Peru - podróże życia

Serce zostało w... Los Organos - przepięknej miejscowości na północy Peru - mówi Monika Gorowicz, projektantka mody
Znalazłam się tam z powodu miłości do... muzyki Pearl Jam. José Francisco, sympatyczny architekt z Limy, szukał noclegu w Trójmieście podczas festiwalu Open'er z udziałem tego zespołu. I tak się to zaczęło. Minął rok, jesteśmy razem, podróżujemy i cieszymy się życiem.

Niezapomniany dzień w podróży...

miał miejsce na wyspie Taquile. Wypłynęliśmy z Puno ok. 7 rano i już po godzinie byliśmy na wyspie Uros. Ludzie żyją tam skromnie, są radośni, szczerzy, otwarci i życzliwi. Kolorowe stroje kobiet zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Wyjechałam z Uros z głową pełną nowych pomysłów. Na wyspie Taquile spędziliśmy cały dzień. Odbywał się tam festiwal, ludzie tańczyli i śpiewali, piękne stroje kobiet informowały o ich stanie cywilnym - mężatki, panny, wdowy. Wracając już z wyspy, spotkaliśmy dziewczynkę sprzedającą bransoletki z przędzy. Spojrzeliśmy na siebie, i wiedzieliśmy, że to będzie dobry i oryginalny pomysł na przypieczętowanie naszego związku. Tak więc nosimy te nasze bransoletki 12 810 km od siebie, wiedząc, że na końcu świata jest ta druga, najważniejsza osoba.

Najlepsze wakacje spędziłam...

na koloniach letnich w Suchej Beskidzkiej, gdzie rodzice wysłali mnie ze starszą o dwa lata siostrą. Przygody, przyjaźnie, pierwsze miłości kolonijne - tego nie da się zapomnieć. To właśnie w drodze powrotnej z Suchej Beskidzkiej jadłam pierwszy raz kanapkę z chipsami, do tej pory zdarza mi się ją przyrządzić, ku zdziwieniu znajomych.

W Polsce lubię...

Wybrzeże, szczególnie kameralną plażę na Westerplatte. Będąc u rodziców w Gdańsku, jeżdżę tam, by się wyciszyć i zresetować myśli.

Podróżuję z...

Kiedyś z siostrą (niezapomniana podróż do Danii i Finlandii!), teraz z moim chłopakiem José Francisco. Ma on szósty zmysł, tzn. znakomitą orientację w terenie. Ja potrafię się zgubić nawet w Krakowie, gdzie obecnie mieszkam.

Zanim wyruszę w podróż...

czytam o danym kraju, regionie, zwyczajach i obyczajach. Nie chcę nikomu sprawić przykrości swoim zachowaniem.

Niebo w gębie poczułam...

w Cabanaconde w kanionie Colca. Za 20 soles [nowych soli] można jeść do woli! Ogromny wybór potraw, a najciekawsze, że w 90 proc. nie wiadomo, co się je. Namawiana przez José, dałam się skusić na ceviche - surowa ryba, cebula, kukurydza, smażony banan. Jako miłośniczka czekolady, na deser wybrałam tort czekoladowy - czegoś tak dobrego nie jadłam nigdy. Tak, poczułam niebo w gębie, niezaprzeczalnie!

Mój ulubiony hotel...

bez wahania hostel Nautilus w Los Organos prowadzony przez sympatyczne małżeństwo. Kilka biało-błękitnych bungalowów, cisza i spokój po plażowych szaleństwach.

Moja noga więcej nie postanie...

Hm, nie ma takiego miejsca (i oby nie było).

W najbliższym czasie będę w drodze do...

Madrytu na spotkanie z ukochanym! Na myśl o lotnisku Barajas dostaję gęsiej skórki, ostatnim razem ledwo zdążyłam na samolot, szukając odpowiedniego sektora! Każdy, kto choć raz tam był, wie, o czym mówię.

Wymarzony cel podroży...

Malta. Mam cichą nadzieję, że może jeszcze w tym roku polecimy tam z José na kilka dni. Marzy mi się też Australia... Kto wie?

Artykuł pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej