Polska przyroda: Puszcza Białowieska i okolice na rowerze

Są co najmniej trzy świetne powody, by do Białowieży wybrać się na rowerze. Pierwszy to wygoda: liczne dobrze ubite drogi, na ogół znakomicie oznaczone, oraz duży wybór noclegów w Białowieży i okolicach. Drugi to natura: Białowieski Park Narodowy chroni ostatni w Europie las pierwotny, w którym nigdy nie prowadzono gospodarki leśnej; to jedno z najcenniejszych przyrodniczo miejsc na świecie. Trzeci powód: oczywiście żubry. Około 430 polskich bizonów żyje tu na wolności, teoretycznie można się na nie natknąć w każdej chwili...

CZYTAJ TEŻ: Puszcza Białowieska - to trzeba zobaczyć!

Dzień 1. (56 km). Żubr skryty

Na nocleg wybraliśmy położone na wschodnim krańcu Białowieży gospodarstwo agroturystyczne Szpak (35 zł/osoba), jedno z wielu w okolicy. Mają tu miejsce na ognisko (i dużo narąbanego drewna), saunę (w zimie jak znalazł) oraz podobno WiFi (ale nie działa).

Wyruszamy przez Pogorzelce do Szlaku Dębów Królewskich (6 km). Na małej przestrzeni rosną tu 24 dęby, najstarsze mają po 400-450 lat. Legenda głosi, że niektóre zasadził Zygmunt Stary. Każdy z tych pomników przyrody otrzymał nazwę po królu lub księciu oraz metryczkę z informacją o wieku i rozmiarach. Niestety, niektóre już uschły, a zaatakowanego przez grzyby Augusta III Sasa powalił wiatr. Przejście pętli wokół dębów zajmuje 15 minut.

Jedziemy teraz na północ, skręcając wzdłuż starych torów w prawo, do szlaku biegnącego granicą parku narodowego. Do południowej części parku (Obręb Ochronny Orłówka) można wejść tylko z przewodnikiem, ale w części północnej (Obręb Hwożna) są szlaki. Niedawno znajomi gdzieś w tej okolicy spotkali żubra. Co rusz zjeżdżamy więc z głównej drogi w boczne, licząc na łut szczęścia i widok króla puszczy pasącego się na polanie. Nagle z głębi lasu słychać trzask łamanych gałęzi - zbyt głośny, aby jego sprawcą był ptak, pies czy człowiek. Po chwili gromada zwierząt przebiega przez drogę - niestety, to tylko dziki...

Ponieważ po paru kilometrach szlak zanika w gęstwinie, wracamy na Narewkowską Drogę. Jest szeroka, wygodna, ale ma jeden minus: co jakiś czas przejeżdża nią samochód, wzbijając tumany kurzu.

Przystanek przy kurhanie. Gdyby nie tablica informacyjna, pewnie nie dostrzeglibyśmy zwyczajnego pagórka o średnicy może 4 metrów, porośniętego kilkudziesięcioletnimi drzewami. Takie wczesnośredniowieczne (X-XII w.) cmentarzyska są rozsiane po całej Puszczy, znaleziono ich już 550. To ślady różnych plemion i kultur, są też pozostałe po nich groby. Czasem to płaskie ziemne kopce, czasem nieco wyższe wzniesienia kryte kamieniami. W Rezerwacie Szczekotowo (między Hajnówką i Narewką) znajduje się aż 130 kurhanów.

Po 15 km pedałowania - Narewka. To nazwa wsi i przepływającej przez nią rzeki (liczy 65 km, można spłynąć kajakiem, przy moście widzimy ich sporo czekających na przenoskę). Najciekawszym zabytkiem jest murowana cerkiew Mikołaja Cudotwórcy z drugiej połowy XIX w., świeżo odremontowana, o białych murach i zielonych kopułach. Wzdłuż ogrodzenia pierścień mogił, najstarsze liczą sto lat. Część z nich to pamiątka po "bieżeństwie" - exodusie z czasów I wojny, kiedy to prawosławna ludność tych okolic uciekała przed nadciągającym wojskiem niemieckim w głąb Imperium Rosyjskiego. Przed wojną 80 proc. mieszkańców Narewki stanowili Żydzi. Dziś jedynym śladem po nich jest mogiła 500 ofiar zamordowanych przez nazistów w 1941 r.

Przejeżdżamy przez wieś Gruszki - na ogrodzeniach dyndają plastikowe torebki i puszki zapewne mające odstraszać bydło i dzikie zwierzęta. Mijamy nadleśnictwo Browsk z ogródkiem botanicznym i drewnianym totemem Lasowida, bożka z miejscowych legend.

I znowu las. Po obu stronach asfaltowej dróżki poszycie ginie pod wodą pokrytą grubą warstwą intensywnie zielonej rzęsy. Na podtopionych drzewach widać ślady bobrzych zębów.

Mijając grądy, olsy i łęgi, wjeżdżamy na teren parku narodowego. Kierujemy się w stronę polany zwanej Składnicą Szypulową, która dawniej służyła jako skład drewna transportowanego potem kolejką do zakładów przetwórczych. To zarazem szlak turystyczny Tropem Żubra. Jak czytamy w ulotce: "Powstał z myślą o wszystkich, którzy pragną stanąć oko w oko z żubrem". Czyli o nas! Łączy trzy miejsca zimowego dokarmiania żubrów: Kosy Most, Czoło i Babią Górę.

Skręcamy w prawo, na Kosy Most. Można tu spotkać bobry, które nie budują tam, lecz mieszkają w norach na wysokim brzegu Narewki, a także wydry, norki i tchórze. Ścieżka przed mostem wiedzie do ostoi żubra - na rozległej łące stoją paśniki z sianem (takie same jak dla saren, tyle że wielkie jak dom). Wstęp tutaj wzbroniony, zwierzęta można obserwować z wiaty na końcu ścieżki. Ale próżne nadzieje - w lecie żubry mają jedzenia pod dostatkiem w lesie. Miejscowi mówią, że czasem zjawiają się tu o świcie, ale najlepiej zaczajać się na nie od listopada. Poza tym teraz żubry mają młode i widząc człowieka, mogą się zdenerwować.

Za mostem skręcamy w lewo, na czarny szlak ku wieży obserwacyjnej. Jest wysoka na kilka pięter, mamy z niej widok na podmokłą łąkę i paśnik na skraju lasu.

Jedziemy dalej czarnym szlakiem wzdłuż Narewki. Nosi on nazwę Carska Tropina, gdyż na potrzeby carskich polowań poprowadzono tędy groblę i drogę. Teren jest grząski, na szczęście są drewniane kładki. Ale błoto to drobiazg w porównaniu z komarami - nie można się zatrzymać nawet na chwilę, aby nie zostać doszczętnie pokąsanym (nie boją się żadnych chemikaliów).

Granicznym Trybem wracamy do Narewkowskiej Drogi i nią do Białowieży. Uwaga! Znalezienie czarnego szlaku od przeciwnej strony jest trudne, brak oznaczeń. Żeby wjechać w Graniczny Tryb, trzeba skręcić z Narewkowskiej w prawo, w drogę z zakazem wjazdu oznaczoną tablicą: "Lasy Naturalne Puszczy Białowieskiej".

Dzień 2. (22 km) Żubr leniwy

Dziś zwiedzamy najbliższe okolice. Białowieża ma skomplikowaną historię. Pierwsze informacje z roku 1409 mówią o istnieniu dworu królewskiego - ale stał on w uroczysku Stara Białowieża, tam gdzie Dęby Królewskie. Na obecne miejsce przeniesiono dwór dwieście lat później. W 1812 r. spaliły go wojska francuskie, a pod koniec XIX w. wybudowano tu rezydencję myśliwską carów Rosji. Dopiero wówczas przydworski folwark zaczął się przekształcać w wioskę. Dziś Białowieża liczy ok. 3 tys. mieszkańców, trzykrotnie mniej niż przed wojną.

Carska rezydencja spłonęła podczas II wojny, pałac zburzono w latach 60. Jak wyglądał, można zobaczyć na zdjęciach w parku Pałacowym. Na jego miejscu ma swą siedzibę dyrekcja Parku Narodowego i Muzeum Przyrodniczo-Leśne z bogatymi zbiorami z dziedziny zoologii, botaniki oraz na temat historycznego użytkowania puszczy. Ekspozycję stałą można zwiedzać tylko w grupie z przewodnikiem (bilet 12 i 8 zł), wystawy czasowe tego nie wymagają (6 i 3 zł).

Po parku pałacowym przyjemnie się spaceruje. Jego twórcą był Walerian Kronenberg (1859-1934), ten sam, który zaprojektował m.in. ogrody warszawskich Wyścigów Konnych i przy Agrykoli. Najstarszy zachowany budynek to dawny dworek myśliwski w stylu rosyjsko-szwajcarskim z 1845 r., drewniany, z dachem z gontu. Świadectwem starszych dziejów jest kępa ponad 250-letnich dębów na wzgórzu przed wejściem do muzeum - posadzono je, aby dawały cień oficynie myśliwskiej króla Augusta III.

Białowieża ma interesujący kościół św. Teresy z 1935 r. Od frontu wznosi się biała wieża (nawiązanie do nazwy miejscowości) z blankami, za sprawą których świątynia przypomina jakąś portugalską twierdzę. Jeszcze ciekawiej jest w środku - wnętrze zaprojektowano w stylu puszczańskim, z porożami jeleni oraz gałęziami i korzeniami oplatającymi ołtarz i konfesjonały.

Większość mieszkańców Białowieży nie chodzi jednak do kościoła, lecz do cerkwi św. Mikołaja Cudotwórcy. Wymurowano ją z rozmachem w 1895 r. na planie krzyża greckiego, w ceglastym kolorze, z dwiema kopułami. Uwagę zwraca sprowadzony z Petersburga ikonostas z chińskiej porcelany (jedyny taki zabytek w Polsce) oraz polichromie ilustrujące Nowy Testament.

Na południe od wsi znajduje się zabytkowy dworzec Białowieża Towarowa z 1903 r., od lat 90. XX w. nieczynny. Obok odrestaurowanego, drewnianego budynku znajduje się wieża ciśnień, semafor i dwa żurawie wodne, na torach stoi stary parowóz i wagon. Dworzec mieści teraz Restaurację Carską, wytworną i dość drogą (dania główne: polędwiczka wieprzowa 45 zł, comber z sarny - 90).

Na drugim krańcu Białowieży mamy prywatny, skromny skansen (wstęp 6 i 3 zł). Stoi tu kilka chałup krytych strzechą lub gontem, najstarsza z 1897 r. W środku wiele przedmiotów codziennego użytku. Na wewnętrznych belkach zachowały się napisy w języku starocerkiewno-słowiańskim z imionami ewangelistów. Są też dwa wiatraki (można wejść do środka), bania, odrzynki barci i całkiem nowa kapliczka.

Za Pogorzelcami skręcamy w 4-km ścieżkę edukacyjną Żebra Żubra. Biegnie ona przez podmokłe tereny, drewniana kładka niemal już przegniła. Tablice informują o roślinach spotykanych na szlaku. Żebra kończą się przy wejściu do Rezerwatu Pokazowego Żubrów (6 i 3 zł, wjazd rowerem ekstra 3 zł).

To bardziej zoo niż rezerwat. Zarazem jedyne miejsce, gdzie spotkanie z żubrem jest gwarantowane. Choć nie zawsze - kiedyś byłem tu w deszcz i wszystkie zwierzęta się pochowały, a kasa nie zwracała za bilety. Dziś jest ciepło. Grupa żubrów chroni się przed słońcem pod kępą drzew na środku wybiegu, co jakiś czas któryś leniwie podniesie głowę albo zamacha ogonem. Pewnie wolałyby być za płotem, na wolności, jak ich krewniacy...

Przed I wojną światową w puszczy żyło ponad 700 żubrów - w parę lat zginęły wszystkie, ostatni - w 1919 r. Dziesięć lat później kilka sztuk zainstalowano w specjalnym zwierzyńcu. Hodowla się powiodła i 57 lat temu żubr zaczął wracać na łono natury.

Na zoologicznych wybiegach żyją też jelenie, łosie, wilki, rysie, tarpany, dziki i żubronie, czyli krzyżówki żubra z krową. Dzieci najbardziej lubią sarnę, która daje się głaskać niczym kot. Przed wejściem rozstawiły się kramy z pluszowymi zwierzakami, suszonymi ziołami "na wszystkie dolegliwości" i miodami.

Dzień 3. (67 km) Żubr na talerzu

Z Białowieży żółtym szlakiem jedziemy na południowy zachód, na Sinicką Drogę. Po 4 km czarny szlak skręca ku "miejscu mocy". Kilka rozrzuconych kamieni ma być pozostałością po miejscu szamańskich praktyk prasłowian. Podobno panuje tu wyjątkowo wysokie pozytywne promieniowanie, o czym świadczy bujna wegetacja i nietypowe drzewa, "jakby rozsadzane energią płynącą z wnętrza ziemi". Istotnie, tu i ówdzie z jednego korzenia wyrasta po parę pni. Instrukcja głosi, że "osoby szczególnie wrażliwe, ustawiwszy się w odpowiednim punkcie, mogą odczuwać całą gamę subtelnych wibracji". Tylko który punkt jest odpowiedni? Można też sprawdzić własną wrażliwość, gdyż "osoby szczególnie wrażliwe" nie będą mogły wejść do środka "przemyślnego układu kamieni". Wchodzę - co za ulga - bez kłopotu, najwidoczniej wrażliwy nie jestem. Podobno w tym miejscu łatwiej jest też podjąć decyzję o rezygnacji z nałogów (nie wiadomo jednak, na ile trwałe są te postanowienia). Dla nas najbardziej zagadkowym elementem "miejsca mocy" pozostaje niziutka wieża widokowa, z której nic nie widać.

Wracamy na żółty szlak wiodący przez kilka rezerwatów: Lasy Naturalne Puszczy Białowieskiej (kilka enklaw rozrzuconych po całej puszczy), Podcerkwę, Berezowo, Olszankę-Myśliszcze. Wszystkie chronią lasy z rzadkimi gatunkami roślin i motyli. Za mostkiem na rzeczce Leśnej jeszcze jeden - Michnówka, z torfowiskiem wysokim. Wstępu do wszystkich rezerwatów skutecznie bronią ściany pokrzyw i trzcin oraz grząski grunt. Ale sama droga jest znakomita.

Po 19 km - maleńka wieś Topiło wybudowana po II wojnie dla pracowników leśnych. Na bocznym torze zwraca uwagę ciuchcia parowa z wagonikiem. Biegnie tędy jedna z linii kolejek wąskotorowych (w 1916 r. zaczęli je budować Niemcy), które do lat 90. służyły do wywozu drewna. Tory zarasta las, ale odcinek Hajnówka - Topiło działa, jeżdżą nim turyści (do 26 września kolejka spalinowa kursuje we wtorki, czwartki i soboty, wyjazd z Hajnówki o godz. 10, powrót z Topiła o 12, o ile zbierze się 40 chętnych; 12-km odcinek przejeżdża w godzinę, bilety po 20 i 10 zł, plus 5 za rower; tel. 085 682 26 89).

Gdy przyjeżdża kolejka, otwiera się zajazd Ostatni Grosz - podobno kiedyś znajdowała się tu karczma, w której robotnicy leśni przepijali ciężko zarobione dniówki. Natomiast nazwa wsi wzięła się zapewne od "topienia" drewna składowanego w zalewie utworzonym w 1933 r. na płynącej tędy rzece Perabel. Dziś to spokojne, pełne uroku jezioro porośnięte rzęsą, ze sterczącymi pniami. Dookoła biegnie ścieżka edukacyjna Puszczańskie Drzewa.

Mijając obelisk poświęcony leśnikom zamordowanym przez okupantów, jedziemy do Orzeszkowa (11 km), aby obejrzeć cerkiew cmentarną z lat 40. i parę starych domów. Dalej do Hajnówki, ale nie szosą, tylko niebieskim szlakiem. Początkowo wiedzie przez zagajnik sosnowy, potem zakręca w łąki, a za mostkiem na rzece Chwiszczej wchodzi w las.

24-tysięczna Hajnówka to brzydkie miasteczko robotnicze. Znane głównie z festiwalu muzyki cerkiewnej, który odbywa się w maju w Soborze Świętej Trójcy. Duża cerkiew może pomieścić 5 tys. wiernych, powstała w 1983 r. Warto ją zobaczyć. Dach świątyni tworzą przenikające się nieregularnie betonowe łupiny. Wewnątrz polichromie wykonane przez Greka Dymitriosa Andonopulasa, współczesny ikonostas (dzieło artystów polskich, greckich i rosyjskich) oraz ogromny żyrandol w kształcie prawosławnego krzyża. Jest i żubr! Wprawdzie nie żywy, ale odlany z brązu, stoi na skwerze przy ul. Zina.

Z Hajnówki wyjeżdżamy przez Krynoczkę - to ukryta w lesie cerkiew Braci Machabeuszów i cudowne źródełko. Wierni maczają w wodzie chustki, przecierają nimi twarz i zostawiają na gałęziach drzew. Niestety, niebieski dach cerkwi widzimy tylko zza obskurnego płotu, bo Krynoczka leży na terenie jednostki wojskowej i można do niej wejść jedynie podczas świąt prawosławnych.

Stąd prosta leśna droga - żółty szlak rowerowy - prowadzi do sioła Budy. Stajemy przy miniskansenie (wstęp 8 i 4 zł) prezentującym gospodarstwo z pierwszej połowy XIX w. Oprowadza nas pan Włodzimierz Muśko, rzeźbiarz. Niektóre eksponaty pochodzą z jego rodzinnego domu. Głównym obiektem jest chata z 1836 r. Kryta strzechą, drewniana, bielona (bielenia domów zaprzestano w okresie międzywojennym), z trzema izbami i strychem, gdzie znajduje się unikalny - a do tego czynny! - drewniany komin. Pan Muśko zdradza jego tajemnicę: zanim dojdzie doń gorące powietrze z pieca, krąży ono po parterze, ogrzewając izby, aż ochłodzi się na tyle, aby nie zaszkodzić drewnu, które dodatkowo zabezpieczono od wewnątrz glinką.

Przy skansenie stoi Karczma Osocznika. W obszernym drewnianym wnętrzu lub w ogrodzie można zjeść m.in. potrawy z żubra (gulasz - 54 zł, comber - 84). Mięso, wyjaśnia kelnerka, pochodzi ze zwierząt ubitych na polowaniu. Głowa jednego z nieszczęśników wisi nad wejściem. Cóż, jak mawiali starzy puszczacy: "Lepszy żubr w gulaszu niż wcale".

Z Karczmy Osocznika wróciliśmy przez Teremiski do Białowieży. W trzy dni pokonaliśmy na rowerach 145 km

Oko w oko z żubrem

W razie spotkania z tym zwierzem pamiętajmy, aby:

* widząc oznaki zniecierpliwienia żubra (nerwowe kręcenie ogonem, grzebanie racicami w ziemi, tarzanie się), oddalić się jak najszybciej, zachowując spokój;

* samochód należy zatrzymać powoli, nie wolno go opuszczać ani gasić silnika; można otworzyć okna, ale lepiej nie otwierać drzwi, bo ten odgłos spłoszy żubra;

* rowerzysta powinien zatrzymać się najlepiej obok dużego drzewa, aby być mniej widocznym;

* spieszy nie powinien podążać za żubrem, tylko stanąć w miejscu i nie wykonywać gwałtownych ruchów

źródło: Białowieski Park Narodowy

CZYTAJ TEŻ: Puszcza Białowieska - to trzeba zobaczyć!