Agrafki, tyrolki i priganice. Dzikie piękno Czarnogóry najlepiej odkrywać po sezonie

Nieodłącznie kojarzy się z letnim wypoczynkiem nad ciepłym Adriatykiem. To słuszne skojarzenie, ale też stereotyp. Bo Czarnogóra to kierunek wcale nie sezonowy, lecz całoroczny. A jesień jest jedną z najlepszych pór roku, by nie tylko w spokoju napawać się urokiem tutejszych riwier, ale też odkryć całkiem inne - dla niektórych nawet piękniejsze od wybrzeża - zakątki kraju.

Ze swoimi 240 słonecznymi dniami w roku, 180 dniami z ciepłą wodą w morzu i blisko 300-kilometrowym wybrzeżem z sześcioma riwierami, Czarnogóra daje turystom wszelkie argumenty, by co roku w wakacje przeżywać oblężenie. Od Ulcinja na wschodzie, po Herceg Novi na zachodzie, w lipcu i sierpniu na czarnogórskie riwiery zjeżdżają tłumy. Rodowici mieszkańcy uciekają wtedy znad morza w góry lub zagranicę, a rozkochani w „czarnej perle Bałkanów” celebryci zamykają się w kurortach z prywatnymi plażami, niedostępnych dla zwykłych śmiertelników. Dość powiedzieć, że stałych mieszkańców jest na wybrzeżu ok. 18-19 tysięcy, a turystów w szczycie sezonu – ok. 75 tysięcy. Robi się więc cztery razy ciaśniej.

Miejscem-widokówką i symbolem wielkiego turystycznego sukcesu, jaki w ciągu kilkunastu lat odniosła malutka Czarnogóra, z pewnością jest położona na wschód od Budvy wyspa św. Stefana. Gdy patrzy się na nią z górującej nad riwierą drogi, trudno powstrzymać westchnienie. Skupisko kamiennych domów z czerwonymi dachami, oblanych przez turkusowe wody jak czekoladka, to obrazek bajeczny. Nic dziwnego, że serbski tenisista Novak Doković wybrał właśnie to miejsce na swój ślub, a David i Victoria Beckham dwa lata temu wynajęli wyspę w całości na swoje wakacje. I choć święty Stefan był wtedy dostępny tylko dla nich, ponoć nigdzie nie ruszali się bez towarzystwa 40 ochroniarzy, o czym w okolicy, nad filiżanką mocnej kawy z tygielka, dyskutuje się do dzisiaj.

Czarnogóra. Wyspa Sveti Stefan - jeden z najbardziej luksusowych punktów na mapie całego wybrzeżaCzarnogóra. Wyspa Sveti Stefan - jeden z najbardziej luksusowych punktów na mapie całego wybrzeża Fot. Paulina Dudek

Historia wyspy św. Stefana jest zresztą bardzo ciekawa. Jeszcze do lat 60-tych XX wieku na małym, ufortyfikowanym w XVI wieku przed najazdami piratów skrawku lądu, dziś połączonym z wybrzeżem wąską drogą, mieszkali po prostu miejscowi rybacy. Potem jugosłowiańskie władze postanowiły przekształcić wyspę w luksusowy hotel. Rybacy dostali ziemię w okolicy, co po latach okazało się świetną inwestycją – potomkowie niektórych z nich zostali milionerami. Dziś właścicielem wyspy jest Aman Group, konsorcjum z siedzibą w Zurychu. Ceny też są iście szwajcarskie – najtańszy apartament kosztuje 800 euro za noc, najdroższy – ok. 5 tysięcy euro. Dwa leżaki i parasol to wydatek rzędu 100 euro za dzień. Kto chce tylko zajrzeć za mury, może to zrobić w określonych godzinach i w grupie, bilet kosztuje 20 euro.

Ten kurort kryje w sobie tajemnicę, o której wiedzą tylko nieliczni. Więcej dowiesz się z naszego filmu:

Przykład wyspy Sveti Stefan nie oznacza oczywiście, że cała czarnogórska riwiera jest droga. Luksusowy resort to raczej błyskotka do robienia wrażenia, ale pokazuje pewien trend. Ponieważ słynące na świecie z urody wybrzeże Czarnogóry stało się do tego stopnia popularne, że latem osiąga już maksimum swojej pojemności, siłą rzeczy rośnie oferta dla turysty z grubszym portfelem. Jeśli ktoś marzy o pustej plaży i spokoju w sezonie, musi sporo wydać.

Co innego poza sezonem. W drugiej połowie września czarnogórskie plaże pustoszeją, a ceny w hotelach, hotelikach i prywatnych kwaterach spadają. W październiku jest już bardzo luźno i miło – temperatura powietrza wynosi przyjemne dwadzieścia kilka stopni, a morze jest nagrzane po letnich miesiącach i wciąż nadaje się do kąpieli. Przy takiej pogodzie można też nie tylko w ciszy poplażować, ale wreszcie w spokoju pozwiedzać.

Gdy spojrzeć na mapę, to prawie dokładnie w środku czarnogórskiego wybrzeża leży Budva i riwiera budvańska. Zaczynając odkrywanie wybrzeża w tym miejscu i chcąc zobaczyć pozostałe riwiery, można udać się na zachód (gdzie rozciąga się umieszczona na liście UNESCO Zatoka Kotorska) albo na wschód (w kierunku Ulcinja i Jeziora Szkoderskiego).

My najpierw obieramy kurs na wschód, do Baru. Bar to dziś największe miasto na wybrzeżu Czarnogóry i zarazem największy port morski. Latem oferuje wygodne bezpośrednie połączenia promowe z chorwackim Dubrownikiem i włoskim Bari. Tuż obok nowego Baru leży Stari Bar, pamiętający czasy Rzymian, Wenecjan i Turków, i to on jest celem naszej wycieczki.

Czarnogóra. Stary i Nowy Bar oglądane ze wzgórzaCzarnogóra. Stary i Nowy Bar oglądane ze wzgórza Fot. Paulina Dudek

Brukowana, zasypana złotymi liśćmi droga wiedzie przez urokliwą czarsziję (dzielnicę turecką), wprost na wzgórze, gdzie znajdują się – dziś już ruiny – niegdyś wspaniałego warownego miasta. Poza dawnym pałacem biskupim i kilkoma kościołami (w tym jednym późnoromańskim), można tu zobaczyć jedyny zachowany w Czarnogórze akwedukt.

Urokliwa czarszija (dzielnica turecka) w Starym BarzeUrokliwa czarszija (dzielnica turecka) w Starym Barze Fot. Paulina Dudek

Przydrożne stoisko z suszonymi figami w Starym BarzePrzydrożne stoisko z suszonymi figami w Starym Barze Fot. Paulina Dudek

Stari Bar i jedyny do dziś zachowany w Czarnogórze akweduktStari Bar i jedyny do dziś zachowany w Czarnogórze akwedukt Fot. Paulina Dudek

W drodze powrotnej zatrzymujemy się w kawiarni na kawę po turecku i trelić – lokalne, bardzo słodkie ciastko, mocno nasączone mlekiem, z karmelową polewą. Po spacerze i deserze koniecznie trzeba jeszcze podejść lub podjechać do Starej Masliny – jednego z najstarszych drzew oliwnych na świecie. Szacuje się, że imponujące srebrzyste drzewo pamięta Chrystusa – liczy 2244 lata (co ma potwierdzać specjalny certyfikat) i wciąż daje owoce.

Czarnogóra. Stary BarCzarnogóra. Stary Bar Fot. Paulina Dudek

Trelić - czarnogórskie ciastko mocno nasączone mlekiemTrelić - czarnogórskie ciastko mocno nasączone mlekiem Fot. Paulina Dudek

Z Baru, jeszcze dalej na wschód, jedziemy rzucić okiem na Ulcinj. Z jednej strony sąsiadujący z Adriatykiem, a z drugiej z Jeziorem Szkoderkim, i dziś w ponad 60 procentach zamieszkiwany przez Albańczyków, zdecydowanie działa na wyobraźnię – od końca XV wieku prężnie operowała tu piracka republika. Ulcinj był gniazdem łotrów spod najciemniejszej gwiazdy, a musiało ich być sporo, bo podobno właśnie tutaj nocą widać najwięcej gwiazd. Międzynarodowe pirackie towarzystwo osiedliło się w Ulcinju na miejscu Wenecjan i latami siało popłoch. Piraci napadali na wszystkie okoliczne statki i miasta (poza Dubrownikiem, który zawsze płacił haracz), dwa razy zdobyli Budvę. Jedną z pozostałości po tamtych czasach jest dawny targ niewolników, gdzie – jak donoszą źródła – schwytano Cervantesa. Ponoć to tutaj narodziła się historia pięknej Dylcynei.

Czarnogóra. Ulcinj w ponad 60 procentach zamieszkują dziś AlbańczycyCzarnogóra. Ulcinj w ponad 60 procentach zamieszkują dziś Albańczycy Fot. Paulina Dudek

Za nami „prawa” połowa riwiery. Do Zatoki Kotorskiej jeszcze wrócimy, ale na razie zmieniamy scenerię i udajemy się na północ, w stronę Parku Narodowego Lovćen i Cetyni (Cetinje), historycznej stolicy Czarnogóry, wklejonej w płaskowyż u stóp górskiego masywu. Czarnogórcy to naród dumny i patriotyczny, przez wieki otaczany przez wielkie mocarstwa, pragnące go zgnieść lub wchłonąć, dlatego wielu Czarnogórców marzyłoby o tym, by właśnie w Cetyni, kolebce czarnogórskiej państwowości, turyści zaczynali swoją przygodę z ich krajem.

Czarnogóra. Fragment wybrzeża między Barem i UlcinjemCzarnogóra. Fragment wybrzeża między Barem i Ulcinjem Fot. Paulina Dudek

Od Budvy Cetynię dzieli zaledwie 31 kilometrów, ale droga jest wąska i stroma. Krajobrazowo to zupełnie inna Czarnogóra, Stara Czarnogóra. Morze zniknęło z horyzontu, pojawił się za to kamienisty teren, pokryty kruchą, pełną dziur i rozpadlin skałą, którego Turcy nigdy nie zdołali zająć (również dlatego, że ziemie te wydawały im się marne, a kawaleria poniosłaby znaczne straty).

Losy Cetyni, która aż do 1918 roku była stolicą Czarnogóry, wiążą się z dynastią Pietrowić-Niegosz. Na mapach Bałkanów Czarnogóra zawsze była tylko małą czerwoną kropką, ale w Cetyni, przy gigantycznej, trójwymiarowej mapie usypanej z piasku, można nabrać respektu dla malutkiego narodu, który „częściej był głodny niż syty, ale wszystko wydawał na swoją wolność” – jak mówi towarzyszący nam przewodnik, Jovan Bosković, pół-Polak, pół-Czarnogórzec. 60 procent kraju pokrywają góry powyżej 1000 m i podobno gdyby Czarnogórę wyprasować, to przestałaby być mała jak województwo lubuskie, a stała się duuuużo większa od Polski. Na takich terenach nie było łatwo Czarnogórcom przetrwać, a oni zdołali zachować jeszcze swoją odrębność.

W Cetyni oglądamy mapę, która nie pozostawia złudzeń: Czarnogóra, tak bardzo kojarząca się z morzem, to góry, góry i góryW Cetyni oglądamy mapę, która nie pozostawia złudzeń: Czarnogóra, tak bardzo kojarząca się z morzem, to góry, góry i góry Fot. Paulina Dudek

Sama Cetynia nie jest może piękna w klasycznym tego słowa znaczeniu, ale jest szalenie ważna i ma klimat – spokojny, wręcz dostojny, zważywszy na nagromadzenie historycznych zabytków. Z najważniejszych trzeba wymienić kilka pałaców, w tym słynną Bilardówkę (nazwa wzięła się od stołu bilardowego, który Njegos kazał sprowadzić aż z Wiednia, a przetransportowany został na… osiołku) i Niebieski Pałac (dziś rezydencja prezydenta Czarnogóry), Monaster Narodzenia Matki Bożej w Cetyni (skrywający relikwie św. Piotra Cetyńskiego oraz muzeum z ikonami i zabytkami czarnogórskiego piśmiennictwa) i liczne siedziby dawnych ambasad. Cetynię warto zwiedzić z przewodnikiem, choćby książkowym. Dzięki opowieściom o wybitnych członkach dynastii Pietrović-Niegosz i zwykłych Czarnogórcach, którzy na cetyńskim płaskowyżu potrafili uprawiać ziemię, a nawet każdemu domostwu zapewnić własną studnię, dużo łatwiej wczuć się w czarnogórskiego ducha.

Kafana kod Pera na Bukovicu, czyli najstarsza w Njegosz kawiarnia 'U Piotra'Kafana kod Pera na Bukovicu, czyli najstarsza w Njegosz kawiarnia 'U Piotra' Fot. Paulina Dudek

Nie da się ukryć, że pomaga w tym także kieliszek medoviny, zagryziony słynnym njeguskim prszutem, suszonym njeguskim serem i puszystym chlebem. Na ten genialny w swej prostocie poczęstunek zatrzymujemy się w „Kafanie kod Pera na Bukovicu”, czyli u Piotra, w pierwszej, działającej od 1881 roku, kawiarni w wiosce Njegosz, od pięciu pokoleń prowadzonej przez rodzinę Milosević (Milosević to na Bałkanach popularne nazwisko).

Njeguszki prszut, ser i medovina najlepiej smakują w czarnogórskim interiorzeNjeguszki prszut, ser i medovina najlepiej smakują w czarnogórskim interiorze Fot. Paulina Dudek

To w wiosce Njegosz urodził się ostatni władyka Czarnogóry, stąd swoją nazwę wzięła słynna dynastia (przydaje się wcześniejsza wizyta w Cetyni!). Miejsce ma niezwykły mikroklimat – na wysokości 880 m n.p.m. spotykają się trzy wiatry, w tym wiatr znad Adriatyku, do którego w linii prostej są zaledwie 2-3 km. To dlatego njeguszki prszut, czyli doskonałe czarnogórskie prosciutto, tak dobrze się suszy.

Nim powstanie idealnie kruchy nieguszki prszut, zasolona świńska noga musi dojrzewać w bukowym dymie przez minimum pięć miesięcy, a najlepiej przez 1,5 rokuNim powstanie idealnie kruchy nieguszki prszut, zasolona świńska noga musi dojrzewać w bukowym dymie przez minimum pięć miesięcy, a najlepiej przez 1,5 roku Fot. Paulina Dudek

W Njegosz prawie każda rodzina ma suszarnię, niektórzy produkują nawet 20 tys. zarejestrowanych w UE szynek rocznie. Milosevićowie nie stawiają jednak na ilość (rocznie produkują „tylko” ok. 700 szynek), lecz jakość. Receptura liczy 500 lat. Najpierw świńską nogę naciera się solą i tak mięso leży luzem 15 dni, a kolejne 15 dni – przyciśnięte kamieniem. Potem sól się zmywa, a nogę wiesza pod powałą suszarni, okopconą dymem z bukowego drewna. Naturalna pleśń, która tworzy się na powierzchni, to ochrona przez zepsuciem. Gotowa do jedzenia jest po pięciu miesiącach, najlepsza po 1,5 roku, ale może wisieć i trzy lata. Pokrojony cienko prszut trzyma się w chłodnym miejscu, ale poza lodówką, bo inaczej puszcza sok.

Medovinę, czyli sfermentowany miód z 1-proc. zawartością alkoholu, każdy za to może zrobić sobie sam w domu. Wystarczy zagotować litr miodu na cztery litry wody. Po zebraniu z wierzchu szumowiny zostaje medovina. Można przelać do butelki, ale najlepiej dochodzi w beczce.

Posileni, jesteśmy gotowi na kotorskie agrafki, czyli ok. 30 serpentyn, które trzeba pokonać, by zjechać z wioski Niegosz do Kotoru. W kilometrach odległość znów jest niewielka, ale to jakieś 1000 metrów w dół, a przy każdej „agrafce” droga nie tylko zakręca o 180 stopni, ale też miejscami jest tak wąska, że dwa samochody osobowe (a tą drogą zjeżdżają i wjeżdżają też wielkie autokary) mają problem, żeby się wyminąć. Wtedy zwykle (lecz nie zawsze) pechowcem jest pojazd mniejszy i jadący pod górę – cofanie w dół i na zakrętach wymaga nadzwyczajnych umiejętności i wielu kierowców jest tu biało-zielonych ze strachu. Oczywiście mając doskonałego kierowcę podczas pokonywania agrafek można się tylko cieszyć i zachwycać, bo zarówno adrenalina, jak i widoki z góry dosłownie zapierają dech w piersiach.

Ze szczytu czarnogórskich agrafek najdalej wysunięty na południe fiord i miasto Kotor widać jak na dłoniZe szczytu czarnogórskich agrafek najdalej wysunięty na południe fiord i miasto Kotor widać jak na dłoni Fot. Paulina Dudek

Nasz cel, czyli Kotor i cała Boka (Zatoka) Kotorska, to temat na osobny tekst. Dość powiedzieć, że oszałamiający czarnogórski fiord jest uznawany za jedną z 20 najpiękniejszych zatok świata, co według mnie jest skromnym opisem. Osobiście niewiele widziałam w życiu piękniejszych miejsc, nie tylko w kategorii zatok.

Czarnogóra. Widok na Zatokę Kotorską i miasto KotorCzarnogóra. Widok na Zatokę Kotorską i miasto Kotor Fot. Paulina Dudek

Skupmy się jednak na drodze, bo ta nie przez przypadek, jeszcze zanim powstała, była nazywana „złotą”. Jej budowę zlecił cesarz Franciszek Józef i był to jeden z najdroższych projektów w całych Austro-Węgrzech – 1 metr drogi kosztował jednego złotego dukata, czyli w przeliczeniu sześć wołów. Z agrafkami wiąże się też romantyczna legenda – podobno architekt agrafek kochał się sekretnie w królowej Milenie i dlatego początek drogi ma kształt litery „M”.

Mnie Kotor również kojarzy się z miłością – pierwszy raz zobaczyłam to miasto jako studentka, 14 lat temu i z miejsca się zakochałam. Zachwycający jest spacer po tutejszej starówce, niezapomniana wspinaczka po schodach na miejskie mury, nazywane „małym Chińskim Murem” (zwłaszcza latem, w morderczych upałach. Nazwa Kotoru wzięła się od starogreckiego „dekatera”, czyli gorąco. Co znowu przemawia za tym, by Kotor odwiedzić raczej wiosną lub jesienią, a nawet zimą, gdy miasto z wenecką przeszłością, weneckim wzorem hucznie bawi się w karnawale). Kotor od października 1979 roku jest na liście UNESCO. Decyzję o tym przyspieszyło trzęsienie ziemi w kwietniu 1979 roku – jak to mówią, szczęście w nieszczęściu.

Kotor leży u podnóża masywu Lovćen i otoczony jest 'małym Chińskim Murem'Kotor leży u podnóża masywu Lovćen i otoczony jest 'małym Chińskim Murem' fot. Paulina Dudek

Nie tylko dla samego Kotoru warto odwiedzić Bokę. Jednym z najwspanialszych doświadczeń w tej części Czarnogóry jest wynajęcie samochodu i objechanie dookoła całego fiordu – od Kotoru, przez Perast i Risan, aż do Tivatu i z powrotem do Kotoru (w sumie 104 kilometry, w jednym miejscu trzeba skorzystać z promu). Okoliczne miasteczka są prześliczne, a woda mieni się w słońcu niczym cekiny. Czerwone boje kołyszące się na wodzie to prywatne hodowle muszli, ryb i ostryg. Wszystko, co podaje się w restauracjach, jest wyławiane tego samego dnia rano. Czas staje w miejscu.

Boka Kotorska - europejski fiord najbardziej wysunięty na południeBoka Kotorska - europejski fiord najbardziej wysunięty na południe fot. Paulina Dudek

I gdy wydaje się, że najpiękniejsze już za nami, wtem – przez cudny nadmorski Risan – ruszamy do Dormitoru, największego parku narodowego Czarnogóry, również pod opieką UNESCO. Śródziemnomorskie krajobrazy fiordu ustępują miejsca coraz bardziej surowemu otoczeniu czarnogórskiego interioru. Malutka Czarnogóra znów pokazuje nam swoje zupełnie inne, bo dzikie i potężne oblicze.

Na nocleg zatrzymujemy się w górskim miasteczku Pluzine, nad rzeką Pivą, skąd już bardzo niedaleko do granicy z Bośnią i Hercegowiną. Od niedawna działa tu Gostinica Eko Piva, która z zewnątrz i wewnątrz wygląda może niepozornie, za to może się pochwalić najdłuższą w Czarnogórze, 1400-metrową tyrolką, przewieszoną nad turkusowym Pivskim Jeziorem. Zjazd trwa tylko około dwóch minut, bo tyrolka rozpędza się do 65 kilometrów na godzinę. Wrażenie są ekstremalne, a będąc po drugiej stronie jeziora trzeba jeszcze wrócić (kolejną tyrolką). Kto spietra i nie zdecyduje się na zjazd, na pocieszenie przy drodze może sobie kupić pyszny, prawie czarny miód.

Najdłuższa tyrolka w Czarnogórze - 1400 metrów liny rozciągniętej nad Jeziorem PivskimNajdłuższa tyrolka w Czarnogórze - 1400 metrów liny rozciągniętej nad Jeziorem Pivskim fot. Paulina Dudek

O szalonej popularności zjazdów na linie w Durmitorze przekonamy się jeszcze wielokrotnie – jedne z najbardziej ekstremalnych tyrolek rozpięto nad kanionem rzeki Tary. Ale zanim Tara, w Pluzine wjeżdżamy na tzw. Durmitor Ring – Pierścień Durmitoru. To ok. 85-kilometrowa panoramiczna droga, wiodąca aż do Żabljaka, turystycznego centrum Durmitoru. Znów jednak w błędzie będzie ten, kto uzna, że dość krótki Ring można pokonać w godzinę. Widoki są takie, że co parę metrów chciałoby się zrobić przystanek, na przejazd samochodem warto więc zarezerwować ok. 4-5 godzin.

Durmitor Ring, czyli panoramiczna droga przez góry i płaskowyże DurmitoruDurmitor Ring, czyli panoramiczna droga przez góry i płaskowyże Durmitoru fot. Paulina Dudek

Jadąc Ringiem można zobaczyć najważniejsze szczyty górskie Durmitoru. Najpiękniejsze punkty widokowe są oznaczone (a niektóre nawet dosłownie wzięte w gigantyczne ramki) i przygotowane jako miejsca piknikowe. Z tego ostatniego skwapliwie korzystamy, pochłaniając na ławeczce jakimś cudem wciąż ciepłe priganice ze śniadania (czarnogórskie pączki jedzone z miodem lub słonym serem).

Najpiękniejsze punkty widokowe na trasie Pierścienia Durmitoru dostały wyjątkową oprawęNajpiękniejsze punkty widokowe na trasie Pierścienia Durmitoru dostały wyjątkową oprawę fot. Paulina Dudek

Kaloryczne priganice najlepiej smakują w górachKaloryczne priganice najlepiej smakują w górach fot. Paulina Dudek

Pierścień można pokonać także na rowerze lub pieszo. Trzeba mieć jednak świadomość, że niektóre fragmenty trasy są wyczerpujące, temperatura, nawet jeśli na wybrzeżu wynosi powyżej 20 stopni C, tu może wskazywać ledwo nieco powyżej zera, wiatr jest silny i lodowaty, a kraina dzika i praktycznie bezludna. Trzeba więc mierzyć siły na zamiary i być przygotowanym na wszystko, bo dzikie piękno Czarnogóry w prawdziwie dzikim Durmitorze nie bierze jeńców.

Kolejny nocleg spędzamy w Żabljaku. W planie mamy jedną z najpopularniejszych tras w Durmitorze – ok. czterokilometrowy spacer wokół Jeziora Czarnego. Trasa w większości prowadzi lasem. Nie można się zgubić, nogi same niosą, jest cicho, spokojnie. W Nacionalnim Restoranie (który w Czarnogórze jest gwarancją smaku i jakości) nad jeziorem Czarnym posilamy się ostrą zupą rybną, pstrągami z grilla i pysznym risotto z grzybami. Raj.

Widok na Jezioro Czarne w Durmitorze - to jedna z najpopularniejszych tras spacerowych w całym parku narodowym. Jej pokonanie zajmuje godzinęWidok na Jezioro Czarne w Durmitorze - to jedna z najpopularniejszych tras spacerowych w całym parku narodowym. Jej pokonanie zajmuje godzinę fot. Paulina Dudek

Jezioro Czarne w Parku Narodowym DurmitoruJezioro Czarne w Parku Narodowym Durmitoru fot. Paulina Dudek

Czarnogóra słynie z przepysznej kuchni. A w Durmitorze można trafić na doskonałe risottoCzarnogóra słynie z przepysznej kuchni. A w Durmitorze można trafić na doskonałe risotto fot. Paulina Dudek

Przedostatnim punktem na naszej trasie jest most Durdevića na Tarze, rozpięty nad najgłębszym kanionem w Europie – jego głębokość dochodzi do 1300 metrów, głębszy jest tylko Kanion Kolorado w USA oraz Cotahuasi i Colca w Peru. Tu, oprócz wspomnianych już licznych tyrolek, w sezonie największą atrakcją są raftingi – Tara zdołała na tyle zachować swą dzikość i wyjątkowość, że znalazła się na liście światowych rezerwatów biosfery UNESCO .

Ale wielką atrakcją jest też sam most, najpiękniej prezentujący się o wschodzie lub zachodzie słońca. Gdy budowano go przez II wojną światową, miał najwyższe drewniane rusztowanie na świecie. Patrząc w dół, trudno nie myśleć o tym, ze wejście na nie musiało wymagać iście czarnogórskiej odwagi.

Czarnogóra. Słynny most na rzece TarzeCzarnogóra. Słynny most na rzece Tarze fot. Paulina Dudek

Kanion rzeki Tary to jedno z najbardziej majestatycznych miejsc w CzarnogórzeKanion rzeki Tary to jedno z najbardziej majestatycznych miejsc w Czarnogórze fot. Paulina Dudek

Jednym z najcenniejszych obszarów wokół Tary jest Rezerwat Czarnej Sosny – rzadko spotykane czarne drzewa liczą tu po 400 lat i dorastają do 50 metrów wysokości. Po okolicznych lasach biegają dziki, kozice i sarny, można spotkać też niedźwiedzia. Stąd do Podgoricy jest niecałe 100 kilometrów.

By zabrać do domu kawałek Czarnogóry, podjeżdżamy jeszcze do winnicy Szipczanik. Piwnice winnicy ciągną się 30 metrów pod ziemią. Winogrona rosną tu praktycznie na kamieniu – ziemia stanowi zaledwie 7 procent podłoża, przez co wino jest mocniejsze niż np. w Chorwacji. „Mocne, jak ludzie tutaj” – mawiają Czarnogórcy i lubią wtedy wyciągnąć zza pazuchy flaszeczkę rakiji (którą nota bene również pędzi się w Szipczaniku). Symbolem kompanii jest jednak wino Vranac. Do zakupów dorzucam jeszcze „Pro Corde” po 5 euro – wino „Dla Serca”, najlepiej sprzedające się w ciągu ostatnich 10 lat. Bo serce zostanie w Czarnogórze.

Szipczanik - największa winnica w Europie w jednym kawałkuSzipczanik - największa winnica w Europie w jednym kawałku fot. Paulina Dudek

W drodze na lotnisko myślę o tym, że 14 lat temu zobaczyłam Kotor i wydawało mi się, że w Czarnogórze widziałam już wszystko. Teraz mam wrażenie, że zobaczyłam zaledwie ułamek. A czy wolę góry, czy morze? Nie wiem. W Czarnogórze jedno i drugie można mieć w tym samym czasie.

Komentarze (4)
Agrafki, tyrolki i priganice. Dzikie piękno Czarnogóry najlepiej odkrywać po sezonie
Zaloguj się
  • wpm1

    0

    A nam nie pozostaje nic innego jak tylko zgłosić pretensje do naszych praprzodków, że nie wywędrowali na południe a zostali na tych zimnych równinach...

  • iplinski

    Oceniono 1 raz -1

    "Rodowici mieszkańcy uciekają wtedy znad morza w góry lub zagranicę" Akurat byłem tam i raczej przyjeżdżają nad morze by zarabiać na turystach. Kraj jest biedny i ludzie nie mają pracy i kasy. Kraj jest opanowany przez mafie, wszędzie prywatne plaże, na które nie można wejść. Bogactwo i bieda w kontraście. Duże wpływy Rosji. Wolę Chorawcję. Może zimniejsze niż w Chorwacji i jakieś takie ciemne. Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem. Na zdjęciach cudnie ale jakoś inaczej jak tam pojedziesz. Artykuł sponsorowany?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX