Sztuka i natura w jednym, czyli dwa najbardziej tajemnicze miejsca w Skanii

Wyobraźcie sobie malownicze łąki na urwistym zboczu wzgórza i rozciągający się z nich widok na bezkresne morze.

Warto byłoby tu przyjechać dla samego krajobrazu, pooddychać czystym powietrzem,
pozwolić, żeby włosy poczochrał wiatr, a potem powędrować dalej przez falujące pagórki zjawiskowego Österlen. Można by też zejść kilkaset metrów w dół do rybackiej wioski Kåseberga i spróbować świeżutkiej ryby, a potem wybrać się na jedną z pobliskich plaż. Jednak zanim ruszysz w którąkolwiek ze stron, twój wzrok przykuje stojący dumnie po środku łąki kamienny krąg Ales Stenar, czyli "szwedzkie Stonehenge". To jedna z największych atrakcji turystycznych Skanii: 59 kamiennych obelisków ustawionych w formie elipsy, albo kamiennego okrętu.

Ales Stenar - miejsce pełne magiiAles Stenar - miejsce pełne magii fot. Jacek Kadaj

Nie wiadomo o nich zbyt wiele, poza tym, że każdy kamień waży około dwóch ton i że
stoją w tym samym miejscu od jakichś 1500 lat. Teorii na temat ich pierwotnego
przeznaczenia jest kilka. Jedni twierdzą, że był to rodzaj grobu i że wybudowali go
przodkowie Wikingów. Jednak zastępy pracujących w okolicy archeologów nigdy nie
znalazły tu ludzkich szczątków. Inni dowodzą, że Ales Stenar to rodzaj ołtarza, miejsce
kultu religijnego wyznawców słońca. Szwedzki badacz – amator Bob Lind upiera się, że
ustawione w kształt łodzi głazy są pradawnym obserwatorium astronomicznym. Bez
względu na to, czym były w przeszłości, atmosfera wokół nich nadal ma w sobie wiele
magii. Są jak perfekcyjna rzeźba, idealnie wpasowana w naturę, wykorzystująca
wyjątkowe światło, z którego także słynie to miejsce.

Liczne teorie na temat pierwotnego przeznaczenia Ales Stenar przyciągają tu miłośników tajemnic historiiLiczne teorie na temat pierwotnego przeznaczenia Ales Stenar przyciągają tu miłośników tajemnic historii fot. Jacek Kadaj

W tym sensie Ales Stenar mają coś wspólnego ze znajdującą się w północno-zachodniej Skanii rzeźbą Nimis –kontrowersyjnym dziełem sztuki stworzonym przez Larsa Vilksa, który sam jest dziś najbardziej kontrowersyjnym artystą szwedzkim. Do Nimis trudniej dotrzeć niż do Ales Stenar i najlepiej odwiedzać ją latem, bo położona jest na trudno dostępnej kamienistej plaży w rezerwacie natury Kullaberg. Nimis oznacza po łacinie „zbyt dużo” i jest to rzeczywiście ogromna, jakby samomultiplikująca się konstrukcja dziwacznych wież i długich korytarzy zbudowanych tuż nad wodą, z napływowego drewna. Vilks zaczął budować Nimis w 1980 roku, a w 1982 rozpoczęła się jego trwająca dziesięciolecia walka z urzędem wojewódzkim, który uznał powstające w rezerwacie natury dzieło sztuki za budowlę na czarno. Lars Vilks bez końca procesował się z urzędnikami, którzy zabiegali o nakaz rozbiórki Nimis i o nałożenie na jej twórcę grzywny. Artysta nie poddawał się, uparcie budował swoje dzieło, wzbudzał coraz większe zainteresowanie prasy i miał sporo szczęścia. Na przykład kiedy jeszcze w latach ’80 zeszłego wieku przegrał kolejną rozprawę i zarządzono rozbiórkę Nimis,
Vilksowi udało się ją sprzedać niemieckiemu artyście Josephowi Beyus’owi. Zmiana
formalnego właściciela unieważniła wyrok sądu i zabawa w kotka i myszkę rozpoczęła
się od początku. Co ciekawe, Nimis przyciągało coraz więcej turystów i stało się tak
znane, że w broszurkach informacyjnych o Skanii zaczęto umieszczać zdjęcia
„nielegalnej” rzeźby Vilksa i zachęcać do jej odwiedzania. Jakiś czas temu fragmenty
Nimis spłonęły, ale Vilksowi udało się rzeźbę odbudować, za co został w lutym 2018 r.
skazany na kolejną grzywnę. Po 38 latach istnienia wbrew prawu, Nimis nadal przyciąga uwagę mediów oraz stanowi turystyczną atrakcję (uwaga! nie należy się na nią wspinać, jest to konstrukcja zdecydowanie zbyt niestabilna).

Południowe wybrzeże Skanii słynie z wyjątkowego światłaPołudniowe wybrzeże Skanii słynie z wyjątkowego światła fot. Jacek Kadaj

Sam Lars Vilks od paru lat żyje pod stałą ochroną policji, ponieważ wydało na niego
wyrok kilka organizacji terrorystycznych po tym, jak narysował karykaturę proroka
Mahometa jako psa, jednak to już zupełnie inna historia, która nie ma wiele wspólnego z rodzinną Skanią artysty (będzie za to można o niej poczytać w doskonałym reportażu
Niklasa Orreniusa „Strzały w Kopenhadze”, który ukaże się niedługo nakładem
Wydawnictwa Poznańskiego).

Za to Skania jest tym regionem Szwecji, który zaskoczy Cię nie tylko niezwykłymi
widokami, bajkowymi pejzażami, masą fascynujących miejsca do zwiedzenia (zwłaszcza tych w stylu skandynawskiego noir) oraz doskonałą kuchnią, ale także tym, że ma wyjątkowo jak na Szwecję ciepły klimat oraz równie ciepłych ludzi. Mieszkańcy tego regionu mówią głośniej niż reszta Szwedów, gwałtowniej gestykulują i mają większe poczucie humoru. Może mieć to związek z bliskością do Polski, albo z jeszcze większą bliskością do Danii, której Skania była zresztą kiedyś częścią.


Katarzyna Tubylewicz - pisarka i tłumaczka literatury szwedzkiej, autorka m.in. reportaży o współczesnej Szwecji „Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie”.


Więcej informacji na temat regionu Skanii w południowej Szwecji: www.visitskane.com