Senat: hol i sala obrad. Część III [SPACEROWNIK]

Po schodach pniemy się na pierwsze piętro, w stronę holu.

- Pniewski nadał mu charakter reprezentacyjnego piano nobile - zachwyca się Jarosław M. Zawadzki. Sam holl na poziomie pierwszego piętra pełni funkcję kuluarów. Tu podczas obrad rozmawiają ze sobą parlamentarzyści, tutaj też czyhają na nich dziennikarze, proszą o komentarze, choć głównym miejscem spotkań z nimi oraz relacji telewizyjnych jest nieodległa klatka schodowa oraz główny holl wejściowy budynku Sejmu.

Wycieczki zwiedzające Senat w hollu pierwszego piętra zatrzymują się pod tablicą z biało-szarego marmuru na prawej ścianie wnętrza. Upamiętnia ona senatorów II Rzeczypospolitej Polskiej pomordowanych, poległych i zaginionych w latach drugiej wojny oraz w pierwszych latach PRL-u. - Przed 1989 rokiem losy większości z nich były nieznane. Dopiero po odzyskaniu przez Polskę wolności i wskrzeszeniu Senatu zaczęła je śledzić dr Dorota Mycielska, pracująca tu od 1992 r. (zmarła w 2007 r.) "Dobrze znała środowiska przedwojennej inteligencji, ziemiaństwa i arystokracji. Dlatego też poszukiwania szybko zaczęły przynosić interesujące rezultaty. Nierzadko okazywało się, że najbliżsi zachowali legitymacje senatorskie, korespondencję przedwojennego Biura Senatu, listy marszałków Senatu, porządki obrad i fotografie" - pisze Jarosław M. Zawadzki.

Inicjatorami upamiętnienia przedwojennych senatorów byli już w 1989 r. Roman Ciesielski, Andrzej Stelmachowski i Andrzej Wielowieyski. Na ustalenie nazwisk i powstanie tablicy trzeba było jednak czekać aż dziesięć lat. Projekt sporządził plastyk Zbigniew Gąsior, a po jego śmierci prace kontynuował syn artysty - Marcin. Całość odkuto w firmie kamieniarskiej Ryszarda Szemraja. Odsłonięcia dokonała 3 lipca 1999 r. marszałek senatu Alicja Grześkowiak.

- Początkowo planowano wyzłocenie wykutych w marmurze liter, ale nie licowałoby to z kolorystyką wnętrz zaprojektowanych przez Pniewskiego - tłumaczy Zawadzki. Na tablicy znajdziemy ponad 150 nazwisk senatorów wraz z podanymi miejscami ich śmierci.

Zatrzymujemy się na wprost schodów w trakcie ogrodowym budynku, gdzie znajduje się sala obrad Senatu.

Sala obrad powstała w 1990 r. w miejsce trzech mniejszych pomieszczeń. W środkowym z nich znajdowała się przed 1989 r. czytelnia archiwum KC PZPR.

Wnętrze - tak jak cały budynek - zostało zaadaptowane do nowych celów zgodnie z projektem Andrzeja i Barbary Kaliszewskich oraz Bogdana Napieralskiego. Prace przy przebudowie sali trwały ponad rok. Jej nowa architektura miała harmonizować z nastrojem architektonicznym wnętrz Pniewskiego. Wyburzono ściany działowe i okazało się, że zgodnie z pierwotnymi projektami Pniewskiego miało to być jedno wnętrze. Świadczy o tym odkrycie w ścianach działowych czterech kolumn. W nowym wnętrzu zostały one wyeksponowane.

Sala ma 220 metrów kwadratowych. Problemem było pomieszczenie w niej stołu prezydialnego z mównicą, foteli dla 100 senatorów oraz miejsc dla prezydenta, rządu, dziennikarzy i gości. By scalić wnętrza, ponad kolumnami architekci zaprojektowali nowy plafon z półokrągłym gzymsem kryjącym oświetlenie. Światło, tak jak w realizacjach Pniewskiego, rozchodzi się tu po suficie. Nad plafonem schowana też została cała skomplikowana sieć instalacji elektrycznych, klimatyzacyjnych, przeciwpożarowych.

Jak pisała Dorota Mycielska: "Kolorystyka sali nawiązuje do koncepcji Pniewskiego, konsekwentnie przeprowadzonej we wnętrzach Sejmu, gdzie dominuje połączenie bieli, czerni i szarości. Zaś przy wejściach do sali znajdują się białe głowice z kararyjskiego marmuru nawiązujące do marmurów użytych przez Pniewskiego (podobne do tych w zwieńczeniu klatki schodowej)".

Prezydium otaczają amfiteatralnym półkolem fotele obite niebieską tkaniną. Każdy z foteli senatorów ma własny pulpit oraz tabliczkę z nazwiskiem. Tutaj też znajduje się aparatura do głosowania.

Kilkanaście lat temu całą Polskę obiegły zdjęcia telewizyjne ukazujące posła w sali sejmowej głosującego za siebie i kolegę. Dziś jest to niemożliwe. Zarówno w Sejmie, jak i w Senacie aparatura do głosowania uruchamiana jest dopiero po umieszczniu w czytniku własnej karty do głosowania. Obok czytnika znajduje się pięć guzików służących do głosowań: obecny, za, przeciw, wstrzymuję się i piąty rezerwowy. Jest tu też mikrofon pozwalający na zabieranie głosu z miejsca.

Wyniki głosowania wyświetlane są na tablicach znajdujących się na bocznych ścianach sali, ponad drzwiami do sąsiednich pomieszczeń.

Za miejscami dla senatorów fotele po prawej stronie sali przeznaczono dla prezydenta i przedstawicieli rządu, po lewej - dla prasy i publiczności. Tłem dla fotelu prezydenta jest zawieszony na ścianie kilim ze srebrnym orłem. - Został on wyhaftowany według wzoru przedwojennego sztandaru prezydenta RP - opowiada Jan Morawiński.

Wszystkie fotele zwrócone są w stronę ustawionego centralnie stołu prezydialnego. Pośrodku zasiada przy nim marszałek lub wicemarszałkowie prowadzący obrady, po bokach - dwóch sekretarzy. - Na sekretarzy obrad wybierani są z reguły najmłodsi senatorowie - zdradza Jarosław M. Zawadzki.

Przed biurkiem marszałka, poniżej znajduje się tak zwana fosa. Tu nad sprawnym funkcjonowaniem urządzeń czuwają komputerowcy, zaś wszystko, co zostało wypowiedziane w sali, skrzętnie notują stenotypistki. Dodajmy, że po każdym z posiedzeń pozostaje też zapis dźwiękowy.

Jarosław M. Zawadzki wskazuje na stojącą obok stołu laskę marszałka Senatu. - Jest bardzo ciężka. Trzeba mieć sporo siły, by nią uderzać o podłogę - mówi. Laskę w 1991 r. podarował marszałkowi Senatu Andrzejowi Stelmachowskiemu Cech Rzemiosł Artystycznych. Zaprojektowali ją architekci Andrzej i Barbara Kaliszewscy oraz Andrzej Napieralski, a wykonali rzemieślnicy Lech Kalinowski i Zygmunt Dzierla. Drzewce laski powstało z mahoniu i ma podłużne żebrowania z metalu. W zwieńczeniu znalazła się stylizowana korona piastowska Kazimierza Wielkiego inkrustowana czterema bursztynami. Na lasce odczytamy też trzy daty: 3 V 1791, 11 XI 1918 i 4 VI 1989. Ta ostatnia upamiętnia pierwsze po wojnie demokratyczne wybory do Senatu.

Okna zajmujące całą ścianę pomieszczenia za stołem prezydialnym zasłonięto sztywną, ruchomą kurtyną, którą można rozsunąć elektronicznie. Zaprojektowana przez Kaliszewskich i Napieralskiego ozdobiona jest aplikacją ze srebrzystych pasków i może kojarzyć się zarówno z neoempirem Pniewskiego, jak i wiedeńską secesją. Znacznie gorzej prezentują się lustra na ścianach. Mają jednak swoją tajemnicę - są to bowiem lustra weneckie. Wnętrze sali obrad można przez nie podglądać z sąsiednich pomieszczeń, gdzie pracują służby techniczne zajmujące się nagłośnieniem sali, jej oświetleniem i rejestracją obrad.

Symbol władzy

Laska jako symbol władzy hetmańskiej i marszałkowskiej po raz pierwszy pojawiła się w Polsce w XIV w. Początkowo jako kij ozdobiony okuciami i drogimi kamieniami. Była noszona przed monarchą, a w czasie sejmów jej uderzeniem w ziemię marszałek uciszał zgromadzonych. Zdarzało się też, że solidnie grzmocił laską posłów pchających się podczas obrad na środek izby.

"Laska marszałkowska w rękach marszałka bynajmniej nie miała wyłącznie charakteru symbolicznego. Całkiem praktycznie służyła do utrzymywania porządku. (...) W diariuszach obrad spotyka się zapiski takie jak ten z 4 lutego 1702 r.: >Ten dzień nieszczęśliwy był, bo trzy laski marszałkowskie złamały się, gdy nimi bił o ziemię, aby się uciszyli< (...) Być może ten pragmatyczny sposób wykorzystania oznaki władzy jest przyczyną, z której powodu do naszych czasów przechowało się w zbiorach niewiele lasek marszałkowskich" - pisała Dorota Mycielska.

Dziś laska ma znaczenie wyłącznie symboliczne. Marszałkowie Sejmu i Senatu jej trzykrotnym uderzeniem otwierają i zamykają obrady. Cztery laski wystawione są po sąsiedzku w gablocie holu budynku sejmowego.

Pierwsza (patrząc od lewej) jest najskromniejsza - to kopia dębowej laski Stanisława Małachowskiego, marszałka Sejmu Wielkiego z lat 1788-92. Oryginał przetrwał i znajduje się w zbiorach Muzeum Czartoryskich w Krakowie. Jest zupełnie pozbawiona ozdób, ma jedynie napis pamiątkowy.

Kolejna to laska Wojciecha Trąmpczyńskiego, marszałka Sejmu Ustawodawczego z lat 1919-12 (potem marszałka Senatu). Zwieńczona jest metalową rzeźbą orła w koronie, który przysiadł na łodzi płynącej przez wzburzone fale. Zaprojektowana przez Józefa Smolińskiego wykonana została w 1920 r. przez firmę braci Łopieńskich.

W 1947 r. znany architekt Stefan Sienicki zaprojektował kolejną laskę. Po 1989 r. to jej używał marszałek wskrzeszonego po latach Senatu RP. Jest drewniana i ma piękne kryształkowe zwieńczenie w stylu art déco. Ostatnia z wystawionym lasek, z piastowskim orłem, pochodzi z 1971 r. i jest dziełem Wacława Wojciechowskiego oraz Tadeusza Łopieńskiego.

Dodajmy jeszcze, że najstarsze wyobrażenie laski marszałkowskiej w Polsce pochodzi z 1506 r. i znalazło się w drzeworycie zdobiącym statut Jana Łaskiego. Trzyma ją poseł prowadzący obrady Izby Poselskiej.

Kameralnym miejscem jest barek w foyer sali obrad Senatu (z jej lewej strony). Zdobią go portrety marszałków Senatu II oraz III RP wykonane przez Irenę Kaczor. Najnowszy jest portret obecnego marszałka Senatu Bogdana Borusewicza. - Mam jeszcze trochę miejsca na ścianach na następne. Ale zarówno znalezienie autora portretu, jak i ich przewieszanie to pewien kłopot - mówi Jarosław M. Zawadzki.

Wielu senatorów i posłów zgodnie podkreśla, że barek pełen miękkich siedzisk to jedno z najbardziej sympatycznych miejsc w kompleksie sejmowym. - Jak mam trochę czasu, chętnie się tam gubię, piję kawę, zamawiam coś do zjedzenia - zdradza poseł Paweł Poncyljusz.

Panie pracujące w barku nie zdradzają tajemnic posłów i senatorów. - Największy tłok jest u nas podczas przerw w trakcie posiedzeń Senatu i senackich komisji. Politycy chętnie też zapraszają tu swoich gości. Mamy ciastka i kawę. Bardzo dobrą z ekspresu, który sam miele kilka rodzajów ziarna - zachwlają.

Na pytanie o sławy pijące ich kawę, odpowiadają ze wzruszeniem ramion: - Tu jest tylu polityków z pierwszych stron gazet, też tych zagranicznych, że już w ogóle nie zwracamy na nich uwagi.

Z tej samej strony do sali obrad przylega "akwarium". Tak nazywane jest pomieszczenie przedzielone szklaną szybą, w którym pracownicy Senatu gromadzą oraz przekazują senatorom druki, takie jak projekty ustaw. Tutaj też są one powielane. Podczas posiedzeń pracownicy zbierają także od senatorów zgłaszane przez nich propozycje poprawek do ustaw, które są na bieżąco redagowane za szklanymi szybami "akwarium".

"Akwarium" od barku oddziela spore pomieszczenie techniczne, w którym pracują dźwiękowcy i oświetleniowcy (wnętrze sali obrad można podglądać przez wspomniane wyżej lustra weneckie) oraz dużo mniejszy pokój wywiadów. Nie pracują tam jednak agenci wywiadu - senatorowie mogą umówić się tu z dziennikarzami na przeprowadzenie w ciszy rozmowy przed kamerą lub mikrofonem.

Czytaj więcej w Spacerownikach Warszawskich - część I i II

Spacerownik Warszawski, część I / Kulturalnysklep.pl