Czechy na liście UNESCO. Ołomuniec i Kromieryż

W sennych miasteczkach ryneczki jak bombonierki, kwietne kobierce i fontanny
Upalny maj. Z wiekowych fontann przyjemnie ciurka woda, obmywając kamienne postaci i stwory rodem z antyku i mitologii. Najstarsza, z Neptunem, powstała w 1683 r. - bóg wód dzierży trójząb, u jego stóp na cztery strony świata wyrywa się czwórka morskich rumaków. Juliusz Cezar (legendarny założyciel miasta) siedzi na koniu w otoczeniu rzecznych bóstw. W innym miejscu Herkules potężnym kijem odpiera atak Hydry. Tu Jowisz z orłem u stóp wznosi ku górze władczą dłoń, tam zaś Merkury wywija kaduceuszem, a mocarne Trytony dźwigają na barkach wielką muszlę z chłopczykiem i powozikiem ciągniętym przez delfiny. Sześć fontann - dzieło dwóch pokoleń ołomunieckich rzeźbiarzy - to jedne z najwspanialszych osiągnięć morawskiej rzeźby barokowej.

Siódma, uosabiająca grecki mit poety i lirnika Ariona uratowanego z morskiej toni przez oczarowanego jego pieśnią delfina, powstała dopiero na początku XXI w. Jej idea zrodziła się już w połowie XVIII w., ale z powodów finansowych porzucono ją na blisko dwa stulecia. W owalnym płytkim basenie wyrastającym wprost z równiutkiego bruku stoją niezwykłe rzeźby z brązu, pokryte patyną: wielki żółw z obeliskiem na grzbiecie, Arion z delfinem w objęciach i muzykujące dzieci w zabawnych pozach.

Skąd w Ołomuńcu taka miłość do fontann? Niektórzy tłumaczą ją szacunkiem wobec żywiołu wodnego, rzek i źródeł. Pierwsza osada mogła tu bowiem powstać w VI w. dzięki brodowi na Morawie. Z kolei źródło tryskające ze szczeliny kamienistego zbocza Wzgórza Michalskiego (dziś serce starówki) miało być ośrodkiem pogańskiego kultu. Mówi się również, że po wojnie trzydziestoletniej Ołomuniec był tak zniszczony, iż wzniesiono owe fontanny i inne piękne budowle, by przywrócić mu dawny splendor.

Czechy na liście UNESCO: Ołomuniec

Ołomuniec - szóste co do wielkości miasto kraju i historyczna stolica Moraw (utracił swój status właśnie po wojnie trzydziestoletniej na rzecz Brna, dziś ok. 102 tys. mieszkańców) szczyci się wielce drugim po Pradze zabytkowym zespołem w Czechach. Króluje tu renesans wespół z barokiem. Wzgórze Michalskie (najstarsza część historycznego centrum) otaczają pozostałości imponujących niegdyś fortyfikacji z czerwonej cegły, na czubku porośnięte murawą. Niektóre ich "sektory" zajęły sklepy i hala targowa. Sąsiadujące ze sobą spadziste rynki - Górny i Dolny - przypominają mi nieco Sienę. Pośrodku pyszni się wyniosły ratusz o renesansowym rodowodzie. Jego stromy dach pokrywa wesoła czerwona dachówka (z wieży można podziwiać miasto). Codziennie w południe zbierają się przed nim tłumy, a to za sprawą astronomicznego zegara, na którym codziennie socrealistyczny lud rusza do pracy oraz zajęć tanecznych i sportowych, wprawiany w ruch przez ukryte mechanizmy. Zegar pokazuje także dni, miesiące, fazy Księżyca, a nawet całoroczne imieniny! Liczne cyferblaty ulokowano na tle szklanych mozaik z paradnymi orszakami, robotnikiem i chemikiem oraz alegoriami 12 miesięcy. Historycy (i nie tylko) ubolewają, że w połowie XX w. zastąpił on zabytkowy czasomierz z końca XIX w. Ale i ten był przecież tylko jednym z wielu - pierwszy zainstalowano już w 1519 r.

Tuż obok scena pod gołym niebem, właśnie trwają próby rockowego koncertu. Jednak naszą uwagę przykuwa ciemny obiekt o rzeźbiarskich kształtach, zdobny złoceniami - kolumna Trójcy Przenajświętszej. To za jej sprawą w 2000 r. Ołomuniec trafił na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Jest najwyższa w Europie Środkowej wśród tego rodzaju zabytków - liczy aż 35 m. I nie jest to "zwykła" kolumna, lecz budowla z kaplicą na parterze i figurami świętych patronów miasta i kraju ulokowanych na kilku poziomach (niektórym dyndają nogi!). Szczyt wieńczy tytułowa Trójca z archaniołem Michałem. W 1716 r. kolumnę zaczął wznosić ołomuniecki mieszczanin i mistrz kamieniarski Wacław Render, zapisując na ten cel cały swój majątek - 11 tys. florenów. Po jego śmierci dzieło kontynuowali inni. Odsłonięto je w 1754 r. w obecności cesarzowej Marii Teresy.

Przy obydwu rynkach piękne, kolorowe kamieniczki i pałacyki o zielonkawych, jasnobłękitnych i bladoróżowych fasadach (większość odrestaurowana). Ze ścian sterczą gdzieniegdzie zawadiackie rzeźby, np. pół końskiego korpusu w czapraku. W narożnym renesansowym pałacu Hauenschilda z końca XVI w. w roku 1767 przez jakiś czas mieszkał Leopold Mozart z żoną i dziećmi Wolfgangiem Amadeuszem i Nanerle.

W oknach - tutejszym obyczajem - mnóstwo tableau z portretami maturzystów sfotografowanych w najdziwniejszych pozach i miejscach. Od czasów akademii jezuickich miasto słynie ze szkół, to także ważny ośrodek uniwersytecki.

W sobotni poranek uliczki są ciche i puste, jakby wciąż pogrążone we śnie, mieszkańców niewielu. Z rzadka minie nas samochód, gdy wspinając się pod górę, zmierzamy do katedry św. Wacława przy placu tegoż imienia.

Romańska świątynia istniała tu już na początku XII w. Zachowała się część murów, ukryta pod neogotyckim płaszczem, bo taki charakter uzyskała pod koniec XIX w. (wcześniej wielokrotnie niszczona, m.in. przez Szwedów). Jej prawdziwą ozdobą jest kilka barokowych nagrobków z czerwonego i czarnego marmuru oraz kolorowe witraże. W złotej skrzyni spoczywają relikwie św. Jana Sarkandra - księdza męczennika, który zmarł w 1620 r. po torturach, nie chcąc zdradzić tajemnicy spowiedzi (w mieście jest też neobarokowy kościółek jego imienia, także z relikwiami). Jan Paweł II wyniósł go na ołtarze w 1995 r. podczas wizyty w Ołomuńcu.

Na lewo od katedry piękna późnorenesansowa fasada kaplicy św. Anny, niegdyś miejsce elekcji tutejszych biskupów (akurat zamknięta).

Przylegają do niej pozostałości tzw. pałacu Przemyślidów (to właśnie w Ołomuńcu w 1306 r. został zamordowany ostatni król z tej dynastii, Wacław III; tu również kilka wieków później cesarz Franciszek V zrzekł się tronu). Od niedawna zrewitalizowane przerodziły się w Muzeum Archidiecezjalne. Już sama adaptacja różnorodnych budowli w kilku stylach architektonicznych zasługuje na uwagę. Ale i zbiory ciekawe, poczynając od lśniącej złotem karety biskupa Ferdinanda Juliusa von Troyera z połowy XVIII w. (to on poświęcał kolumnę Trójcy!), poprzez kolekcję gotyckich i barokowych rzeźb, renesansowe freski, po kościelny skarbiec i galerię malarstwa europejskiego.

A w niedalekim Muzeum Sztuki Nowoczesnej przy ul. Denisowej 47 trwała akurat wystawa rzeźb Magdaleny Abakanowicz...

Święty Pagórek

Święty Pagórek (Svaty Kopecek) dzieli od Ołomuńca zaledwie pięć kilometrów. Żółto-białe barokowe sanktuarium o dwóch bardzo szerokich skrzydłach przypomina magnacki pałac. Nomen omen wznosi się na sporym pagórku, skąd roztacza się wspaniały widok na zielone pola przedzielone zagonami kwitnącego rzepaku.

Bazylika mniejsza nawiedzenia NMP została wzniesiona w latach 1669-79, jej architektem był Giovanni Pietro Tencalla, Szwajcar z wielce utalentowanej rodziny. Poważnie zniszczona w czasie drugiej wojny światowej, dziś cieszy oko bajecznymi stiukami, figurami marmurowych aniołów w niezwykłych pozach i iluzjonistycznymi freskami.

Od wieków stanowi cel pielgrzymów. Gdy stanąć w jej bramie i spojrzeć w dół, widać drogę wydeptaną przez nich z Ołomuńca.

Piękny jest też pobliski park z potężnymi, starymi drzewami. Na szczęście sklepików z dewocjonaliami niewiele, a i atmosfera bardziej relaksowa niż pielgrzymkowa.

Velehrad

Velehrad to dziś maleńkie, senne miasteczko liczące około 1300 mieszkańców. Aż trudno uwierzyć, że to "kolebka czesko-morawskiej państwowości i chrześcijaństwa". W 863 r. na zaproszenie księcia Rościsława przybyli tu Cyryl i Metody, by szerzyć chrześcijaństwo (ten drugi umrze tutaj w 885 r.).

Dziś panuje chaos - sterty gruzu, maszyny, wykopy. Jak głoszą tablice, jesteśmy świadkami powstawania Centrum Dialogu Między Wschodem a Zachodem Europy.

Nad okolicą góruje olbrzymia bazylika Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. św. Cyryla i Metodego. Wraz z sąsiadującym z nią klasztorem też przechodzą generalny remont. Dzisiejszy barokowy kształt nadano im między XVII a XVIII w. (poprzednie budowle trawiły pożary, niszczyły wojny).

Wysokie i długie wnętrze świątyni wypełniają rusztowania, z trudem dostrzegamy więc fragmenty sufitu i ścian we freskach i płaskorzeźbach z beżowego i różowego marmuru, pełne złotych zdobień (ołtarze i bogate sztukaterie zaprojektował Włoch Baltazar Fontana). Klejnotem barokowej sztuki snycerskiej są stalle z 1700 r. Niezwykle cenne są też organy z 1745 r. w kunsztownej oprawie rzeźbiarskiej.

Wśród poloniców m.in. obrazy przedstawiające Cyryla i Metodego pędzla Jana Matejki i Vlastimila Hofmana oraz... fragment sztandaru bojowego, pod którym wojska Sobieskiego w 1683 r. rozgromiły Turków pod Wiedniem. W kwietniu 1990 r. odwiedził bazylikę Jan Paweł II.

Opuszczamy Velehrad przy dźwięku kościelnych dzwonów...

Czechy na liście UNESCO: Kromieryż

Kromieryż (godzina jazdy z Velehradu) to miasteczko bombonierka o pięknej architekturze, z XII-wiecznym rodowodem. Spory kwadratowy rynek z odnowionymi kamieniczkami, ratuszem oraz barokową fontanną i tzw. kolumną zarazy (obydwie z XVII w.) przypomina mi wykwintne łakocie pokryte lukrem w pastelowych kolorach. Tu również pusto i sennie, może dlatego, że akurat zbliża się pora sjesty, a dzień jest wyjątkowo upalny.

Chłodno jest za to w pałacu biskupim (Kromieryż był przez wieki rezydencją biskupów i arcybiskupów ołomunieckich), dwa kroki stąd. W dodatku na jego tyłach rozciąga się na 34 hektarach imponujący park w angielskim stylu pejzażowym.

Dwukondygnacyjna budowla z wewnętrznym dziedzińcem przetrwała dziejowe zawirowania w świetnym stanie i jest prawdziwą chlubą Moraw. Po licznych przeróbkach nadano jej ostateczny kształt we wczesnym baroku. Za chwilę otworzą się przed nami niezliczone komnaty, ale najpierw - obowiązkowo! - trzeba włożyć papucie kajaki pamiętające chyba jeszcze czasy poprzedniego systemu (u nas zdaje się już całkiem wyszły z użycia?).

Nad naszymi głowami zwisają piękne żyrandole z czeskiego szkła (nie ustępuje weneckiemu z Murano!), w rogach pysznią się rokokowe piece z białych kafli, ściany i sufity zdobią pozłacane sztukaterie. Sporo mebli z różnych epok i rzeźb z białego karraryjskiego marmuru. Mnie zachwycają bajecznie intarsjowane stoły w technice pietra dura - z kolorowych kamieni. Na wzorzystych parkietach liczące po trzysta lat kobierce.

Zaczynamy od sali myśliwskiej pełnej trofeów (w tym i cara Aleksandra III, który w 1885 r. spotkał się tu z Franciszkiem Józefem I) i wszelakiej broni.

Dalej sala tronowa wyłożona boazerią, w którą wpasowano obrazy (w sumie 116 płócien, wśród nich wiele Flamandów).

Za nią olbrzymia sala sejmowa (w latach 1848-9 obradował tu sejm ustawodawczy monarchii austriackiej) o białych ścianach ze złotymi stiukami, wielkich oknach i wysokich na trzy metry lustrach. Sufit cały we freskach, a na nich ślub Peleusa i Tetydy, porwanie Ganimedesa na Olimp, sąd Parysa. Jak zapewnia przewodniczka (po czesku, zwiedzanie wyłącznie w grupach, na szczęście są opisy także po polsku), to jedna z najpiękniejszych sal rokokowych w Europie: 30 m długości i 156 wysokości, 22 kryształowe żyrandole na 440 świec. Często odbywają się tu koncerty (akustyka ponoć znakomita) i konferencje, a Miloš Forman właśnie tutaj kręcił sceny do "Amadeusza".

Sufit w sali lennej w 1759 r. ozdobił Anton Maulbertsch, nadworny malarz Marii Teresy. Apoteoza biskupów ołomunieckich plus sceny historyczne - jedno z najwspanialszych dzieł barokowego malarstwa freskowego. Ciekawe są tu skrzynie lenne do przechowywania dokumentów (w tej właśnie komnacie przysięgano wierność biskupowi i rozwiązywano spory).

Stara Biblioteka przechowuje setki bezcennych dzieł. Jej najstarszy skarb to łacińskie "Sacramentarium" z połowy IX w. Doliczono się 300 rękopisów i 160 inkunabułów oraz 5 tys. partytur (wśród nich dzieła Haydna i Mozarta). Wszystko w barokowych solidnych szafach.

Zbiór grafik i rysunków liczy 19 tys. sztuk. W gablotach spoczywają monety i medale - to ponoć druga taka kolekcja po watykańskiej (na terenie kompleksu jest i zrekonstruowana mennica; biskupi ołomunieccy jako jedyni feudałowie na ziemiach czeskich mogli bić własną monetę). Pięknie wyglądają cztery wielkie globusy nieba i ziemi, na solidnych stojakach.

Niemal całe piętro zajmuje jedna z najsłynniejszych w Czechach galerii malarstwa. Trudno przejść obojętnie obok "Św. Katarzyny i św. Barbary" czy "Ścięcia św. Jana Chrzciciela" Lucasa Cranacha Starszego, "Wiejskiej bójki" Jana I Breughla, "Apolla i Marsjasza" Tycjana czy cyklu biblijnych płócien Jacopa Bassano. Są też dzieła moich ulubieńców - Antona van Dycka (co za wspaniały portret starszego mężczyzny!) i Paola Veronese.

Aż nie chce się stąd wychodzić! Nic dziwnego, że w 1998 r. zamek trafił na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO wraz z cudownym ogrodem francuskim (kv'tná zahrada). Dojdziemy tam w pół godziny spacerkiem...

To wprost niebywałe połączenie pięknej (i wypielęgnowanej) natury oraz barokowej architektury z lat 1665-75 zaprojektował na 11 hektarach włoski mistrz Filiberto Luchese, a dokończył Giovanni Pietro Tencalla.

Błądzę w labiryncie wystrzyżonych krzewów, które sięgają mi do ramion (więc nie można się zgubić!). Między nimi kunsztowne, geometryczne rabaty, piaszczyste i żwirowe alejki, kamienne fontanny i rzeźby. Położona centralnie na głównej osi ogrodu ciekawa ośmioboczna budowla nakryta kopułą (od wewnątrz cała we freskach) kryje wahadło Foucaulta i kameralną salę koncertową.

Ten klejnot ogrodowej architektury najlepiej podziwiać z dachu 244-metrowej galerii-kolumnady złożonej z 21 arkad. Dopiero stąd dostrzeżemy maestrię roślinnych kobierców. Tylko wschodnia część "zahrady" wciąż jest dosyć zapuszczona, zarośnięta trawą.

Gdy omdlewamy ze zmęczenia (w tym francuskim ogrodzie jednak trudno o cień), przychodzi wreszcie czas na małe co nieco w dawnej wytwórni octu. Za chwilę Octárna podbije nasze serca i podniebienia...

Z Pragi do Ołomuńca w 2 godz. i 6 min zawiezie nas Pendolino; stąd do Velehradu ok. 70 km. Kromieryż dzieli od Brna, stolicy Moraw, ok. 10 km. Mnóstwo dogodnych połączeń autobusowych

www.czechtourism.com

***

Artykuł pochodzi z "Gazeta Turystyka", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej