Czy można kupić Sopot

Australijska multimilionerka Joan Haffner, która dorobiła się majątku na hodowli owiec, zamierza zainwestować pieniądze w Polsce... kupując miasto. Pod uwagę bierze Zakopane, Międzyzdroje oraz Sopot. Kobieta jest stryjeczną prapraprawnuczką założyciela sopockiego kąpieliska Jana Jerzego Haffnera.
Gra idzie o co najmniej 300 milionów zł, bo mniej więcej tyle są warte komunalne nieruchomości. To jednak ostrożne szacunki, dużo bardziej realna jest kwota powyżej miliarda złotych. Pieniądze zasiliłyby budżet miasta i zostały spożytkowane na potrzeby mieszkańców.

Droga do celu jest trudna i proces potrwa kilka lat. Ponieważ ustawa o samorządzie gminnym nie mówi nic o prywatyzacji miast (ale także jej nie zabrania), multimilionerka musi przekonać posłów do zgłoszenia odpowiedniej nowelizacji i uchwalenia przepisów wykonawczych. Prawnicy Joan Haffner spotkali się już z większością pomorskich parlamentarzystów. Ci jednak odnieśli się do pomysłu ostrożnie, zwracając uwagę, że łatwiej byłoby im lobbować na początku kadencji Sejmu. W tej chwili podejmowanie kontrowersyjnych tematów może się niekorzystnie odbić na ich popularności.

Więcej entuzjazmu wykazali sopoccy urzędnicy, choć uświadomili Joan Haffner, że ostateczna decyzja leży po stronie mieszkańców. Prywatyzacja jest możliwa tylko w drodze sprzedaży wyemitowanych przez miasto akcji. Jako że "mieszkańcy gminy tworzą wspólnotę samorządową", transakcja doszłaby do skutku, gdyby zgodziła się na nią w referendum bezwzględna większość sopocian.

Prywatyzacja oznacza dla właściciela większościowego pakietu akcji przejęcie obowiązków gminy, czyli m.in.: spraw ochrony zdrowia, szkolnictwa, utrzymania dróg i pomocy społecznej (ok. 140 milionów zł rocznie). W zamian do jego kieszeni będą trafiały pieniądze z lokalnych podatków.

Łączą się z tym także konsekwencje administracyjne. Nabywca akcji otrzyma prawo ustanowienia zarządu miasta i zniesienia wyborów samorządowych. Zarząd będzie musiał jednak działać w zgodzie z polskim prawem, a kontrolować go ma Wojewódzki Sąd Administracyjny.

Powiedzmy to sobie szczerze: wiadomość, że ktoś chciałby włożyć do kasy miasta miliard złotych, jest zbyt dobra, żeby była prawdziwa. Potomkowie Haffnera rzeczywiście żyją w Australii. Niestety, nie są miliarderami.