Ponad 70 lat temu odebrano im zabytkowy pałac. Odkupili go w stanie agonalnym. "Były głosy, że lepiej byłoby go zburzyć"

Choć to jeden z ciekawszych pałaców na Mazowszu, ale też w Polsce, przez lata niszczał. Teraz odzyskuje blask dzięki rodzinie Sobańskich, która finansuje remont z prywatnych środków oraz przy wsparciu ministerstwa.

Pałac Sobańskich w Guzowie jeszcze parę lat temu był ruiną, a po imponującej rezydencji w neorenesansowym stylu nie było śladu. Po odkupieniu przez prawowitych właścicieli, rodzinę Sobańskich, i przeprowadzeniu licznych remontów, zaczyna wyglądać jak w czasach swojej świetności. Ogromną przemianę, jaką przeszedł pałac, doskonale widać na zdjęciach wykonanych przed remontem i w trakcie jego trwania, zestawionych z wizualizacjami, które prezentują rezydencję w przyszłości. Z okazji Międzynarodowego Dnia Ochrony Zabytków, który obchodzimy 18 kwietnia, rozmawialiśmy z właścicielem pałacu, Michałem Sobańskim, o losach tego i innych zabytków w Polsce.

Aleksandra Podgórska, Podróże Gazeta.pl: Od kilku lat odbudowuje Pan w podwarszawskim Guzowie pałac, który został Pana rodzinie odebrany na mocy dekretu z 1944 roku o przeprowadzeniu reformy rolnej. Zanim jednak rewitalizacja była możliwa, musiał Pan odzyskać pałac, co udało się dopiero w 1996 roku.

Michał Sobański: Reprywatyzacja jest teraz gorącym tematem, niektórzy uważają, że nie powinno się nic zwracać. Ale przypadek Pałacu w Guzowie jest bardzo ciekawy, bo nam nikt go w rzeczywistości nie zwrócił.

Musiał go pan odkupić.

- Dokładnie. W 1944 roku zostaliśmy pozbawieni własności, nie tylko pałacu, ale całego majątku. Nic nie można było zabrać, rodzina uciekła tak jak stała. Pałac został przejęty przez władze komunistyczne. Na początku w pałacu mieściło się gimnazjum rolnicze, było tak mniej więcej do lat 50. XX wieku. Oczywiście nikt z mojej rodziny nigdy nie mógł się tam po wojnie pojawić, ponieważ zgodnie z dekretem o reformie rolnej, obowiązywał bezwzględny zakaz zbliżania się do swojego dawnego majątku na odległość 50 kilometrów. Na początku obowiązywania dekretu istniał nawet zapis, iż konsekwencją złamania tego zakazu oraz utrudniania przejęcia majątku była kara śmierci. Potem zmieniono ją na 25 lat pozbawienia wolności, a później jeszcze zmniejszono, ale wciąż karano. Warto podkreślić, że ten zakaz obowiązuje do dzisiaj, ponieważ dekret nigdy nie został uchylony.

W latach 60. w pałacu mieściły się z kolei biura cukrowni, która do 1946 także należała do mojej rodziny. Znajdowała się vis-a-vis pałacu i również została znacjonalizowana. W pałacu umieszczono pracowników, prawdopodobnie po to, aby do reszty zdewastować obiekt. Praktycznie wszystkie ruchomości zostały rozkradzione, a z sali balowej wyrwany został nawet dębowy parkiet. Trzeba wspomnieć, że ci pracownicy żyli tam w fatalnych warunkach. Mieszkali między innymi w piwnicach, ale nie były to mieszkania w suterenach, jakie spotyka się dzisiaj. Sufity były niskie, nie było okien, wszystko było zawilgocone. Z biegiem lat pałac był więc coraz bardziej niszczony i intencjonalnie nie przeprowadzano żadnych remontów. Były próby rewaloryzacji podjęte przez władze cukrowni w latach 80., ale ostatecznie nic z tego nie wyszło.

Para młodych podróżników stworzyła film, który lepiej promuje Polskę niż wielomilionowe kampanie

Moja rodzina ponowiła kontakty z mieszkańcami Guzowa pod koniec lat 60., kiedy reżim PRL-u nie śledził już z taką zawziętością byłych właścicieli. Ja i moja siostra zostaliśmy na przykład ochrzczeni w naszej rodzinnej kaplicy, a moja rodzina raz do roku zaczęła pojawiać się w Guzowie, odwiedzając groby rodzinne.

Cukrownia opuściła pałac na początku lat 90., rozkopując wcześniej istniejące fundamenty  do ziemi. Pałac został zamknięty, choć wciąż mieszkały tam dwie starsze panie i ksiądz. Obiekt przeszedł na rzecz Gminy Wiskitki, a my od 1989 roku, kiedy tylko zaczęły się zmiany, staraliśmy się odzyskać pałac i cały majątek.

Jak wyglądały te starania?

- Początkowo do niczego nie doprowadziły. W 1993 roku dano nam obiekt na rok w dzierżawę. Po roku nam ją odebrano i zamknięto pałac. Nadal jednak w środku mieszkały te dwie panie, choć budynek był w fatalnym stanie. Lała się woda, dach przeciekał, stropy były zniszczone. Ponadto zimą nie spuszczono wody z kaloryferów, w związku z czym popękały, a ogrzewanie przestało działać. Pałac chylił się ku upadkowi.

W 1995 roku powiedziano nam, że zostanie wystawiony na sprzedaż. Skorzystaliśmy wówczas z przepisu zawartego w ustawie o gospodarce nieruchomościami, który mówi o pierwszeństwie w nabyciu obiektu, którego kiedyś było się właścicielem. Mój ojciec, pomimo iż uważał, że odkupywanie zagrabionej własności jest niemoralne i że jest to zwyczajne paserstwo, nie mając innego wyjścia, zdecydował się wraz ze mną na odkupienie go. Podeszliśmy do tego pragmatycznie, chcieliśmy uratować pałac i przywrócić go rodzinie. Po negocjacjach z gminą ustaliliśmy cenę 120 tysięcy złotych. Początkowo sięgała ona pół miliona złotych, ale najpierw obniżono ją o 50 proc. ze względu na to, że pałac był zabytkiem, a później zdołaliśmy wynegocjować jeszcze niższą kwotę, którą mieliśmy zapłacić w ratach. Wspomniana kwota obejmowała pałac, park, oficynę oraz jeden domów. Wszystko wraz z lokatorami, którzy zajmowali je na zasadach kwaterunkowych.

Początkowo prosiliśmy o wyłączenie zamieszkałych budynków, aby uniknąć nieporozumień z mieszkańcami, ale ponieważ była to jedna działka, konserwator nie zgodził się na ich wyłączenie. 23 grudnia 1996 podpisaliśmy wraz z moim ojcem akt notarialny i kupiliśmy pałac w stanie wręcz agonalnym, zamieszkanym przez dwie starsze panie i księdza oraz z około 15 rodzinami, które zajmowały dwa wspomniane domy należące do nas przed wojną. Zostaliśmy ponownie właścicielami tej resztówki (rodzina nie odzyskała całego majątku – przyp. red.) i rozpoczął się nowy rozdział w historii pałacu.

Co stało się z lokatorami, którzy zajmowali pałac i domy?

- Lokatorzy opuścili zajmowane mieszkania dzięki mojemu wsparciu finansowemu dla każdej rodziny i mieszkają teraz w znacznie lepszych warunkach, będąc zarazem właścicielami swoich mieszkań. Ostatni lokatorzy przenieśli się do kupionych przeze mnie mieszkań w ubiegłym roku.

Wracając do rewitalizacji pałacu. Zanim rozpoczęcie remontu było możliwe, znów minęło kilka lat...

- Między 1997 a 2008 rokiem mój ojciec był właścicielem razem ze mną. Wykonaliśmy w tym czasie drobne naprawy, załataliśmy dach, wykarczowaliśmy park, wynajęliśmy stróża, który odtąd pilnował porządku etc. Jednocześnie wciąż czyniliśmy starania, aby pozyskać inwestora, ale się to nie udało.

W 2007 roku ojciec przekazał mnie i mojej siostrze własność. Przez kolejne dwa lata zgromadziliśmy i przygotowaliśmy niezbędną dokumentację, aby w 2009 roku móc wystąpić do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o pierwszą dotację na wymianę stropów. I od tamtej pory, nieprzerwanie aż do dziś inwestujemy i wykonujemy kolejne prace remontowe dzięki wsparciu ministerstwa. A trzeba pamiętać, że pałac wyglądał fatalnie - zarwane stropy, piwnice zalane wodą, dziurawy dach, zagrzybione elementy konstrukcji. Można powiedzieć, że remontowanie takiego obiektu z punktu widzenia ekonomii było i jest właściwie nieopłacalne. Naturalnie wiele osób twierdziło, że łatwiej byłoby go zburzyć i wybudować od nowa, ale oczywiście to nierealne, ponieważ jest zabytkiem i jego autentyzm jest najistotniejszy.

Jak przebiegał remont?

- Zaczęliśmy od stropów, następnie przez dwa lata remontowane były piwnice. Wyjęte zostały fundamenty z kamienia i zastąpione betonem z racji ogromnych problemów z wodami gruntowymi, które podmywały fundament. Następnie prace przeniosły się na dach i trwały aż cztery lata. Wymieniliśmy całą więźbę dachową, ponieważ jej stan był katastrofalny. Była zmurszała i zgrzybiała, więc impregnowanie nie przyniosłoby efektu. Potem dekarze zrekonstruowali dach w stylu francuskim. Ponieważ ma on bardzo skomplikowaną konstrukcję, wszystko trzeba było układać ręcznie: dekoracje, sztukaterie, osobno każdą łuskę. Ten etap został już zakończony i kiedy widzę, że stanowi wierną kopię pierwotnego poszycia, uważam, że jest to nasze największe osiągnięcie.

Pałac w Guzowie podczas remontu w 2014 rokuPałac w Guzowie podczas remontu w 2014 roku palacwguzowie.pl

Tak pałac ma wyglądać po rewitalizacjiTak pałac ma wyglądać po rewitalizacji palacwguzowie.pl

Jednocześnie trwała rewitalizacja parku przypałacowego. W 2010 roku wraz z siostrą założyliśmy Fundację im. Feliksa hr. Sobańskiego. Dzięki temu udało nam się pozyskać z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej dwukrotnie dotację – na oczyszczenie i rewitalizację całego układu wodnego oraz na rewaloryzację samego parku, czyli zatwierdzoną w projekcie wycinkę drzew i nasadzenie nowych. Park był tak zarośnięty, że trudno było odczytać jego oryginalne założenie. Jestem skłonny przyznać, że renowacja parku jest, co może wydawać się paradoksalne, nawet bardziej pracochłonna niż pałacu.

Przy uzyskiwaniu dotacji oczywiście jesteśmy zobligowani partycypować w kosztach i to robimy. Zazwyczaj dotacje nie pokrywają całościowych kosztów, aby móc sfinansować dany etap, a z kolei nie można pewnych etapów dzielić na dwa lata. Dotyczy to na przykład stropów, które należy od razu wyremontować w całości, aby móc skutecznie rozpoczynać kolejne prace. Jednakże dzięki tym środkom i udzielanemu wsparciu ministerstwa, zarówno pałac, jak i park, znów nabierają życia.

A czy zdarzają się zarzuty, że za publiczne pieniądze z dotacji finansowany jest remont prywatnego obiektu?

- Przypominam, że pałac jest wpisany do rejestru zabytków. Zgodnie z programami ministerstwa, jako prywatni właściciele otrzymujemy dotacje celowe na rewaloryzację zabytku. Ponadto część prac jest realizowana przez Fundację im. Feliksa hr. Sobańskiego zgodnie z jej celami statutowymi. I on nie służy tylko mi. Po zakończonym remoncie pałac i park będzie służył rzeszom ludzi, którzy przyjeżdżają zwiedzać Guzów. Programy instytucji publicznych takich jak Ministerstwo mają wspierać właścicieli zabytkowych obiektów którzy bez tego wsparcia nie byliby w stanie wyremontować na przykład pałacu z własnych funduszy. Fundacja ma prawo a wręcz obowiązek występować o różnego rodzaju dotacje od różnych podmiotów, aby móc realizować swoje cele statutowe.

Nie wszyscy też rozumieją, co wydarzyło się od 1944 roku przez 50 lat komunizmu. W jakim stanie był ten pałac! Odnowienie go jest tytaniczną pracą. Zwłaszcza, że jest to zabytek, który ma dużą wartość dla lokalnej społeczności, regionu, ale też dla wszystkich tych, którzy zwiedzają i poznają Polskę. Przyjemnie jest wejść i zobaczyć odnowiony obiekt, który w przyszłości stanie się również miejscem pracy dla wielu osób. 

Nie jest to zresztą jedyne działanie naszej fundacji. W tej chwili współfinansujemy również wystawę „Niepodległa” w Muzeum Narodowym w Warszawie, fundacja będzie także finansować odtworzenie gabinetu numizmatycznego w MNW, który obecnie jest nieczynny. Powstał prawie 100 lat temu m.in. dzięki zapisowi brata mojego prapradziadka, Kazimierza Sobańskiego, ogromnej kolekcji numizmatów. Wszystkie pieniądze, które otrzymujemy, przekazywane lub wydawane są na cele statutowe.

Czyli można powiedzieć, że renowacja Pałacu w Guzowie jest dobrym przykładem udanej współpracy Pana, jako osoby prywatnej z państwem, które udzieliło dotacji na tę rewitalizację?

- Zadaniem ministerstwa jest ratowanie zabytków i dbanie o nie na równi z ich właścicielem. Tworzone są całe programy poświęcone renowacji zabytków, w których trzeba spełnić ściśle określone normy i zobowiązać się do pewnych rzeczy. Wszystko jest rozliczane niezwykle precyzyjnie i skrupulatnie. Współpraca układa się wzorowo i pieniądze z budżetu są spożytkowane w najlepszy możliwy sposób. Dzięki tej współpracy, trwającej wiele lat, możemy dziś ponownie podziwiać podnoszący się z ruiny jeden z ciekawszych zabytków Mazowsza.  

Czy Pana zdaniem Państwo w odpowiednim stopniu angażuje się w pomoc przy rewitalizacji zabytków?

- Na pewno nie można powiedzieć, że się nie angażuje, ale uważam, że z pewnością w przypadku obiektów, które pozostają w prywatnych rękach, trudniej jest uzyskać wsparcie. W Polsce panuje jakiegoś rodzaju dziwna fobia, że ktoś dostaje te pieniądze do swojej prywatnej kieszeni. A tak nie jest. Można pójść do ministerstwa i zażądać wglądu do dokumentów, bo to są jawne postępowania. Zamieszczane są tam bardzo dokładne rozliczenia – wysokość wkładu ministerstwa i wysokość wkładu osoby prywatnej. Zatwierdza się to raportami i przyznane dotacje rozliczane są niezwykle drobiazgowo. Samo spełnienie wymogów proceduralnych, żeby w ogóle uzyskać taką dotację, to także długa, skomplikowana i usiana trudnościami droga. Trzeba mieć pozwolenie na budowę, kosztorysy zatwierdzone przez wojewódzkiego konserwatora zabytków, musi to następnie zostać zatwierdzone przez ministerstwo i dopiero na tej podstawie osoba wnioskująca umieszczana jest na liście. I też nie oznacza to, że taka dotacja zostanie tej osoby przyznana.

Będąc właścicielami obiektu zabytkowego, podlegamy pewnym ograniczeniom z tego tytułu. Nie mógłbym go przebudowywać w sposób dowolny, zgodny na przykład z moim wyobrażeniem czy fantazją. Jesteśmy zobligowani konsultować z konserwatorem zabytków najmniejsze detale, zatem nie mogę dysponować swoją własnością wedle własnego uznania. I dlatego, w zamian za to, mam prawo starać się o różnego rodzaju dotacje. Potem jednak korzystają na tym osoby, które przyjeżdżają, aby zobaczyć i zwiedzić dany zabytek.

Myśli Pan, że gdyby pałac pozostał własnością państwa, jakiekolwiek prace zostałyby tam wykonane?

- Można się tylko nad tym zastanawiać. Zabytek podlega szczególnej ochronie i powinien być należycie utrzymywany, niemniej ile istnieje takich zniszczonych zabytków na przykład na terenie ziem zachodnich, które kiedyś należały do Niemiec? Całe mnóstwo. Większość obiektów, znajdujących się w gestii Agencji Nieruchomości Rolnych, jest obiektami w ruinie. Tu dotykamy kwestii reprywatyzacji. Obiekty te w rękach danych właścicieli z pewnością zostałyby odnowione i służyły nam wszystkim. Osoby, które są emocjonalnie związane z danym miejscem, nie chcą, żeby ono niszczało, więc ich zaangażowanie jest głębsze i zdeterminowane. Mają do niego sentyment i nie ma znaczenia, czy to pałac, dom, willa czy blok mieszkalny. Sami zdajemy sobie sprawę z tego, że remont pałacu w Guzowie jest trudnym projektem pod kątem ekonomicznym, ale stoi za tym rodzinna historia i chęć jej pielęgnowania.

Do wszystkich trudów związanych z odkupieniem i wyremontowaniem pałacu dochodzi też Pana batalia o wpisanie układu ruralistycznego Guzowa do rejestru zabytków. To kolejny proces, który trwał wiele lat i zakończył się dopiero w 2016 roku.

- Tak, starałem się o to przez 10 lat. To była zacięta walka. Ale, będąc bardzo konsekwentnym i upartym, zdołałem osiągnąć założony cel. Bardzo zależało mi na tym, żeby wpisać całą miejscowość do rejestru. Dlaczego? Bo uważam, że ludziom w ogóle umyka kwestia i znaczenie układów ruralistycznych. Jak zostanie wpisany do rejestru sam zabytek, to za jakiś czas dookoła zabytku powstają inne budynki, domy, bloki i ten zabytek niknie wśród nich. Dlatego walczyłem, tak naprawdę wbrew wszystkim – gminie i mieszkańcom. Wsparła mnie natomiast Pani Barbara Jezierska, pełniąca wówczas funkcję Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Bardzo się zaangażowała, ponieważ zrozumiała wartość takiego działania. Pałac został zaprojektowany z konkretnym pomysłem i osią widokową. Jego nieodzowną częścią był folwark, cukrownia, drogi dojazdowe, domy dla administracji. Wszystko to wybudowano w ściśle określonym układzie. I mimo że po wojnie powstały w pobliżu domy i bloki, ten układ się zachował. A mnie zależało na tym, aby to utrzymać i nie dopuścić do chaotycznej zabudowy, gdzie wszystko jest inne i nic do siebie nie pasuje.

Czy fakt wpisania całego układu do rejestru zabytków wpływa w jakiś sposób na samą rewitalizację?

- Na dalszych etapach będę się starał zachęcić Gminę Wiskitki lub władze powiatu, ale naturalnie także Ministerstwo Kultury, aby dofinansowane zostały również te obiekty, które są poza moją gestią. Należałoby na przykład wspomóc tych, którzy już mają obiekty wpisane do rejestru. Żeby zobaczyli, że są z tego korzyści i że mogą dzięki temu np. wystąpić o dotację na wyremontowanie dachu, wymianę okien etc. W Guzowie przy drodze stoi wiele pięknych domów z typowymi dla Polski spadzistymi dachami, które wymagają naprawy. Taką dbałość o małe miejscowości i zachowanie ich historycznego wyglądu można zaobserwować na przykład we Francji. I to kształtuje bogactwo krajobrazowe tego kraju. W Polsce ta sfera jest dość zaniedbana, a przecież osoby przyjeżdżające obejrzeć pałac mogą mieć też ochotę przespacerować się po danej miejscowości, zobaczyć coś poza, zatrzymać gdzieś, zjeść coś. Dlatego traktuję wszystko całościowo. Taka jest moja wizja, trochę idealistyczna, ale to, co robię, nie może być oderwane od idealizmu. Wiele osób uważało, że mi się nie uda, a póki co wszystko powoli zmierza w pozytywnym kierunku.

Na jakim etapie obecnie jest remont pałacu?

- W bieżącym roku otrzymaliśmy dotację z Ministerstwa Kultury na odtworzenie tarasu od strony parku oraz tarasu od strony podjazdu. Czekamy jeszcze na jedną informację co do możliwości otrzymania kolejnej dotacji i ewentualnie wtedy remontowana będzie cała oranżeria. Natomiast w przypadku parku w zasadzie została zamknięta furtka do uzyskiwania dotacji z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, gdzie funkcjonował jedyny program, który umożliwiał uzyskiwanie dotacji na zabytkowe założenia parkowe. Niestety, zostało tam wprowadzone pewne obostrzenie, które polega na tym, że ten program został ograniczony wyłącznie do obiektów wpisanych na listę pomników historii. A nasz park takim pomnikiem nie jest.

W związku z tym, dzięki dotacji, którą otrzymałem na rzecz mojej Fundacji, w tej chwili mogę wykonywać zaawansowane prace w parku. Co jest naturalnie zgodne ze statutem. Rozpoczęliśmy prace związane z wykonaniem ogrodzenia, które ma ochronić park przed hałasem dobiegającym z pobliskiej drogi, aby osoby, które będą w przyszłości korzystać z tego parku, a będzie to park publicznie dostępny, mogły spędzać w nim miło czas.

A jaka będzie w takim razie nowa rola pałacu?

- Mieliśmy z moją siostrą różne pomysły, na przykład muzeum, ale ostatecznie zwykle wszystko ogranicza się do pewnej konkretnej formuły, mianowicie formuły hotelowo-konferencyjnej. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ żadne muzeum w Polsce nie jest dochodowe. Wejście do muzeum zazwyczaj nie jest drogie, ale koszt jego utrzymania już bardzo wysoki. W związku z tym zamierzam część pałacu lub jednego z domów przekształcić w swego rodzaju miejsce pamięci, ale pozostała część będzie musiała zarabiać na utrzymanie całości. Marzę o tym, żeby otworzyć muzeum i połączyć to z działalnością niekomercyjną, ale aby to się stało, musiałaby zostać uchwalona duża ustawa reprywatyzacyjna, która zwróciłaby cały majątek, który nam odebrano. Inaczej sobie tego nie wyobrażam.

Swego czasu mieliśmy także pomysł, aby stworzyć w Guzowie park muzyczny. Złożyliśmy nawet wniosek o dofinansowanie tego projektu z funduszy norweskich. Wiele osób zapomina bowiem, że z Pałacem w Guzowie związany jest kompozytor Michał Kleofas Ogiński, który się tam urodził. Pałac, park i cały majątek przez wiele lat, zanim przeszły w posiadanie Łubieńskich, a następnie nasze, należały właśnie do jego rodziny. Odnoszę wrażenie, że to zapomniana postać, choć w wielu szkołach rozpoczyna się studniówkę jego polonezem. Poza tym mało jest polskich kompozytorów XVIII-wiecznych, dlatego chcieliśmy, aby pojawił się w świadomości większej grupy Polaków. Dotacji nam jednak nie przyznano, a sami takiego projektu nie bylibyśmy  w stanie zrealizować. Marzę, że kiedyś nam się to uda, bo wtedy park spełniłby swoją rolę – byłby miejscem niezwykle estetycznym, gdzie całe rodziny miło spędzałyby czas i przy okazji park pełniłby rolę edukacyjną

A to jest mój cel. Zachęcenie ludzi, żeby zobaczyli te obiekty od drugiej strony. Żeby wiedzieli, że można je wyremontować, że mogą być prywatne, a jednocześnie otwarte dla wszystkich. Taki model funkcjonuje w całej Europie Zachodniej – tam ludzie mieszkają w zabytkowych domach, otwierając je kilka dni w tygodniu dla zwiedzających. Jeśli właściciele chcą uzyskać dotację, to taka zależność jest fair. Wszyscy podatnicy się na to składają, więc mają prawo korzystać z takiego obiektu. Oczywiście bardzo bogate osoby, które nie potrzebują dofinansowania, mogą się odciąć od świata i zamknąć w takim miejscu, ale przyznam, niewiele jest w Polsce prywatnych zabytków, do których dostęp byłby ograniczony. Zwykle wystarczy nawet telefon do właściciela, aby wpuścił do środka. W rozsądnych godzinach, rzecz jasna.

Pałac w Guzowie w XIX wieku został przebudowany w stylu neorenesansowym, nawiązywał swoim wyglądem do zamków nad Loarą. Czy tak będzie również po renowacji? Jego charakterystyczne elementy zostaną zachowane?

- Pałac został wybudowany w XVIII wieku i powstał w stylu barokowym. W 1880 roku został przebudowany w stylu neorenesansu francuskiego. I teraz zostanie całkowicie, wiernie odtworzony. W środku są pewne udogodnienia i ulepszenia, które nie zaburzają przestrzeni zabytkowej. Na przykład stropy kiedyś były drewniane, teraz będą betonowe. Zresztą i tak były one niewidoczne. Pogłębione zostały też piwnice, ale wszystkie ściany zostały zachowane.

Nie wiem, jak długo remont jeszcze potrwa. To ogromna praca, która generuje ogromne koszty, więc wszystko zależy od dostępności środków. Liczę na to, że przynajmniej z zewnątrz pałac zostanie ukończony w przeciągu 2-3 lat. Środek to natomiast wielka niewiadoma. Na to się składa wiele elementów: hydraulika, klimatyzacja, drzwi, okna, podłogi, ściany, meble. A przypominam, że pałac został całkowicie ograbiony, zabrane zostały meble, książki oraz obrazy. Niektóre z nich teraz znajdują się w Muzeum Okręgowym w Żyrardowie. Zamierzam więc porozmawiać z dyrektorem i zaproponować ich wypożyczenie lub wymianę na inne eksponaty, które bardziej będą pasować do profilu zbiorów.

Park również będzie wiernie odtworzony, a nawet nieco unowocześniony. Pewne elementy zostaną ulepszone i przystosowane do przyjęcia większej liczby osób odwiedzających, ponieważ przed wojną z parku korzystała tylko nasza rodzina. Natomiast tam, gdzie powstanie nowy kościół dla mieszkańców Guzowa i okolic, nawiązujący do idei budowy świątyni z 1880 roku, stworzony zostanie także jeszcze jeden, niewielki park, z którego również wszyscy będą mogli korzystać. To również nawiązanie do historii, ponieważ przed wojną moja rodzina wybudowała właśnie taki park dla mieszkańców. Także, jak widać, nasze działania są bardzo szeroko zakrojone.

Fundacja wspiera także Ochotniczą Straż Pożarną w Guzowie i wiele innych przedsięwzięć. Wszystkie nasze działania są zgodne ze statutem i nikt nigdy, ani ja, ani moja siostra, nie pozwoli sobie na jakiekolwiek uchybienia. Nie to jest naszym celem. Naszym celem jest realizowanie założeń statutowych fundacji. Poza tym, o czym rzadko się wspomina, ministerstwo sprawuje nadzór nad wszystkimi fundacjami. Trzeba raz do roku składać szczegółowe sprawozdania z działalności, w których wykazuje się zakres działalności w danym okresie.

Więcej o historii pałacu w Guzowie i jego rewitalizacji na stronie  www.palacwguzowie.pl.

Może to też cię zainteresuje: W Zakopanem na miejscu zabytku powstaje hotel, który wygląda jak rzymskie Koloseum. "Górale będą walczyć"

QUIZ: Gdzie znajduje się ten region? Nietrudno o pomyłkę

Komentarze (211)
Pałac w Guzowie: Sobańscy przywracają świetność rodowej perle. Będzie luksusowy hotel
Zaloguj się
  • kzet69

    Oceniono 136 razy 86

    No dobra Michałku, a teraz opowiedz jeszcze ile wynosiła twoja dola w przekręcie z kolekcją Czartoryskich?
    "Obecnie w Radzie Fundacji Czartoryskich zasiadają: druga żona księcia Czartoryskiego, Josette Calil, Michał Sobański i Kasper Krasicki. Prezydentem Rady jest Adam Czartoryski, zaś członkiem Zarządu Fundacji - Maciej Radziwiłł.
    Michał Jerzy Sobański jest z kolei potomkiem jednego z najbogatszych polskich rodów. Jest również prezesem Fundacji im. Feliksa hr. Sobańskiego, która dba o Pałac Sobańskich w Guzowie, gdzie w przyszłości powstanie ekskluzywny hotel. Michał Sobański jest przede wszystkim specjalistą od spraw reprywatyzacyjnych - prowadzi firmę, która od lat zajmuje się tą tematyką. Jak opisywał "Newsweek" w 2013 roku, pracował m.in. dla Radziwiłłów, Potockich i właśnie Czartoryskich. W imieniu księcia Adama Czartoryskiego prowadził na przykład sprawę zamku w Gołuchowie, który w grudniu 2016 roku został odkupiony przez Skarb Państwa za 20 mln zł."
    ps. państwo ładuje miliony by magnatowi wyremontować prywatny pałac, w który przyszłości powstanie jak najbardziej prywatny hotel, a ten sam magnat uczestniczy jednocześnie w najordynarniejszym przekręcie na szkodę skarbu państwa ostatnich lat.
    Brawo wy, pochwalcie się tym emerytom co żyją za 1000 złotych i dostali podwyżkę 8-12 złotych...
    Rzygać się chce.

  • mihowski

    Oceniono 100 razy 56

    Byłem ciekaw kiedy błekitnokrwista ekipa, która przetransferowała państwowa kasę od Gkińskiego do Lichtensteinu zacznie wybielającą akcje PRowską w mediach ;) Ja widac z tekstu GW juz zaczęła :))) Cenie sobie niezależne (i niesponsorowane?) dziennikarstwo zatem przyjmuje z dziecięcą naiwnością, że Sobańscy w Polsce ratują pałace (wprawdzie za państwowe dotacje i robią z nich prywatne hotele) a ta Tamara Czartoryska co ujawniła transfer państwowej kasy do raju podatkowego to wstreciucha co grała prostytutkę i sama chciała się dobrać do kasy z Liechtensteinu ;) No tak było w innym tekście GW :)

  • aa1000

    Oceniono 78 razy 50

    Mają szczęście.
    1. Pan Szyszko nie zdążył zdiagnozować kornika wokół pałacu.
    2. Pan Gliński może "odkupi" ten pałac za jakieś 200 mln euro

  • ninananu

    Oceniono 54 razy 46

    Czy to ten sam który zrobił przelew do Liechtensteinu?

  • krawat23

    Oceniono 68 razy 38

    "Jego nieodzowną częścią był folwark, cukrownia, drogi dojazdowe, domy dla administracji. "
    I tylko fornali tam brak..
    Tak myślę sobie, że reforma rolna w 1944 roku to, historycznie rzecz biorąc, zupełnie niezłe rozwiazanie, napewno nie podobne do rabacji galicyjskiej.

  • ixi77

    Oceniono 67 razy 37

    Tłumaczy się bo pewnie nie raz jakiś burak o mentalności chłopa pańszczyźnianego mu wypomniał. Kościołowi jakoś nikt nie wypomina a z puli na zabytki bierze 90%

  • tinley

    Oceniono 70 razy 36

    >>Mój ojciec, pomimo iż uważał, że odkupywanie zagrabionej własności jest niemoralne i że jest to zwyczajne paserstwo, nie mając innego wyjścia, zdecydował się wraz ze mną na odkupienie go<<
    Przy całym szacunku... Trzeba było się zapytać taty skąd rodzina czerpała kapitał na wystawienie takiej rezydencji. od lat twierdzę że okres gospodarczej panszczyzny to nieprzepracowana trauma tego społeczeństwa i bez niej Polacy nie zrozumieją procesów które toczą ten kraj dziś. Widzę że problemu tego nie przetrawili również potomkowie dawnych notabli.
    A swoją drogą... kto powiedział że ten pałac to neo-renesans? Ja tu widze stylistyczne inspiracje francuskim manieryzmem bardziej czy nawet wczesnym barokiem (niefrancuskim) niż renesansem. Typowa architektura francuskiego eklektyzmu

  • ks-t

    Oceniono 58 razy 34

    Pan Sobański płacze, że reforma rolna byłą niesprawiedliwa. Znajdzie wielu współczujących w obecnym rządzie. Co do zasady partycypacja w odbudowie zabytku jest OK. W stopniu zwiększającym udział NOWYCH właścicieli w odbudowie. Tylko że w wyniku odbudowy powstanie jak najbardziej prywatny majątek, który można następnego dnia np. sprzedać lub odzyskac w innej formie handlowej (wynajem, wykorzystanie na hotel, szkolenia, pałac dla nuworyszy itp.). Wyjaśnienia wymaga również udział właściciela w przekręcie z Fundacją Czartoryskich. Wg. ostatnich opinii członkowie Rady, którzy zgodzili sie na ten przekręt dostali swoją dolę. Czy nie należałoby teraz np. zabezpieczyć roszczenia Skarbu Państwa kładąc rękę na tym pałacu? Wyjaśnienia wymaga też rola ministra Glińskiego, który wpierw kupuje naszą włąsnośc za pół miliarda a oprócz tego hojnie dotuje przekręciarzy. Kiedyś było za to zwyczajowe 10% ale za dobrej zmiany stawki pewnie wzrosły.

  • me_on_gazeta

    Oceniono 57 razy 31

    Pałac powstał z niewolniczej pracy innych ludzi. W tym kontekście twierdzenie, że odkupywanie go jest niemoralne, trąci ciężką hipokryzją.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX