Wspólne wakacje dzieciatych i bezdzietnych? To ciągłe negocjacje: "A kto tam będzie?", "A ja nie lubię cioci!"

10.08.2017 14:52
Zanim zaproponujemy przyjaciołom z maluchami wspólne wakacje, upewnijmy się, że nie będą one dla wszystkich zbyt dużym wyzwaniem.

Zanim zaproponujemy przyjaciołom z maluchami wspólne wakacje, upewnijmy się, że nie będą one dla wszystkich zbyt dużym wyzwaniem. (istock / kolaż: gazeta.pl)

Wiele osób decyduje się na urlop ze znajomymi. Takie spędzanie czasu zwykle jest przyjemniejsze, a wspólne przeżycia wspomina się jeszcze długo po powrocie. Problemy mogą zacząć się, kiedy jedna z par zabiera również swoje pociechy.

Urlop to czas relaksu, odpoczynku od stresującej codzienności, obowiązków i miejskiego zgiełku. Każdy woli spędzać go inaczej, jedni wolą leniuchowanie na plaży, inni wybiorą całodzienną wycieczkę w góry lub żeglowanie po mazurskich jeziorach. Każdy też, planując wakacyjny wyjazd, decyduje, jak chce podróżować – w samotności czy w gronie przyjaciół. Oba te warianty mają swoje wady i zalety. Jeśli ktoś w czasie urlopu zamierza przede wszystkim odpocząć od innych, wybierze wyjazd w samotności, a jeśli woli dzielić się swoimi wrażeniami z innymi, w podróż zabierze paczkę znajomych. Często również tych, którzy mają już dzieci. Zanim jednak zaproponujemy przyjaciołom z maluchami wspólne wakacje, upewnijmy się, że nie będą one dla wszystkich zbyt dużym wyzwaniem.

 - Wakacje z ludźmi, którzy dzieci nie mają i ich za bardzo nie lubią, to koszmar. Wydaje im się na przykład, że wyjście z domu z dwójką dzieci jest tak samo proste, jak w przypadku dorosłych: zakładasz buty i kurtkę, bierzesz klucze i wychodzisz. Otóż nie. Zanim nawet zbliżymy się do drzwi wyjściowych, zaczynają się negocjacje - "chcę iść w rajstopach, kaloszach, kostiumie kąpielowym i skrzydłach wróżki", konsultacje - "a dokąd idziemy? A dlaczego tam, a nie gdzie indziej? A kto tam będzie? A ja nie lubię cioci", awantury i nagłe awarie: wielki głód, ubrudzone ubranie, podarte spodnie – opowiada Ola, mama 3-letniej dziewczynki i 8-letniego chłopca. Przekonuje, że z dziećmi nic nie jest proste i dlatego świadomie rezygnuje ze spędzania urlopu z osobami, które nie okażą zrozumienia i realnego wsparcia, a wybiera takie, które obdarzą ją empatią, pomogą i zrozumieją. - My na wakacje najchętniej jeździmy z ludźmi, którzy mają dzieci w zbliżonym do naszych wieku. Dzieci się wtedy bawią same ze sobą, a my im tylko organizujemy czas, koordynujemy zabawy i kontrolujemy ich bezpieczeństwo. A jak już nasze dzieci zasną, to jesteśmy gotowi gadać o nich do drugiej w nocy – dodaje.

Może zainteresuje cię też:

Bezdzietni na wakacjach: "Urlop? Zawsze z dziećmi. Cudzymi" [WASZE HISTORIE]

 Ola wspomina też jeden z wyjazdów, na który wybrali się z bezdzietnymi znajomymi, którzy bardzo chcieli mieć swoje pociechy i od dłuższego czasu się o nie starali. - Siedzieli kiedyś na tarasie naszego apartamentu, gdy do kobiety zaczytanej w czasopiśmie podszedł mój syn, pytając, czy chciałaby się z nim pobawić. Odesłała go do swojego męża, mówiąc: „Ja teraz czytam, poproś wujka”. Wujek z kolei czytał coś w telefonie i odmówił zabawy, rzucając: „Może później”. Bardzo mnie ta sytuacja rozbawiła i z lubością wypominam ją moim znajomym – opowiada i dodaje, że wtedy przekonała się, że zupełnie nie są oni gotowi na żywioł, jakim są dzieci: nieprzewidywalny, pochłaniający czas, energię, rządzący się emocjami i nie uznający żadnych granic. – Ale ta para szybko się o tym przekonała na własnej skórze. Rok później zostali rodzicami bliźniąt – mówi Ola.

Niepowodzenie wspólnych wakacji może wynikać też z zupełnie innych przyczyn. Nawet, jeśli wszystkie pary, spędzające razem urlop, mają dzieci:

Wyjazd z rodziną, która ma małe dziecko, podczas gdy wy nie macie, to kicha. Albo sami dorośli, albo obydwie pary dzieciate. W drugim wypadku sukces to też jednak 50/50, bo jak się dzieci nie polubią, to też będą ciągłe spięcia

– pisze użytkownik soulshunter2 na forum.gazeta.pl w wątku poświęconym wakacjom ze znajomymi.

Niezręczne sytuacje mogą jednak wynikać również nie tylko z nieporozumień między dziećmi, ale również pomiędzy ich rodzicami. Wystarczą drobne rozbieżności w ulubionych formach spędzania wolnego czasu, aby doszło do sprzeczek i kłótni, przez które nawet najdłużej wyczekiwane wakacje mogą zamienić się w farsę:

Zależy od znajomych, jaki tryb spędzania wakacji preferują. My byliśmy kilkakrotnie ze znajomymi i dzieciakami (oni z dziećmi i my), totalnie się nie sprawdziło. My nie usiedzimy na tyłku w jednym miejscu, wolimy aktywnie spędzać czas, zobaczyć jak najwięcej. Natomiast znajomi funkcjonują w obrębie miejsca zamieszkania i ewentualnie tam zapewniają atrakcje dla dziecka. Nuda. A dzieciaki chciały pobyć razem. Sytuacje troszkę napięte się zdarzały. To był ostatni raz, już nigdy więcej się nie zdecyduję na taki wyjazd. Poza tym wystarczy mi marudzenie moich dzieci

– opowiada użytkowniczka o nicku mallwia w tym samym wątku.

Dzieciaci i bezdzietni nigdy się nie dogadają? „To jakiś nieprzyjemny mit”

Okazuje się jednak, że nie zawsze wspólne wczasy muszą być równoznaczne z koszmarem i udręką. Zdarza się, że takie wakacje niosą za sobą też pozytywne konsekwencje, a wspólnie spędzony czas jest miło wspominany. – Byliśmy kiedyś na 8-dniowych wakacjach z kolegą, który nie ma dzieci. Był szczęśliwy, bo bardzo chciałby mieć swoje i chętnie nam przy nich pomagał. I zawsze, kiedy jesteśmy z dziećmi, a on sam, lubi pobawić się z naszym starszym synem – opowiada Katarzyna, która jest mamą dwóch chłopców – półtorarocznego i 7-letniego.

Nie jest ona jedyną osobą, dla której „mieszane” wakacje są możliwe do pogodzenia i mogą być równie udane, jak te spędzane w jednolitym gronie:

To jakiś nieprzyjemny mit, że dzieciaci nie mogą się dogadać z wolnymi od dzieci. W zeszłym roku spędziliśmy bardzo miły tydzień na Suwalszczyźnie, w domu wynajętym przez cztery pary - trzy dzieciate, a jedna nie. Dni każdy spędzał, jak chciał. Czasami formowały się grupki, czasami każda rodzina osobno. Wolni od dzieci mieli oczywiście więcej swobody i częściej wypuszczali się gdzieś sami, np. o świcie na kajak. Ale i dzieciaci byli mobilni - mieli fajne foteliki rowerowe. Na plaży wszyscy bawili się razem, przy czym dzieciaci chętnie korzystali z chwil spokoju, jakie zapewniała im wolna od dzieci para, hobbistycznie zajmując się dziećmi. Wieczorem, gdy dzieciaci położyli dzieci, wszyscy dorośli spotykali się (...), i kiedy gadano lub grano w rozmaite gry, naprawdę nie było różnicy między dzieciatymi a wolnymi od dzieci. No, może ci pierwsi byli mniej wyspani, ale takie życie. (...)

– pisze użytkowniczka stephanie.plum na forum.gazeta.pl.

Wspólne wakacje stały się faktem. Jak się do nich przygotować?

Kiedy już decyzja o wspólnym urlopie zostanie podjęta, jeszcze przed podróżą należy ustalić kilka podstawowych zasad.

(...) raczej nie zdecydowałabym się na wyjazd z dziećmi znajomych, kiedy nie posiadałabym swoich. To zmienia klimat wyjazdu na niekoniecznie taki, jaki mi odpowiada. Jeżeli jednak już się zgodzicie, to powinniście przed wyjazdem ustalić, że np. chcielibyście odbyć kilka samotnych wypraw, jakieś kolacje tylko we dwoje, itd. Niby to oczywista oczywistość, ale różnie to bywa

– zwraca uwagę jedna z komentujących w dyskusji dotyczącej wspólnego urlopu.

Doktor Marta Majorczyk, pedagog i wykładowca w Collegium Da Vinci w Poznaniu, doradca rodzinny w poradni psychologiczno-pedagogicznej przy Uniwersytecie SWPS mówi, że wyjeżdżając na takie wakacje, trzeba wziąć pod uwagę nie tylko potrzeby osób dorosłych, ale przede wszystkim dzieci, które mogą być bardzo złożone. - Chodzi o ich zaspokojenie, ustalenie harmonogramu dnia pod dzieci, ponieważ one lubią pewną przewidywalność i powtarzalność. Nie tylko ich rodzice muszą wziąć to pod uwagę, ale również para bezdzietna. Jeśli więc decydujemy się na taki wyjazd, to tylko w sytuacji, kiedy znamy te dzieci i ich zachowania, i mamy z nimi częsty kontakt - przekonuje.

Uczestnicy wyjazdu powinni też przygotować się na ewentualne trudności wynikające z kłótni pomiędzy dziećmi a rodzicami. - Dzieci nie zawsze chcą współpracować, czasem dochodzi do sprzeczek, które mogą skutkować zmianą wcześniej ustalonych planów i np. obydwoje rodzice albo jedno z nich nie będzie mogło pojechać na umówioną wspólną wycieczkę - wyjaśnia i dodaje, że zdarzają się też sytuacje, w których dziecko może zachorować i wtedy również trzeba będzie zweryfikować plan dnia.

Powodzenie wyjazdu zależy też od zakwaterowania, na które się zdecydujemy. - Najlepiej oczywiście zarezerwować osobne pokoje. Jeśli wybieramy apartament, to przynajmniej 3- lub 4-pokojowy, aby każdy miał swoją przestrzeń, ale żeby była też przestrzeń wspólna - podpowiada pedagog.

Doktor Majorczyk przyznaje, że to bezdzietni muszą się bardziej dostosować. I radzi, aby przed zorganizowaniem wspólnych wakacji, dobrze to przemyśleć. - Jeśli chcemy wyjechać ze znajomymi, którzy są nam bliscy i których bardzo lubimy, zastanówmy się, bo istnieje ryzyko, że te relacje po powrocie nie będą już takie same. Może lepiej więc umówić się na wyjazd weekendowy lub bez dzieci? - mówi.

Mania skakania - Polacy pokochali parki trampolin. Sprawdzamy te najfajniejsze w kraju [TRIP WE DWOJE]

Zobacz także
Komentarze (33)
Wspólne wakacje dzieciatych i bezdzietnych? To ciągłe negocjacje: "A kto tam będzie?", "A ja nie lubię cioci!"
Zaloguj się
  • sigit

    Oceniono 20 razy 14

    Wychowalismy juz porzadnego syna i mamy ułożoną nastolatkę. Na bezdzietnych wakacjach spotkalismy wspanialych ludzi z paroletnim synkiem. Wszystko ułożone pod niego, a on sam ciagle cos wymuszał, mimo, że rodzice odmawiali i tłumaczyli i zachowywali sie rozsądnie. Nie wiem, może dzieci są dzisiaj jakieś inne, zepsute przez rówieśników, media, elektronikę, przez które stały się zbyt roszczeniowe... W każdym razie strasznie psuło to pobyt.

  • jestem_synem_roma

    Oceniono 38 razy 12

    I właśnie dlatego z dzieciatymi znajomymi się spotykam pod warunkiem, że zostawią bachora gdzie indziej. Wakacje z cudzym dzieckiem? Nauczka raz na zawsze, żeby nigdy więcej tego nie robić.

  • chicarica

    Oceniono 13 razy 11

    Raz jeden zrobiłam ten błąd, nigdy więcej. Nie były to wakacje tylko przyjazd dzieciatej znajomej do mnie. Do dziś jeszcze nie naprawiłam wszystkich zniszczeń, takich jak np. porysowane drzwi lodówki. Raczej kolejnej wizyty nie będzie.

  • winku

    Oceniono 8 razy 8

    Z całego artykułu wychodzi jeden przekaz: jeśli z dzieciatą rodziną jedzie ktoś bez dzieci, to urlop czy też wyjazd ma szansę być udany tylko wtedy, kiedy bezdzietni partycypują w zajmowaniu się dziećmi..
    Nie ma w tym nic złego czy dobrego. Po prostu trzeba być tego świadomym/świadomom.
    Każdy przykład z tego artykułu to poświadcza. A nie każdemu bez dzieci zajmowanie się cudzymi dziećmi sprawia przyjemność.

  • allegropajew

    Oceniono 8 razy 8

    Nie zazdroszcze mezowi baby gadajacej do 2 w nocy o progeniturze. Nawet, jesli ksiadz.

    Gosciula

  • a.k.traper

    Oceniono 8 razy 8

    To bardzo trudne do wyważenia, pojechaliśmy nad morze będąc młodym małżeństwem i ulegliśmy dziadkom by wziąć ze sobą chrześnicę, no skoro jedną to i drugą, bo były prawie w tym samym wieku, do dzisiaj wspominam urlop jako pasmo nieporozumień, jedna była rannym ptaszkiem a druga mogła spać do południa, jedna jadła wszystko, druga wybrzydzała na wszystko, na domiar wszystkiego co najlepsze i teściowa sie zameldowała na kilka dni, dobrze, że nikt ze mną nie pływał wcześnie rano ani na długie wymarsze nie chodził, chociaż jedna i owszem ale trochę później, po śniadaniu, jak przychodziliśmy zmęczeni to druga część się zaczynała zbierać i kaprysić. Drugi raz pojechaliśmy ze znajomymi i swoimi synami, podobna sprawa, ja ranny ptaszek rezta śpiochy, dla mnie wstanie po 10 to strata dnia, potrafiłem być w porcie, kupić rybki i zagadać z miejscowymi by mi je usmażyli i takie ciepłe niosłem do pokoju, później wolałem zjeść na miejscu i pogadać z miejscowymi. Chłopcy bawili się razem, ja budowałem różne pojazdy z piasku, to jeepa, to motorówkę albo jeszcze coś innego, kolegi syn gdy tylko się odwrócilismy biegł szybko i deptał nasze dzieło a bawił się przecież razem z nami, nie rozumiałem go, zauważyłem, że jest zazdrosny o mojego syna, chociaż on był moim chrześniakiem i nic takiego się nie działo by tak to odczuwać, potrafił mu noge podstawić, uszczypnąć i bałem się by na ulicy go nie zepchnał, jeden miał 6 a drugi 8 lat.
    Innym razem pojechaliśmy pod namiot z synem i szwagra młodszą córką, obok rozbiły się dwa małżeństwa z dziećmi w podobnym wieku i to były wspaniałe dwa tygodnie, wspólnie gotowaliśmy, pływali, chodzili do lasu na jagody i jeżyny, na grzyby nie, bo nie znali grzybów a dla dzieci to nudy. Były wspólne wycieczki po okolicy, zabawy a nawet czytanie książek gdy czasem popadało, nic nam nie przeszkadzało a posiłki były proste, dzieci jadły pierwszy raz zupy ze świeżych owoców jabłek, wiśni czy czereśni.
    To jednak wszystko zależy od codziennego życia, podejścia rodziców a przede wszystkim dzieci musza czuć,że są kochane, że ich zdanie też jest brane pod uwagę a gdy dorośli ostrzegają to trzeba posłuchać i zapytać dlaczego, dorośli powinni cierpliwie tłumaczyć i jak najwięcej nauki przez zabawę.

  • satyra_komputerowa

    Oceniono 9 razy 7

    Główny problem dzisiaj to rodzice, to najgorsza grupa społeczna. Jadą z bachorami na wakacje i w ogóle nad tym bydlem nie panuja, byliśmy na mazurach z racji że nie przepadamy za autem bo wiadomo to odpowiedzialnośc, ani piwa się nie można napić jak się ma ochotę a i pilnować trzeba to jeździmy autobusem, niestety niektórzy rodzice też... Jedziemy dzieci drze mordę 2h matka uspokoić nie może w końcu ktoś wku...ony zwraca uwagę to matka z morda wyskoczyła... Jak ludzie zaczęli się drżeć na nią to w końcu się dzieckiem zajęła. Potem nad jeziorem lata bachor sypie piachem matka nic poszliśmy raz drugi zwrócić uwagę za trzecim po prostu zabrałem łopatkę wiaderko grabki i wyjechałem na środek jeziora, matka się bała odezwac i dobrze bo bym jeszcze jej zajebał. Nie nawidzee rodziców z bachorami

  • ninananu

    Oceniono 10 razy 4

    Artykuł z zhopy. Po pierwsze jak ktoś nie lubi to nie jeździ na takie wakacje. Problem na siłę. Tak mi się ułożyło, że nie mam rodziny i dzieci. Jestem si gielka, a że jestem w takim już wieku, że większość znajomych ma już młode ;-). Bardzo lubię tych znajomych i dzieci mi nie przeszkadzają.(może to kwestia ich ułożenia, nie wiem). Kiedyś mnie draznily, a tarez zmieniłam nastawienie i z dzieciakami bardzo fajnie można się bawić . Wystarczy choć trochę odkryć w sobie własnego dzeciaka i wyjazdy / spotkania nie muszą być uciążliwe.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

  • Hotele
  • Szukaj hotelu

  • Szukaj hotelu w Zurychu

  • Szukaj hotelu w Bazylei