Spędzają pół roku w Polsce, a zimę tam, gdzie ciepło. "Praca od 8 do 16 to byłby wyrok"

Z piętnastu lat stażu ani jednego dnia nie przepracował w biurze czy na stałej umowie - wszystko robi zdalnie, a każdą zimę spędza w ciepłym i pięknym miejscu. Nie liczy na pomoc państwa, nie wierzy w ZUS. "Ludzie w Polsce mało się cenią".

O tzw. cyfrowym nomadyzmie rozmawiamy z Andrzejem Budnikiem, podróżnikiem, który wspólnie z Alicją Rapsiewicz prowadzi bloga LosWiaheros.

Aleksandra Podgórska, Podróże Gazeta.pl: Czym jest cyfrowy nomadyzm? Jak wytłumaczyć to komuś, kto nigdy wcześniej o nim nie słyszał?

Andrzej Budnik: - Cyfrowy nomadyzm to styl życia, w którym pracujesz z dowolnego miejsca na świecie, gdzie jest internet. Jeszcze kilka lat temu w Polsce ten termin w ogóle nie istniał, choć niektórzy ludzie już wtedy w ten sposób żyli i wykonywali zlecenia będąc np. w Tajlandii, na Wyspach Kanaryjskich czy w Meksyku. Digital nomads, czyli cyfrowi nomadowie, to kolejny trend, który stał się na tyle powszechny, że trzeba było go jakoś zgrabnie nazwać.

Przesiadywanie w nadmorskiej kawiarni z pięknym widokiem, brak szefa, który przypomina o zbliżającym się terminie oddania projektu, a wieczorami okazja, aby pozwiedzać lub wybrać się na spacer po plaży w blasku zachodzącego słońca. Tak niektórzy mogą sobie wyobrażać ten sposób życia. Brzmi jak bajka, ale czy rzeczywiście tak jest? 

- Będąc zupełnie szczerym, to mam spory problem ze “sprzedawaniem” idei cyfrowego nomady za pomocą zdjęcia z laptopem na kolanach, najlepiej na plaży i w pełnym słońcu - każdy, kto choć raz próbował pracować w takich warunkach dobrze wie, że to jest kompletnie nieefektywne. Osoby, które tak postrzegają pracę zdalną na rajskiej plaży, dość szybko zostaną sprowadzone na ziemię przez rzeczywistość. Na dłuższą metę, pracując przy komputerze, potrzebujemy tego samego, co w Polsce - maksimum ciszy, minimum bodźców zewnętrznych oraz wygodnego biurka i krzesła. Zdjęcia, które często widzimy w internecie, robi się na potrzeby Instagrama lub Facebooka, żeby pochwalić się jakie mamy fantastyczne życie.

Kto może zostać cyfrowym nomadą, a kto zdecydowanie nie powinien próbować?

- Każdy, kto wykonuje pracę przez internet. Jeśli spojrzysz na to, co robisz i dojdziesz do wniosku, że w sumie to nie musiałbyś chodzić do pracy, żeby wykonywać swoje obowiązki (oczywiście o ile szef na to pozwoli), to znaczy że mógłbyś ją wykonywać zdalnie, np. z domu, ale też z jakiegoś mniej lub bardziej egzotycznego miejsca.
Najczęściej cyfrowymi nomadami są programiści, projektanci stron www, graficy, ilustratorzy, twórcy aplikacji mobilnych, tłumacze, kompozytorzy muzyki, nauczyciele języków obcych (udzielą korepetycji on-line), instruktorzy gry na gitarze (niektórzy robią to przez Skype), architekci, copywriterzy czy administratorzy fanpage'y na Facebooku, bo i to staje się dziś coraz bardziej popularne. Tych zawodów jest coraz więcej, bo też coraz więcej naszego życia zaczyna kręcić się wokół nowych technologii i internetu. Warto też wspomnieć o blogerach i vlogerach, czyli po prostu twórcach internetowych, którzy niemal wszystko, co robią, wiążą z aktywnością w sieci.

Co ciebie i Alicję skłoniło do tego, żeby zdecydować się na cyfrowy nomadyzm?

- Od kiedy pamiętam, to pracuję zdalnie na zlecenie dla kogoś. Nie przepracowałem ani jednego dnia na umowie o pracę, a swoją aktywnością zawodową dobijam już 15 lat. Dla mnie więc była to naturalna kolej rzeczy, która wynikła trochę przez przypadek, gdy dowiedziałem się, że to, co robię, właśnie nazywa się cyfrowym nomadyzmem.
Gdy wraz z Alicją wyjeżdżaliśmy w 4,5-letnią podróż po Azji i Australii, zabraliśmy ze sobą laptopa, aby pisać bloga, ale też po to, aby móc dorabiać w podróży. Przed wyjazdem zajmowałem się projektowaniem stron www oraz pozycjonowaniem ich w Google i robiąc to w podróży, mogliśmy po prostu dłużej w niej być. Nie mieliśmy tyle oszczędności, aby tylko z nich pokryć wydatki na kilkuletnią podróż. Praca zdalna, bo tak to wtedy określałem, była mi więc bardzo na rękę - potrzebowałem tylko dostępu do internetu.

Mapa podróży po Azji i AustraliiMapa podróży po Azji i Australii LosWiaheros

Mieliście dużo wątpliwości przed podjęciem decyzji? Czego najbardziej się obawialiście lub obawiacie? Jako freelancerzy, na dodatek pracujący z różnych miejsc na świecie, nie możecie raczej liczyć na takie zabezpieczenia jak emerytura czy urlop zdrowotny.

- Ja w ogóle nie liczę na jakąkolwiek pomoc państwa. Od zawsze wychodzę z założenia, że jeśli sam o siebie nie zadbam, to nikt tego za mnie nie zrobi. Mam też w związku z tym ogromny problem wewnętrzny z opłacaniem ZUS-u, bo i tak, kiedy potrzebuję pójść do dentysty czy zrobić szybko jakieś badania, to idę prywatnie i muszę za to płacić ekstra albo pokrywam je z ubezpieczenia podróżnego, które wykupuję.
Natomiast największym problem jest samo motywowanie się do pracy, bo poza terminem, który jest ustalony z klientem, nie mam nad sobą żadnego bicza. A czasem w pięknych miejscach praca jest ostatnią rzeczą, którą chce się robić. Tak było w Australii, tak było też na Wyspach Kanaryjskich.
To właśnie jedna z najczęściej wymienianych wad takiego trybu życia i pracy. Najlepiej wyraźnie podzielić sobie czas odpoczynku i korzystania z tego, co nas otacza, od czasu, gdy rzeczywiście skupiamy się na pracy. Ale nie ma jednego modelu, który będzie odpowiadał wszystkim.

Jak wy rozkładacie sobie czas pomiędzy wykonywanie obowiązków a podróżowanie?

- Na Wyspach Kanaryjskich, gdy mieliśmy dużo pracy przez pierwsze dwa miesiące, po prostu wyznaczyliśmy sobie rygor pracy od poniedziałku do piątku, ale w przedziale 6-godzinnym. Gdy ogarnęliśmy najpilniejsze zlecenia, podeszliśmy do tematu na zasadzie - jedna, nawet mała rzecz, jednego dnia. Reszta to odpoczynek.

A czy zarobki nie są problemem? Da się w taki sposób dobrze zarabiać? I czy zwracają się koszty wyjazdu za granicę?

- Od dawna uważam, że niskie zarobki w Polsce biorą się stąd, że ludzie się mało cenią i biorą na siebie więcej zleceń, ale po niższych stawkach, żeby czasem ktoś inny tego zlecenia nie dostał. O ile na początku swojej drogi zawodowej czy na studiach można to zrozumieć, o tyle z biegiem czasu i nabywanego doświadczenia stawki powinniśmy podnosić. Smutne jest to, że pracodawcy to wykorzystują, bo taki jest ogólny trend - jak nie ty, to kogoś innego sobie znajdę. My jesteśmy na takim etapie, że nie zastanawiamy się za długo, jak wycenić kolejne zlecenie - mamy swój cennik i według niego działamy. To wprowadza sporo higieny mentalnej, bo inaczej zapracowalibyśmy się na śmierć.

Zobacz więcej zdjęć z podróży Andrzeja i Alicji >>>

Co do kosztów wyjazdu, to oczywiście zależy, dokąd pojedziemy. Ostatnią zimę spędziliśmy na Wyspach Kanaryjskich, gdzie wynajęliśmy wraz z przyjaciółmi 4-pokojowe mieszkanie w miejscowości Adeje na Teneryfie. Koszty życia mieliśmy tam porównywalne do tych w Warszawie czy Krakowie, a okoliczności przyrody i przede wszystkim ilość słońca była zdecydowanie na korzyść Teneryfy. Po tygodniu wiedzieliśmy też, gdzie taniej robić zakupy, poznaliśmy lokalne sklepy z warzywami i owocami, więc nie płaciliśmy tego turystycznego frycowego.

Jak reaguje rodzina, kiedy słyszy: „Mamo/tato/babciu mam dość zimy, wyjeżdżam popracować za granicą, wrócę za pół roku”?

- Już przywykli, że nas więcej nie ma w kraju, niż jesteśmy. Kiwają głową ze zrozumieniem, ale oczywiście nieobecność podczas świąt Bożego Narodzenia czy Wielkanocy albo imprez rodzinnych, to po prostu koszt, jaki ponosimy, będąc za granicą. Coś za coś.

A jakie są reakcje innych ludzi, kiedy dowiadują się, jak żyjecie? To trochę nietypowe dla Polaków, w naszym kraju bardzo ceni się takie wartości jak stabilizacja i posiadanie rodziny.

- Pierwszy raz otwarcie opowiedzieliśmy o naszym stylu życia na konferencji twórców internetowych See Blogers, która odbywa się w Gdyni. Pamiętam, że wtedy mieliśmy mnóstwo pytań po samym wystąpieniu, ale też kilkadziesiąt maili na prywatnej skrzynce. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że tak można, choć coraz więcej się w tym temacie dzieje i coraz częściej o cyfrowym nomadyzmie się mówi. Przykładem może być i ten wywiad.
Na początku tego roku założyliśmy też specjalną grupę na FB, która pomaga zebrać podstawowe odpowiedzi na pytania: gdzie szukać pracy zdalnej, gdzie wyjechać, aby koszty utrzymania nie były za wysokie, jakie zawody można podciągnąć pod cyfrowy nomadyzm. Zainteresowanie jest coraz większe!

Znacie kogoś, komu taki styl życia zaszkodził i zupełnie się nie sprawdził?

- Otwarcie nikt, kogo znamy, czegoś takiego nie powiedział.

Wy zdecydowaliście, że część roku będziecie spędzać w Polsce, a kiedy robi się chłodniej, przenosicie się gdzieś, gdzie jest ciepło i słonecznie. Czy zawsze jest to jedno miejsce, czy w ciągu tych kilku miesięcy jeździcie po różnych krajach?

- Staramy się ograniczać do jednego kraju lub regionu, bo wiąże się to z niższymi kosztami. Poza tym przemieszczanie się w połowie zimy do innego kraju to ponowne planowanie, wynajmowanie mieszkania etc. Mamy jeszcze przed sobą około 40-50 zim, więc dużo zdążymy zjeździć (śmiech).
Wiosnę, lato i wczesną jesień spędzamy w Polsce, ale też nie w jednym miejscu. Zlecenia mamy w różnych miastach. Jeździmy po całym kraju, filmujemy i fotografujemy z drona ciekawe miejsca. Nasze auto przekształciliśmy w mobilny dom. Można w nim spać, przyrządzić posiłek, schować się przed złą pogodą. Dzięki temu mamy okazję zobaczyć miejsca, do których pewnie bez powodu byśmy się nie wybrali.

Jakie miejsca już w ten sposób odwiedziliście?

- Jedną zimę spędziliśmy w Australii i Nowej Zelandii, a ostatnią na Kanarach. Przy doborze takich miejsc staramy się brać pod uwagę to, czy będziemy mogli zatrzymać się w miejscu, gdzie będą komfortowe warunki do pracy. Potrzebujemy spokojnego miejsca z biurkiem, dostępem do prądu i internetu. Staramy się też zorientować, jakie będą koszty utrzymania na miejscu, żeby się nie okazało, że nie mamy za co żyć.

Alicja Rapsiewicz i Andrzej Budnik w Nowej ZelandiiAlicja Rapsiewicz i Andrzej Budnik w Nowej Zelandii LosWiaheros

Jakie były najbardziej ekstremalne warunki, w których pracowaliście lub próbowaliście pracować?

- Próbowaliśmy pracować, jadąc rowerami z Tajlandii do Polski. Szło nam nieźle, dopóki nie wjechaliśmy do Azji Środkowej. Tam pokonał nas bezkres stepu i spore dystanse od kolejnych dużych miast, gdzie moglibyśmy znaleźć internet, ale też naładować komputer. Tadżykistan, Kirgistan czy Uzbekistan to nie są idealne miejsca do pracy. Poza tym zdaliśmy sobie sprawę, że podróżowanie rowerem pochłania tak dużo naszej energii, że po dojechaniu do jakiegoś bardziej cywilizowanego miasta jesteśmy wykończeni i nie mamy ochoty na wysiłek intelektualny. Co innego gdybyśmy jechali motorem czy samochodem terenowym. Wtedy można to jakoś pogodzić, bo też prąd moglibyśmy sami produkować z alternatora naszego pojazdu.

Scenariusz, kiedy trudno jest znaleźć dobrze działające Wi-Fi (lub w ogóle jakiekolwiek), zdarza się pewnie dość często? Do tego mogą dochodzić inne niedogodności. Czy w takich sytuacjach pojawiają się w głowie myśli, że trzeba było jednak zostać w Polsce?

- Tak, wtedy łatwo o frustrację. Dlatego bardzo polecam sprawdzić ten styl życia na początek z jednym czy dwoma zleceniami podczas krótszego wyjazdu, niż rzucać się na głęboką wodę. W sieci można teraz sprawdzić wszystko. Zanim się wyjedzie w jakieś miejsce, warto najpierw poczytać opinie innych cyfrowych nomadów o danym kraju, kosztach i dostępie do internetu szerokopasmowego lub mobilnego.

Alicja Rapsiewicz i Andrzej Budnik w AustraliiAlicja Rapsiewicz i Andrzej Budnik w Australii LosWiaheros

Nomadzi żyją w hotelach czy raczej decydują się na wynajem mieszkania lub pokoju? A może wygląda to jeszcze inaczej?

- Zależy to głównie od kosztów wynajmu, ale oczywiście optymalnym rozwiązaniem jest wynajęcie mieszkania lub apartamentu. Wtedy mamy 100 proc. niezależności. Powstaje też coraz więcej miejsc do pracy dla cyfrowych nomadów. To tzw. coworkingi. Można tam wynająć miejsce do pracy na określony czas, jest dostęp do internetu i są też inni cyfrowi nomadowie z różnych branż (na przykład webmasterzy, projektanci, graficy, tłumacze, copywriterzy), z którymi można wymieniać się doświadczeniami lub poprosić o radę i pomoc przy wykonywanym zleceniu.

Praca zdalna z ciepłego, egzotycznego kraju brzmi zachęcająco dla freelancera. A jak reagują zleceniodawcy, kiedy dowiadują się, że nie ma was na miejscu?

- Często nawet nie wiedzą, że jesteśmy za granicą, chyba że trafią na naszego bloga lub facebookowy fanpage. Nie tłumaczę się, skąd wykonuję zlecenie, choć na pewno w mentalności polskich przedsiębiorców może pojawiać się strach przed zatrudnieniem kogoś, kto jest akurat w Meksyku. Na szczęście to się powoli zmienia. Pracodawcy nabywają do nas zaufania, gdy przekonają się, że zlecenie jest dobrze wykonane.

Jest możliwe, aby być cyfrowym nomadą przez całe życie? Czy dla was to tylko etap, a w przyszłości chcielibyście się ustabilizować? Powrót do rzeczywistości chyba nie należy do najłatwiejszych.

- Nie potrafimy na to pytanie odpowiedzieć. To jest zbyt nowy trend, który pojawił się wraz z rozwojem internetu i ciężko znaleźć historie osób, które pracowały zdalnie przez Internet do końca swojego życia. Pewny jednak jestem tego, że nie umiałbym pracować na umowę o pracę w tzw. stabilnym trybie. Długa podróż po Azji i Australii tak bardzo nas zmieniła, że praca od 8 do 16 byłaby dla mnie wyrokiem.

Jaki jest tak naprawdę sens cyfrowego nomadyzmu, o co w nim chodzi? Podróże przecież mogą kiedyś się znudzić, poza tym dla wielu osób są wyczekiwaną odskocznią i chwilowym oderwaniem się od codzienności, a nie sposobem na życie.

- Przyzwyczajenie? Teoretyczna możliwość decydowania o każdym swoim dniu? Świetne pytanie, zaskoczyło mnie, przyznaję. Na pewno jest coś w tym, że nie czekam na podróż, jak na coś niesamowicie ekscytującego i znikł ten moment wyczekiwanej odskoczni, ale co mam w zamian? Pewnie sporo niezależności i jeśli poduszka finansowa jest wystarczająco duża, także możliwości zmiany otoczenia, a nawet zawodu, jeśli znudzi mi się to, co akurat robię.

LosWiaheros możecie śledzić na Facebooku:

LosWiaheros.pl - Podróżuj, odkrywaj, inspiruj,

a także dołączyć do prowadzonej przez Andrzeja i Alicję grupy poświęconej cyfrowemu nomadyzmowi:

Cyfrowi Nomadowie i Freelancerzy, czyli praca zdalna i podróże!

Czytaj też:

Trip we dwoje w Gazeta.pl! "Nie rzuciliśmy korpo, żeby podróżować. Nie chcemy podtrzymywać tego mitu"

Komentarze (283)
Spędzają pół roku w Polsce, a zimę tam, gdzie ciepło. "Praca od 8 do 16 to byłby wyrok"
Zaloguj się
  • kawabis

    Oceniono 27 razy -19

    "Od kiedy pamiętam, to pracuję zdalnie na zlecenie dla kogoś. Nie przepracowałem ani jednego dnia na umowie o pracę".To tak jak ekolodzy.

  • j1200

    Oceniono 22 razy -10

    nie ogarniam jak można się smażyć na słońcu cały rok i nie mieć swojego miejsca, ale co kto woli. Pracuję podobnie jak bohaterowie, ale z własnego domu.

  • Adam Publiczny

    Oceniono 6 razy -4

    najlepiej pracować zza grobu albo chociaż postawić sobie robota "AI", który będzie zapierd. za nich a oni tylko relax.

  • mamlas_p

    Oceniono 22 razy -4

    Czytam taki kolejny wygniot jakiegoś przygłupa ze stajni Michnika i ręce opadają. Opowieści kretyna aplikowane przez bezmózgiego michnikowego kretyna, coraz bardziej skretyniałej młodzieży.
    Takie opowieści dziwnej treści, czyli pier dolenie kotka za pomocą młotka.

  • Rafał Krych

    Oceniono 4 razy -2

    A jak z dziećmi? Nie planujemy?
    Rozumiem, że skoro nie liczymy na ZUS ani na dzieci to zbieramy środki na starość samodzielnie. Jak tam idzie zbieranie oszczędności?? A opieka medyczna?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX