Łazienki Królewskie: Belweder i ogród belwederski. Część IV [SPACEROWNIK]

Pałac najpiękniej prezentuje się od strony stawu pod skarpą. Wymalowany na biało, klasycystyczny portyk kolumnowy mocno odcina się od otaczającej go zieleni, błękitu nieba i wody. Obok Pałacu na Wyspie to najbardziej znana w Polsce budowla w kompleksie Łazienek.

Belweder

Dzieje Belwederu sięgają czasów renesansu. Gmach stał się jednak znany dopiero w epoce Królestwa Kongresowego, po przebudowie dokonanej w latach 1819-1822 dla księcia Konstantego. Wtedy to Jakub Kubicki nadał budowli obecne formy. Do najciekawszych wnętrz należy pokój bawialny. Wciąż możemy tu stanąć przed kominkiem z lustrem, na którego tle przed 1830 r. portretował się książę Konstanty. W nienaruszonym kształcie przetrwał i kominek, i lustro, i widoczne na ścianie apliki. Wciąż w tym samym miejscu stoją na kominku dwa świeczniki podtrzymywane przez suto wyzłocone, pucołowate amorki.

Najbardziej znana i zarazem najbardziej reprezentacyjna w Belwederze jest jednak Sala Pompejańska. Zdobiące wnętrze klasycystyczne malowidła wzorowane są na freskach odkrywanych na przełomie XVIII i XIX w. w ruinach Pompei - stąd jej nazwa. To miejsce zapisało się we współczesnej historii Polski. Tu w czerwcu 1979 r. doszło do oficjalnego spotkania Ojca Świętego Jana Pawła II z Edwardem Gierkiem. W 1935 r. w Sali Pompejańskiej na katafalku złożono trumnę ze szczątkami marszałka Józefa Piłsudskiego. 75 lat później, w kwietniu 2010 r., ceremoniał powtórzono przed pogrzebem ostatniego prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego, który zginął w katastrofie lotniczej w Smoleńsku.

W Sali Malinowej (dawnej jadalnej) zachował się komplet masywnych, empirowych mebli podarowanych ponoć księciu Konstantemu w prezencie ślubnym przez cara Aleksandra I. Paradoksem historii jest, że tuż nad kanapą od Aleksandra I zawisł obraz, na którym widzimy byłych żołnierzy księcia Konstantego walczących z Moskalami w bitwie pod Olszynką Grochowską. Elementem wyposażenia pałacu sprzed 1830 r. jest tu m.in. przycisk w formie antycznego hełmu, wspartego na malachitowej podstawie.

Ogromną amfiladę ciągnącą się wzdłuż całego korpusu pałacowego i przecinającą główną sień pałacową tworzy Wielki Korytarz. Właściwa byłaby dla niego nazwa "galeria", bo na ścianach zawieszone są obrazy ukazujące żołnierzy Królestwa Kongresowego. Książę Konstanty kochał się w paradach wojskowych, kochał się w wojsku polskim i - co może wydawać się paradoksem - cieszył się, gdy jego Polacy bili w Powstaniu Listopadowym Moskali. W czasach Konstantego czy później marszałka Piłsudskiego korytarza jednak nie było. To pomysł z czasów okupacji, kiedy Belweder przekształcano w guście narodowo-socjalistycznym na rozkaz generalnego gubernatora Hansa Franka.

Wewnątrz pałacu znajdziemy też ekspozycję poświęconą Józefowi Piłsudskiemu. Warto zwrócić uwagę na posąg marszałka z białego marmuru włoskiego, dzieło znanego przedwojennego rzeźbiarza Stanisława Ostrowskiego.

Fajanse z Belwederu

W epoce Stanisława Augusta Poniatowskiego w pałacu działała fabryka. Była to wytwórnia farfurów. Powstała nieco przypadkiem. Król chciał mieć wytwórnię porcelany, skutecznie konkurującą z Miśnią i Chińczykami. Ale jak dotąd w Polsce porcelany nikomu nie udało się jej wyprodukować. W dodatku w Warszawie brakowało odpowiedniej glinki. Tajemnicę produkcji porcelany obiecał zdradzić bawarczyk Franciszek baron Schu'tter, który został dyrektorem fabryki. Złośliwi twierdzili, że zadecydowały o tym nie tyle umiejętności barona, co wdzięki jego żony. A na te król był czuły. Schu'ter porcelany nie wyprodukował i od 1770 r. Belewder produkował fajanse. Fabryka była deficytowa i zamknięto ją w 1780 r., lecz dziś najmarniejszy fajans z Belwederu to unikat w cenie mercedesa. Są one sygnowane napisem Varsovie i literą B.

Noc Listopadowa

29 listopada 1830 r. Belweder stał się miejscem głównego aktu w dramacie Nocy Listopadowej a zarazem jednego z najbardziej dramatycznych zwrotów w historii Polski. Na pałac strzeżony przez żołnierzy ataku dokonała grupa spiskowców i elewów Szkoły Podchorążych Piechoty. Mieli zabić Konstantego. Spiskowcy popisali się partactwem i brakiem politycznej dalekowzroczności, książę ukrył się w budynku, ocalał i uciekł z Warszawy. Zdołał wyprowadzić z miasta niektóre pułki polskie i rosyjskie. Spiskowcy nie byli zdolni do przejęcia władzy. Jeszcze tej samej nocy oddali ją przeciwnikom powstania.

Z szablą-żoną na Naczelnika

W czasach Piłsudskiego pałac praktycznie nie był strzeżony. "Mąż zawsze śmiał się z obaw o jego bezpieczeństwo. Ale kiedy doszły wiadomości, że koła prawicowe przygotowują zamach, wzmocniono ochronę i nie pozwolono wpuszczać na podwórze belwederskie większej ilości osób. W pierwszych dniach stycznia 1919 r. zdarzyło się, że warta wpuściła czterech panów, którzy spokojnie przeszli przez podwórze i weszli do hallu. (...) Po otrzymaniu odpowiedzi, że chcą że chcą się widzieć z Naczelnikiem państwa, adiutant Kazimierz Stamirowski wskazał im drzwi pokoju, w którym miał być naczelnik. Wobec tego, że wzbudzili podejrzenie zamknięto drzwi na klucz (...) Okazało się, że mieli przy sobie granaty, broń krótką i szablę. Wszyscy bez sprzeciwu dali się rozbroić, prócz pana Żółkiewskiego, który nie chciał oddać szabli. Twierdził, że szabla jest mu żoną i że nie rozstanie się z nią póki żyje (...) Adiutant nie chciał dopuścić do rozlewu krwi. Poszedł więc do Komendanta, zapytać co ma robić? Czy ma odbierać szablę siłą? >Uśmiałem się z tego - opowiadał mąż - serdecznie i pozwoliłem zostawić Żółkiewskiemu szablę-żonę; kazałem wszystkich odprowadzić do więzienia, a potem wysłać na front do wojska, które potrzebowało ludzi do obrony Kraju<. Nieraz potem wspominał mąż o tym zamachu i śmiał się z nieudolności zamachowców i z "szabli-żony" - czytamy we wspomnieniach Aleksandry Piłsudskiej.

Zwiedzanie pałacu

Obejrzenie wnętrz Belwederu jest możliwe, ale trzeba się wcześniej umówić. Wstęp jest bezpłatny a zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem w grupach 15-, 20- osobowych od poniedziałku do piątku i w wybrane soboty od 9 do 14. Rezydencja jest nieczynna podczas pobytu w Belwederze Prezydenta RP i jego gości. Informacje o możliwości wejścia do pałacu jak i rezerwację najlepiej dokonać pod adresem: rezydencja.belweder@prezydent.pl.

Ogród belwederski

Ma charakter romantycznego parku krajobrazowego. Powstał w epoce, gdy sztuka klasycyzmu ścierała się z romantyzmem. Zaczęto go urządzać w 1819 r., wraz z przebudową Belwederu na siedzibę księcia Konstantego i jego żony księżnej Łowickiej.

Idąc spod Belwederu od strony placyku w Al. Ujazdowskich na zakończeniu Bagateli ponownie wchodzimy do parku. Idziemy kilkadziesiąt metrów w dół główną aleją, by po ujrzeniu Świątyni Diany iść ku niej, a potem odbić do niej boczną alejką po prawej.

26.04.2011 WARSZAWA , PARK BELWEDERSKI W LAZIENKACH KROLEWSKICH .  FOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA

Polsko-antyczna "świątynia Grecka", dziś zwana Świątynią Diany, z kolumnadą w porządku jońskim, powstała nie z charakterystycznego dla Aten marmuru pentelickiego, lecz z drewnianych belek i desek. Symbolem modnej nowoczesności Anno Domini 1822 są tu dwa lwy (czy może lwice), leniwie spoczywające po bokach schodów wiodących na krepidomę (podstawę świątyni). Łatwo wyobrazić sobie księżną Łowicką spacerującą po ogrodzie belwederskim i zatrzymującą się na chwilę obok żeliwnych posągów. Budowla usytuowana na skarpie - poniżej Belwederu, a zarazem wysoko nad malowniczym stawem - powstała przed 1822 r. Jej wnętrze zdobiły malowidła o motywach kwiatów i owoców. W trakcie kończonego właśnie remontu świątyni odnaleziono kolejne, wymalowane rośliny, które teraz starannie wyeksponowano. Remont był konieczny, bo świątynia waliła się w oczach - drewniana krepidoma, na którym ją zbudowano, przegniła. Wymieniono ją na nową z drewna sosnowego.

Spod świątyni wracamy kilka kroków w górę, by natknąć się na dość tajemniczą ruinę.

To resztki dawnej lodowni belwederskiej. W czasach gdy nie znano lodówek w właśnie miejscach, gdzie udawało się utrzymywać stałą temperaturę, przechowywano od wiosny po jesień bryły lodu niezbędne do konserwacji żywności. Lód wycinano zimą z tafli zamarzniętego jeziora. Najwięcej zużywały go browary, które zatrudniały tysiące ludzi do wycinania i przewożenia bloków lodu z zamarzniętej Wisły.

Teraz skręcamy w lewo. Mijamy Belweder z poprzedzającym go tarasem. Idąc cały czas prosto alejką, a potem nieco w dół, mijamy po lewej kanał i dochodzimy do widocznej w gęstwinie drzew Świątyni Egipskiej. Wcześniej zobaczymy pomnik Aleksandra Kamińskiego "Kamyka", działacza harcerskiego, twórcy ruchu zuchowego i autora książki "Kamienie na Szaniec" opublikowanej w podziemiu w 1943 r.

Cztery żeliwne lwy plują wodą u podnóża kolumn lotosu. Świątynia egipska z 1822 r. stojąca pod koroną drzew północy sprawia nieco absurdalne wrażenie. To kolejny pawilon parku belwederskiego. Najbardziej odległy i wzniesiony w miejscu, gdzie niegdyś przebiegał opasający miasto Wał Lubomirskiego. Dziś w budynku urządzane są wystawy, a po jego dachu niczym po moście biegnie alejka parkowa - dawna trasa łącząca Drogę Chińską z Rogatką Belwederską. Na szczycie nie tak dawno przywrócono wysoki, drewniany obelisk zapisany hieroglifami. Zdaniem prof. Marka Kwiatkowskiego w czasach księcia Konstantego zdumiewał on wysokością - zapewne dlatego, by można go było zobaczyć z okien Belwederu. W samej świątyni hodowano figi. Nie było w tym nic nadzwyczajnego. W Warszawie przed 1830 r. produkowano praktycznie wszystko. Towary z importu okładano ogromnym cłem, więc w licznych oranżeriach, cieplarniach i inspektach rosły nie tylko figi, ale też cytryny, ananasy i pomarańcze. Czy były smaczne? Niekoniecznie.

Przechodzimy przez dach na drugą stronę kanału i zaraz skręcamy w pierwszą alejkę na lewo, a potem - w pierwsza na prawo.

Z prawej mijamy pomnik Maurycego Mochnackiego dłuta Wiesława Winklera. Ten kameralny pomniczek ufundował były dyrektor Łazienek Marek Kwiatkowski.

Idziemy dalej alejką trzymając się cały czas prawej strony. Tak dochodzimy do rozległej polany.

Jej ozdobą są dwa ogromne, widoczne po lewej i górujące ponad okolicą dęby szypułkowe zwane Dębami Królewskimi. Uznano je za pomniki przyrody.

Ponownie dochodzimy do Chińskiej Alei i zaraz po prawej widzimy tylną elewację Nowej Oranżerii. By ocienić jej urodę, musimy ją obejść i stanąć przed fasadą zwróconą na południe.

Gdy oranżeria gotycka groziła zawaleniem, zburzono ją a jej miejsce w południowej części Ogrodu Belwederskiego zajęła nowa Nowa Oranżeria - dzieło architekta Adama A. Loewe i Józefa Orłowskiego. Budynek powstał w latach 1860-1861. To chyba najciekawsza zachowana w Warszawie XIX-wieczna budowla o elewacji z lanego żeliwa i osadzonego w nim szkła. Żeliwne są tu nie tylko elementy architektoniczne, ale też wazy wieńczące budynek. Warto zwrócić uwagę na dekorację uzupełnioną alegorycznymi przedstawieniami Jesieni i Zimy oraz postaciami Vertumnuysa i Pomony. Całość wieńczy imponująca kolebka o ogromnych półkolistych oknach. Nowa Oranżeria mogła współczesnym kojarzyć się z architekturą ogromnego londyńskiego Crystal Palace, który w 1851 r. olśnił cywilizowany świat skalą oraz konstrukcją z żelaza. Jednak w porównaniu budowlą londyńską, wzniesioną na wystawę światową, nasza oranżeria zdawała się być mała jak domek dla lalek. Dziś stanowi pełne uroku połączenie palmiarni pełnej egzotycznych roślin z luksusową restauracją Belvedere. Jej wnętrze udekorował scenograf Teatru Wielkiego - Boris Kudlicka. Przed wejściem rozpięty jest namiot. Przed nim prawie zawsze spacerują pawie.

Idziemy aleją na wprost fasady Oranżerii, mijają wachlarzowato rozplanowany ogród.

Do niedawna trawniki tej części parku były święte i nie wolno było ich deptać. Od roku zamieniły się w rodzaj zielonych dywanów, na których władze Łazienek ustawiły leżaki w charakterystyczne biało zielone paski. W ciepłe dni wszystkie są okupowane przez grzejących się w słońcu ludzi.

Dochodząc aleją do końca, skręcamy nieco w prawo i przedzieramy się przez szpaler krzewów. Przed nami otwiera się kolejna, rozległa przestrzeń obramowana krzewami i wysokimi drzewami z okrągłym basenem i rzeźbą pośrodku.

Marmurowa figura nagiej kobiety o pełnych kształtach modelek z lat 30. XX w. to Jutrzenka dłuta Zofii Trzcińskiej Kamińskiej. Ławki wokół skąpane w cieple dni w słońcu to ulubione miejsce matek z małymi dziećmi i zakochanych par.

Mało kto pamięta, że przed 1914 r. stała tu jeszcze jedna oranżeria nazywana Nieborowską. Mieściła bezcenną kolekcje drzew owocowych, założoną przez elektorów saskich, a zakupioną w 1795 r. r. do Nieborowa przez targowiczanina, ale też konesera sztuki księcia Michała Hieronima Radziwiłła. Już u schyłku XVIII w. uważano, że jest to najwspanialszych kolekcja cytrusów i roślin egzotycznych na północ od Alp. Spośród 103 rosnących w środku drzew pomarańczowych aż 70 liczyło kilkaset lat. Od potomków Radziwiłła kupił ją car Aleksander II. Tak zachwycał się roślinami, że chciał je wywieźć do Petersburga. Okazało się to jednak zbyt skomplikowane i dla cytrusów zbudowano specjalną oranżerię. Niestety, w czasie pierwszej wojny światowej przestano ją ogrzewać i drzewka wymarzły a niepotrzebny już budynek rozebrano.

Spod Jutrzenki idziemy dalej prosto, skręcamy w lewo i ponownie dochodzimy do Chińskiej Alei. Skręcamy nią w lewo i dochodzimy do bramy Łazienek wychodzącej na ulicę Gagarina.

Komercyjna oferta Łazienek

Państwowa rezydencja historyczna

Łazienki Królewskie to miejsce oficjalnych spotkań. Odwiedzili je m.in.: królowa Wielkiej Brytanii Elżbieta II, król Norwegii Harald V Glücksburg, król Szwecji Carl XVI Gustaf, król Belgii Albert II Koburg oraz wielu prezydentów i premierów. W Łazienkach można również organizować spotkanie biznesowe lub prywatne uroczystości.

Koncerty

Mogą być kameralne - dla niewielkiej grupy gości w pomieszczeniach pałaców króla Stanisława Augusta lub powszechnie dostępne - w Amfiteatrze lub pod pomnikiem Chopina.

Konferencje i śluby

Można je zorganizować dla nawet dwustu gości w Starej Pomarańczarni, Pałacu na Wodzie lub w Pałacu Myślewickim. Łazienki zapraszają też do organizowania tu wieczorów poetyckich, nietypowych form zwiedzania, eksluzywnych kolacji. Wnętrza Pałacu na Wodzie są udostępniane na śluby.

Ośrodek Edukacji Muzealnej

Jego oferta jest kierowana jest zarówno do najmłodszych, jak i najstarszych miłośników Łazienek. Są to: lekcje muzealne dla szkół prowadzona metodą warsztatową w zabytkowych obiektach, warsztaty rodzinne - propozycja na weekendowe przedpołudnia, programy dla dorosłych - okazja do zapoznania się z epoka stanisławowską, projekty dla seniorów - spotkania z kulturą i sztuką. Warsztaty prowadzone są w różnych językach i dostosowane są do potrzeb osób niepełnosprawnych fizycznie i intelektualnie.

Czytaj więcej w Spacerownikach Warszawskich - część I i II

Spacerownik Warszawski, część I / Kulturalnysklep.pl