80 willi, podwodne kolacje i... rządowe ostrzeżenie. "Najbardziej instagramowy hotel świata" wybrany

Kto jest zaznajomiony z Instagramem ten wie, że w tym serwisie liczy się jedno - zdjęcia, które wzbudzą zachwyt i zazdrość obserwatorów. Gdzie zrobić takie, które rzucą ich na kolana? W resorcie Anantara Kihavah Villas na Malediwach.

Jeśli marzy ci się instagramowa sława i profil pełen zdjęć, które wywołają szczękościsk źle skrywanej zazdrości nawet u topowych blogerek, wycieczka w egzotyczne miejsce - najlepiej bardzo luksusowe - będzie strzałem w dziesiątkę. Tak przynajmniej można sądzić po tym, jakie treści na Instagramie cieszą się największą popularnością.

Trudno ci wybrać cel podróży w gąszczu ofert i inspiracji od innych podróżników, którzy zbierają najwięcej serduszek? 

Magazyn i portal "Luxury Trip Advisor" spieszy z pomocą. Z plebiscytu przeprowadzonego przez jego redaktorów wynika, że "najbardziej instagramowym hotelem na świecie" jest  Anantara Kihavah Maldives Villas na Malediwach.

To resort, na który składa się 80 prywatnych willi - nie domków ze ścianami nadgryzionymi przez korniki i grzybem wesoło kwitnącym na prysznicowej zasłonce - z których część została wybudowana na palach wbitych w dno morskie, a pozostałe na "dziewiczej, prywatnej plaży".

Co można tam robić? To Malediwy, więc oczywiście pływać, tudzież eksponować swoje wdzięki w bikini w lazurowych, krystalicznie czystych wodach Oceanu Indyjskiego. Słodkie zwierzątka też są w cenie na Instagramie, a resort jest zlokalizowany w pobliżu raf koralowych wpisanych na listę UNESCO, więc materiału do fotografowania nie powinno zabraknąć.

Sporą część instagramowych treści stanowi jedzenie - koniecznie bajecznie wyglądające (wygodne do zjedzenia mniej koniecznie, ale tego na zdjęciach już przecież nie widać). W Anantara Kihavah Maldives Villas się nie zawiedziecie - hotelowi goście mają do wyboru cztery restauracje, w tym jedną podwodną i nadwodny bar (kolorowe drinki na tle białego piasku? To się nie może nie udać!).

Jeśli morze wam się znudziło, spójrzcie w górę. W tym resorcie nawet niebo jest "przystosowane" do tego, by zrobić wrażenie na gościach (i ich instagramowych obserwatorach). By jego piękno przypadkiem nikomu nie umknęło i nie trzeba było spoglądać w gwiazdy niczym prostak wprost z plaży, można się wybrać do "Nieba", czyli hotelowego obserwatorium. 

Ile to wszystko kosztuje? Niemało - za dobę w najtańszym 2-osobowym pokoju ze śniadaniem w cenie trzeba zapłacić ponad 5600 zł, choć jeśli zdecydujemy się na dłuższy pobyt, jedna doba hotelowa może kosztować niemal o połowę mniej, bo już 3 tys. zł. Obniżka w sam raz, by zapłacić za przelot wodolotem z lotniska do resortu, który kosztuje 3950 zł (albo 54 tys. zł, jeśli nie chcesz dzielić kabiny z innymi gośćmi i polecieć sam).

Czy ten raj na ziemi może w ogóle mieć jakąś rysę? Okazuje się, że tak. Resort jest zlokalizowany 30 km od stolicy Malediwów, Malé, gdzie często zdarzają się antyrządowe protesty. Choć obecnie sytuacja jest już stabilniejsza (22 marca został zniesiony stan wyjątkowy), ministerstwa niektórych państw ostrzegają swoich obywateli przed podróżą na Malediwy i zalecają ostrożność.

W takim miejscu jak Anantara Kihavah Maldives Villas raczej nie ma się jednak czego obawiać. Właściciele ośrodka dokładają wszelkich starań, by jego goście czuli się bezpiecznie - w końcu płacą za to niemałą cenę.

Ta obejmuje nie tylko kwestię zapewnienia bezpieczeństwa. Sądząc, po naprawdę zachwycających zdjęciach na profilu resortu, tytuł "najbardziej instagramowego hotelu na świecie" nie przypadł mu bez przyczyny. Zgadzacie się?

Majówka w domu? Znajdź namiastkę egzotycznych wakacji w swoim mieście [TESTUJEMY AQUAPARKI]

Zobacz też:

Komentarze (2)
80 willi, podwodne kolacje i... rządowe ostrzeżenie. "Najbardziej instagramowy hotel świata" wybrany
Zaloguj się
  • vontomke

    Oceniono 5 razy 5

    Tam gdzie nas nie ma trawa wydaje się bardziej zielona a niebo bardziej błękitne.

  • patatajmiauhau

    Oceniono 5 razy 1

    Język polski wg Trybuny KrasnoLudu. Przez długi czas pisatieli iz etowo organa próbowali utrwalić w mózgach czytelników termin „destynacja”, ale na szczęście nic z tego nie wyszło, teraz przyszedł czas na „resort” — czyżby nostalgiczne echo za minionym rajem? :-)
    Można by godzinami jeszcze wymieniać te kwiatki pasji lingwistycznej Towarzyszy Redaktorów, ale szkoda dnia :D

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX