały być elementem obronnym mostu, ale również zabezpieczać go, by nie przesuwał się wzdłuż swojej osi.

Reszta mocno ucierpiała w czasie II wojny światowej. 1 września 1939 r. polscy saperzy wysadzali kolejne przęsła, żeby odciąć wojskom niemieckim drogę do Prus Wschodnich.

W miejsce pierwszego i drugiego przęsła (najbliżej Tczewa) 20 lat później wstawiono fragment angielskiego mostu wojennego i wznowiono ruch przez Wisłę. Do dziś jest elementem przeprawy.

W środkowej części mostu "doklejono" fragment innej stalowej konstrukcji. Po wysadzeniu przęsła szóstego w czasie wojny była tu jedynie wąska kładka dla pieszych.

Dalej metalowa konstrukcja układa się w jeszcze inny wzór. Ponad 200 m (po stronie Lisewa) dołożono w 1912 r., gdy konieczne okazało się zwiększenie obszaru rozlewiskowego na prawym brzegu Wisły. Pod trzema ostatnimi przęsłami rozciągają się więc łąki zalewane tylko wówczas, gdy poziom rzeki gwałtownie wzrasta. Cała układanka osiągnęła tym sposobem dokładnie 1030 m długości.

***

Wizytę w Tczewie warto połączyć ze zwiedzaniem innych atrakcji Pomorza. To ciekawy przystanek pomiędzy wizytą na zamku krzyżackim w Malborku i w Trójmieście.



Artykuł pochodzi z "Gazeta Turystyka", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej