Bloger o Maroku: 'Tam się uśmiechają, pomagają obcym. U nas cudzoziemiec słyszy, że jest "brudny i "ciapaty"'

21.10.2017 10:09
'Tam ludzie się uśmiechają, u nas słyszą obelgi'

'Tam ludzie się uśmiechają, u nas słyszą obelgi' (istock)

Podróżnik Karol Werner zamieścił na swoim blogu wpis, w którym opisuje swoje podróże do krajów arabskich. Zwrócił uwagę na życzliwość mieszkańców, jednocześnie podkreślając, jak inaczej na cudzoziemców reagują Polacy.

Wpis Karola Wernera publikujemy w całości za jego zgodą. Można go również przeczytać na jego blogu - Kołem Się Toczy.

Nie na stałe, lecz na chwilę. Najchętniej jednak często, w miarę regularnie. Lubię wyjeżdżać za granicę, bo jest to zwyczajnie miłe doświadczenie. A już najbardziej do tych wszystkich „ciapatych” krajów. I to nie ma znaczenia jakich! Bo wszędzie tam traktowany jestem tak samo. Zupełnie odmiennie niż cudzoziemców traktuje się u nas…

Nie jest trudno rozpoznać we mnie cudzoziemca, kiedy jadę chociażby do takiego Maroka. Jestem blady jak ściana, mam prawie 2 metry, więc widać mnie z kilometra. Z Maroka wróciliśmy kilka dni temu. Pełni pozytywnych wrażeń. Zarówno tyczących się pięknych krajobrazów, niesamowitych gór, jak i świetnych ludzi. A może to przede wszystkim pełni pozytywnych wrażeń dotyczących ludzi, bo każda podróż to przecież głównie ludzie? Wierzę, że dla wszystkich podróżujących jest to banał, jednak chciałbym, aby to wybrzmiało – kraj to ludzie. Tak odbieramy dany kraj, jak odbieramy ich mieszkańców. To nie widoki i nie zabytki zostają nam w głowie po powrocie. To nie one kreują opinię o danym kraju w naszych głowach. Są to sytuacje związane z ludźmi, ich życzliwe gesty i uśmiechy. A jak odebraliśmy Marokańczyków?

Tak samo jak wiele innych nacji odwiedzanych wcześniej. Czy Turków, Irańczyków czy Hindusów. Oczywiście bywały wyjątki, nieprzyjemne sytuacje w obrębach turystycznych miast jak Marrakesz czy Agadir, jednak były to na tyle jednostkowe sytuacje, że nijak nie wpłynęły na ogólny odbiór Maroka w naszych oczach. Tutaj ktoś zatrzymał się na poboczu, aby krzyknąć „Welcome to Maroko!”, za chwilę ktoś inny zabiera nas na stopa i daje swój numer telefonu, mówiąc, że jakbyśmy mieli jakiś problem, mamy się odzywać. Ale nie mamy nawet możliwości! Bo on sam dzwoni, sam sprawdza kilkukrotnie w kolejnych dniach czy wszystko z nami w porządku. Jeszcze inne osoby wystawiają ręce z samochodu i dają nam owoce, albo… zapraszają do restauracji na obiad!

A najlepsze jest chyba to, że jeżdżąc codziennie wiele godzin na rowerze, praktycznie nie było kwadransa, żeby ktoś po drodze nas nie pozdrawiał. I to setki razy każdego dnia! Czy to dzieci biegnące z teczkami do szkoły, czy kobiety pracujące w polu, czy mężczyźni czekający na poboczu na busa. Machali w naszym kierunku, kłaniali się. Zupełnie życzliwie i bezinteresownie. A każdemu z nich towarzyszył uśmiech!

Dużo uśmiechów.

ZAWSZE!

Często nie padały żadne inne słowa. A jeśli nawet padały i tak w większości przypadków niewiele rozumieliśmy, bo rzadko mogliśmy się z kimś porozumieć po angielsku. Jednak uśmiech wystarczał. Bo uśmiech to najkrótsza droga do drugiego człowieka. Najlepszy łącznik, pomost na drodze do porozumienia. Bo przecież uniesione do góry kąciki ust mają znacznie większą moc, aniżeli jakiekolwiek wypowiedziane słowa. Rozwiewają wszelkie obawy, wątpliwości, niepewności i sprawiają, że człowiek od razu czuje się lepiej.

Są to, wydawałoby się, tak wielkie trywializmy, oczywistości, jednak mam wrażenie, że coraz częściej o tym zapominamy…

Jak często uśmiechacie się do innych?

I tak sobie wracam znowu do Polski i zrozumieć nie mogę, czemu u nas wygląda to tak bardzo odmiennie.

Jestem cudzoziemcem w Maroku. Mówię innym językiem, jestem z kraju o odmiennej religii, mam zupełnie inny kolor skóry. A ludzie są dla mnie życzliwi.

A u nas? Cudzoziemiec nie jeździ publicznym transportem, bo nie chce słuchać obelg. Boi się. Każdego dnia słyszy, że jest „ciapaty”, „brudny”, i że ma „wypier***ać” do swojego kraju. Nawet jego syn słyszy takie słowa! I nie są to pojedyncze przypadki, nie są to incydenty, a z każdym tygodniem, z każdym miesiącem sytuacji tych jest coraz więcej.

Do czego nawiązuję? Do fragmentu wypowiedzi z konferencji Blog Forum Gdańsk. Proszę poświęćcie te kilka minut i posłuchajcie jak się żyje Virenowi w kraju, gdzie ciągle żywe jest przysłowie „gość w dom, Bóg w dom”…

 

Mogę o coś Was prosić?

Wracając z tych „ciapatych” krajów do Polski, często z przyzwyczajenia uśmiecham się do ludzi na lewo i prawo. Szybko jednak jestem sprowadzany na ziemię, bo z jakichś przyczyn uśmiech u nas nie jest mile widziany w przestrzeni publicznej. W Polsce za każdym razem jak uśmiecham się do kogoś, to boję się, że zaraz dostanę w dziób. Bo jeszcze ktoś pomyśli, że się z niego nabijam. Prędzej usłyszę pytanie „czy mam jakiś problem?”, niż zobaczę odwzajemniony uśmiech. Dużo prawdy w tym, co mówi Viren, że nie uśmiechając się do siebie, nie wiemy, jak uśmiechać się do drugiego człowieka.

Chciałbym wierzyć, że te obelgi i wyzwiska w kierunku gości w naszym kraju to ciągle margines. Że to ciągle tylko garstka ludzi, która po prostu czuje, że ma w czasach aktualnych rządów przyzwolenie na takie zachowania. Bardzo Was proszę – reagujcie w takich sytuacjach! Pamiętajcie, że milczenie jest przyzwoleniem. Wystarczy, aby dobrzy ludzie nic nie robili, a zło będzie triumfowało. Jeśli nie macie odwagi reagować, nagrajcie, powiadomcie chociaż odpowiednie organy!

No i… uśmiechajcie się dużo! Do siebie samych, do wszystkich wokoło, a już na pewno do cudzoziemców! Na pewno tego potrzebują i z pewnością zrobi im się choć przez chwilę miło. Bo nie ma przecież nic ważniejszego w relacjach między ludźmi, niż bycie dla siebie miłym i dobrym.

Nie sądzicie?

Pozdrawiam serdecznie,

Karol Werner, autor bloga Kołem Się Toczy

Czytaj też: Hindus od 17 lat mieszkający w Polsce o rasizmie: Mój syn mówi "tata, ja nie chcę żyć"

W jakiej Polsce chcielibyście żyć? 7-letni Eryk: "Żeby nikt się nie bił i żeby nie istniała polityka" Odc. 7 [ŁĄCZY NAS POLSKA]

Trzy słowa, jedna kategoria: geografia. Zdobędziesz komplet punktów?
1/15Jugo, mistral, monsun
Zobacz także
Komentarze (75)
Bloger o Maroku: 'Tam się uśmiechają, pomagają obcym. U nas cudzoziemiec słyszy, że jest "brudny i "ciapaty"'
Zaloguj się
  • spinaker99

    Oceniono 44 razy 20

    Tam się uśmiechają bo obcy przyjeżdżają z Euro i dolarami po to żeby kupić i wydać pieniądze a oni przyjeżdżajż do Europy w celach odwrotnych

  • andy999kkk

    Oceniono 43 razy 19

    Ciekawe czy zmieniliby zdanie na temat przyjezdzajacych , gdyby ci siedzieli na ich zasilkach , stworzyli katolickie strefy NO-GO w ich miastach , starali sie narzucic im iswoje zwyczaje i tradycje, no i najwazniejsze , jak zareagowaliby na zamachy terrorystyczne , do ktorych dochodziloby w ich sklepach , meczetach i kawiarniach ?

    Coś mi sie wydaje , ze po takich atrakcjach , bardzo szybko nasz bloger musialby opuscic Maroko.

  • wolny.kan.gur

    Oceniono 44 razy 16

    Problem jest znacznie szerszy i sprowadzanie go do tego że my źli Polacy jesteśmy rasistami i ksenofobami to po prostu mniej lub bardziej świadome kłamstwo.
    Co do zasady kraje muzułmańskie (szczególnie afrykańskie) mimo wielu gościnnie i przyjaźnie nastawionym do nas mieszkańców bezpieczne dla Polaków nie są i lepiej nie wmawiać ludziom bajek o tym jak tam serdecznie i fajnie. Polak jadący do Maroka na samotną niezorganizowaną wędrówkę ryzykuje znacznie bardziej niż Marokańczyk w analogicznych okolicznościach w Polsce.
    W Europie mamy kryzys migracyjny, Niemcy otworzyły granice dla milionów imigrantów i teraz domagają się m.in. od Polski aby wzięła na siebie część tego problemu. Wystarczy pojechać do muzułmańskich gett w Europie Zachodniej aby zrozumieć dlaczego ludzie się tego boją u nas. I prośba - nie nazywajcie imigrantów "uchodźcami" bo większość z nich to żadni uchodźcy.

  • kapitan.kirk

    Oceniono 51 razy 15

    Członkowie mojej bliskiej rodziny mieszkali i pracowali w Maroku przez 10 lat, jeszcze w epoce na długo przed współczesnym terroryzmem islamistycznym. I przepraszam, ale nader naiwny jest ten obraz wymalowany przez Autora; naprawdę nie ma sensu wchodzić w szczegóły.
    Pozdrawiam

  • siekieraaxe

    Oceniono 18 razy 12

    Dwaj moi śąszidzi , 24 letni sudenci, spedzili trzy tygodnie na objazdowej turystyce,
    stopem po Maroku.
    Dokładnie powterdzili opinie o goscinnosci markonaczyków.
    ALE POSUMOWALI TO INACZEJ:
    "Jaka szkoda ze arabowie nie przyjeżdzaja do europy wyłącznie w celach turystycznyc, byliby podobnie witani i przyjmowani"

  • jasmil82

    Oceniono 61 razy 11

    Marokańczycy są bardzo serdecznie nastawieni do ludzi, kobiety w Kolonii mogą potwierdzić.

  • mppmpp

    Oceniono 20 razy 10

    "Bo nie ma przecież nic ważniejszego w relacjach między ludźmi, niż bycie dla siebie miłym i dobrym."

    Tak... Powiedz to Jazydom, Koptom czy innym Chrześcijanom z bliskiego wschodu.
    Ale w Polsce jesteśmy źli i nie mili również dla samych siebie. Wiec trudno oczekiwać, że będziemy się specjalnie uśmiechać do obcokrajowca i to jeszcze pamiętając o kolejnym zamachu czy ścięciu opisanym w porannej gazecie.
    Pozdrawiam Wszystkich!

  • zlababa2

    Oceniono 14 razy 8

    To "uśmiechajcie się codziennie" i "więcej uśmiechu" to są jakieś współczesne odpowiedniki barokowych zwrotów do króla albo magnata? Blogerzy, instaszafiarze i fit matki okraszają tym wszystkie teksty i komentarze. Można się porzygać tęczą. A może ktoś naprawdę oczekuje, że północni Europejczycy i Słowianie będą szczerzyć zęby jak południowcy? Właśnie po to przecież się podróżuje, żeby zobaczyć różnicę i dowiedzieć się przez to czegoś o sobie, a nie wracać i inscenizować marokański bazar w radomskim warzywniaku.

  • sselrats

    Oceniono 20 razy 8

    Wiadomo, w Maroku biali sa brudni i ciapaci ale tubylcy sie do nich usmiechaja.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

  • Hotele
  • Szukaj hotelu

  • Szukaj hotelu w Zurychu

  • Szukaj hotelu w Bazylei