Czy warto uprawiać żeglarstwo

O swoim doświadczeniach opowiadają czołowi polscy żeglarze.
Anna Gałecka, brązowa medalistka mistrzostw Europy w windsurfingu w klasie Mistral: Zaczęło się od miłości. Byłam na Mazurach i poznałam przystojnego chłopaka, który pływał na desce. Gdy powiedział mi, że jest mistrzem Polski, to już w ogóle byłam zakochana. Trafiłam do SKŻ, żeby zapytać o niego. Oczywiście kłamał, ale ja wkrótce sama zaczęłam pływać. Szlifowałam formę, bo windsurfing od początku sprawiał mi dużą przyjemność. No, może pominąwszy początkowo częste upadki do wody.

Fajnie to wygląda, gdy wysportowana dziewczyna pływająca na desce (a wciąż jest ich za mało) świetnie sobie radzi. Zachęcam więc wszystkie dziewczyny! Najlepsi wyczynowcy dzięki windsurfingowi mają szansę zwiedzić cały świat.

Maciej Grabowski, mistrz Europy w klasie Laser, należy do kadry olimpijskiej: Laserki to łódki klasy olimpijskiej, coś między windsurfingiem, a kolejną klasą żeglarską. Każda z nich jest taka sama, dlatego liczy się tylko to, co człowiek na łódce wymyśli. Ale zanim zacznie się myśleć, trzeba nauczyć się ją balansować, żeby nie wywalała się przy silnym wietrze. Łatwe to nie jest, ale cieszę się, że uprawiam żeglarstwo wyczynowe, bo dzięki temu wciąż czuję się młody (Maciek ma 26 lat! - red.). Gdy patrzę na znajomych, którzy po skończeniu studiów zaczęli pracę, założyli rodzinę itd., to cieszę się, że ja jeszcze w taki kierat nie popadłem. Mam mało problemów domowych - kran mi nie cieknie... Choć mojego trybu życia nie nazwałbym luzackim - to taka ciągła sinusoida: intensywna praca i luz, i znów praca. Żeglarstwu najbardziej jestem wdzięczny za to, że poznałem mnóstwo ludzi. Mam teraz spore grono przyjaciół na całym świecie (również w Gdyni, gdzie mieszkam), zawsze możemy na siebie liczyć.

Przemysław Miarczyński, mistrz świata w windsurfingu w klasie Mistral, olimpijczyk: Windsurfing to sport wyjątkowo przyjemny i naturalny, bo bez żadnych silników. Kojarzy się nie z ciężką pracą, ale z plażą. Nie do końca jest tak w klasie olimpijskiej Mistral. Treningi są ciężkie, ręce w sezonie przypominają pięty, ale za to dużo się zwiedza. Czekając na wiatr, siedzi się w takich, a nie w innych miejscach. Nawet jeśli skończę z klasą olimpijską, to wciąż będę pływał. Pierwsze kroki na desce stawiałem jako czterolatek, wtedy jeszcze bez żagla, pod okiem taty na jeziorze w Osowej. Wyczynowo zacząłem trenować, gdy miałem 10 lat.

Magdalena Wierocka, brązowa medalistka Mistrzostw Polski Juniorów: Zakochałam się w windsurfingu od pierwszego wejścia na deskę. A było to w SKŻ 7 lat temu. Od czasu, gdy skończyłam 15 lat, każde wakacje spędzałam na desce.

Sport jest dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy w życiu, choć nie jedyną. W związku z tym jestem mocno zajętą osobą. W sezonie żeglarskim treningi pochłaniają mnóstwo czasu. Zaczynają się w marcu, kwietniu od zgrupowań w Hiszpanii, czy Grecji. Od maja rusza trenowanie w Sopocie. Tu pogoda bywa różna, ale ja nie narzekam. Choć często rozmawiamy z koleżankami z klubu, gdy jest piękna pogoda w Sopocie, a my schodzimy na wodę przy małym wietrze. "Och, jak ja bym teraz poszła na plażę, położyła się na leżaku i trzy godziny nic nie robiła". Są takie marzenia. Ale my wybrałyśmy windsurfing.